~foxmann

zarejestrowany użytkownik

Komentarze napisane przez tego użytkownika:

DataArtykułTreść
2011-04-07 OFE, czyli fałszywa alternatywa pan profesor, choc przyjal zalozenie nawet sluszne to jednak argumentacja jest bardzo dziecinna i uproszczona, gdyz w teorii wszystko pasuje, jednak uwzgledniajac jakosc intelektualna i mentalna polskiego spoleczenstwa wcale nie jestem takim przeciwnikiem przymusu ubezpieczeniowego. I prosty przyklad: Jest czlowiek, ktory notorycznie loi wodke. Ani mu w glowie rozsadne zarzadzanie pieniedzmi. Co ma to przepija. Na starosc nie ma kasy. On i wielu jemu podobnych w desperacji co zrobia? Wskaza palcem tych co maja "BOGACI". Dla takiej choloty nie jest wazne, ze tamci byli uczciwi i sobie odlozyli. Wtedy wiec bezpieczenstwo i spokoj, tych co maja zostanie zagrozony. Takich przykladow moznaby mnozyc. To, ze wielu nie potrafi zarzadzac wlasna kasa jest mnostwo. Wtedy mniejszym zlem jest panstwo, ktore pod przymusem kaze sobie takiemu czlowiekowi odlozyc, zeby przynajmniej z glodu nie umarl. Nie kazdy jest rozsadny. Bledem w tym artykule jest wlasnie to zalozenie, ze czlowiek bedzie tym dobrze zarzadzal. Jak wiemy takze nie kazde oblicze SOCJALIZMU jest takie samo w kazdym panstwie i wcale w panstwach bardzo socjalistycznych jak np. Niemcy, gdzie system jest wydolny, sa dobre emerytury, a pieniadze panstwowe wydaje sie bardziej z glowa nie ma jakiegos niezadowolenia spolecznego z tego powodu. Dunczycy, ktorych panstwo socjalistyczne kroi na ok. 50% podatku dochodowego sa jednym z najbardziej zadowolonych narodow w Europie. Tak wiec jak slusznie zauwazyl pan Meller w polemicznym tekscie - panstwo ma tez swoje plusy jak: ochrona i bezpieczenstwo. Aby to obiektywnie porownac trzeba wiedziec i dobrze wiedziec jak to gdzie indziej funkcjonuje, porownac i wtedy mozna wyciagnac mniej dziecinne wnioski niz tylko: przymus ubezpieczen spolecznych jest zly, bo zabiera moje pieniadze.
2011-04-08 Imperium RAŚ kontratakuje czyli początek prawdziwego problemu jeden artykul, kilka bledow: 1. "Obecnie na msze po niemiecku na Opolszczyźnie chodzi coraz mniej ludzi" - jakies statystyki czy tylko powtarzanie obiegowych opinii? Chetnie dowiem sie ile chodzilo, a ile chodzi teraz. W mojej parafii jest kilka razy w miesiacu taka msza i frekwencja jakos bardzo nie spada. Poza tym msza w jezykach narodowych do NOM, wiec jest tak naprawde posoborowa nowosc, a nie element jakiejkolwiek tradycji. Dawniej ksiadz odprawial po lacinie i jezyk nie mial tu najmniejszego znacznia. Jak ksiadz nie znal, nie bylo kazania i juz, 2. "Posiadacze podwójnego obywatelstwa w Niemczech od wielu lat są bardzo źle traktowani." - skad w ogole taki kuriozalny wniosek? Czy jak widzi sie osobe na ulicy w Niemczech ma ona na twarzy etykiete: "POSIADACZ PODWOJNEGO OBYWATELSTWA". Tak sie jest traktowanym na ile samemu sie na to pozwala. Lepsze traktowanie jest wtedy jesli spoleczenstwo widzi czlowieka wartosciowego, ktory dla danego spoleczenstwa cos wnosi innego niz tylko wnioski o pomoc socjalna. W obecnym multikulti w Niemczech nie ma to zadnego znaczenia, kto ile obywatelstw ma, a w kwestii ich wiekszej ilosci Niemcy podchodza do tematu bardzo liberalnie. 3. "Nie przypominam sobie jednak, by Ślązacy uważani byli zarówno przez Niemców jak i Polaków za pełnowartościowych obywateli." - skad taki wniosek i na podstawie czego autor sobie "nie przypomina"? 4. "W Niemczech do dzisiaj drukuje się mapy ze Śląskiem i Pomorzem jako ziemiami pozostają tymczasowo pod Polską administracją" - a w Polsce do dzis drukuej sie mapy z granicami II RP i co ma piernik do wiatraka, nawet wiecej niektorzy kresowianie, ktorych na ziemiach zachodnich sporo chcieliby znowu mieszkac w polskim Lwowie, Grodnie, czy Wilnie. Jako Slazak mieszkajacy w RFN moge tylko z politowaniem taki zalosny tekst przeczytac. Powtarzanie i podawanie dalej tych samych, troche dopudrowanych stereotypow od wielu lat.
