Marcin Sułkowski

Idealistyczna wizja chuligana w oczach A. Ratnika

15 maja 2011 | Formacyjne

Ruch hołoty dorabiającej sobie ideologię walki z systemem Tuska i towarzystwa jest nazywany sukcesem polskiej prawicy - niesmaczne. Ludzie obudźcie się! W wielu krajach ruchy chuliganów są aktywne i nie mają nic wspólnego z polityką (tam po prostu nie ma szaleńców, którzy wysunęliby taką tezę).


Ten krótki tekst popełniłem jako krytyczny komentarz do artykułu Pana A. Ratnika pod tytułem „Przyczynek do dyskusji o ruchu kibiców w Polsce”. Na prośbę prof. Wielomskiego przerobiłem go (w krótkim czasie) w normalny tekst, dlatego ewentualne niedociągnięcia są wynikiem pośpiechu za co serdecznie przepraszam. Nie będę zmieniał jego kolokwialnego charakteru, gdyż wydaje mi się on właściwy do dyskusji o tej grupie społecznej.


Wyżej wymieniony artykuł jest według mnie, delikatnie mówiąc naciągany. Ruch hołoty dorabiającej sobie ideologię walki z systemem Tuska i towarzystwa jest nazywany sukcesem polskiej prawicy - niesmaczne. Ludzie obudźcie się! W wielu krajach ruchy chuliganów są aktywne i nie mają nic wspólnego z polityką (tam po prostu nie ma szaleńców, którzy wysunęliby taką tezę). Albo niektórzy są tak bardzo obsadzeni w swoim sterylnym, wyidealizowanym świecie i nie znają nawet jednego chuligana, albo po prostu chcecie sobie tę wizję świata propagować tylko dlatego, że jest linią przeciwną tej mainstreamowej. W obu przypadkach jest to po prostu głupie. Komentarz (a w zasadzie tekst – dop. autora) będzie odrobinkę przydługi, ale postaram się zawrzeć, co myślę na temat tego, co się dzieje dzisiaj w ruchu kibiców i odnieść się do artykułu Pana Ratnika.


Sam ruch kibicowski nie jest niczym złym. Kulturalny doping, ładna oprawa na stadionach - za to można chwalić ludzi zafascynowanych sportem. To nie ma jednak nic wspólnego z ruchem chuliganów. Chuligani to ci, którzy demolują stadiony, przystanki, zaczepiają ludzi na ulicach żeby po prostu ich okraść, a nie walczyć za klub, jak to widzę niektórym się wydaje. Iście patriotyczna postawa! Chuligani są najzwyklejszym bydłem, które należy konsekwentnie tłamsić i karać. Działają w Polsce od wielu lat, nie raz byłem świadkiem „zadym” na stadionach w Łodzi. Między innymi przez to przestałem chodzić na mecze (doszedł do tego żałosny poziom polskiej piłki). W artykule Pan Ratnik mówi, że kibice (a ma na myśli tutaj chuliganów, bo normalni kibice dopingują drużynę, a nie walczą z systemem na stadionach - to nie jest miejsce na to) walczą w imię moralności czy rodziny. Cóż za słodka naiwność! Szanowny Autor powinien poznać kilku zagorzałych kibiców, może wtedy dotarłoby do Niego, kim są ci ludzie. W dużej mierze to po prostu ludzie z blokowisk, starych kamienic, pochodzący z biedy, żyjący z zasiłków, kradzieży albo innej tego typu "pracy", bardzo często po prostu naćpani i pijani. Gdzie tutaj prawicowe wartości? Ci ludzie dbają o swoje rodziny? Przepraszam bardzo, ale wydawało mi się, że dbanie o rodzinę to przekazanie jej odpowiednich uczuć, wartości, zapewnienie bytu materialnego, perspektyw i bezpieczeństwa. Wyrywanie krzesełek na stadionach rozumiem zapewnia to wszystko? Pominę już fakt, że duża część chuliganów nie ma żon i dzieci, a jak mają to jest to np. wynik "wpadek" (świadomie dokonuję delikatnej hiperbolizacji, aby pokazać stopień patologii w tym środowisku). To są typy raczej dyskotekowych „chłopaszków”, dla których liczy się "bitka i popitka", a nie głowy rodzin. Jaki normalny ojciec i mąż idzie na stadion bić się o jakiś żałosny, skorumpowany klub, który gra na tak niskim poziomie ? Przypominam, że otoczka anty-polityczna to wymysł ostatnich kilku tygodni, a nie żaden stan faktyczny. Burdy były już dawniej i nazywano rzecz po imieniu - chuliganeria. Teraz niektórzy "prawicowcy" robią wszystko, aby sprzeciwić się lewicy. Nie jestem zwolennikiem polityki obecnego rządu, domyślam się, że premier Donald Tusk wykorzystuje sytuację, by zatuszować pewne swoje ruchy (podobnie jak akcję pod pałacem prezydenckim), ale krytyka bezmyślnej chuliganerii jest potrzebna. Wolałbym oczywiście, aby skutecznie zaczęto działać i usuwać bydło ze stadionów niż tylko wykorzystywać sytuację, ale może i do tego dojdzie, jeśli będziemy mieli odpowiedni rząd.


Teraz co do samego artykułu (odniosę się tylko do tych punktów, do których mam uwagi).


1. Sport jest pojęciem pierwotnym w stosunku do podziału prawica-lewica. Nie "kupuję" więc tej tezy. Na podstawie zwykłej logiki i zbiorów można stwierdzić, że zbiór sportowców (czyli tych, którzy stale trenują, są zdyscyplinowani etc. - taką definicję przyjmijmy na potrzebę dowodu) częściowo pokrywa się ze zbiorem lewicowców. Jest to twierdzenie weryfikowalne nawet z poziomu empirycznego. Duża część światowych talentów sportowych to lewacy - nie można im odmówić sportowego charakteru, bo byłoby to kłamstwo, a tego prawica przecież nie dopuszcza. Pierwotnie sport nie służył wygrywaniu, a doskonaleniu i prezentacji tej doskonałości. Przypominam, że igrzyska nie były organizowane dla celów materialnych, a po to, by kultywować zdrowe ciało, w którym jest zdrowy duch. Sytuacja ekonomiczna zmieniła się, sportowców są setki tysięcy i raczej żaden z nich nie może pozwolić sobie na charytatywność w swojej dyscyplinie, bo musi jakoś żyć. Niestety przez to zmienił się charakter sportu na konsumpcyjny, stąd nie patrzymy teraz na spektakle doskonałości, a po prostu toporne i brzydkie dążenie do zwycięstwa i pieniędzy (vide piłka nożna, którą prezentował na przykład nudny Inter pod wodzą Mourinho). Wyżej już opisałem jaka jest wg mnie różnica między kibicem, a chuliganem. Ja uważałem siebie za kibica i nadal uważam (lubię obejrzeć mecz ulubionej drużyny piłkarskiej, czy walkę ulubionego boksera), ale zawsze brzydziłem się chuligaństwem. Może dlatego, że na własnej skórze odczułem jego konsekwencje, co przydałoby się chyba niektórym, żeby otworzyć im oczy.

2. Przecież istnieje piłka kobieca i jest sporo kobiet, które po prostu lubią grać w piłkę. Nie mówię teraz o negowaniu płci, bo rozróżnienie jest nawet w sporcie wyraźne - np. nie ma kategorii open i mężczyźni nie grają przeciwko kobietom. Trochę argument na siłę. Ja bym go odwrócił i powiedział, że właśnie w sportach fizycznych jest podkreślana różnica między płciami i lewica nic z tym nie może zrobić.

3. Ja nie rozumiem jak można w ogóle mówić o polskim footballu. Football jest rdzennie angielską dyscypliną jeśli już o tym mowa, niemniej nie rozumiem czemu w klubach nie mają grać zawodnicy z różnych krajów. Jeśli chcemy, aby sport dążył do doskonałości, to drużyny też muszą składać się z możliwie jak najlepszych zawodników. Tych jednak czasami nie ma na rodzimym podwórku, więc należy ich szukać poza granicami kraju. Oczywiście w przypadku reprezentacji jest to wg mnie niedopuszczalne, ale mówię o poziomie drużyn ligowych.

4. To już jest ewidentne myślenie życzeniowe kogoś, kto w życiu nie bił się na ulicy. Albo Autor naoglądał się zbyt dużo filmów, albo nie wie na czym polega walka. Jeśli chcemy się wyszkolić do honorowej walki 1 na 1 (jaką prawica by zaproponowała – tak zresztą kiedyś wyglądały pojedynki), służą ku temu różne sztuki walki (jest tego cała masa, jedne bardziej, drugie mniej skuteczne). „Ustawki” natomiast, mimo że w założeniu są honorowe, to tak naprawdę są regularną bitwą. Jak ktoś powali przeciwnika, pomaga swojemu leżącemu koledze, atakując nawet od tyłu, pokonać oprawcę. Gdzie tu honor i umiejętności? Nie na darmo ludzie trenujący różne dyscypliny walki śmieją się, że chuligani są mocni w grupie (nawet laicy to zauważają). Tak w istocie jest - w 3 na 1 są silni, okradają i „tłuką” ludzi - tutaj nie ma zbyt wielkiej możliwości obrony. W 1 na 1 nie stanowią aż takiego zagrożenia. Argument jest więc znów nietrafiony. Niemniej osobiście nie mam nic do ustawek pod warunkiem, że robią to sobie w odosobnieniu i nie proszą o pomoc medyczną, za którą musi płacić podatnik.

 

Reasumując - kibic, to nie chuligan. Jako kibic i przede wszystkim człowiek proszę, aby nie utożsamiać mnie z chuligańskim bydłem. Pragnę w polskim sporcie trzech rzeczy: spokoju na stadionach, wyższego poziomu i braku korupcji. Nie będzie spokoju, jeśli będą chuligani (tutaj władza musi odpowiednio zadziałać, ale mamy nieudolny rząd, więc nie liczę na to póki co). Nie będzie wyższego poziomu jeśli będą kiepskie warunki finansowe, a będą, bo Polska jako kraj się nie rozwija, a sport nie jest sprywatyzowany - tu każdy patrzy jak sobie kieszeń napchać zajmując stołek w zarządzie danej dyscypliny. Będzie dalej korupcja, jeśli rząd będzie maczał palce w sporcie. Wina leży więc po obu stronach. Robienie bohaterów ze zwykłego bydła jest po prostu śmieszne. Proszę szanownego Autora, by wyszedł przed meczem w okolice stadionu i porozmawiał o ideałach prawicowych z chuliganami. Może wtedy zobaczy, o co im tak naprawdę chodzi.


Marcin Sułkowski

[aw]



pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 2

| odsłon: 401

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.


| 2011-05-15 10:45:35
Z racji licznych komentarzy pod tekstem Pana A. Ratnika zniekształcających moją myśl, dzisiaj postaram się wysłać prof. Wielomskiemu głębszą i czytelniejszą analizę problemu, widzianą moimi oczami. O ile Pan Profesor zgodzi się na publikację, o tyle powyższy tekst niech będzie traktowany jako swoista prolegomena do głównego artykułu.
| 2011-05-15 10:47:14
Dziękuję za ten tekst. Pianie z zachwytu nad palącymi trybuny chuliganami i doszukiwanie się w nich depozytariuszy wartości narodowych lub konserwatywnych jest śmieszne. Ja to widzę tak. Jeżeli nawet odwołują się do jakiejś formy nacjonalizmu (konserwatyzmu jako żywo tam dostrzec nie potrafię!), to korzystają z niego jak z rekwizytorni. Chcą być postrzegani, na zasadzie obecnych w kulturze skojarzeń, jako brutalni i antygłównonurtowi. Przecież taki obraz nacjonalisty-bandyty upowszechniany jest przez dziennikarzy w "postępowych" publikatorach. Trudno sobie wyobrazić, żeby osiągnęli taki "groźny" wizerunek, nosząc koszulki z Ghandim. Dodajmy do tego jeszcze wyjątkowo płytkie hasła antysemickie, obecne w subkulturach kibicowskich od dziesiątek lat, które wcale nie pojawiły się wraz z ostatnim "uprawicowieniem" tego ruchu, a następnie pogardę do homoseksualizmu - która z kolei jest (również) tradycją subkultur kryminalnych. Czy te zewnętrzne atrybuty uznamy za prawicowość? I czy zależy nam na potwierdzeniu stereotypu nacjonalisty=bandyty? Ja od dawna uważam się za nacjonalistę, indywidualnie uprawiany sport jest ważny w moim życiu, ale jakoś nie potrafię w sobie znaleźć sympatii dla kiboli, nawet jeśli rozwieszą transparent z Dmowskim.









RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL