Kamil Kisiel

Ordoliberalizm - wprowadzenie

27 maja 2012 | Formacyjne

Punktem wyjścia było dla ordoliberałów zagadnienie władzy. Każdy jej przerost był traktowany jako zagrożenie dla wolności i rozwoju człowieka. Nie mamy tutaj na myśli wyłącznie władzy politycznej, co jest w szeroko pojętej myśli wolnorynkowej oczywistością, ale także władzy gospodarczej.

Ordoliberalizm był próbą adaptacji anglosaskiego liberalizmu do warunków niemieckich oraz próbą odpowiedzi na kryzys społeczny i społeczną nietrwałość gospodarki wolnorynkowej.

Jej najbardziej znanymi przedstawicielami byli Wilhelm Röpke (skrzydło konserwatywne), Walter Eucken, Alexander Rüstow (liberałowie) i Alfred Müller-Armack (skrzydło socjalliberalne), a praktykiem mocno pro-wolnorynkowy Ludwig Erhard.

W Europie najbardziej znanym przedstawicielem był Mart Laar (Estoński "cud gospodarczy" był wg premiera Estonii kopią niemieckiego), na świecie Shigeru Yoshida, Minister Finansów Japonii po II WŚ. W Polsce najbardziej znanymi zwolennikami rozwiązań ordoliberałów byli Krzysztof Dzierżawski i Stefan Kisielewski. Do fascynacji ich myślą przyznali się też m.in. Jarosław Gowin, Krzysztof Bosak i dr Sadowski.

Myśl ekonomiczna

Punktem wyjścia było dla ordoliberałów zagadnienie władzy. Każdy jej przerost był traktowany jako zagrożenie dla wolności i rozwoju człowieka. Nie mamy tutaj na myśli wyłącznie władzy politycznej, co jest w szeroko pojętej myśli wolnorynkowej oczywistością, ale także władzy gospodarczej. W fazie jej przerostu oddziałowuje na sferę polityczną i sferę społeczną. Ta druga utrzymuje się wszakże z dochodów pierwszej, więc w razie zbytniej koncentracji gospodarczej to korporacje, kartele i oligopole będą dyktować klasie politycznej warunki.

Ordoliberałowie odpowiadają na to zagrożenie w dużej części w konwencjonalny jak na liberałów sposób, jednak z innym podejściem. Kwestią jest ustawić rynek tak (tzn. nadać rynkowi ramy zewnętrzne i określić dozwolone formy gospodarowania), aby nie musieć interweniować w sam proces rynkowy. Drugim aspektem, bezpośrednio powiązanym z pierwszym, jest stworzenie gospodarki w pełni konkurencyjnej. Nie mamy tutaj na myśli szkoły klasycznej, która widzi to w formie równania cena produkcyjna = cena sprzedaży, tylko takiego działania, które jest skierowane na rozproszenie władzy gospodarczej. Monopole i oligopole miały by być brane w kuratelę, a państwo otrzymać uprawnienia do stworzenia konkurencyjnego, ale działającego w pełni na zasadach rynkowych przedsiębiorstwa w razie zaistnienia lokalnego monopolu. Zakłada też urynkowienie państwowych monopolistów bez jednoznacznego zalecenia sprzedaży tego w określonych sytuacjach - np. sieci energetycznej czy kanalizacji miejskiej, gdyż byłoby to zamianą jednego monopolu na drugi, publicznego na prywatny.

Porządek ramowy, określenie dozwolonych form gospodarowania oraz zapewnienie rynkowi pełnej, skierowanej zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz konkurencji są trzema filarami polityki gospodarczej. Do tego dochodzi czwarty - polityka monetarna, której credo stanowi stabilna waluta z tendencją lekko-deflacyjną (Jak ujął to L. Erhard w książce „Wohlstand für Alle” - leicht deflatorisches Kurs). Ułatwiłoby to aktorom gospodarki kalkulację ekonomiczną i stabilność oczekiwań. Najbardziej pożądaną jest oczywiście stabilna waluta kruszcowa, jednakże w tym miejscu Eucken rozwija austriackie postulaty. Z uwagi na geopolityczną stabilność, jak i zjawisko tzw. zaimportowanej inflacji (i odpływu kruszców) proponowana jest waluta składająca się z „koszyka” - np. ze srebra, złota i miedzi, w odpowiednich proporcjach. W obecnej sytuacji takie rozwiązanie (nawet jeśli tymczasowe) wydaje się rozsądniejsze z uwagi na to, że złoto nie pokryłoby w krótkim czasie całości towarów, za to doprowadziłoby do nadmiernego wzbogacenia się posiadaczy złota. Niedobory surowcowe mogłyby także doprowadzić do konfliktów politycznych. Tym samym waluta z „koszyka surowców” wydaje się po pierwsze bardziej odporna na wahania kursowe (gdyż nie dotyczą one jednego surowca, a wielu), a po drugie jest buforem antyinflacyjnym i antydeflacyjnym zarazem.

Następnymi punktami, zgodnie z wysuniętym postulatem dekoncentracji władzy, jest zasada subsydiarności, decentralizacja i desurbanizacja. W mniejszych jednostkach terytorialnych pieniądze są wydawane w większej zgodności z potrzebami mieszkańców. Należy odwrócić strumień fiskalnych pieniędzy. Powiaty, a najlepiej gminy, powinny same móc zbierać pieniądze i odprowadzać odpowiedni procent do wyższych jednostek administracyjnych. Wraz z pieniędzmi, pozostającymi teraz „na miejscu”, do powiatów (gmin) powinny przejść następne kompetencje, jak edukacja czy służba zdrowia, dalej lokalna infrastruktura. Skutkiem tego byłaby wewnętrzna konkurencja pomiędzy powiatami (gminami) na polach infrastruktury i obciążenia podatkowego. Należałoby także owrócić zasadę prywatyzacji - w pierwszej kolejności powinno się sprzedać nierentowne zakłady, nawet za symboliczną kwotę. Unika się wtedy uciążliwych kosztów, a zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na inny cel, przy czym te oszczędności krążyłyby ciągle w dużej mierze w obrębie rejonu gospodarczego, na terenie którego znajdowałby się sprywatyzowany zakład.

Z kolei pod pojęciem desurbanizacja kryje się proces kreowania przestrzeni mieszkalnej. Zamiast dużych skupisk miejskich i związanych z tym utrudnień oraz kosztów (korki, zużywanie infrastruktury, hałas, zanieczyszczenia, choroby społeczne) należy prowadzić taką politykę planowania przestrzennego, która sprzyjałaby rozproszeniu budynków i tworzenia „przestrzeni społecznej”. Najbardziej optymalnym wydaje się dzielnica, w której pierścieniem jest teren mieszkalny, a centrum stanowią budynki użyteczności publicznej (szkoły, place zabaw, boiska, skwery) oraz zaopatrzenie (małopowierzchniowe supermarkety, inni usługodawcy). Na zewnątrz pierścienia znajdowałyby się drogi dojazdowe do osiedla. Centrum byłoby swego rodzaju agorą, centrum społecznym, sprzyjającym socjologicznej interakcji. W całości osiedla powinny liczyć max. 2-3 tysiące osób i być połączone szerokimi korytarzami komunikacyjnymi. Taki szkic stał się podstawą planistyki w Europie. Oprócz tego "korpusu miejskiego" należałoby tworzyć połacie przedmieść domków 1-, 2- i 4-rodzinnych z ogródkami.

Kontekst społeczny gospodarki wolnorynkowej

Eucken, Rüstow, Röpke i Müller-Armack wyrośli w tradycji i jednocześnie gwałtownym buncie przeciwko szkole historycznej. Uznawali ją za anachronizm, a jednocześnie narzędzie w rękach niemieckich karteli. Rebelia, jaką prowadzili, ma ciekawą historię, ale nie ma tu miejsca na jej omówienie.

Metodologia Euckena i Rüstowa mieści się w fenomenologii Husserla. Za wikipedią:

W filozofii Husserla świadomość jest intencjonalna, czyli zawsze jest świadomością czegoś, zwraca się ku czemuś. Husserl odróżnia akty psychiczne (akt świadomości w terminologii husserlowskiej to noeza) od tego, do czego te akty intencjonalnie się odnoszą, czyli obiektów świadomości (noematów). Punktem wyjścia fenomenologii jest redukcja fenomenologiczna (epoche), zawieszająca sądy o świecie. Powoduje ona zwrot w stronę świadomości i uobecniających się tam aktów immanentnie skierowanych. Dlatego metoda ta jest nazywana także fenomenologią transcendentalną, gdyż pyta o najbardziej podstawowe warunki naszego poznania (dzieje się to jednak inaczej niż w przypadku filozofii Immanuela Kanta.

Kapitalizm jako taki jest wiec bytem realnym [realtyp], który jednak w rzeczywistości podlega zniekształceniom [idealtyp]. Niemożliwym zatem jest rozpatrywać kapitalizmu jako fenomenu pozostającego w zupełnej odrębności. Trzeba przyjrzeć się podmiotom na nim działającym, czynnikom zniekształcającym oraz szukać dróg efektywnego gospodarowania wraz ze społeczna stabilnością. Ta druga miałaby zagwarantować polityczne przetrwanie wolnego rynku, jednakże sami ordoliberałowie nie są ze sobą zgodni, jak daleko posunięta miała być polityka społeczna i jakim kosztem prowadzona. Najbardziej klarowną odpowiedź dał Ludwig Erhard, wprowadzając pojęcie „produktywnej renty”. Koszt bufora socjalnego miałby zależeć od produktywności gospodarki. Zakładając, że zadłużenie państwa jest niepożądane, wysokość wydatków państwowych miałaby rosnąć nie więcej, niż statystyczny przyrost PKB. Pomysł Erharda jest jednak bardziej próbą pragmatycznego kompromisu.

Myśl Wilhelma Röpke znajdowała się z kolei pod wyraźnym wpływem katolickiej nauki społecznej i tomizmu. Doszukiwał się zbioru wspólnego pomiędzy nauką wolnorynkową i KNS. Dodatkowo twórczość wszystkich ordoliberałów znajdowała się pod wpływem etyki Emila Brunnera (świat uporządkowany przez Boga).

Eucken i Rüstow zajmują się jedynie powierzchownie socjologicznym kontekstem procesów wolnorynkowych. Ich polem badań były procesy rynkowe i ramowy porządek gospodarczy dla tych procesów. Z kolei Röpke oraz Müller-Armack zajmowali się także porządkiem „społecznym”, jako 3. warstwie oraz indywidualnych predyspozycjach jednostek tworzących warstwę socjologiczną (można to pojmować jako warstwę nr 4), każdy na swój szczególny i odmienny sposób. Pojmowanie polityki społecznej przez Müller-Armacka jest zresztą przez historyków ekonomii niemieckiej traktowane jako pierwsza część pomostu pomiędzy fazą ordoliberalizmu, a państwem opiekuńczym.

Wilhelm Röpke za najważniejszą warstwę uważa nie procesy rynkowe, a indywidualne predyspozycje jednostek, które nabywają one w procesie socjalizacji i interakcji społecznych, dalej - w samym społeczeństwie. Wyraźnie widać tu ideę personalizmu katolickiej nauki społecznej - człowiek staje się człowiekiem, przebywając wśród innych ludzi i tylko w społeczeństwie może się spełnić i rozwinąć swoje talenty.

W czasie swojej twórczości Röpke coraz bardziej odchodził od liberalnego atomizmu i odrzucił postulat szkoły austriackiej nakazujący demistyfikować „problemy społeczne”. Müller-Armack z kolei analizował wpływy partykularnych interesów na politykę i ekonomię i szukał wśród nich równowagi, niejako też odchodząc tym samym od metodologicznego indywidualizmu do politycznego pragmatyzmu.

Röpke zaczynając jako jeden z najbardziej obiecujących uczniów Misesa (w wieku 24 lat został profesorem) badających cykl koniunkturalny z punktem ciężkości skierowanym na tzw. sekundarną depresję. Jest to faza cyklu koniunkturalnego, w której rynek oczyścił już nietrafione inwestycje powstałe z boomu inflacyjnego, ale w której ciągle następują procesy kontrakcyjne (bankructwa, niedobór pieniądza). Z jednej strony Röpke zauważa, że wolny rynek sam „wyznacza” dolną granicę depresji, z drugiej strony rozważa możliwe i rozsądne interwencje państwa, zwłaszcza, gdy nie ma stabilnego (kruszcowego) pieniądza. Problemem jednak staje się określenie, kiedy kończy się pierwsza, czyszcząca faza depresji, a zaczyna sekundarna-kontrakcyjna.

Röpke niestety nie udziela odpowiedzi, coraz bardziej koncentrując się na socjologii, porządku społecznym i krytyce inflacji oraz państwa opiekuńczego (chociaż późniejsza krytyka keynesistowskich teorii zdaje się udzielać mglistej wskazówki, tj fiskalno-monetarnego antyinterwencjonizmu). Szkoda, gdyż jego prace były mocno chwalone przez swojego nieformalnego nauczyciela, Ludwiga von Misesa.

Z czasem Röpke "konserwatyzuje się", by w ostatniej i przełomowej zarazem książce "Jenseits von Angebot und Nachfrage" przebić ścianę pomiędzy liberalizmem a konserwatyzmem. Już sam tytuł ("Spoza podaży i popytu") sugeruje czytelnikowi, że najważniejsze dla społecznego wzrostu i rozwoju jest to, co wydarza się na skraju bądź poza procesami rynkowymi. Po porzuceniu atomizmu Röpke porzuca immanentyzm, a uwzględniając to, że cała książka przesiąknięta jest pesymistycznym i sceptycznym nastrojem, można powiedzieć, że Röpke ostatecznie porzuca liberalizm niemal w całości. Mimo to, opowiada się on jednoznacznie za gospodarką wolnorynkową, a romantycznych dystrybutystów i konserwatywnych syndykalistów uznał za "ekonomicznych dyletantów". We wspomnianej książce mówi o problemach współczesnych społeczeństw: umasowieniu, proletaryzacji, znużeniu, współczesnych nomadach, upadku kultury i tradycji, społecznego rozprężenia i inflacyjnego państwa opiekuńczego oraz przeciwwag władzy państowej - tzw. clercs – świeckich kleryków – osób z dużym autorytetem –  dziennikarzy, działaczy społecznych czy naukowców. Eucken z kolei uważał, że państwo, nauka i kościół (wiara) to trzy „potęgi” sprzyjające w warunkach harmonii i współpracy gospodarce.