2011-04-09 Imperium RAŚ kontratakuje czyli początek prawdziwego problemu PiotrZW: No niestety znowu jakosc komentarza bardzo slaba. 1. W artykule z NTO nie ma nigdzie mowy o mszach po niemiecku, ani tego, ze mlodzi traktuja to jak indoktrynacje. Trzeba chyba miec dobra fantazje, zeby takie klamstwa do tego dospiewywac. Jest tylko mowa, ze na Slasku mlodzi nie maja silnego poczucia narodowego i tu jest okazja dla panstwa polskiego, ktore ma mozliwosc przeciagniecia niezdecydowanych na swoja strone poprzez porzadne wyksztalcenie i mozliwosc znalezienia uczciwej i dobrze platnej pracy na miejscu, a nie tylko argument: "Albo jestes Polakiem, albo wypad". 2. Pracowales w RFN ze swoimi, wiec nie wiem ilu miales procentowo przyjaciol Niemcow, a ilu Polakow/Slazakow? Fakt jest taki, ze jak ktos straszliwie kaleczy jezyk i nie ma zbyt wielu madrych i ciekawych rzeczy do powiedzenia to ogolnie za wielu ciekawych przyjaciow (obojetnie jakiej narodowosci) sobie nie pozyska zarowno w Polsce jak i RFN. w DE dochodzi jeszcze sprawa kompletnego braku checie asymilacji, a takze brak checi poznania kultury i zwyczajow regionalnych (malo kogo oprocz euro interesuje cos wiecej). Jesli dajmy na to na Gorny Slask sprowadza sie dajmy na to ktos ze wschodniej Ukrainy to ja jako rdzenny mieszkaniec tej ziemi zyczylbym sobie, aby ta osoba byla jezykowo komunikatywna. Wszedzie tak chyba jest. Nie dziw sie wtedy, ze ktos jest nieakceptowany. 3. Kwestia malzenstw to odrebny temat i chyba sam musisz przyznac, ze nie oceniasz osoby do malzenstwa po narodowosci, tylko po tym kim jest. W koncu z nia trzeba spedzic reszte zycia. Przykladow malzenstw mieszanych i jednorodnych mozna by podawac w setkach na tak i na nie, wiec argument to zaden. Tam gdzie milosc i uczciwosc tam moze prawie kazda kombinacja dobrze funcjonowac. 4. Prof. Glensk to chyba bardziej swoje frustracje wylewa. Jest faktem, ze PRL wobec ludnosci autochtonicznej bylo wrogie i starszy czlowiek dokladnie wie jak wrogie, ale chyba jak sie zostalo profesorem to az tak zle nie moglo byc. Choc do dzisiaj sa uprzedzenia (a propos malo jest autochotnicznej ludnosci w obecnych granicach Polski), jest czasem chamstwo to nie jest to tak jak dawniej. Poszlo mimo wszystko duzo do przodu. Jednynie Kaczynski i jego ludzie w swoim intelektualnym ograniczeniu mysla tak jak mysla. Ich problem. 5. No i chlopie nie osmieszaj sie... Podaj jakis jeden dowod na to, ze Niemcy chca rewidowac granice. Tylko prosze nie o jakies wypowiedzi np. Pawelki, ze Wroclaw ma byc niemiecki, bo to ani po pierwsze stanowisko rzadku RFN tylko widzimisie dziadka, po drugie kresowianie tez mowia, ze Lwow ma wrocic do RP. Sentyment za utraconym heimatem i tyle. I ci ludzie (rasowi Kresowiacy) sa chyba najbardziej przychylni Slazakom i rozumieja o co w ogole chodzi.
2011-04-14 Problemy liberalizmu Trzeba przyznać, że ciekawa dyskusja na ten temat się rozwinęła. Aż przyjemnie poczytać artykuł i komentarze. Bardziej mimo wszystko biorę stronę panów Boruty i Napierały, choć z ostatnim ciężko zgodzić się co do zdania "co za problem wystarczy u tego gościa nie pracować". To jednak w praktyce codziennej nie takie proste znaleźć dobrą pracę. Często ludzie nie mają innej sensownej alternatywy. Sprawa bardzo indywidualna. A kwestia zaglądania do łóżek to oczywiście zależy od modelu państwa. Jeśli jest wyznaniowe (katolickie) to jak najbardziej może pewne rzeczy penalizować. Jesli jest laickie to oczywiście logicznie w takich sprawach nie ma i zazwyczaj nie chce mieć nic do gadania.
2011-04-14 O tym, jak przegrywamy wojnę propagandową Artykuł słaby merytorycznie i bardzo tendencyjnie napisany. Pierwsza sprawa: żaden argument nie jest tu podparty konkretnymi dowodami (jakimiś odnośnikami, przypisami). Są to więc prywatne opinie autorki, bardzo chyba nie lubiącej Niemców. I tak zacznijmy od początku. 1. Gospodarka. To prawda, że dobry PR jest ważny także dla gospodarki, ale bez porządnego rynku, produkcji i konkurencji będzie tylko pustym sloganem. To nieprawda, że Niemcy przezyły rozkwit gospodarczy dopiero po wojnie. Duże firmy, motory napędowe niemieckiej gospodarki (Mercedes, BMW, VW, Siemens itd.) to firmy które mogą wykazać się dużo dalej sięgającą historią niż do roku 1945 i jakość ich produktów była znana już dużo wcześniej. Po wojnie po prostu kontynuowano, modernizowano. I to przede wszystkim decyduje w ponad 90% o sukcesie, a PR, czy dawniej propaganda to po prostu tylko dodatek do całości. 2. II WŚ. To fakt Niemcy rozpoczęły II WŚ, ale nie były jedynym agresorem. Jak sama nazwa wskazuje nie była to wojna polsko-niemiecka, tylko wojna światowa. Pech chciał, że geograficznie znajdujemy się blisko Niemiec, więc w naturalny sposób staliśmy się ofiarami ich agresji, ale w tamtejszej sytuacji światowej, jeśli popatrzy się na to trochę dalej (kryzys, rozwój nacjinalizmów) to byli agresorzy i także beneficjenci. Czy Niemcy są beneficjentami? Trudno jednoznacznie określić. Na pewno uporządkowanie swojej historii i rozliczenie jej nie jest takie antypolskie jak autorka sugeruje. Żydzi dostali już mnóstwo odszkodowań, dawniej w markach i do dzisiaj dostają w euro, Polacy, którzy udowodnili pracę przymusową i inni także. Oczywiście utraconych bliskich żadne pieniądze nie zwrócą, ale liczy się dobry gest. Sowieci byli takimi samymi agresorami jak Niemcy i jakoś nie słyszno do tej pory, aby ktoś dostał choćby rubla jakiegokolwiek odszkodowania, więc nie jest aż tak źle. Poza tym czas leczy rany i do dzisiaj żyje już szczątkowo pokolenie, które może domagać się jakichkolwiek odszkodowań z tego tytułu. Co do wypędzeń to sprawa jest bardziej złożona niż przedstawiają to media. Nikt nie słucha żadnych argumentów, tylko emocje biorą górę, a szkoda, bo z E. Steinbach zrobiono wręcz upiora. Nikt nie przeczy współodpowiedzialności Niemiec z II WŚ, ale także nikt nie przeczy ich odpowiedzialności za np. I WŚ. Z tą różnicą, że po I WŚ z terenów np. przypadłych Polsce, kosztem tamtejszych Niemiec (np. poznańskie) nikt nikogo nie wypędzał, po podziale na przykład wschodniej części Górnego Śląska na PL i DE Niemcy stali się po prostu legalną mniejszością narodową. Po II WŚ z terenów kraju Saary, który miał docelowo być przyłączony do Francji także nikogo nie wypędzano. Wypędzono jedynie z terenów przypadłych Polsce, Rosji (Kaliningrad) i Czechom po II WŚ, więc o to w zasadzie chodzi tym ziomkostwom, a także o to, że sam proceder wysiedleń odbywał się w "różnych" warunkach i dokonywali go bezpośrednio Polacy (MO) i Czesi. Tak się potoczyła historia, tak wyszło. Naturalnie nikt normalny nie będzie się domagał rewizji granic, a także zważywszy na fakt, że wypędzenia byli prawnie legalne (konferencja w Poczdamie) także nie należy się żadne świadczenie socjalne, ale chyba nic złego w tym, że ktoś pielęgnuje pamieć o swoim heimacie, odwiedza dawne strony itd. Z Polaków tylko kresowiacy tak naprawdę rozumieją o co chodzi. To temat który powienien łączyć nasze dwa państwa, a nie je dzielić. 3. Rola Polski. Jako państwo o dość dogodnej pozycji powinniśmy pozyskać Niemcy jako ważnego i strategicznego sojusznika. Buńczuczne odgrażanie się jest dziecinne i głupie, nieczego nie zmienia i nic z tego nie mamy. Jeśli jednak przedmiotem debaty publicznej zamiast takich rzeczy jest umiejscowienie krzyża koło pałacu prezydenckiego, albo analiza stanu psychicznego oraz mało intelektualnych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego to sprawa bądź co bądź ważna stoi nadal w miejscu.
2011-04-14 Groźne mity Fotygi i tablica smoleńska Raz, że pan Libicki był sam członkiem PiSu. Zbliżają się wybory, to się zrobił tutaj na tym portalu dość aktywny. Panie pośle, pana zdanie w tej sprawie jest po prostu mało wiarygodne i tyle. W czymś musiał jednak panu imponować Jarosław Kaczyński, że był pan jego wiernym pretorianem i wtedy panu Fotyga i inne miernoty intelektualne nie przeszkadzały. Świetny komentarz pana Matuszkiewicza. Tak się prowadzi politykę, gotując tę wodę, którą akurat mamy dostępną. Czyli np. w sprawie gazociągu można sobie było potupać i pogrozić palcem w bucie. Zawsze mnie zastanawiało jak to jest, że np. Austria dogadała się z Niemcami i mają pociągnięty ten kawałek rury do siebie i nikt o tym głośno w mediach nie mówi. Czy nie dało się tego samego zrobić np. do Świnoujścia, wtedy możnaby mieć kawałek zapasowej rury i Rosjanie mieliby poważniejszy problem z odcięciem np. Polsce gazu. Poza tym zgodę można było przehandlować tak, żeby wkopali tę rurę tak jak się należy.
2011-04-14 O tym, jak przegrywamy wojnę propagandową szanowna pani, ja także mieszkam w RFN i wcale tego tak nie postrzegam jak pani. Tak więc różnie ludzie uważają. Skoro pani mieszka tutaj to chyba aż tak źle nie jest, jak sądze. Nie napisała pani jakie konkretne doświadczenia wpłynęły na pani zdanie. Pisze pani: "Chodzi o schematy myslowe." - no właśnie w tym artykule nie było niczego innego jak tylko stereotypy i schematy myślowe, a rzeczywistość jest bardziej złożona i nie da się jej obiektywnie zdefiniować. Przykład chociażby kwesti wypędzonych. Opisałem poniżej z faktami, o które ciężko w tzw. mainstreamie medialnym. Ciężko o nich w taki sposób przeczytać np. w polskich gazetach. Tak czy inaczej problem jest zdecydowanie upolityczniony i rozdmuchany to potężnych rozmiarów, a przecież wcale tak nie musi być. Polacy też mają swoich kresowych wypędzonych przecież. II WŚ to także bardziej złożna sprawa niż tylko napaść Hitlera na Polskę. To fakt, że Niemcy to potęga gospodarcza, kulturalna. Mówię to zupełnie neutralnie. Takie są fakty. Jeśli chcemy normalnie w takim układzie funkcjonować (mająć za sąsiada takie państwo) musimy go pozyskać jako naszego najlepszego sojusznika. Historia historią, ale bieżące sprawy i przyszłość to podstawa. Czy ma pani jakiś lepszy pomysł niż współpaca i wspólne interesy? Z tego artykułu naprawdę z całym szacunkiem, bo wcześniejsze były dużo lepsze, nie wynika nic. Jest to tylko powtórzenie utartych schematów myślowych, tyle że polskich.
2011-04-14 O tym, jak przegrywamy wojnę propagandową szanowna pani, ja także mieszkam w RFN i wcale tego tak nie postrzegam jak pani. Tak więc różnie ludzie uważają. Skoro pani mieszka tutaj to chyba aż tak źle nie jest, jak sądze. Nie napisała pani jakie konkretne doświadczenia wpłynęły na pani zdanie. Pisze pani: "Chodzi o schematy myslowe." - no właśnie w tym artykule nie było niczego innego jak tylko stereotypy i schematy myślowe, a rzeczywistość jest bardziej złożona i nie da się jej obiektywnie zdefiniować. Przykład chociażby kwesti wypędzonych. Opisałem poniżej z faktami, o które ciężko w tzw. mainstreamie medialnym. Ciężko o nich w taki sposób przeczytać np. w polskich gazetach. Tak czy inaczej problem jest zdecydowanie upolityczniony i rozdmuchany to potężnych rozmiarów, a przecież wcale tak nie musi być. Polacy też mają swoich kresowych wypędzonych przecież. II WŚ to także bardziej złożna sprawa niż tylko napaść Hitlera na Polskę. To fakt, że Niemcy to potęga gospodarcza, kulturalna. Mówię to zupełnie neutralnie. Takie są fakty. Jeśli chcemy normalnie w takim układzie funkcjonować (mająć za sąsiada takie państwo) musimy go pozyskać jako naszego najlepszego sojusznika. Historia historią, ale bieżące sprawy i przyszłość to podstawa. Czy ma pani jakiś lepszy pomysł niż współpaca i wspólne interesy? Z tego artykułu naprawdę z całym szacunkiem, bo wcześniejsze były dużo lepsze, nie wynika nic. Jest to tylko powtórzenie utartych schematów myślowych, tyle że polskich.
2011-04-14 Urojone problemy libertarianizmu *Nameless: Jeśli chodzi o dzieci, szczególnie jeszcze te nie używające rozumu to sprawa ma się trochę jak ze zwięrzętami. Dziecko nie jest świadome, więc odpowiedź czy można takie dziecko zagłodzić jest - NIE! Podatki są owszem formą przymusu, ale żeby państwo mogło funkcjonować (chociażby minimum administracji) musi je pobierać. Kwestią jest ich wysokość. Jest różnica czy oddajemy ponad 50% państwu, czy np. 7,5%. Blisko rzeczywistości libertariańskiej jest np. Szwajcaria. Tam właśnie sprawy takie jak np. kultura czy inne rzeczy, gdzie w socjalistycznych państwach wszystko państwo trzyma w łapach jest finansowane właśnie z dobrowolnych fundacji, funduszy. Oczywiście ta dobrowolność tez im się opłaca. Mogą przez to np. nie płacić podatków, dużo da się odzyskać itd. Nie znam nikogo, kto skarżyłby się na jakość życia w Szwajcarii.
2011-04-15 O tym, jak przegrywamy wojnę propagandową szanowna pani, to żadne odkrycie, że każde państwo ma swoją "propagandę", czyli dba o swoje interesy. Nie każde jednak ma takie same możliwości dbania o nie i wywierania nacisku na politykę światową. Zgodzi się chyba pani, że głos Niemiec w ważnych dla Europy i świata sprawach więcej znaczy niż głos Polski. Takie są realia. Powinniśmy zacząć od uporządkowania swojego własnego podwórka. Nie wiem czy Niemcy nas do czegokolwiek potrzebują. Myślę, że poradziłby sobie i bez Polski, ale Polska bez Niemiec już niekoniecznie, zważywszy na to, że jest to duży rynek (np. zbytu dla naszych produktów). Dobre z nimi stosunku leżą w szeroko pojetym interesie Polski. Ich potęga wynika z innego nastawienia mentalnego. Jeśli Niemiec widzi lepszego od siebie to może i trochę mu zazdrości, ale jeśli ten lepszy ma dobre kwalifikacje to zaakceptuje to, że będzie on jego szefem, bo sam wie, że z takim człowiekiem sam może wiele tylko profitować. Polak jeśli widzi lepszego od siebie to będzie robił wszystko, aby ten czasem nie był górą. Trochę generalizuję, ale tak to w istocie jest. Sam fakt , że oboje mieszkamy tutaj daje prosty wniosek, że lepiej mieszkać w państwie przewidywalnym, w którym można się rozwijać i realizować swoje plany i marzenia. Wyciąganie faktów takich jak: II WŚ, "że się nie da i wszystko jest bez sensu", zagrożenie to wszystko można między bajki włożyć. Mieszkamy tu i teraz i historia choć jest ważna jest podrzędna wobec teraźniejszości. Nie wiem z czym pani ma problem. Nawet wyciągając z pani artykułu wniosek taki, że "Polska nie ma swojej propagandy" to co z niego tak konkretnie wynika. Co proponuje pani jako konkretne działania w tym temacie.
12345678910...








RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL