W drugiej części mojej repliki chcę się ustosunkować do następujących twierdzeń mojego oponenta:
„Państwo Pruskie było tworem fenomenalnym, niesamowitą przygodą historyczną, które z absolutnie prowincjonalnej i biednej tzw. Wschodniej Marchii, potrafiło powołać Rzeszę Niemiecką, zdolną rzucić wyzwanie w grze o panowanie nad światem. Państwa takie jak Anglia czy Francja, ze swoim naturalnym potencjałem demograficznym, surowcami, szerokim dostępem do mórz, nie musiały brnąć w dylematy właściwe monarchii Hohenzollernów. Niesamowicie ograniczony dostęp do bogactw naturalnych wymusił doskonałą metodę organizacji życia zbiorowego, tak by możliwie usprawnić proces korzystania z tych niewielkich rezerw. Ocenę pruskości pozostawię Czytelnikowi, lecz należałoby docenić fakt, że z tak peryferyjnego państewka jakimś zrządzeniem losu, a być może dzięki wypracowaniu najlepszych formuł organizacji, udało powołać się państwo, które swym potencjałem zdominowało XIX i XX wiek“.
Bez wątpienia, polemiczny tekst pana dra Bały jest prawdziwą apoteozą Prus, o czym świadczy także tytuł („O pruskim cudzie”). Poziom rozwoju państwa ocenia autor – wypisz wymaluj – według kryteriów pruskich. Stosując takie kryteria, otrzymuje wynik, który jest z góry wiadomy: Prusy są największym cudem świata (Polska zaś, prawdopodobnie, totalnym nieudacznikiem). Dokładnie to samo twierdził Hegel. Jego zdaniem, geniusz historii miał się objawić ludzkości właśnie w Prusach.
Kwestionowanie tego, że pruskie Niemcy stały się światowym liderem w dziedzinie techniki i organizacji, byłoby absurdem. Czym innym natomiast jest kwestionowanie twierdzenia, że system prawno-polityczny należy oceniać wyłącznie według „pruskich” kryteriów.
Prusy są najbardziej radykalną realizacją nowożytnego programu państwowo-społecznego. Moja krytyka Prus to krytyka nowożytności, która właśnie w Prusach „objawiła swoją pełnię”.
Dla nowożytności miarą postępu cywilizacyjnego jest rozwój naukowo-techniczno-ekonomiczny. Te trzy czynniki warunkują się wzajemnie. Nauka umożliwia powstanie wynalazków technicznych, które z kolei napędzają rozwój ekonomiczny. Literacki opis nowożytnego projektu został przedstawiony przez Franciszka Bacona w utopii pt. „Nowa Atlantyda”. „Nowa Atlantyda to państwo, w którym naczelną zasadą jest niezłomna wiara w potęgę ludzkiego rozumu. To dzięki niemu człowiek może zapanować nad światem, ujarzmiając otaczającą go naturę. Ludzki geniusz gwarantuje, zdaniem Bacona, iż życie mieszkańców Nowej Atlantydy, oparte na rozumowych zasadach i wspomagane przez techniczne wynalazki, układa się w harmonijną całość. Dobrobyt i szczęśliwość Atlantowie zawdzięczają pracy elity, grupy naukowców, tworzących tzw. „Dom Salomona”. Ten swoisty instytut naukowy jest miejscem gromadzenia wszelkiej wiedzy. Opisywane drobiazgowo przez Bacona obszary badań i techniczne eksperymenty, a także muzea, uwieczniające wielkie umysły historii, robią ogromne wrażenie nie tylko na słuchających tych rewelacji bohaterach baconowskiej utopii, ale także na współczesnym czytelniku. „Dom Salomona” jest jednak nie tylko instytutem naukowym, ale pełni także funkcje religijno-państwowe, zapewniając także niezbędny dla dobrobytu zakres izolacji Nowej Atlantydy od otaczającego świata” (http://www.uwm.edu.pl/tmor/h_opr/opr_02.htm).
Ze swoim uwielbieniem dla Prus, dr Bała światopoglądowo znakomicie wpisuje się w nowożytną tradycję intelektualną, która stoi pod znakiem postępu technicznego jako miary wszechrzeczy. Na marginesie napomknę, że pogląd ten reprezentuje także dr Napierała.
Radykalizacją nowożytnego programu były Niemcy nazistowskie. Planowanie i racjonalizowanie życia społecznego, państwowego i ekonomicznego to pruska twarz państwa Hitlera. Daleko posunięta swoboda prowadzenia badań naukowych umożliwiła zaś Niemcom dokonanie wielu odkryć naukowych. W końcu to niemieccy naukowcy odkryli rakotwórcze działanie tytoniu, a pierwsze zakazy palenia wprowadzał sam Hitler (http://www.freitag.de/2002/13/02131702.php). Götz Aly, niemiecki historyk, w swoich publikacjach znakomicie opisał związki między nauką, polityką i gospodarką, którymi charakteryzowało się państwo Hitlera. Nauka i technika odgrywały w nim centralną rolę.
Podobno tory kolejowe, które prowadzą do jednego z obozów zagłady – w Oświęcimiu albo w Brzezince (w tej chwili nie mogę sobie dokładnie przypomnieć), zostały wykonane z tak doskonałej stali, że do dziś nie ma na nich śladów rdzy. Jeśli to prawda, patrząc z czysto technicznego punktu widzenia, należy stwierdzić, że chodzi o prawdziwy cud techniki. Dlaczego jednak akurat tam Niemcy zainwestowali w jakość materiału? Każda inwestycja musi się w końcu jakoś opłacić. Cóż, Generalny Plan Wschodni obliczony był na kilka dziesięcioleci. Oprócz zagłady wszystkich Żydów planowano wymordować około 50 milionów rasowo niższych i bezużytecznych Słowian.
Niemieckie osiągnięcia techniczne, jak również biurokratyczna organizacja państwa umożliwiły Niemcom wymordowanie wielu milionów ludzi, w tym także naszych rodaków: naukowców, artystów, prawników, księży, itp. Pozostawieni przy życiu Polacy mieli stać się – i częściowo się stali – niewolniczą siłą roboczą, by w ten sposób przyczynić się do realizacji idei „postępu”.
Przyjmując wyżej przedstawione kryteria miary postępu cywilizacyjnego, należy konsekwentnie uznać, że państwo Hitlera było prawdziwym cywilizacyjnym osiągnięciem. I tak babcia mojej znajomej Niemki do dziś nie może zrozumieć, dlaczego Polacy nie podporządkowali się Hitlerowi: w końcu straciliśmy przez to możliwość ucywilizowania się.
Światopogląd, o którym tu mowa, jest fundamentalnie sprzeczny z katolicką nauką społeczną. Kościół katolicki nigdy nie był przeciwko idei postępu naukowego, technicznego czy gospodarczego. (W końcu samo Średniowiecze było epoką ogromnego postępu, jaki dokonał się w Europie!) Jego krytyka zwracała się jedynie przeciwko absolutyzacji tegoż postępu. Zgodnie z antropologią św. Tomasza z Akwinu człowiek jest jednością ducha i ciała. Oznacza to, że powinien dbać o jedno i drugie. Postęp naukowy i techniczny nie może jednakże dokonywać się z pogwałceniem prawa naturalnego. „Wyzwolenia” ludzkości z „więzów” prawa naturalnego dokonał m.in. Luter. I to dlatego państwa protestanckie mogły się szybciej rozwijać pod względem materialnym. One nie musiały nakładać sobie żadnych moralnych ograniczeń. Szczególnie jeśli chodzi o zabieranie innym, czego i Prusy, i hitlerowskie Niemcy były najlepszym przykładem.
Prusy są arcynowożytne także z innego powodu. Podstawy nowożytnego podejścia do polityki i państwa zostały wyłożone w dziełach Machiavellego. Czyli: skuteczność, skuteczność, i jeszcze raz skuteczność. W 1740 r. Wolter wydaje traktat pt. „Antymachiavelli”. Autorem dzieła jest sam Fryderyk Wielki. W dziele tym przeprowadza on miażdżącą krytykę „Księcia” Machiavellego. Ton tej krytyki nie różni się zasadniczo od wcześniejszych, Machiavellemu zarzucany jest skrajny amoralizm. W eseju pt. „Prusy i oświecenie” (Preußentum und Aufklärung. Eine Studie über Friedrichs des Großen Antimachiavel) Hans Freyer konfrontuje tezy, wyłożone przez Fryderyka Wielkiego w „Antymachiavellim”, z jego własnym stylem prowadzenia polityki. Cóż, pruski król dokładnie wiedział, jak zastosować w praktyce zalecenia Machiavellego. I to właśnie było podstawą jego licznych sukcesów.
W eseju „Normy etyczne a polityka“ (Ethische Normen und Politik) Freyer wskazuje na swoistą rehabilitację Machiavellego, która została dokonana przez Fichtego i Hegla. „Powstaje specyficznie niemieckie podejście do problemu machiawelizmu (...). Nie próbuje się już jedynie moralnie ratować Machiavellego, lecz rozwijana jest jego etyczna legitymizacja“. W swojej filozofii Hegel idzie jeszcze dalej niż Machiavelli, na co uwagę zwraca Freyer. Machiavelli przyjmował jeszcze rozróżnienie między normami moralnymi a polityczną koniecznością. Dla Hegla wszystko, co robi państwo, jest moralne, gdyż to „państwo posiada etyczny mandat“. Zadaniem każdego państwa jest rozwój wszystkich jego sił życiowych. Rozwój ten podlega regułom dialektycznej konieczności, co oznacza, że wszystko, co państwo robi, jest wyrazem konieczności dziejowej, a przez to jest i prawdziwe, i etyczne.
Polityka Prus to heglizm w praktyce. Każde działanie państwa pruskiego, którego celem było poszerzenie jego władzy, było przez pruski establishment polityczny traktowane jako etycznie uzasadnione. Jak wyglądała więc droga do „pruskiego cudu“? Była to droga zwykłego bandytyzmu, okraszonego ideologią „ducha absolutnego“. Wojny, intrygi, grabieże, i to bez żadnych zahamowań. To jest prawdziwe źródło „pruskiego cudu“. Państwo pruskie nie liczyło się z niczym i nikim. Pod koniec XIX wieku heglizm został połączony z darwinizmem, co zaowocowało powstaniem ideologii niemieckiego rasizmu. Czyli: wygrywa silniejszy, racja stoi po jego stronie, bo jeśli wygrywa, to znaczy, że miał prawo wygrać. A tym silniejszym są właśnie Niemcy.
Pan dr Bała musi się zdecydować, czy jest katolickim konserwatystą, czy też machiavelistą.
Jeśli dla dra Bały naczelnym kryterium oceny działań politycznych jest skuteczność – a czytając jego tekst, odnoszę takie właśnie wrażenie – to katolickim konserwatystą na pewno nie jest.
Intensywna krytyka Prus uprawiana była w samych Niemczech. Ktoś, kto się uważa za znawcę Niemiec, powinien znać tę debatę. Po lekturze tekstu dra Bały odnoszę wrażenie, że stan wiedzy autora wykazuje poważne braki w tej materii. Budowanie swojego obrazu Prus czy Niemiec wyłącznie na podstawie literatury przesyconej pruską retoryką samouwielbienia jest kiepskim warunkiem wyjściowym do poważnej debaty na ten temat.
Poza Prusami są jeszcze inne Niemcy, których istnienia dr Bała raczy nie dostrzegać. Temu, częściowo, trudno się dziwić: współczesne Niemcy zostały zupełnie zdominowane przez Prusy, a przez to odarte z ich niepruskiej przeszłości. Sprawę tę bardzo dobrze przedstawił Stefan Bratkowski w swojej książce „Kim chcą być Niemcy”: „Niemcy same ciągnie ku superpaństwu ich własna tradycja własnego superpaństwa. Nie odwołują się do tradycji Hamburga i innych wolnych miast niemieckich, Frankfurtu, Lubeki, Bremy, ani do tradycji Getyngi, ośrodka rozkwitu myśli niemieckiej i nauki. Wolne miasto Hamburg było najdłużej działającą demokracją Europy, nieprzerwanie od XIV wieku. Kto w Niemczech o tym pamięta? (...) Wybitny, nieżyjący już monachijski historyk, Thomas Nipperdey, pisząc o romantycznym nacjonalizmie w „Rozważaniach o niemieckiej historii”, też nie podniósł, że to w Hamburgu powstał dzięki Lessingowi teatr niemiecki. Gdzieś umknął mu fakt, że później, po 1871 roku, nawet na dworze Hohenzollernów rozważano, czy nie ulokować stolicy zjednoczonych po prusku Niemiec – w Hamburgu, który byłby niemieckim Londynem i odgrywałby jego rolę w dalszym rozwoju kraju. (...) słynny Georg-August Universität, ośrodek rozkwitu myśli niemieckiej, założył tam w XVIII wieku... król Anglii, elektor hanowerski Jerzy II, nadając mu niespotykane przywileje i wolności. Dzięki nim Getynga urosła do wyżyn w historii nauki legendarnych. W „historii niemieckiej” Thomasa Nipperdeya – nie zaistniała”.
Inne Niemcy to także Niemcy katolickie. Św. Tomasz z Akwinu wiele lat spędził na uniwersytecie w Kolonii, gdzie pobierał nauki u św. Alberta Wielkiego, wielkiego uczonego tamtym czasów. Hildegarda z Bingen to niemiecka benedyktynka, wizjonerka, mistyczka, kompozytorka, uzdrowicielka i reformatorka religijna. Romano Guardini, ksiądz katolicki włoskiego pochodzenia, rozwijał personalną koncepcję państwa, która miała zastąpić nowożytne poglądy w tej materii. Pruska obywatelka żydowskiego pochodzenia, Edyta Stein, w poszukiwaniu prawdy dotarła do filozofii i religii katolickiej. Jan Paweł II ogłosił ją Patronką Europy. No i w końcu inne niż pruskie Niemcy reprezentuje Benedykt XVI. Przez większą część niemieckiego społeczeństwa traktowany jest wręcz pogardliwie. Po prusku.
Pytanie o Prusy to pytanie o korzenie i tożsamość Europy zjednoczonej w ramach Unii Europejskiej. Ten, kto zrozumiał, czym były Prusy, rozumie, czym staje się Unia Europejska.
Współczesne Niemcy są bardzo pruskie. I właśnie takie pruskie Niemcy są jednym z najważniejszych – jeśli nie najważniejszym – budowniczym Unii Europejskiej. W swojej książce Stefan Bratkowski pisze: „Pytanie tytułowe dotyczy wyobraźni politycznej i przywódców, i dzisiejszych „zwykłych” Niemców, tego, co Niemcy myślą o sobie samych, co myślą o Niemczech niemieccy politycy. Z kim i z czym się utożsamiają. Co oznacza – wybór tożsamości Niemiec. Wybór chyba wciąż niedokonany”. I dalej: „Tymczasem Niemcy nie rozmawiają ze sobą o sobie. Ani z Europą. I dlatego nadal powstaje pytanie – kim chcą być, na czym oprą swą tożsamość. W konsekwencji – jaka będzie z nimi Europa. (...) Ich dumą przeszłości jest potęga Cesarstwa. Potem – Prus. Z całą ich pychą, która dziwnie powraca, choćby w zachowaniach Schrödera i niektórych deputowanych niemieckich. (...) W przypadku najliczebniejszego narodu Europy i największej gospodarki Europy źle to rokuje współpracy europejskiej i samemu rozwojowi stosunków europejskich. Niemcy pruskie nie będą się liczyły ani z interesami, ani z godnością słabszych. Stworzą zarodki nowych konfliktów”.
Dlatego też niepokojącym procesem jest wtórna mitologizacja Prus, o której pisze Bratkowski: „Prusy łagodnieją w oczach. Teraz okazuje się, że w XVIII wieku to właśnie Prusy budowały kulturę niemiecką! (...) Thomas Nipperdey wręcz bronił Prus; pisząc w swoich „Rozważaniach o niemieckiej historii” o romantycznym nacjonalizmie, Getyngę w ogóle pominął! I jakby nie dowiedział się nigdy, że Hamburg i Getynga uczyły patriotyzmu niemieckiego, nie nacjonalizmu, który zawsze kojarzy się z ksenofobią. Ani Hamburga, ani Getyngi nie kaziła ksenofobia. (...) Kiedy przed pierwszą wojną światową w roku 1906 szewc z Köpenick, Wilhelm Voigt, przebrany w mundur kapitana, aresztował burmistrza i zarekwirował kasę miejską, cały świat bawił się i śmiał nie z Niemiec, lecz z Prus! (...) Mówiąc „Prusy” i „Prusacy”, miało się dawniej na myśli faktycznie państwo pruskie, budowane z „wolą mocy”, państwo oraz jego poddanych, takich jak Untertan z trylogii Henryka Manna „Cesarstwo” – państwo, traktowane przez Niemców „jako jedne wielkie koszary, jako kraj brutalnego ucisku, nieokrzesanego despotyzmu, nadmiernych ciężarów” (Józef Feldmann), groźne dla samych Niemców i dla innych narodów. Bismarcka pamięta się dziś jako pioniera ubezpieczeń społecznych; zamiast czekać na rewolucję, sam robił rewolucję – wedle swych własnych słów. Dzięki temu dostał w popularnym współczesnym plebiscycie miejsce na liście Niemców wszech czasów; miejsce dziewiąte, ale jednak”.
W związku z tekstem dra Bały należy ze smutkiem stwierdzić, że mitologia Prus żyje nie tylko w Niemczech, ale także i w Polsce. Mitologia Prus, które Polskę traktowały jako kraj niższy cywilizacyjnie. To w końcu Fryderyk Wielki uważał, że Słowianie znajdują się na takim poziomie rozwoju, w jakim ludzkość znajdowała się w momencie stworzenia świata. A czy Polska rzeczywiście była mniej rozwinięta niż Prusy? W momencie rozbiorów na pewno nie. „Rozbiory Polski dotknęły państwo bogate, z dopływającymi nadal statkami pieniędzy za eksportowane zboże i płody leśne. To bogactwo odebrało wcześniej polskiej szlachcie państwowy instynkt samozachowawczy; szlachta polska uważała, że praktyczny bezrząd, pełna swoboda ruchu dla wszystkich wokół, robiących zakupy w Polsce i sprzedającyh w Polsce swoje towary, zapewnia Rzeczypospolitej bezpieczeństwo. Nie rozumiała, że bogactwo prowokuje: impuls rozbiorom Polski dała nie sama bezradność jej rządów, ale przede wszystkim – chciwość. (...) Wielkopolska w latach osiemdziesiątych XVIII wieku eksportowała swe sukna aż do Chin. Bogactwo Gdańska pochodziło z eksportu polskich płodów rolnych i leśnych oraz z importu wszelkich dóbr, na które był zbyt w krajach Rzeczypospolitej. Prusy w swej łapczywości udusiły kurę znoszącą złote jaja” (Bratkowski).
Jednym z największych dramatów Polski jest to, że sami uwierzyliśmy w pruską propagandę, czyli że daliśmy sobie wmówić, iż jesteśmy kimś gorszym od Niemców. Bo nie mamy pięknych autostrad, bo mamy mniej noblistów, bo Niemcy mają proste chodniki. To właśnie m.in. propaganda w pruskim stylu sprawia, że wielu Polaków wstydzi się swojej polskości. Bo patrzą na siebie oczami Prusaków. Wtórna mitologizacja Prus ma wywołać zarówno u Niemców, jak i Polaków amnezję odnośnie tego, jak Niemcy doszli do swojego bogactwa. Bo osiągnęli je bynajmniej nie wyłącznie dzięki swojej pilnej pracy (o amerykańskiej pomocy także warto wspomnieć). Jak również, dlaczego my jesteśmy biedni.
W inwokacji do swojej książki Bratkowski stwierdza: „Piszę ten szkic, bo jestem przywiązany do innej wizji Niemiec, niż oparta na tradycji pruskiej, bo jestem przywiązany do pamięci o dawnej, wielowiekowej przyjaźni Niemców i Polaków”. To są bardzo mądre słowa, i jest to jeden z powodów, dla którego i ja piszę swoje teksty. Polska nie będzie wielka, jeśli po obu stronach Odry będą mieszkali ludzie, którzy zarówno na samych siebie, jak i na innych będą patrzeć oczami Prusaków.
Nielegalna aneksja polskiego terytorium w XVIII wieku oraz późniejsza brutalna germanizacja Polaków może dla Prusaków była „niesamowitą przygodą historyczną“. Ale nie dla nas. Mam pewne wątpliwości co do tego, czy dr Bała w ogóle rozumie, co głosi przez swoje tezy. Jeśli spisał je z pełną świadomością ich znaczenia, to znaczy, że istnienie narodu polskiego nie jest dla niego żadną wartością. Jak również nie jest dlań wartością to, żeby kraj położony nad Wisłą był zawsze wierny religii katolickiej.
Magdalena Ziętek
[aw]