Adam Wielomski

O Heglu i realizmie politycznym

10 listopada 2012 | Formacyjne

Aleksander Wielopolski a rozumienie polityki w XIX wieku.

Autor jest świadomy, że mimo że w przypadku Aleksandra Wielopolskiego nie mamy do czynienia z polskim Edmundem Burke’m, Josephem de Maistrem czy Juanem Donoso Cortèsem, to jednak był on politykiem wielkiego formatu. Dlatego warto starać się odtworzyć przyświecające mu koncepcje polityczne i charakterystyczne dlań rozumienie polityki. Jakkolwiek Margrabia nie napisał żadnej magistralnej rozprawy z filozofii politycznej, to wydaje się, że można wskazać dosyć wyraźnie źródła jego strategii politycznej i postawy wobec świata właśnie w niektórych nurtach myśli politycznej, które znał i z których czerpał. Wskazanie to wyjaśnia wiele z jego działań, politycznych postaw i antypatii.

W tak niedużym artykule nie jest możliwe wyczerpanie tak obszernego tematu jak rozumienie polityki przez Wielopolskiego. W związku z tym chcielibyśmy zasygnalizować dwa wątki, które nie zostały, aż dotąd, podjęte w polskiej literaturze naukowej na temat Margrabiego: 1/ związki jego rozumienia polityki z prawicowym heglizmem oraz niemiecką filozofią państwa i prawa; 2/ porównanie strategicznych koncepcji polskiego polityka z tymi politykami epoki, którzy także wyszli z niemieckiej filozofii państwa i mieli ten sam cel: stworzenie państwa narodowego (Otto von Bismarck i Camillo Cavour).

Wielopolski a Heglowskie rozumienie polityki

Biografowie i badacze Wielopolskiego ustawicznie podkreślają fakt, że polityk ten pospólstwem gardził i absolutnie nie uważał za stosowane, aby zabiegać o popularność, głosić popularne tezy czy stosować proste nawet techniki ocieplania swojego publicznego wizerunku[1]. Z tego m.in. powodu nie miał szerszego poparcia w społeczeństwie Królestwa Polskiego. Przeciwstawiali mu się nie tylko „czerwoni” (co zrozumiałe), lecz także konserwatywne ziemiaństwo skupione w obozie „białych”, czyli ta grupa społeczna z której Margrabia się wywodził[2]. Tę skrajną niepopularność interpretowano na dwa sposoby:

1/ Osobistymi cechami charakteru, takimi jak konfliktowość i skłonność do procesowania się[3]. W naszym przekonaniu nie jest to jednak argument decydujący, gdyż podobne cechy charakteru mogą przyczynić się do niechęci osobistej iluś osób - nawet wpływowych - ale nie do powszechnej antypatii.

2/ Polityk ten zgodnie umieszczany jest przez historyków w nurcie konserwatywno-ziemiańskim ówczesnej polskiej myśli politycznej, której cechą była niechęć, obawa i niezrozumienie procesów demokratyzacji, traktowanych wyłącznie jako hasła rewolucyjne[4]. Tym można tłumaczyć jego absolutną i fundamentalną nieumiejętność nawiązania – jak się to dziś określa - dialogu społecznego. Oto archetypiczny ziemianin, dumny arystokrata z rzadkim pośród Polaków tytułem margrabiego, który nie umie i nie chce rozmawiać z demokratyzującym się społeczeństwem.

Trudno negować fakt, że Wielopolski był konserwatystą. Trudno także kwestionować, że pochodził z klasy ziemiańskiej i wyznawał wiele jej idei politycznych, jak i elitarnych przesądów, które w tym czasie odchodziły do przeszłości. Mamy jednak wątpliwość czy rzeczywiście, przynajmniej w polityce, decydujące były dla niego wyłącznie inspiracje polskiej i tradycyjnej konserwatywno-ziemiańskiej myśli politycznej.

Wielopolski studiował prawo i filozofię w Warszawie, Paryżu i w niemieckiej Getyndze. Wydaje się, że to ostatnie miejsce może mieć wielkie znaczenie dla jego koncepcji. W ówczesnych (podzielonych) Niemczech królowała filozofia Georga W.F. Hegla, a w Getyndze Margrabia studiował właśnie filozofię! Koncepcje Hegla docierały także do Rosji za pośrednictwem ziemiaństwa i sfer urzędniczych, których synowie studiowali za granicą. Wszyscy ludzie wykształceni w Niemczech mówili wówczas za pomocą dyskursu heglowskiego. Jest to zjawisko tak powszechne, iż nikt szerzej o tym wówczas nie pisał, traktując to jako rzecz normalną i nie zwracającą niczyjej uwagi. Heglistami są nawet - jakże by się wydawało rosyjscy - słowianofile[5].

W związku ze studiami w Getyndze polscy biografowie Margrabiego wspominają o wpływach nań filozofii Hegla[6], ale nie rozwijają szerzej tego zagadnienia[7]. Problem jest o tyle skomplikowany, że Hegel był myślicielem, który stworzył trzy zasadnicze doktryny, zawarte w trzech różnych magistralnych książkach: 1/ emancypacji jednostki od tradycyjnych struktur panowania, co wyraża symbolicznie słynna przypowieść o panu i niewolniku (Fenomenologia ducha, 1807); 2/ autorytarnej wizji państwa i władzy administracyjnej (Zasady filozofii prawa, 1821); 3/ oryginalnej filozofii dziejów (historyzmu), czyli przekonanie o zmienności oraz historyczności instytucji i idei połączonej z historycyzm, czyli przekonaniem o wyższej celowości tych zmian prowadzonych przez Ducha (Wykłady z filozofii dziejów, 1821)[8].

Tym trzem tematom odpowiadają trzy szkoły filozofii poheglowskiej: 1/ temat emancypacji, połączony z historycyzmem (celowość zmiany dziejowej), podjęła lewica heglowska; 2/ temat filozofii państwa interesuje prawicę heglowską; 3/ historyzm wpłynął na rozwój pozytywizmu i relatywizmu odnośnie cnót i wartości.

Jako ziemianin Wielopolski nie był zwolennikiem emancypacyjnej lewicy heglowskiej i kwestia ta nie budzi żadnych wątpliwości. Należy zgodzić się z Bogdanem Szlachtą, że nie był także heglowskim historystą[9]. Można jednak postawić hipotezę, że jako filozof i prawnik równocześnie właśnie w dziedzinie filozofii państwa mógł Margrabia, jeszcze w Getyndze, znaleźć się pod silnymi wpływami prawicowego heglizmu, którego źródła znajdują się w rozprawach prawno-politycznych niemieckiego filozofa. Niestety, Margrabia nie napisał żadnej wielkiej (ani małej) rozprawy filozoficznej czy z filozofii politycznej, z której moglibyśmy się dowiedzieć co dokładnie czytał i jakie przyświecały mu idee. Jednak sygnalizowane przez biografów zamiłowanie do Hegla, datujące się z okresu studiów na niemieckim uniwersytecie, pozwala nam postawić hipotezę badawczą, że wpływ ten mógł być znaczący. Hipotezy tej nie da się przekształcić w tezę za pomocą cytatów z (nieistniejących) pism Wielopolskiego. Można jednak pośrednio spróbować dowodzić tego wpływu za pomocą praktycznego myślenia o państwie i polityce, jakie prezentował Margrabia.

Spróbujmy wskazać te idee Hegla, które uwidaczniają się w koncepcjach realizowanych przez Wielopolskiego. W naszym przekonaniu w jego polityce refleks znajdują przynajmniej trzy fundamentalne idee niemieckiego filozofa:

1/ Polityk jako „rozum na koniu”

Znane sformułowanie Hegla głosi, że Napoleon dowodzący swoimi armiami w bitwie pod Jeną to „rozum na koniu”. Wyraził w tym powiedzeniu swoje przekonanie, że wielkie idee i prądy historyczne znajdują swój wyraz w polityku, któremu Duch (der Weltgeist) powierzył misję wyrażania i zrealizowania aktualnej idei[10].

Margrabia także uważał, że dzieje prowadzone są przez wielkie jednostki, które wyrażają ducha swojej epoki i które prowadzą masy, a nie agitują je. Aktualny przywódca narodu polskiego, któremu Duch powierzył kierowanie sprawami narodowymi w danym momencie dziejów, także jest rozumem na koniu. To (nieco pyszne) rozumowanie znajdowało swoje odzwierciedlenie w stylu uprawianej polityki. Wielopolski nigdy nie zabiegał o popularność. Ta ostentacyjna pogarda dla raczkujących wówczas technik propagandy politycznej spowodowała, że cieszył się złą opinią. Margrabia był, jeśli można się tak wyrazić, absolutnym mistrzem czarnego autopijaru. Zdyskwalifikowałoby go to w dzisiejszej debacie publicznej, podobnie jak dyskwalifikowało go już w latach 60. XIX stulecia. Swoją władzę w Królestwie Polskim zawdzięczał jednak nie wyborom powszechnym, ale nominacji carskiej. Dlatego, jak mu się błędnie wydawało, mógł nie tłumaczyć się przed narodem ze swojej polityki, lecz – niczym rozum za biurkiem – realizować cele narodowe z perspektywy racjonalnego spojrzenia na otaczający go świat i realia polityczne, bez oglądania się na płochą, namiętną, politycznie irracjonalną i kierującą się gestami oraz symbolami opinię publiczną. Wyraża to jego słynna formuła mówiąca, że „dla Polaków można coś zrobić, z Polakami nigdy”.

2/ Racjonalność empirii

Wielopolski zaliczany jest do realistów politycznych, którzy chłodnym i pozbawionym namiętności okiem patrzą na układ sił w stosunkach międzynarodowych i dokonują kalkulacji tego, co dla narodu jest korzystne, a co przyniesie mu straty. Margrabia walczył zawsze tylko o to, co możliwe, a nie o świat taki jakim być powinien. Ten zimny realistyczny empiryzm to nie tylko skutek ziemiańskiego pochodzenia i charakterystycznego dla tej grupy empiryzmu i ostrożności charakterystycznej dla posesjonata rolnego, ale także i prawicowego heglizmu.

Słynna fraza Hegla głosi, że wszystko to, „co jest rozumne, jest rzeczywiste: a co jest rzeczywiste, jest rozumne”[11]. Przekładając to na język ówczesnej polskiej sytuacji rzec można: fakt, że Polska znajduje się pod zaborami nie budzi wątpliwości, to zaś oznacza rozumność tej sytuacji. Zabory nie są ani niesprawiedliwe, ani nieludzkie, ale właśnie rozumne. Czyli to co się stało stać się nie tylko musiało, ale wręcz powinno. Takie było wskazanie Ducha. Do istniejącej rzeczywistości podejść należy także wedle wskazań rozumu, a nie wskazań serca. Konserwatywny i heglowski realizm łączą się tu ze sobą w afirmację poglądu, że punktem wyjścia do wszelkich planów politycznych jest świat zastany, taki jakim on przedstawia się zmysłom podmiotu poznającego. Przeciwieństwem tego poglądu jest romantyczno-insurekcyjna wizja kreacji planu nowego i sprawiedliwego świata, za pomocą uczucia i na podstawie pojęć etycznych, gdzie zadaniem woli jest zrealizowanie tego ideału poprzez czyn. Wielopolski musiał dobrze znać to rozumienie polityki – jako wychowanek filozofii niemieckiego idealizmu z pewnością czytał Johannesa G. Fichtego i znał jego koncepcję woli przełamującej empiryczne ograniczenia i stwarzającej nowy świat. Jako heglista miał pogląd przeciwny: rozumność świata zastanego nakazuje, równie rozumnie, dostosować się do niego, a nie zmieniać go w rewolucyjnym zrywie.

3/ Rys etatystyczny

W Zasadach filozofii prawa Hegla znajdujemy główne źródła dla koncepcji prawicy heglowskiej. Mamy tu wizję społeczeństwa hierarchicznego, gdzie monarcha jest źródłem i twórcą państwa. Dlatego monopolizuje wszystkie decyzje polityczne. Hegel bezwzględnie odrzucał rewolucyjne idee suwerenności narodu[12]. Można w tej książce bez większego trudu znaleźć źródła jakże niemieckiego poglądu, że polityka to domena wyłącznie państwa, podczas gdy podmioty pozapaństwowe mogą co najwyżej aspirować do frakcyjnej i subiektywnej polityczności[13].

W tym Heglowskim poglądzie znajduje się źródło predylekcji Margrabiego do współpracy z caratem. Sam fakt, że car od 1815 r. stanowi w Królestwie legalną władzę i ją efektywnie sprawuje nadaje tym rządom charakter racjonalny. Protest Wielopolskiego wobec austriackiej polityki szczucia chłopów przeciwko szlachcie – zakończonej zbrodniami zbrojnych band Jakuba Szeli[14] - to oburzenie, że racjonalna ex definitione władza zachowała się w sposób irracjonalny. Jeśli Duch ustanowił władzę aby konstytuowała porządek, to użycie jej w celu rewolucyjnym zaprzecza jej racjonalności. Koncepcja kompromisu z Rosją Margrabiego to uznanie istniejącej władzy za racjonalną i oparcia polityki na tym, co realnie istnieje i obronie porządku zastanego[15]. Dla konserwatysty, a szczególnie dla prawicowego heglisty, realność istnienia państwa i władzy nie podlega dyskusji. W państwie władza ma charakter konieczny, podczas gdy ta czy inna grupa społeczna lub etniczna ma charakter incydentalny: państwo może istnieć bez części swoich poddanych, ale poddani nie mogą istnieć bez władzy i państwa. Dlatego szukając partnera politycznego prawicowy heglista nie zwraca się do swoich rodaków, którzy stanowią byt incydentalny, lecz do istniejącej władzy politycznej, jako koniecznej. Nawet jeśli jest to władza obca. Fakt obcości Wielopolskiemu zresztą zbyt bardzo nie przeszkadzał, ponieważ obcy był mu wszelki nacjonalizm. Był państwowcem, etatystą, a nie nacjonalistą.

Empiryczne podejście do polityki Wielopolskiego zapewne miało swoje źródła tak w prawicowym heglizmie, jak i w rodzimym ziemiańskim konserwatyzmie. Prawicowy heglizm i konserwatyzm różnią się ontologicznie i epistemologicznie, ale przedstawiają podobny program politycznego realizmu. Konserwatysta bez wahania może zaakceptować stwierdzenie, że co jest rozumne, jest rzeczywiste: a co jest rzeczywiste, jest rozumne, o ile nie będzie przymuszany do ugruntowania tego twierdzenia za pomocą Heglowskiej gnozy religijnej. Najbardziej rzucającą się w oczy realnością jest instytucja państwa, którą konserwatysta postrzega w sposób mniej lub bardziej świadomie religijny, mając zawsze gdzieś w podświadomości Pawłowe wszelka władza pochodzi od Boga. Stąd też to dążenie Wielopolskiego aby politykę narodową budować w oparciu o realnie istniejące struktury etatystyczne, nawet jeśli są one obce. Jednak istnieją, a więc są racjonalne. Nie należy się przeciwko nim buntować, lecz współpracować z nimi. Polityka jest tym, co możliwe, a takim jest wprowadzanie kolejnych reform, podkreślających odrębność Królestwa od cesarstwa. Insurekcja jest buntem wobec racjonalnej władzy, a więc ma charakter ex definitione irracjonalny, stanowiąc eksplozję chaosu i anarchii przeciwko racjonalnemu porządkowi.

Błędy w realizmie politycznym Aleksandra Wielopolskiego

Prawicowy heglizm jest stanowiskiem niezwykle empirycznym, stąd predylekcja jego zwolenników do tzw. realizmu politycznego w stosunkach międzynarodowych[16]. Czy więc Wielopolski był realistą politycznym?

Tak, Margrabia był realistą politycznym, ale gabinetowym, który nie rozumiał ducha swojej epoki i utracił kontakt z zapleczem społecznym (a może wręcz nie próbował go nawiązać - właśnie z powodu swojego prawicowego heglizmu). Rozumiemy przez to, że mamy do czynienia ze znakomitym dyplomatą i taktykiem rozgrywającym politykę w salonach carskich i ministerialnych w Petersburgu. Wielopolski dokonał tutaj niezwykle dużo, przekonując Rosjan do dalszych zmian polityki wobec Królestwa Polskiego, wzmacniając tym samym proces jego ustrojowej rekonstrukcji, a to z kolei mogło otwierać drogę do nowych reform, których – z powodu wybuchu powstania – Margrabia nie zdążył już przeprowadzić. Celem tych zabiegów było danie Królestwu tego, co politycznie było wtenczas możliwe: autonomii[17].

Reformy Margrabiego realizowane były właściwie przeciwko wszystkim. Wielopolski miał wrogów nie tylko pośród niechętnych Polsce kół rządowych Petersburga, ale również nie był akceptowany przez polską opinię publiczną i jawnie działał wbrew niej. Przyczynienie się do polonizacji administracji czy wprowadzenie reform szkolnych było w oczywistym interesie Polaków, ale mimo to przeciwstawiano się polityce Margrabiego. Działo się tak z dwu powodów:

Insurekcyjny stan ducha

Znaczna część opinii publicznej nie uznawała innej metody walki o sprawę polską jak tylko czyn zbrojny. Romantyczno-insurekcyjne rozumienie polityki, przesycone patriotycznym patosem, mistycyzmem, mesjanizmem, prometeizmem, pełnym dziewic-żołnierek i podane w pseudo-religijnej narracji było bardzo popularne, szczególnie pośród młodzieży. Z tą częścią narodu, która znajdowała się w stanie mistycznego uniesienia, Wielopolski (i w ogóle konserwatyści) nie mógł znaleźć wspólnego języka[18].

Ta ostatnia ocena ma, z naszej strony, charakter stwierdzający fakty. Margrabia odwoływał się do konserwatywno-heglowskich kategorii racjonalności politycznej. Uważał, że istotą polityki jest wskazanie celów, następnie ustalenie, które z nich i na ile są osiągalne przy istniejącym układzie sił, po czym je realizował. Z jego obliczeń wynikało, że powstanie skierowane przeciwko Rosji nie ma szans, ponieważ Królestwo nie posiada armii, zasobów ani wsparcia zagranicznego. Sąsiedzi – Prusy i Austria – byli żywotnie zainteresowani korzystaniem z owoców polityki rozbiorowej i wątpliwe aby biernie przyglądali się zwycięskiemu powstaniu. W związku z tym niepodległość Polski jest poza aktualnymi możliwościami politycznymi i militarnymi. Trzeba więc, w porozumieniu z kołami rządowymi rosyjskimi, zaproponować następujący układ: Rosjanie dadzą nam autonomię, w zamian za to będziemy lojalnymi poddanymi, co w perspektywie europejskiej polityki wzmacniało sojusz francusko-rosyjski zawiązany po wojnie krymskiej.

Problem w tym, że romantycznie nastawiona część opinii publicznej, szczególnie wykarmiona romantycznymi wieszczami młodzież, nie chciała słyszeć o racjonalnych argumentach, programowo odrzucając rozum. Wszak w Wielkiej Improwizacji Mickiewicza rozum jest znamieniem caratu. Istotą polskości jest uczucie, które odrzuca wszelki kompromis, wszelkie negocjacje i domaga się wielkiego czynu, heroizmu, widoku wielkich sztandarów i pól bitewnych zroszonych krwią prawdziwych patriotów. Z tą częścią opinii publicznej obiektywnie Wielopolski nie mógł się porozumieć, gdyż racjonalność jego argumentacji była dla niej kontr-argumentem. Dlatego postanowił usunąć tę grupę z wpływu na polską politykę za pomocą słynnej branki do wojska. Był to jedyny sposób uciszenia hałaśliwego i politycznie szkodliwego niepodległościowego podziemia.

Branka Wielopolskiego jest świadectwem zrozumienia, przez kierującą się racjonalnością polityczną władzę, niemożności dialogu z buntowniczą młodzieżą. Mimo że sama operacja powiodła się, to w kilka dni później wybuchło powstanie, co przyczyniło się do porażki całej polityki reform Margrabiego.

Różnica narracji władzy i poddanych

Wielką ideą XIX stulecia był nacjonalizm, rozumiany wtenczas jako prawo ludu do samostanowienia, tak w wymiarze zewnętrznym (własne państwo narodowe), jak i wewnętrznym (suwerenność narodu)[19]. Wyrazicielami polskimi tego nurtu byli na ziemiach polskich romantyczni powstańcy, którzy walczyli o wskrzeszenie Polski jako państwa republikańskiego i demokratycznego, w granicach przedrozbiorowych, uznawanych wtenczas jeszcze za narodowe[20].

Środowiska konserwatywne nie akceptowały tak rozumianej idei narodowej. Z jednej strony widziano w niej niebezpieczną, plebejską i demokratyczną doktrynę, którą wyznawał Maximilien Robespierre, z drugiej zaś strony niechrześcijańską wizję świata, gdzie znów pojawił się podział na Żyda i Greka, odrzucany przez św. Pawła i Tradycję katolicką[21]. Patrząc z tej perspektywy, Margrabia był radykalnym konserwatystą i człowiekiem przednowoczesnym, który nie rozumiał nacjonalistycznych instynktów. Jako ziemianin miał agrarne rozumienie hierarchii społecznej, gdzie ludzie dzielą się na szlachtę i chłopstwo. W agrarno-tradycjonalistycznym światopoglądzie szlachta odczuwa większą solidarność z przedstawicielami jej stanu zza granicy, niźli z chłopami orzącymi pole za oknem. Nie ma tu więc mowy o poczuciu wspólnoty narodowej w naszym rozumieniu tego terminu[22]. Ówczesna arystokracja nie ukrywała głębokiej pogardy dla ludu, połączonej z absolutnym niezrozumieniem idei, że przynależy z nim do jakiejkolwiek wspólnoty.

Niestety, czy się to Margrabiemu podobało czy nie, fakty były takie, że niższe klasy narodu zostały już poruszone – przez zaciąg do napoleońskich armii i w szeregi powstańcze latach 1830-31 oraz 1848 - i realistycznie patrzący na świat polityk winien to dostrzec i ująć w swoich koncepcjach. Przesądy ziemiańskie wyniesione i filozofia heglowska stały jednak temu na przeszkodzie.

Dziś każdy specjalista od marketingu politycznego powiedziałby Wielopolskiemu, że winien swoje plany polityczne komunikować opinii publicznej w takim języku, jakim opinia ta się posługuje. Frazeologia insurekcjonistyczna nie mogła zostać przez Margrabiego z oczywistych względów adoptowana, ale narracja narodowa jak najbardziej. Wykorzystując język nacjonalistyczny czy patriotycznynależało opisywać politykę rządową jako narodową. To przecież kilkadziesiąt lat później zrobił Roman Dmowski, gdy w 1905 r. przeciwstawił się rewolucji/powstaniu i opowiedział się za kompromisem z Rosją. Uczynił to jednak w narracji nacjonalistycznej, przedstawiając swój plan w kategoriach interesu narodowego i polityki polskiej. Pominąwszy wielkomiejski proletariat, który poszedł za rewolucyjno-powstańczą PPS czy czysto rewolucyjną SDKPiL, większość opinii publicznej Królestwa poparła Dmowskiego. A przecież polityka endecka niczym nie różniła się – przynajmniej w swoich najistotniejszych założeniach – od polityki Wielopolskiego.

Podobną nacjonalizację języka polityki obserwujemy pośród tych polityków prawicy europejskiej, którzy w drugiej połowie XIX wieku osiągnęli sukces i w późniejszej historiografii zostali podniesieni do rangi ojców narodu i państwowości. Mamy tu na myśli Bismarcka i Cavoura. Obaj ci politycy dokonali zjednoczenia swoich krajów po kilkuset latach rozbicia i ulegania wpływom zagranicznych mocarstw właśnie dzięki umiejętnemu wpisaniu się w dyskurs nacjonalistyczny. Nie oznacza to bynajmniej, że całkowicie przyjęli założenia tego dyskursu. Wyeliminowali z niego jedno z podstawowych założeń wczesnego nacjonalizmu, a mianowicie wewnętrzną suwerenność narodu na korzyść racji stanu zdefiniowanej populistycznie jako interes narodowy, acz tożsamej co do istoty. W ten sposób nacjonalizm insurekcjonistyczny, rewolucyjny i burzycielski przekształcili w propaństwowy, ponieważ udało im się przedstawić władzę jako nosiciela jego postulatów[23].

Dyskurs nacjonalistyczny nie może istnieć bez wskazania wroga zewnętrznego lub wewnętrznego, przeciwko któremu możliwe jest przeprowadzenie mobilizacji narodowej opinii publicznej. Wrogiem zewnętrznym dla Bismarcka była stale Francja, zaś wewnętrznym najpierw socjaliści, ale także mniejszości narodowe, głównie Polacy. Potem i Bismarck i Cavour zmobilizowali opinię publiczną przeciwko katolicyzmowi, wykorzystując tu mit upokorzenia Henryka IV w Canossie, wystąpienie Lutra i wizję wielkiego jezuickiego spisku (Bismarck)[24] lub wskazując na niemożność zjednoczenia Włoch dopóki papież posiada Państwo Kościelne pośrodku Półwyspu Apenińskiego (Cavour)[25]. W ten sposób konserwatywni politycy wpisali się w dominujący nacjonalistyczno-liberalny dyskurs antyklerykalny. Niemiecki kanclerz, publicznie antykościelny, prywatnie był świadomy szkodliwości ataku na Kościół katolicki, który uważał za jeden z filarów kultury zachodniej[26]. Ale taka była racja stanu...

W Królestwie demagogia antyklerykalna byłaby nie do przyjęcia dla opinii publicznej, która nie domagała się walki z Kościołem. Konserwatyści byli katolikami, chłopi tym bardziej, a romantyczni rewolucjoniści chętnie nadużywali symboli wiary, podkładając pod nie swoje ideologiczne i laickie treści polityczne. Z naturalnych powodów hasła antyrosyjskie także nie były możliwe, skoro Wielopolski starał się o przeprowadzenie ustrojowej rekonstrukcji Królestwa. Należało więc wskazać nacjonalistycznej opinii publicznej innych wrogów. W naszym przekonaniu zrozumiał to znakomicie wspomniany już wielki i twórczy kontynuator polityki Margrabiego, a mianowicie Roman Dmowski. Wskazał opinii publicznej dwa zagrożenia: Niemców (wróg zewnętrzny) i Żydów (wróg wewnętrzny). Potem zaś zmobilizował naród przeciwko wilhelmiańskiej Rzeszy, namawiając go – całkiem skutecznie – do opcji prorosyjskiej. Wydaje się, że Margrabia mógł dokonać podobnego zabiegu:

1/ Władze rosyjskie były głęboko zaniepokojone zmianą sytuacji politycznej w Europie w związku z jawnymi dążeniami Bismarckowskich Prus do zjednoczenia Niemiec. Groziło to nagłym wyrośnięciem w Europie wielkiego mocarstwa. Musimy pamiętać, że Rosja zaakceptowała zjednoczenie Niemiec pod hegemonią Prus tylko z tego powodu, że Bismarck sprytnie udzielił jej poparcia po wybuchu powstania styczniowego. Akceptacja zjednoczenia Niemiec przez Rosję to efekt powstania i porażki polityki reform Margrabiego[27]. W latach 1861-62 narracja narodowa o wydźwięku antypruskim, szczególnie antybismarckowskowskim, byłaby akceptowalna przez Rosjan.

2/ Margrabia nie był ani nacjonalistą, ani antysemitą. Jest paradoksem historycznym, że jedyną jego trwałą reformą okazało się równouprawnienie żydów (osób wyznania mojżeszowego). Jakkolwiek polityka rosyjska była wtenczas już mocno antysemicka (np. istnienie tzw. linii osiedlenia)[28], to w Królestwie nie panowały nastroje antysemickie czy też naznaczone niechęcią do obcych. W związku z tym klasyczny element polityki nacjonalistycznej, jakim jest wrogość do obcych mieszkających na terenie narodowym - tak skutecznie zastosowany przez Bismarcka i Dmowskiego - był trudny do wykorzystania. W tej sytuacji, na użytek polityki wewnętrznej, należało przeprowadzić akcję unaradawiania chłopów. Wymagało to przeprowadzenia nie oczynszowania - co było rozwiązaniem spóźnionym o kilkadziesiąt lat - ale uwłaszczenia chłopów[29], tak aby przekształcić ich w drobnych właścicieli, a następnie świadomych obywateli. Akcji tej można było nadać wizerunek narodowy i zespolić ją z polityką szkolną Margrabiego. Jej celem byłaby więc polonizacja chłopstwa poprzez wskazanie mu jego związku ze sprawą narodu polskiego. Tej polonizacji chłopstwa dokonała dopiero endecja pod koniec XIX stulecia[30].

Wielopolski a polityka polska w XIX wieku

Brak choćby nawet próby wykorzystania przez Wielopolskiego dyskursu nacjonalistycznego wskazuje, że nie rozumiał on, iż skończył się już czas arystokratycznej polityki gabinetowej, uprawianej przy bierności szerszych mas. „Natura jego umysłu pchała Margrabiego aby służyć swojemu krajowi wbrew temuż krajowi” - pisał świadek z epoki Roger Raczyński - i dodawał „że był całkiem sam i popierała go tylko najbliższa rodzina (...) był w całkowitej izolacji”[31]. Ta słabość Margrabiego spowodowana jest przesądami warstwy ziemiańskiej i jego heglowską filozofią, która opiera się na twierdzeniu o wyższej racjonalności państwa i władzy w stosunku do poddanych. Jakkolwiek twierdzenie Hegla z pewnością jest prawdziwe i weryfikowalne empirycznie, to jednak w warunkach rodzącego się społeczeństwa masowego winno być zmodyfikowane o konieczność wpisania realizowanej polityki w dominujące hasła polityczne, powtarzane przez publikę.

Tej głębokiej prawdy o demokratyzującej się rzeczywistości Wielopolski nigdy nie rozumiał i dlatego też jego wyniosła poza heglowskiego rozumu za biurkiem spotykała się z powszechną nienawiścią tak współczesnych mu, jak i następnych pokoleń. Dmowski skutecznie zrealizował tę samą linię polityczną, ale za pomocą innego dyskursu i nie śmiąc nawet nawiązać do Margrabiego. Dlatego Wielopolski stał się symbolem zdrady – „jawnym i niedwuznacznym odstępcą”[32] - a Dmowski został jednym z ojców odrodzonej Rzeczypospolitej.

Adam Wielomski

Źródło: L. Mażewski (red.): Próba rekonstrukcji Królestwa Polskiego w latach 1861-1862. Olsztyn 2012, s. 173-82.



[1] W. Karpiński, M. Król, Sylwetki polityczne XIX wieku. Kraków 1974, s. 81.

[2] Obóz białych opisują np. H. Lisicki, Le marquis Wielopolski: sa vie et son temps, 1803-1877, t. II. Vienne 1880, s. 30-48, 308-312; R. Ludwikowski, Główne nurty polskiej myśli politycznej 1815-1890. Warszawa 1982, s. 118-128.

[3] J.N.J., Margrabia Aleksander Wielopolski. Rys biograficzny. Paryż 1861, s. 7-8; H. Lisicki, Le marquis Wielopolski..., t. I, s. 113 n.; R. Ludwikowski, Główne nurty..., s. 124-125. Piszący dla francuskiego czytelnika świadek epoki pisze pogardliwie o Wielopolskim, że "il semble exclusivement prépccupé de son importance" (R. Raczyński, Ch. de Mazade, Mémoires sur la Pologne. Berlin-Posen 1863, s. 8). O konfliktowym charakterze także ibidem, s. 8-9.

[4] A. Witkowska, Wielkie stulecie Polaków. Warszawa 1987, s. 171.

[5] H. Lisicki, Le marquis Wielopolski..., t. I, s. 211-212, 215. O popularności heglizmu w Polsce ibidem, s. 239-240.

[6] Kilka przykładów: „Aforyzmy, które spisywał w tym okresie, świadczą o wpływie Hegla na jego formację filozoficzną” (W. Karpiński, M. Król, Sylwetki polityczne..., s. 77-78); „Na studiach prawniczych i filozoficznych przejął się koncepcją Burke'a i Hegla” (R. Ludwikowski: Główne nurty..., s. 129). O problemie tym nie wspomina największy z biografów Margrabiego, a mianowicie H. Lisicki, opisujący edukację Wielopolskiego w zaledwie dwóch zdaniach (Le marquis Wielopolski..., t. I, s. 118).

[7] Należy przypuszczać, że brak ten ma to dwie przyczyny: 1/ Wielopolskim zajmowali się tradycyjni historycy, a nie historycy filozofii. Skupiono się nad odtworzeniem faktów i ich tłumaczeniem wedle klasycznego warsztatu historycznego, m. in. porównując działania Margrabiego z nastrojami opinii publicznej i jego rodzimej warstwy ziemiańskiej. Dlatego nie zwrócono uwagi na filozoficzne źródła oglądu świata tego polityka. Dodajmy, że heglizm jest szczególnie trudną koncepcją świata, zapisaną specyficznym językiem. Mówiąc wprost: większość historyków nie posiada dostatecznego przygotowania filozoficznego, aby przeprowadzić takie badania; 2/ Margrabia był heglistą prawicowym. Badania nad prawicowym heglizmem nie mają w naszym kraju właściwie żadnej tradycji, a to z tej racji, że w okresie PRL dominował zachwyt nad lewicą heglowską, z której wyrósł marksizm. O prawicy tego ruchu co najwyżej wspominano, zwykle ze wzgardą, a nawet łączono ją z faszyzmem. Charakterystyczne, że jedyne dostępne do 1989 r. polskiemu czytelnikowi prace o prawicy heglowskiej to tłumaczenia zachodnich neomarksistów z Nowej Lewicy (H. Marcuse, Rozum i rewolucja. Hegel a powstanie teorii społecznej. Warszawa 1966, s. 379-87; T.W. Adorno, Dialektyka negatywna. Warszawa 1986, s. 418-506). W kraju nic o tym nie napisano; prawicowych heglistów tylko wspominano jako źle interpretujących mistrza przeciwników Marksa, rzadko cytując nawet ich nazwiska. O analizie poglądów nie było mowy. Nie bardzo więc z czym można było porównywać koncepcje Wielopolskiego.

[8] Z. Kuderowicz, Hegel i jego uczniowie. Warszawa 1984, s. 119-216. Przede wszystkim jednak klasyczna praca K. Löwith, Od Hegla do Nietzschego. Rewolucyjny przełom w myśli XIX wieku. Warszawa 2001.

[9] B. Szlachta: Wielopolski a polskie nurty konserwatywne (artykuł w niniejszym tomie). Krakowski badacz ma rację, że historiozofia heglowska była nie do przyjęcia dla katolickich konserwatystów z ziem polskich (idem, Ład-Kościół-Naród, Kraków 1996, s. 66-68).

[10] T. Kroński, Hegel, Warszawa 1966, s. 27-28.

[11] G.W.F. Hegel, Zasady filozofii prawa, Warszawa 1969, s. 17.

[12] A. Ruge, Patriotismus, Baden-Baden 1990, s. 53-64, 99-114; Z. Stawrowski: Państwo i prawo w filozofii Hegla, Kraków 1994, s. 108-126; E. Cassirer, Mit państwa, Warszawa 2006, s. 276-306.

[13] Problem ten naukowo zostanie rozwinięty w XX wieku przez C. Schmitta - zob. E. Hoerl: Die Privatisierung des Politischen bei Carl Schmitt, [w:] Gegen den Ausnahmezustand. Zur Kritk an Carl Schmitt, W. Pircher (red.), Wien 1999, s. 85-118; Ch. Schönberger: "Staatlisch und Politisch". Der Beriff des Staates in "Begriff des Politischen", [w:] Carl Schmitt "Der Begriff des Politischen". Ein kooperativer Kommenta, R. Mehring (red.),Berlin 2003, s. 21-44. Także tutaj tkwią źródła słynnego poglądu T. Manna, że Niemiec z natury jest istotą „apolityczną”, gdyż polityka jest domeną władzy państwowej (Considérations d'un apolitique, Paris 1975, s. 34, 133-134, 239, 245-251, 330).

[14] A. Wielopolski, Lettre d’un Gentilhomme polonais sur le massacre de Gallicie adressée au prince de Metternich à l’occasion de sa dépeche circulaire du 7 mars 1846, [w:] H. Lisicki, Le marquis Wielopolski..., t. I, s. 315-37.

[15] Zob. słynne zakończenie listu na s. 336, fragment w cudzysłowie, zaczynające się od zdania Nous venons nous remettre à vous, comme le plus généraux de nos ennemies ....

[16] Stanowisko to w kategoriach naukowych, a nie potocznych, opisują znakomicie m.in. R. Aron, Pokój i wojna między narodami, Warszawa 1994, s. 69-98; H.J. Morgenthau, Polityka między narodami. Walka o potęgę i pokój, Warszawa 2010, s. 20-34.

[17] Program przedstawia m.in. H. Lisicki, Le marquis Wielopolski..., t. II, s. 102-118.

[18] B. Szlachta, Z dziejów polskiego konserwatyzmu, Kraków 2000, s. 131-132.

[19] M. Clément, Enquête sur le nationalisme, Paris 1957, s. 25 n.; P. Alter, Nationalism, London 1989, s. 28-31.

[20] J. Maciejewski, Pojęcie narodu w myśli republikanów lat 1767-1775, [w:] Idee i koncepcje narodu w polskiej myśli politycznej czasów porozbiorowych, J. Goćkowski, A. Walicki (red.), Warszawa 1977, s. 21-41.

[21] A. de Blas Guerrero, Sobre el nacjonalismo español, Madrid 1989, s. 32-36; A. Wielomski, Nacjonalizm francuski 1886-1940. Geneza, przemiany i istota filozofii politycznej, Warszawa 2007, s. 472-474.

[22] E. Gellner, Narody i nacjonalizm, Warszawa 1991, s. 20.

[23] H. Schulze, The Course of German Nationalism, Cambridge 1991, s. 82-101; O. Dann, Nation und Nationalismus in Deutschlan., 1770-1990, München 1996, s. 149-163.

[24] G. Kucharczyk, Kulturkampf. Walka Berlina z katolicyzmem (1846-1918), Warszawa 2009, s. 91 n., 157 n.

[25] Zob. np. pisma polityczne ministra Cavoura M. Minghettiego, Scritti politici, Roma 1986, s. 429-598.

[26] O. von Bismarck, Le retablissement du pouvoir temporel du pape, Paris 1885, passim, szczególnie s. 73-74.

[27] J. Feldman, Bismarck a Polska, Warszawa 1980, s.

[28] L. Poliakov, Historia antysemityzmu, t. II, Kraków 2008, s. 264 n.

[29] Przy okazji Margrabia odebrałby „czerwonym” ich główne hasło społeczne i sprowadził postulat walki o niepodległość w realiach lat 60, XIX stulecia do politycznego frazesu.

[30] W. Feldman, Dzieje polskiej myśli politycznej w okresie porozbiorowym, t. III, Warszawa 1920, s. 134-138.

[31] R. Raczyński, Ch. de Mazade, Mémoires sur..., s. 17-19.

[32] J.N.J., Margrabia Aleksander..., s. 5.





pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 4

| odsłon: 1732

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.


| 2012-11-10 11:20:36
Rozumiem, że pisząc o "mistrzowskim czarny anty-PR-ze" - piszesz, Adamie, po trosze o sobie ;) Nie do końca jednak mogę zgodzić się z tym uogólnieniem. Wielopolski znał sztuczki pod publikę i umiejętnie je stosował. Dwie pamiętne historyjki z epoki: pierwsze posiedzenie rządu cywilnego prowadzone przez Wielopolskiego, jeden z członków wstaje i referuje - oczywiście po rosyjsku. Wielopolski ma zdziwioną minę, wyraźnie zakłopotany pyta siedzącego obok: "o czym ten pan mówi?" Zdetonowany urzędnik przechodzi na francuski - Margrabia rozkłada bezradnie ręce. W rozpaczy już Rosjanin zaczyna po niemiecku, wie, że Margraf włada tym językiem świetnie. "Nic nie rozumiem!" - ucina Wielopolski. "Excelencjo, to po jakiemu na Boga mam mówić?!" - Po polsku - sucho rzuca naczelnik rządu. "Ale ja nie nie umiem..." - jęczy udręczony Rosjanin. - A więc nie jest już pan członkiem polskiego rządu cywilnego - konkluduje Margrabia.
| 2012-11-10 11:23:59
I druga anegdotka. Oficjalna audiencja na dworze imperatora. Po jednej stronie korpus dyplomatyczny, po drugiej carskie urzędniki. Na salę lekko spóźniony wchodzi Margrabia. Ciężki, tłusty, podobny do ropuchy, wspiera się niezgrabnie na lasce i powoli staje w szeregach ambasadorów. - Psst, excelencjo, pan się pomylił, tu stoją obcy delegaci, nasi urzędnicy są po tamtej stronie... - szepcze któryś z dworaków. Margraf podnosi wolno swoją wielką głowę i rzuca scenicznym szeptem słyszalnym po drugiej stronie sali tronowej: - Wszystko w porządku. Jestem posłem króla polskiego do cesarza Wszechrosji...!
| 2012-11-10 11:26:55
Wielopolski umiejętnie więc starał się mrugać do narodu, normalnie wszak czułego na takie gesty, podobnie jak i doceniającego osobistą odwagę, choćby taką, jaką Margrabia wykazał podczas zamachu na swoje życie. Czarny PR i zła opinia nie są jednak faktami obiektywnymi, ani nawet nie zawsze wynikają z osobistych starań zainteresowanego. Przeważnie są owocem zabiegów zewnętrznych, podtrzymywania i hodowania przez politycznych wrogów, których część, Adamie wskazałeś w tekście. Należały do nich związki tajne, niechętne porozumieniu z Polską (pro-niemieckie) kręgi rosyjskie - ale nade wszystko bismarckowskie Prusy. I to ofiarą ich zabiegów padł Wielopolski i jego polityka.
| 2012-11-10 20:11:50
Rozumiem, że stwierdzenie "Jakkolwiek twierdzenie Hegla z pewnością jest prawdziwe i weryfikowalne empirycznie," odnosi się do „co jest rozumne, jest rzeczywiste: a co jest rzeczywiste, jest rozumne”? Z tego wynika, że demokracja i konsumpcjonizm są jak najbardziej rozumne. Skąd więc ta niechęć do demoliberalizmu?! Gdzie się podział Pana konserwatyzm? Nie mówiąc o tym, że na gruncie heglizmu stawianie twierdzeń w rodzaju "schizmy bytu" jest uprawianiem politycznego mistycyzmu...















RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL