Walka z pseudokibicami nagłaśniana jest odkąd pamiętam. Jest to jednak walka iluzoryczna, jak to się zwykło mawiać – pod publiczkę. Obywatele są świadkami standardowego schematu w tej batalii: stadionowa burda → najczęściej średnio udolna interwencja policji → konferencja prasowa z suchymi statystykami dotyczącymi złapanych chuliganów → karne zamykanie stadionów. Te cztery kroki powtarzają się jak słowa mantry, do obrzydzenia. Media zwykły piętnować zachowania chuliganów stadionowych, co jest stosunkowo normalną reakcją na jakiekolwiek tego typu zachowania. Ostatnio jednak coś się zmieniło – kibice zaczęli krytykować obecny rząd wywieszając transparenty i skandując odpowiednie hasła. W 2010 roku kibice z Poznania zaczęli bojkotować Gazetę Wyborczą (tfu!) za tendencyjne wypowiedzi skierowane w stronę kibiców. W czym więc jest problem? Wydaje mi się, że przede wszystkim powinniśmy usystematyzować sobie pojęcia i zaznaczyć konkretne intencje danych grup.
Definicja kibica i chuligana
Po pierwsze należy sobie odpowiedzieć na następujące pytanie – kim jest kibic? Według Wikisłownika (sama Wikipedia jako źródło wiedzy w fachowych dziedzinach jest często zawodna, w tym wypadku jednak definicja wydaje mi się trafiać w sedno) jest to osoba interesująca się danym sportem, przyglądająca się rozgrywkom sportowym, kibicująca jakiejś drużynie sportowej lub sportowcowi . W zasadzie nic dodać, nic ująć. Kibic to po prostu osoba zafascynowana sportem, wspierająca ulubioną drużynę bądź zawodnika różnymi formami zaangażowania (organizowanie wyjazdów, oprawy, dopingowanie w trakcie rozgrywek etc.). Nie wydaje mi się, aby było sensownym zarzucanie tej grupie jakiekolwiek szkodliwości. Ba! Rzekłbym nawet, że to właśnie między innymi dla nich sportowcy prezentują swoje umiejętności.
Po drugie trzeba koniecznie zdefiniować chuligana. Jest to osoba uważająca się za kibica danej drużyny, często angażująca się w te same aktywności, w które angażuje się wyżej definiowany kibic, lecz różni się tym, że podczas rozgrywek dopuszcza się zachowań agresywnych czy wulgarnych względem innych lub infrastruktury. Jego obecność na meczu nie ogranicza się więc do wspierania swojej ulubionej drużyny odpowiednim dopingiem, lecz do kolokwialnie mówiąc, wszczynania burd. Wyrywanie krzesełek, wykorzystywanie sprzętów, które udało się wnieść na stadion w celu zwiększenia siły rażenia, atakowanie innych – tym zajmują się stadionowi chuligani, zwani także (słusznie) pseudokibicami.
Media lewicowe i ich reakcja na sytuację na polskich stadionach, czyli o faktycznych intencjach.
Mamy w naszym kraju tę smutną sytuację, że o pluralizmie w mediach mówić nie sposób. Główny nurt stanowią media lewicowe, które szerzą swoją ideologię i opisują rzeczywistość tak, jak im to odpowiada. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że Polacy nie mają możliwości wyboru z szerokiego spectrum możliwych interpretacji zastanego świata, gdyż media prawicowe są piętnowane i marginalizowane. Ludziom wciskana jest ciągle jedna i ta sama socjalistyczno-lewacka papka. Konsekwencje tego są opłakane – ludzie nie potrafią samodzielnie i krytycznie myśleć, ale to nie jest temat na ten artykuł.
Środowiska lewicowe, podobnie jak i inne, piętnowały stadionowych chuliganów już dawno temu. Uważam, że piętnując te barbarzyńskie zachowania, mając jednocześnie szczere intencje, postępuje się słusznie. Sytuacja na stadionach wyglądała i wygląda fatalnie – zbyt często stykamy się na nich z agresją zamiast spokojnego radowania się sportem – ten problem należy jak najszybciej rozwiązać.
Jawi się jednakże problem związany z relacją mediów lewicowych odnośnie sytuacji na stadionach. Wystąpiło klasyczne pomieszanie pojęć i dezinformacja. Jest tutaj zagranie celowe – jeśli kibica utożsamimy z chuliganem, wtedy już w bardzo łatwy sposób dojdziemy do tego, że każdy kibic to zwykły idiota, który zagraża naszemu bezpieczeństwu. Skąd takie „zagranie” ze strony lewaków? Otóż odpowiedź jest prosta – kibice na stadionach często szerzą ideologię zupełnie odmienną od tej, którą propaguje lewica. Pojawiają się hasła, w których wyraża się patriotyzm, brak akceptacji dla bezmyślnej tolerancji czy nawet nacjonalizm. Lewica boi się tego jak ognia, przybierając więc maskę walki w słusznej sprawie, czyli o uporanie się z chuliganami, piętnuje tak naprawdę całe grono kibicowskie. Popełniają tym samym szereg błędów np. okłamują swoich odbiorców, że każdy kibic jest chuliganem, w co żaden racjonalny człowiek nie uwierzy. W zetknięciu z przeciwną ideologią, wykorzystują bardzo brzydki sposób walki, czyli zakulisowy. Jeśli nie odpowiadają im hasła, które wywieszają kibice, winni interweniować otwarcie w sposób cywilizowany, na drodze dyskusji. Co robią faktycznie? Wykorzystują swoje wpływy by zamykać stadiony, czyli tak naprawdę usta kibiców, którzy odważyli się skrytykować politykę rządu, bądź działalność Adama Michnika. To się szanowni czytelnicy nazywa zamordyzm. Obecnie sytuacja jeszcze się zaostrzyła po otwartych atakach kibiców w stronę establishmentu. Aresztowanie jednego z naczelnych działaczy ruchu kibiców Legii Warszawa, owo zamykanie stadionów, próby kneblowania ust działaczom poprzez przeróżne szantaże – to jest obraz pluralizmu w Polsce.
Reakcja niektórych ze środowiska prawicowego, czyli o ich zagmatwaniu w lewackiej grze.
W komentowanie sytuacji na polskich stadionach zaangażowali się także publicyści prawicowi. Nic w tym dziwnego, w końcu dotyczy to istotnej sfery społecznej. Niektórzy z nich dali się jednak nabrać na grę kłamstw lewicowych mediów. Tutaj szanowni koledzy powinni pamiętać, że w oszukiwaniu i okłamywaniu lewica ma ogromne doświadczenie. Nic dziwnego, że kilku poczciwych konserwatystów dało się nabrać na mylenie pojęć. W imię obrony idei prawicowych oraz wolności słowa, stanęli murem za tymi, których GW czy TVN nazywają chuliganami. Sugeruję tutaj ostrożność, gdyż szary odbiorca zyskuje tutaj następujący zestaw informacji: mainstreamowe media mówią, że z chuliganami trzeba zrobić porządek (nawet nie zająkną się o tym, że większym problemem dla nich są prawicowe idee szerzone przez kibiców na stadionach), publicysta mianujący siebie konserwatystą twierdzi, że to wszystko jest nagonką i próbą uciszenia tych, którym nie odpowiada zastany porządek. Cóż więc myśli sobie szary Kowalski? Że konserwatysta to zwykły oszołom! I nic dziwnego, w końcu szary Kowalski nie ma obowiązku rozeznawać się w zakulisowych gierkach salonu! Interpretuje to, co zobaczył w telewizji, czy przeczytał w gazecie. Prawicowy publicysta zanim zaangażuje się w krytykowanie lewackiej nagonki na kibiców, powinien jasno zaznaczyć, że jest również przeciwko chuligańskim wybrykom na stadionach. Wtedy szary Kowalski zastanowi się, o co też może dokładniej chodzić i dojdzie do odpowiednich wniosków. Zalecałbym osobiście więcej ostrożności. Piętnujmy agresywnych pseudokibiców i wspierajmy normalnych dopingujących.
O idei sportu i wyrażaniu swoich poglądów.
Obecnie jesteśmy w sytuacji, w której jako prawicowcy, musimy zareagować na zastany stan rzeczy. Należy więc wesprzeć wolność słowa w Polsce i sprzeciwić się utożsamianiu kibiców z bezmyślnymi chuliganami przez lewicowe media. Uważam jednak, że jeśli zażegnamy ten spór, to w obiektach sportowych nie powinno być miejsca dla rozgrywek politycznych. Ja osobiście noszę w sercu starogrecki ideał sportu, jako dążenia do doskonałości w danej dyscyplinie (nie chodzi więc, jak pisałem w komentarzach na portalu konserwatyzm.pl tylko o zwycięstwo, ale o piękno sportu i ukazanie doskonałości). Ci, którzy stanowią swoistą elitę (prawica przecież zakłada istnienie elit i pospólstwa, co jest wynikiem naturalnego biegu rzeczy, nie ma tu jak w lewicy fałszywej równości), udają się na mecz piłkarski w celu obejrzenia ładnego spektaklu, czerpania autentycznej radości z indywidualnych umiejętności zawodników i kontemplacja ewentualnego stopnia doskonałości piłkarzy. Kolokwialnie mówiąc gawiedź, udaje się również w celu zobaczenia efektownego meczu, ale także i dla rozrywki. Po co mieszać politykę czy ideologię do sportu? Niech stadion zostanie sferą sacrum, gdzie nie dosięgają ludzi problemy dnia codziennego. Po to przecież między innymi były organizowane igrzyska olimpijskie. Są inne, bardziej odpowiednie miejsca, by dyskutować o tak poważnych kwestiach.
O samych kibicach słów kilka.
Często na stadionach widuje się transparenty z różnymi hasłami. Jest w Polsce tendencja, aby były to hasła antykomunistyczne, nacjonalistyczne, tradycjonalistyczne czy niestety też nawołujące do ideałów nazistowskich. Osobiście uważam, o czym napisałem w powyższym akapicie, że stadion nie jest miejscem na szerzenie ideologii. Nie chciałbym, aby na stadionach w Polsce działo się to, co na przykład na meczach Livorno (szerzenie komunizmu) czy Lazio (szerzenie faszyzmu i nazizmu). To w samym interesie kibiców leży, aby atmosfera na stadionie była przyjazna – wtedy oni mogą oddać się temu, co lubią najbardziej, czyli dopingowaniu, a media i działacze nie będą mieli się do czego doczepić. Aby nie być gołosłownym mogę tylko przytoczyć, że łódzka galera (jeden z sektorów stadionu ŁKS-u) często wywieszała symbole, którymi posługuje się ruch NS skinheads (trystyki, krzyże celtyckie itp.), a „nabojka” Widzewa, czyli Destroyers Hooligans Widzew ma wśród swoich ludzi całkiem sporą grupkę neo-nazistów (nietrudno ich rozpoznać dzięki widocznym tatuażom). Wystarczy na dobrą sprawę prześledzić filmiki na portalu youtube, czy poczytać forum „nabojkarzy”, aby przekonać się, że można napotkać na stadionach skrajne ideologie, nie mające nic wspólnego ze sportowym dopingiem.
Wnioski.
Z każdej sytuacji powinniśmy czerpać pewną lekcję. W tej możemy po raz kolejny utwierdzić się w przekonaniu, że żyjemy w państwie obłudników i tchórzów nie potrafiących nazwać wprost zastanych problemów i wyjść im naprzeciwko. Żyjemy też w Polsce słabej, gdzie garstka pseudokibiców jest bezkarna i powoduje, że ośmiesza nas na arenie międzynarodowej. Jesteśmy mieszkańcami kraju, który przypomina nieco zabawę sylwestrową – większość tańczy tak, jak zagra orkiestra, część stoi pod ścianą i krytykuje grany utwór, a konferansjer uśmiecha się i zapewnia, że zabawa trwa w najlepsze. Jedyne co możemy zrobić, to nie ściągać jak największą ilość ludzi pod swoją ścianę, ale zacząć grać w orkiestrze.
Marcin Sułkowski
[aw]