Lekarstwo, jakie proponował Röpke, było miksturą konserwatyzmu i liberalizmu. Człowiek miał ponownie zakorzenić się w społeczeństwie, wspólnoty miały z kolei zyskać jak największy poziom autonomii - od rodzin, przez gminy do stowarzyszeń samopomocy. Tak więc stawia on jednostce wymagania konserwatywne - nazywa to "ideologią sąsiada" (w opozycji do "ideologi krwi" - nacjonalizmu, "ideologii towarzysza klasowego" - socjalizmu i "ideologii handlowca" - liberalizmu) - wysokie wymagania etyczne, lokalny patriotyzm, zamiłowanie do tego, co najbliższe, a polityce wymagania liberalne - decentralizacja, autonomizacja, defiskalizacja i polityka przeciw-inflacyjna i zahamowanie państwa opiekuńczego. Na przykład Röpke sprzeciwiał się reformie obowiązkowych ubezpieczeń emerytalnych w 1957 przeprowadzonych za pomocą projektu rywalizującego w CDU z ordoliberalizmem nurtu chadeckiego, a także pomocy finansowej dla państw komunistycznych.

Profesor Müller-Armack miał jako najbliższy doradca Erharda większy wpływ na realną politykę, toteż jego myślenie było ukształtowane inaczej i umiejscowione w elementach realnej polityki. Dla zwolenników wolnego rynku można dzisiaj powiedzieć, że miało to fatalne konsekwencje. Müller-Armack rozwinął teorię przeciwwag społecznych dla państwa i gospodarczej koncentracji. Uznał za właściwe uznać prawa związkowców w dużych zakładach państwowych i rynkowych (dzisiaj: korporacji). Z kolei obowiązkowe ubezpieczenia emerytalne, zdrowotne i od bezrobocia (bufor socjalny miał wzmocnić mobilność na rynku pracy) miały być swoistym społecznym piorunochronem, bezpiecznikiem, który co prawda wyraźnie zahamował tendencje kolektywistyczne (nawet opozycja socjalistyczna - SPD - zawzięła odwrót od gospodarczego marksizmu).

Niestety, tak jak przewidział to jego kolega Röpke, był to jednocześnie potężny impuls inflacyjny. Pierwszy poważny zastój gospodarczy w 1967 spowodował, że do rozpoczynającej się rewolucji kulturalnej dołączyli wspomniani związkowcy (mimo, że wówczas syndyki nie miały uprawnień takich jak dziś). Ówczesny kanclerz, a wcześniej minister finansów i twórca "niemieckiego cudu gospodarczego" Ludwig Erhard ustąpił w wyniku wystąpienia liberałów z FDP z koalicji rządzącej. W dodatku nadzieje ordoliberałów związane z demokracją (rozumianą w duchu liberalnego konserwatyzmu Tocqueville'a) okazały się płonne. Powojenny przewrót konserwatywny nie przetrwał do drugiego pokolenia.

Chwytne hasła marksistowskie i komunistyczne, wówczas niekojarzone jeszcze z fatalnymi skutkami społecznymi i ekonomicznymi stały się modne wśród gimnazjalistów (licealistów niemieckich) i studentów. Kapitalizm po raz kolejny nie wytrzymał naporu społecznego i mimo wyraźnych i podkreślanych przez cały świat sukcesów - został zastąpiony państwem opiekuńczym. Wkład Müllera-Armacka był w tym względzie niestety znaczny.

Kamil Kisiel

P.S. Do tego wywodu chciałem przekopiować wykres obrazujący ordoliberalizm, składający się z czterech umieszczonych kolejno w sobie kwadratów-stref. Najmniejszy i środkowy to proces rynkowy, idąc dalej na zewnątrz - ład gospodarczy, dalej - ład społeczny i na końcu indywidualne predyspozycje społeczne jednostek (stąd określenie "socjologiczny liberalizm").

Eucken rozpatrywał pierwsze dwie sfery (środkowe), Rüstow pomijał 3, Müller Armack rozpatrywał 3 i w zaczątkach 4, a Röpke wszystkie. Wszyscy traktowali zewnętrzną strefę jako kontekst i warunek dla wewnętrznej.

http://karzelreakcji.nowyekran.pl/post/55609,ordoliberalizm-wprowadzenie

a.me.





pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 0

| odsłon: 3044

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.
















RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL