Artykuły Pana Mirosława Salwowskiego wzbudziły dyskusję na łamach portalu na temat problemów liberalizmu i libertarianizmu i ich (nie)możliwości pogodzenia z nauką katolicką. Ożywioną dyskusję wywołały też komentarze pod artykułami.
W tej krótkiej publikacji postaram się przedstawić najważniejsze moim zdaniem zarzuty katolickich przeciwników liberalizmu (bronię tylko jego klasycznej, konserwatywnej wersji!) i libertarianizmu, jakie padały na tych łamach. Przedstawię dla nich kontrargumenty z arsenału zarówno nauki katolickiej jak i rozumu.
I Zarzut sprzyjania wolności dla zła. Wysunął go np. Pan Salwowski w tekście "Prawdziwe dylematy libertarianizmu". Zasugerował, że liberalizm i libertarianizm będzie sprzyjać złu, przez prawne zezwolenie na wiele grzesznych uczynków.
Odpowiedzieć na ten zarzut można dwojako. Po pierwsze nie ma jakiejś istotnej różnicy między wolnością prawną głoszoną w katolickiej nauce społecznej, a wolnością w liberalizmie libertarianizmie. Ani KNS nie nalega, by wszystkie występki były karane przez prawo ani libertarianizm (a tym bardziej klasyczny liberalizm) nie głosi, by wszystkie czyny niemoralne były bezkarne. Podejrzewam, że nawet znany z rygoryzmu interpretator KNS Pan Salwowski zgodziłby się, że takie niemoralne czyny jak np. notoryczne pozbawione szacunku zwracanie się do rodziców, nie przychodzenie na niedzielną Mszę czy pełna nienawiści obmowa sąsiadki podlegały karze więzienia. Z drugiej strony żaden chyba libertarianin nie głosiłby konieczności depenalizacji kradzieży, pobicia, porwania czy nawet oszustwa przy sprzedaży (złamania zawartej umowy). Różnica jest więc tylko ilościowa-wg KNS trochę więcej występków powinno podlegać penalizacji.
Po drugie (pomijam tu argumentację typu "zakazany owoc smakuje najlepiej"-gdyż idąc tym tropem należałoby zalegalizować morderstwo, albo oskarżyć Boga o zachęcanie do grzechu przez ustanowienie przezeń sankcji piekła) warto zauważyć,że rozważając popełnienie czynu ludzie (oprócz czynników emocjonalnych) kierują się bilansem zysków i strat. Przykre konsekwencje popełnienia czynu niemoralnego mogą doprowadzić część osób do rezygnacji z niego. Różnica między p Salwowskim, a libertarianami polega na tym,że ci ostatni są w stanie dostrzec oczywisty fakt, że przykrych konsekwencji niemoralności jest znacznie więcej niż konsekwencje karne. Konsekwencjami mogą być również być też konieczność samotnego wychowywania będącego owocem przypadkowego seksu dziecka, zubożenie i zrujnowanie zdrowia będące wynikiem nałogów. Są one często bardziej dotkliwe niż np. wymierzona przez państwo kara grzywny. W społeczeństwie konserwatywno - liberalnym i libertariańskim państwo opiekuńcze nie ratuje człowieka od tych konsekwencji (przez np. finansowane z budżetu terapie dla narkomanów czy zasiłki dla samotnych matek). Wolność jest więc związana z odpowiedzialnością, a każdy zbiera to co zasiał.
II Zarzut ateizmu, kosmopolityzmu i wykluczenia miłości. Pojawił się on w komentarzu pod (interesującym) artykułem Pana Sułkowskiego "Materializm kapitalizmu i libertarianizmu".
Zarzut ten jest jeszcze bardziej nieuzasadniony, niż ten poprzedni. Libertarianizm nie jest ani teistyczny ani ateistyczny,podobnie jak matematyka czy biologia - po prostu nie zajmuje się (nie)istnieniem Boga, tylko sprawami systemu społecznego. Libertarianami są też katolicy - jak Thomas Woods czy Lew Rockwell-prezes Mises Institute. Nie jest też kosmopolityczny ani patriotyczny - gdyż zostawia jednostkom swobodę wyboru tożsamości narodowej lub kosmopolitycznej (nawet anarchista może też być patriotą uznającym, że naród byłby silniejszy, gdyby aparat państwowy mu nie przeszkadzał). W Wielkiej Brytanii działa zbliżony do libertarianizmu nurt "narodowego-anarchizmu" Troy'a Southgate'a. Zarzut braku miejsca na miłość chrześcijańską jest równie nieuzasadniony. Istotą libertarianizmu jest wolność dysponowania swą osobą i owocami swojej pracy, dopóki nie narusza ona praw innych. Zupełnie nic nie stoi więc na przeszkodzie, by ktoś wykorzystywał swą wolność i własność do uczynków miłosiernych względem ciała i duszy bliźnich. Więcej - libertarianizm stwarza klimat bardziej sprzyjający takiej postawie, niż współczesne państwo opiekuńcze. Państwo ponad-minimalne bowiem szkodzi miłosierdziu na dwa sposoby: po pierwsze zniechęca ludzi do praktykowania miłosierdzia przez wytworzenie poglądu, jakoby to ono było odpowiedzialne za pomoc słabszym; po drugie zabierając ludziom znaczną część pensji sprawia, że ludzie muszą myśleć o tym jak przeżyć, za to co im zostało, a nie o tym, jak dzielić się nadwyżkami.
Odnośnie konserwatywnego liberalizmu zarzut ten jest tym bardziej chybiony.
III Zarzut możliwości wykorzystywania pracowników
Postawił go Pan Salwowski w tekście "Prawdziwe dylematy libertarianizmu". Stwierdził, że "Szantaży typu „Seks za pracę”, „Noszenie wulgarnych koszulek lub wywalenie z pracy” byłoby więcej w sytuacji w której pracodawcy nie musieliby się obawiać kar i represji ze strony prawa." W związku z tym należy jego zdaniem odrzucić libertarianizm. Może to być w niektórych przypadkach prawdziwe. Jednak zakaz prawny jest rozwiązaniem połowicznym i dalece niewystarczającym. Główną przyczyną dla której pracownicy muszą znosić szykany w pracy czy iść na kompromisy moralne jest obawa przed bezrobociem. Tymczasem ekonomia w pełni wolnorynkowa, zapewniona przez libertarianizm zniweluje bezrobocie przez likwidację jego głównych przyczyn: zasiłków, płacy minimalnej i kosztów pracy związanych z obowiązkiem odprowadzania składek ZUSowskich i podatku dochodowego. Wówczas osoba molestowana przez szefa będzie mogła po prostu zmienić pracę i szefa bez obawy pozostania na trwałe bez środków do życia.
IV Warto zauważyć, że istnieje nauka Kościoła popierająca otwarcie wolny rynek. W encyklice Centessimus annus bł. Jan Paweł II postawił pytanie czy kapitalizm jest systemem, który należałoby zaproponować krajom rozwijającym się odpowiedział: "Jeśli mianem „kapitalizmu” określa się system ekonomiczny, który uznaje zasadniczą i pozytywną rolę przedsiębiorstwa, rynku, własności prywatnej i wynikającej z niej odpowiedzialności za środki produkcji, oraz wolnej ludzkiej inicjatywy w dziedzinie gospodarczej, na postawione wyżej pytanie należy z pewnością odpowiedzieć twierdząco, choć może trafniejsze byłoby tu wyrażenie „ekonomia przedsiębiorczości”, „ekonomia rynku” czy po prostu „wolna ekonomia”.
Podsumowanie:
Liberalizm ekonomiczny jest więc przynajmniej możliwy do pogodzenia z nauką Kościoła (co nie znaczy, że brakuje w niej wypowiedzi wobec wolnego rynku krytycznych. Katolik nie musi więc być wolnorynkowcem, ale będąc nim na pewno nie musi czuć się wiernym drugiej kategorii). To samo tyczy się generalnie innych form klasycznego liberalizmu - jak postulat ograniczonego państwa czy wolności osobistej. Bardziej skomplikowaną kwestią jest libertarianizm - zarówno w wersji anarchokapitalistycznej jak i minarchistycznej ( szczątkowa władza finansowana jedynie z dobrowolnych podatków). Jednak nawet zarzuty dotyczące tego radykalnego nurtu liberalizmu często są - jak widzieliśmy wyżej przesadzone i nietrafne. Libertarianizm nie jest ani ateistyczny ani kosmopolityczny ani nie prowadzi koniecznie do niemoralności. Niekoniecznie musi też uznawać aborcję za legalną - są przecież libertarianie "pro-life" - jak studiujący w Wielkiej Brytanii Polak Jakub Bożydar Wiśniewski. Znacznie poważniejszą kwestią jest tu sprawa eutanazji na życzenie pacjenta - jej delegalizacja nie jest możliwa w oparciu o libertariańskie aksjomaty (jeśli się mylę, chętnie to odwołam). Ponadto problemem jest prymat własności nad życiem (słowa Rothbarda o topielcu, który nie może bez zgody właściciela zabrać deski, która uratowałaby mu życie contra katolicka zasada,że głodujący zabierający cudze jedzenie nie grzeszy przeciw VII Przykazaniu); a także kwestia prawa matki do niekarmienia dziecka, bądź porzucenia go w lesie. Nie można jednak wykluczyć, że libertarianie wierzący w Boga wypracują kiedyś rozwiązanie tych problemów. Póki co katolik może czerpać od nich to co dobre, zaś klasyczny, konserwatywny liberalizm przyjąć w całości.
Marcin Jendrzejczak
[aw]