Konrad Rękas

Niedoszły sojusz Macierewicz – Jaruzelski

13 grudnia 2012 | Formacyjne

Szczególnie dzisiaj warto przypomnieć znany wprawdzie, ale rzadko cytowany fragment pochodzącej z 1983 r. deklaracji programowej środowiska „Głosu”, czyli Antoniego Macierewicza i jego współpracowników.


Obecny poseł PiS, znany m.in. z akcji „dekomunizacyjnej” wymierzonej w odziedziczone po PRL wojskowe służby specjalne, przed 29 laty głosił tezy zgoła odmienne, niż sam to dzisiaj pamięta. W sytuacji dość oczywistego załamania podziemnych struktur „Solidarności”, Macierewicz z towarzyszami sformułował program doprowadzenia do porozumienia części opozycji (posługującej się jednak nadal mitem „S”) i... Ludowego Wojska Polskiego kierowanego przez generała Wojciecha Jaruzelskiego, a wszystko przy czynnym udziale i z błogosławieństwem Kościoła katolickiego. Byłby to więc powrót do formuły, jakiej domyślano się w kontekście słynnego spotkania Glemp-Jaruzelski-Wałęsa 4 listopada 1981 r., tyle, że już (rzecz jasna) w węższej formule, nie z udziałem całej opozycji, ale tej jej części, która po 13 grudnia '81 uświadomiła sobie patriotyczny i państwowotwórczy charakter armii.


Niestety, nie wiadomo, czy deklaracja „Głosu” była inicjatywą własną lidera tej grupy, czy też prowadził on w jej sprawie jakieś konsultacje w kręgach wojskowo-rządowych. Być może zresztą właśnie w niepodjęciu oferty kolaboracji z władzą – można się dopatrywać genezy przyszłego urazu Macierewicza do rządzących w PRL, a zwłaszcza do wojskowych. Ostatecznie nic tak chyba nie boli ambitnego polityka (w dodatku skaczącego przez wyimaginowane wcześniej „moralne bariery”) - niż niedocenienie jego roli, zlekceważenie propozycji i pominięcie „moralnego sprostytuowania”, dokonanego poprzez sformułowanie tego typu projektu.


Sam pomysł żył jednak przez jakiś czas własnym życiem, stając się przedmiotem polemik między środowiskami opozycyjnymi. Z krytyką planu Macierewicza wystąpili m.in. publicyści Ruchu Młodej Polski, sami nie obcy wizji ułożenia jakiegoś modus operandi z władzą. Redakcja „Polityki Polskiej”1 nazwała pomysły Macierewicza nierealnymi, przy czym krytykowano tak sam wybór adresata oferty ugody, jak i stanowiące znaczną część deklaracji „Głosu” wywody geopolityczne, sprowadzające się do dość skomplikowanych łamańców, nazywanych formułą wprawdzie „anty-moskiewską”, ale jednak „pro-radziecką”.


Skądinąd jednak warto zauważyć, że wszystkie rozważania na temat ewentualnego kompromisu z ekipą gen. Jaruzelskiego były od razu z pozycji pryncypialnych zwalczane przez kręgi „lewicy laickiej”, czyli post-KOR-owców w rodzaju Adama Michnika czy Jana Lityńskiego. Nie trzeba chyba dodawać, że była to ta sama grupa, która odstraszywszy innych groźbą narodowej anatemy – sama ochoczo taki układ z rządzącymi zawarła. I to może być kolejny powód tak wzajemnych niechęci w środowiskach post-solidarnościowych, jak i asumpt do wybuchłego po 1989 nagłego antykomunizmu niektórych. Po prostu wynikał on ze złości na samych siebie, że tacy jak Macierewicz nie wytrwali w swym dążeniu do kolaboracji i przed samą metą dali się wyprzedzić wcześniejszym krytykom.


Zamieszczony niżej tekst jest więc nie tylko przyczynkiem do historii politycznej Polski w latach 80-tych dwudziestego wieku, ale może też stanowić podstawę do rozważań na temat decyzji i wyborów jego autorów już w okresie III RP, praktycznie do dnia dzisiejszego. Można też dodać, że ze wszystkich pomysłów Antoniego Macierewicza ten – choć równie mało realny, jak pozostałe – wydaje się w sumie najsympatyczniejszy. Jak wiemy jednak – do sojuszu generała Jaruzelskiego ze znanym miłośnikiem latynoskiej guerilli miejskiej w końcu nie doszło, dziś więc ten drugi może z czystym sumieniem manifestować przeciw Stanowi Wojennemu, którego autora tak uroczo niegdyś zachęcał do współpracy.


Konrad Rękas



Program bieżący


Zespół „Głosu” - ODBUDOWA PAŃSTWA


(…) PRL jest swoistym fenomenem. Polakom obeznanym przez ponad 250 lat (co najmniej od końca Wielkiej Wojny Północnej) z różnymi formami dominacji rosyjskiej, a później radzieckiej nad ich krajem, najbardziej powinna przypominać Królestwo Kongresowe (…) Wbrew formule Weinbergera o rosyjskim generale w polskim mundurze, jest dla nas jako dla narodu istotne, że nie rządzą nami bezpośrednio Rosjanie. (…) Wiele wskazuje na to, że zamysł państwowotwórczy da się w deklaracjach i działaniach WRON-y odczytać. Koncepcja polityczno-ustrojowa ekipy Jaruzelskiego ma co najmniej dwa źródła: „bourbońskie” i komunistyczno-oficerskie; stara się połączyć doświadczenie reżimów restauracyjnych i dyskutowane przed powołaniem PRL projekty oparcia władzy komunistycznej nie o partię lecz o kadrę wojskową. (…) Co pozostaje? co jest trwałe? Na czym można budować jeśliby się chciało? (…) Najtrwalszą polską instytucją jest Kościół katolicki. (…) Czy po stronie władzy istnieją jakiekolwiek elementy trwałe, niezbędne społecznie, zakorzenione w życiu narodowym (…)? Natomiast gwarantem niepodległości, instytucją najwyższej narodowej konieczności może być tylko wojsko służące narodowi i broniące go. (…) PZPR, WRON-ę, PRON-cie, SB można w sprzyjających okolicznościach w taki czy inny sposób zlikwidować. (…) Natomiast wojska działaniem społecznikowskim ani konspiracyjnym stworzyć się nie da. Przywoływany już Józef Piłsudski organizował Legiony i POW. Znaczyły one jako atut w rozgrywkach politycznych, POW ma swoje olbrzymie zasługi jako czynnik zbrojny umożliwiający rozpoczęcie walki lub zorganizowanie czasowej obrony. Militarnie natomiast rozstrzygała armia tworzona albo na emigracji, albo w kraju przez Polaków, liniowych i sztabowych oficerów armii zaborczych.


Także w przyszłej, niepodległej Polsce – a wszyscy wierzymy, że jej dzień kiedyś nadejdzie – walczące o nią i broniące jej wojsko polskie będzie, bo inaczej być nie może, bezpośrednią kontynuacją, także personalna, obecnej armii.


Czy Wojsko Polskie może stać się polskie?


Trudno sobie wyobrazić odzyskanie niepodległości przez Polskę czy też zmniejszenie zakresu jej podległości bez udziału wojska. (…) Ale przecież dziś właśnie to wojsko stanowi podstawę aparatu rządzenia i główne wsparcie ekipy rządzącej (…) Nadzieje na wsparcie buntu społeczeństwa żywiołową rewoltą „mas żołnierskich” świadczą o całkowitym niezrozumieniu mechanizmów nie tylko współczesnej armii, ale wojska w ogóle. (…) Naród nie jest w stanie wygrać z wojskiem bez wojny domowej prowadzącej albo do otwartej interwencji, albo do „libanizacji” Polski. (…) Nie można zatem dopuścić do tego, by konflikt naród – władza, czy też Polacy WRONa stał się równoznaczny z konfliktem naród - armia. Większość dorosłego i aktywnego polskiego społeczeństwa to przecież, podobnie jak Lech Wałęsa, kaprale, szeregowcy, oficerowie rezerwy. (…) Czy możliwe jest aby wojsko wystąpiło jako samodzielna siła polityczna, nie wspierająca tej czy innej frakcji partyjnej, lecz współdziałająca i współgrająca z dążeniami narodu? (…) W pewnym sensie jesteśmy zmuszeni do gry na najkorzystniejszą, ale mało prawdopodobną szansę. Szansa to niewielka i jej wygranie nie tylko od nas zależy, konieczna będzie też inicjatywa ze strony jednego z partnerów narodowego porozumienia – wojska. Aby inicjatywa taka pojawiła się po tamtej stronie barykady, należy ją niejako suflować i przygotowywać polityczny grunt pod jej pozytywne po naszej stronie przyjęcie. Można to robić przez niezależną publicystykę polityczną, można inaczej, jak Lech Wałęsa, gdy podpisał list do generała Jaruzelskiego swoim stopniem wojskowym. Oburzyło to niektórych intelektualistów, ale naród zrozumiał. (…) Są to oczywiście tylko najbardziej ogólne dyrektywy walki i przygotowania gruntu pod porozumienie z armią. Taktyki szczegółowej opisać się nie da: zależy ona od bieżących wydarzeń, zmian w układach sił i jest zadaniem praktycznej sztuki gry politycznej, a nie publicystyki. Chociaż od tej ostatniej także niemało zależy – przede wszystkim uświadomienie, na jaki cel ma być ukierunkowany olbrzymi potencjał polskiej energii narodowej, by nie rozproszyć jej i nie marnować na mrzonki i miraże. Celem takim jest odbudowa autentycznie polskiego państwa; drogą do celu odbudowa „Solidarności” i porozumienie narodowe z Kościołem i z armią”.


Zespół „GŁOSU”


Głos” V-VI 1983, nr 2/43, „Odbudowa państwa”, str. 8-24


1„Ideę >Głosu< i sojusz z wojskiem, a już zwłaszcza z wojskiem traktowanym jako odrębna od partii siła polityczna – uważamy za nierealną – zarówno obecnie, jak i w dającej się przewidzieć przyszłości”. Redakcja „Polityki Polskiej”, „Poważna propozycja i poważne wątpliwości”, „Polityka Polska” 1984, nr 4





pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 1

| odsłon: 10191

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.


| 2012-12-13 06:05:31
Nie należy sądzić, aby A. wówczas był bardziej skłonny niż dziś, by dotrzymywać umów. Mieszkał wtedy u U.?















RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL