Jan F. Libicki

Profesor Pawłowicz – narzędzie konsolidacji elektoratu

2 lutego 2013 | Publicystyka

Trwa burza wokół wystąpienia profesor Krystyny Pawłowicz. Rzeczywiście. Trudno o bardziej nieszczęśliwe zabranie głosu w obronie tradycyjnych wartości. Ten głos profesor Pawłowicz zabrała tak, że potwierdziła wszystkie najbardziej nieprawdziwe stereotypy o konserwatywnych poglądach.

Stereotypy, które świadomie i nieprawdziwie rozpuszczają najwięksi wrogowie konserwatywnych instytucji i idei. Forma wystąpienia profesor Pawłowicz jest więc najbardziej niefortunną z możliwych.

Odmiennie ma się sprawa co do treści. Gdyby te same treści przedstawić spokojnym językiem, bez personalnych ataków i odniesień, bez ironii, bez jakiejś niezdrowej ekscytacji, to przecież trudno by odmówić im prawdziwości. Podpisze się pod nimi każda osoba nawet o poglądach konserwatywno -centrowych. Takie są fakty.

Jeszcze inną kwestią jest ten szum, który się wokół wypowiedzi profesor Pawłowicz utrzymuje. Znamy przecież podobnie kontrowersyjne wypowiedzi innych polityków z drugiej strony tego cywilizacyjnego sporu. Znamy choćby wypowiedzi Janusza Palikota, czy Roberta Biedronia. I choć - nie odnosząc się do ich treści- ich natężenie kontrowersyjnych emocji jest podobne, to jakoś ten szum medialny nie utrzymuje się w nieskończoność. Nie trwa dniami, tygodniami, miesiącami. Na tę specyficzną, niezaskakującą asymetrię, trzeba zwracać uwagę. Trzeba o niej mówić.

Jest wreszcie wystąpień profesor Pawłowicz aspekt ostatni. Aspekt polityczny. Otóż kierownictwo PiS dopuściło do jej wystąpień całkowicie świadomie. Gdyby bowiem, chodziło mu rzeczywiście o przeprowadzenie skutecznej debaty nad kwestią cywilizacyjną to wystąpiłby w niej kto inny. Wystąpiłby Kazimierz Michał Ujazdowski, Jerzy Polaczek, czy ktoś podobnego pokroju. Ktoś kto w sposób spokojny, w tej ważnej debacie wyłożyłby rację. Wyłożyłby rację w tonie bliższym ministrowi Gowinowi niż profesor Pawłowicz. Tak się nie stało. Moim zdaniem - nie przez przypadek. Bo w tej debacie PiSowi nie chodziło o sam spór. Chodziło o to, aby przy pomocy tej sprawy po prostu skonsolidować elektorat. Mieć dalej twarde 20% wyznawców i zamknąć się na centrum. Takiej decyzji na pewno nie podjął Mariusz Błaszczak. Ją podjął Jarosław Kaczyński.

Widać, że w 2013 roku prezes liczy na kryzys i całą pulę. Dalej marzy o Budapeszcie w Warszawie. I żadne spokojna retoryka, żaden centryzm nie jest mu potrzebny. Potrzebuje konsolidacji elektoratu i dobrych do tej czynności narzędzi. Profesor Pawłowicz jest tu narzędziem wprost wymarzonym!

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw





pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 2

| odsłon: 731

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.


| 2013-02-02 15:02:23
Tylko problem polega na tym, że gdyby te same treści wypowiedziano abstrakcyjnie, bez odwołania do konkretnego, obrzydliwego chyba dla większości przypadku, nikt by go nie poparł. Tymczasem można w oparciu o to wystąpienia uformować obóz przeciwników wszelkich dewiacji. Obóz, który stanie do walki, nie tylko jakimiś deklaracjami, ale podejmie konfrontację, która przyniesie zwycięstwo kontrrewolucji, a ostatecznie Prawdzie. Nie wierzę w możliwość naprawy tej pseudo-rzeczywistości, w której żyjemy. Trzeba zmieść ją z powierzchni ziemi.
| 2013-02-02 22:28:39
Sytuacja trochę przypomina mi to jak było z JKM i tym kimś. Też medialnie było dość ostro. Ale nie pamiętam żebym w domu, na uczelni spotkał się z kimś kto by to krytykował. Bardziej skłaniałbym się ku ocenie, że to dobrze, że ktoś nazywa rzeczy po imieniu, nie ograniczając się do czysto neutralnych kryteriów jak chociażby legalizm. Szczególnie przypadł mi do gustu jeden z komentarzy w mediach "to cofnięcie debaty o tych sprawach do lat 90tych, gdzie takie słownictwo jeszcze miało miejsce" - to było bodajże odnośnie sprzeczności z naturą. Jeśli to jest cofnięcie do debaty, gdzie mówienie wprost, że to jest złe jest możliwe - to chyba bardzo dobrze?















RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL