Jako człowiek związany od lat z portalem konserwatyzm.pl i środowiskiem naszego Klubu ubolewam, że stał się on polem do dawania upustu fobiom, ocierających się momentami o lżenie. Bo jeżeli ktoś notorycznie pisze o jednym problemie, tj. Niemcach – opisywanych w najczarniejszych z czarnych barwach, to są to fobie. Nie wiem z czego one wynikają. Być może np. p. Ziętek straciła kogoś bliskiego podczas wojny z Rzeszą Niemiecką, być może jest poirytowana standardem dróg panującym w Polsce na tle tego, który zna z Niemiec, a być może zakochała się bez wzajemności w Niemcu? Nie wiem. Nie rozumiem również, dlaczego portal drukuje te wykwity „jak leci”. To już doprawdy nudne, a wartość poznawcza tego jest żadna.
Odniosę się jedynie do najnowszego felietonu. W ostatnim tekście pt. „o pruskim <zamordyzmie>” Szanowna Autorka na wstępie stwierdza, iż wielu Polaków pozytywnie ocenia Prusy. Pomijając fakt, że znakomita większość Polaków zapewne Prusy kojarzy z karaluchami i ta tym ich wiedza się kończy, odnoszę wrażenie, że propaganda w szkołach publicznych skutecznie przedstawiła Prusy jako synonim zła wszelkiego. Co zresztą udzieliło się i Autorce.
1. Pani Redaktor proponuje by nie dać się zwieść niemieckiemu dobrobytowi, niemieckim autostradom (bo przecież jakiż to dowód na dobrze urządzone państwo?), lecz sięgnąć „do korzeni”. A tam widzimy osławiony bizantynizm niemiecki, o którym tak przekonywująco pisał Feliks Koneczny. Autorka już o tym nie wspomniała, ale np. Koneczny za koronny dowód na bizantyjskość Niemców uznał zasadę cuius regio eius religio. Rzeczpospolita takiej zasady nie uznała, oparła się o tolerancję religijną (dodajmy, że czasową, i wymuszoną tzw. obiektywnymi okolicznościami), gdyż była państwem przynależącym do cywilizacji łacińskiej. Jest to oczywiście nonsens. „Zasada terytorialności” funkcjonowała szeroko w całej Europie dotkniętej Reformacją. Państwo niemalże wszędzie występowało jako gwarant pokoju społecznego, przeciwdziałając wojnom religijnym – a najskuteczniejszą metodą było tępienie herezji. Model ten funkcjonował znakomicie np. w krajach włoskich czy Hiszpanii, gdzie protestantyzm nie miał racji bytu, a zasada terytorialności została przyjęta np. w katolickiej Francji (edykt nantejski). Państwo u progu nowożytności niemalże wszędzie uznawało się za uprawnione do regulowania kwestii wyznaniowych, odrzucają apriorycznie tzw. autonomię moralną jednostek w tym zakresie. Jeżeli tego nie uczyniło, to tylko ze względu swojej słabości.
2. Pani Redaktor raczyła napisać: „Pruski „zamordyzm” jest pochodną protestanckiego ideału wychowawczego, który diametralnie różni się od modelu, jaki uznaje katolicyzm. Zgodnie z tradycją pedagogiczną opierającą się na filozofii katolickiej, wychowanie polega na uzdolnieniu człowieka do posługiwania się swoim rozumem i wolną wolą”.
Fragment ten dowodzi, że Autorka niewiele zrozumiała z „ducha protestantyzmu”. Jedno z podstawowych założeń wyznań reformowanych to wyrażona expressis verbis lub pośrednio zasada samodzielnej interpretacji Biblii. Doprawdy wielu, na czele z Maxem Weberem, dopatrywało w tej zasadzie źródła sukcesu krajów protestanckich, które miały się oprzeć na prawdziwie wolnych jednostkach, wyemancypowanych z doktrynalnej kurateli papieża Rzymskiego. Ideały demokratyczne zdają się odbiciem tej zasady – i nie było przypadkiem, że Jan Jakub Rousseau pochodził z protestanckiej Genewy. Twierdzenie, że „zamordyzm” jest właściwy protestantyzmowi, to po prostu nieprawda, w najlepszym wypadku rażące uproszczenie zupełnie pomijające poglądy np. francuskich i szwajcarskich kalwinów.
Kościół katolicki wymagał od swoich wyznawców nie „wolności”, kierowania się rozumem w kształtowaniu wiary, ale oparcia się o autorytet następstwa po świętym Piotrze. Co więcej, by podkreślić swoją rolę np. papieże zrezygnowali z tytułu „Wikariusz Piotra” na rzecz „Wikariusz Chrystusa”. Podobnie przez stosunkowo długi okres czasu zasadę królewskiego absolutyzmu traktował niemalże niczym „dogmat wiary”. Stąd też uwagi Autorki o ideałach wychowawczych Kościoła katolickiego i wyznań reformowanych uznać należy, za bardzo uproszczone.
3.Pani Redaktor znanym sobie sposobem potrafiła połączyć Lutra, Hegla z … Huxley’em. Ten fragment jest tak bełkotliwy, że trudno mi się do niego odnieść.
4. Pani Redaktor raczyła napisać: „Podstawą pruskiej i nazistowskiej tresury była totalna represja wobec jednostki”. Fragment ten jest wymowny – z tekstu wynika, że III Rzesza była kolejnym stadium kształtowania się pruskości. Zresztą opinia to dość mocno utrwalona w czasach rządów propagandy ekipy Władysława Gomułki. Wydaje się, że wstrząsem dla p. Ziętek może być odkrycie, że Królestwo Prus stwarzało dla innowierców stosunkowo szerokie gwarancje wolności sumienia i religii. Oczywiście istniały wyłomy od tej polityki, np. sławny Kulturkampf – którego twórca zresztą z czasem zdał sobie sprawę z bezsensowności całej akcji, ale na tle innych państw protestanckich na czele z rzekomo wolnościową Anglią, Prusy to jednak ostoja tolerancji religijnej. Jakaż to „totalna represja wobec jednostki”? Czy autorka kojarzy tzw. legendę o młynarzu z Sanssouci, i czy jest w stanie przyjąć do wiadomości, że takie rzeczy nie mają miejsca w państwie totalitarnym (a chyba tak p. Ziętek postrzega Prusy)?
Autorka zdaje się również nie widzieć istoty Volksgemeinschaft, która charakteryzuje pruskość. Myli ją z utrzymywaniem społeczeństwa w ryzach za pomocą rosyjskiego batoga. Zdaje się nie rozumieć kategorii imperatywu, dobrowolnego poświęcenia dla wspólnoty i dumy z przynależności do niej, co każe powątpiewać czy cokolwiek wie o myśli Kanta i Hegla, na którą zresztą się powołuje w swoich tekstach. Nie – wygodniej utożsamiać pruskość z czymś na kształt rosyjskiego poddaństwa. Tylko czy Redaktor Naczelny konserwatyzm.pl, niewątpliwy znawca myśli politycznej, filozofii i historii – także Prus, musi publikować takie wykwity?
Państwo Pruskie było tworem fenomenalnym, niesamowitą przygodą historyczną, które z absolutnie prowincjonalnej i biednej tzw. Wschodniej Marchii, potrafiło powołać Rzeszę Niemiecką, zdolną rzucić wyzwanie w grze o panowanie nad światem. Państwa takie jak Anglia czy Francja, z swoim naturalnym potencjałem demograficznym, surowcami, szerokim dostępem do mórz, nie musiały brnąć w dylematy właściwie monarchii Hohenzollernów. Niesamowicie ograniczony dostęp do bogactw naturalnych wymusił doskonałą metodę organizację życia zbiorowego, tak by możliwie usprawnić proces korzystania z tych niewielkich rezerw.
Ocenę pruskości pozostawię Czytelnikowi, lecz należałoby docenić fakt, że z tak peryferyjnego państewka jakimś zrządzeniem losu, a być może dzięki wypracowaniu najlepszych formuł organizacji, udało powołać się państwo, które swym potencjałem zdominowało XIX i XX wiek. Proszę wczytać się w pisma Romana Dmowskiego, którego raczej nie posądzałbym o proniemieckie sympatie. Czy tam znajdujemy nienawiść do Prus (Niemiec), czy raczej zazdrość, chęć „bycia takimi”? I proszę nie widzieć jedynie niemieckich dywizji piechoty, proszę również zobaczyć niemiecką filozofię, naukę, technikę, muzykę, sztukę, architekturę.
Paweł Bała
[aw]