Efekciarskie maksymy nieczęsto trafiają w sedno chcąc oddać realia świata, po którym się poruszamy. Powiedzenie, że „skrajne żywioły stykają się ze sobą” zdaje się jednak dobrze opisywać rozchwianie i brak równowagi charakterystyczny dla dzisiejszych czasów.
Poruszając się po mieście doprawdy trudno nie dostrzec z otyłych, opasłych jegomości, stojących w kolejkach przed fast-foodami, w których spożyją codzienną „dietę” kilku hamburgerów na drugie śniadanie. Rozpasanie, brak umiejętności kontroli nad własnym wyglądem, a wszystko to objaw świata, w którym czas między pojawieniem się zachcianki a jej realizacją musi być możliwie jak najkrótszy.
Niechęć czy też niezdolność do zakładania sobie tłumika, połączona z racjonalizującymi deklaracjami, że „od jutra będzie inaczej” to praktyka powszechna. Karmienie hot-dogami nastoletnich tłuścioszków przez blokujących w godzinach tłoku wejście do autobusu rodziców, postawa wyzuta z refleksji nad tym, jakie konsekwencje dla dziecka może mieć wczesne popadnięcie w otyłość (a mowa tu zarówno o skutkach społecznych – np. dworowanie grupy rówieśników jak i zdrowotnych – większa podatność na rozmaite choroby w przyszłości).
Z pasją i zaangażowaniem pałaszujący pizzę mężczyzna, któremu waga od dziesiątek lat wskazuje wynik trzycyfrowy. Nieumiejętność myślenia długofalowego, kult „tu i teraz” – typowe przykłady dekadencji, pokolenia ludzi, którzy być może i chcieliby panować nad rzeczywistością, ale przez kilkadziesiąt lat nie nauczyli się nawet panować nad sobą.
Z drugiej strony mamy przesycone ambicją zrobienia kariery modelki dziewczynki, na tyle dbające o linię, że nie dość silne, by otworzyć korek od butelki. Często widoczne w światłach blichtru umiejętnie ukrywają swoje kompleksy, swoją nieumiejętność akceptacji nie tylko rzeczywistości zewnętrznej, ale również swojego ciała. Za młodu chcą być dorosłe, zaś gdy dorastają są wiecznie zdziecinniali. Przecież to obsesyjne dbanie o autoprezentację, zabiegi plastyczne, szprycowanie się środkami farmakologicznymi to znak odczuwania poczucia bycia gorszym. Zresztą to poczucie wcale się nie poprawia frustracja wywoływana koniecznością nieustannego przeglądania się w lustrze tylko je wzmaga, miast niwelować.
Wydawałoby się, że grubas i anemik to antonimy. I fizycznie – owszem. Jednak pobudki psychiczne sprawiające, że ludzie doprowadzają się do bądź to jednego bądź to drugiego stanu wydają się zbieżne. Brak akceptacji świata takim jaki jest, głęboka niechęć do autonomii rzeczywistości.
Osoba szukająca świata idealnego na ziemi zazwyczaj dozna znacznie więcej frustracji niż człowiek, który przyjmie jego wady jako element może przykry do zniesienia, lecz konieczny do uznania. Będzie walczył z czymś, z czym nie wygra, narazi się więc na konieczność porażki.
Pan zagryzający pizzę hamburgerem i dziewczynka faszerująca się lekami od „pani z reklamy” mają równie niski stopień zrozumienia dla tych dość oczywistych przecież twierdzeń. Ani bezmyślne dozwalanie sobie nie spowoduje, że osoba tak czyniąca będzie „miała wszystko” ani niezwykle przemyślane i dopracowane „dbanie o linię” nie wygeneruje „pięknej, dwudziestoletniej”, a co najwyżej sfrustrowaną anorektyczkę.
Jacek Tomczak
[aw]