I
Jak już próbowałem zasygnalizować w swoim poprzednim tekście, traktującym o Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej Ostatnim bastionie logiki sakralnej,
materialistyczna aksjologia komunizmu jest finalizacją okcydentalnego
projektu racjonalistycznego i jako taka prowadzi do jego całkowitej
autodestrukcji. W omawianym wówczas przypadku taką kolej rzeczy musi
spowodować zetknięcie się tej świeckiej ideologii z archaiczną
umysłowością człowieka orientalnego – prędzej czy później dojdzie do
kryzysu po jednej ze stron, jakiegoś rodzaju konfrontacji, a w końcu
koreańskie elity będą musiały postawić sobie pytanie „co dalej?”. Logika
naukowego socjalizmu musi okazać się niekompatybilną z duchowym głodem
ludu – co zresztą już się stało, bo Koreańczycy opatrują panowanie
swoich władców całym szeregiem cudów, irracjonalnych znaków
manifestujących przychylność przyrody dla ich systemu. Jako nieodmienny
stronnik idealizmu i spirytualizmu głoszę nadzieję na pójście
Koreańczyków w stronę uznania transcendencji autentycznej i oddania się
pod władzę Prawdziwego Boga.
Ten problem komunizmu ma jednak wymiar uniwersalny i
należy rozpatrzyć go z perspektywy prawicowej filozofii politycznej.
Intelektualna konstrukcja komunizmu oparta jest na kilku głównych
fundamentach. Mowa o: 1) nieuniknionym procesie dziejowego postępu,
którego motorem jest 2) walka klas, wywiązana z powodu 3) sprzecznych
interesów ekonomicznych, rywalizacji o zasoby materialne. Najważniejszą
wspólną cechą tych założeń jest przekonanie o wyłącznie materialnej
istocie rzeczywistości. Implikuje to nieredukowalne znaczenie liczby i
siły jako czynników kształtujących oblicze świata. Taka jest
komunistyczna metoda rozwiązywania problemów i realizacji wytyczonych
celów.
Ideologii Marksa trzeba przyznać na pewno to, że z
nieskrępowanym optymizmem przeszła od interpretacji świata do celowego
go zmieniania. To parcie do zmiany nie opiera się jednak na konfrontacji
rzeczywistości zastanej z wzorcami historycznymi czy nadprzyrodzonymi,
lecz zostało wykoncypowane od początku do końca jako zgodne z refleksją
naukową narzędzie konieczności. Dla Marksa ludzki rozum dysponuje
możliwościami odkrycia praw kierujących naturą oraz poznania dalszego
jej rozwoju. Jeśli zna się przyszłość, i wie że jest ona niezmienna (a
przy tym idealna), a jest się usadowionym w nieodpowiadającej jej
teraźniejszości, to – dla socjalistów naukowych – nic nie stoi na
przeszkodzie wobec tego, żeby ten stan po prostu zmienić. Całokształt
życia na ziemi i jego warunków stanowi „tylko” wynik wolnej gry sił
materialnych. Jedynym czynnikiem mogącym wpłynąć na losy tej gry jest
świadomość – organiczne narzędzie, którym w wyniku ewolucji został
obdarzony człowiek. Dzięki niej dysponuje on przewagą nad całą resztą
natury, powinien więc zajmować pozycję jej pana.
Największym zagrożeniem, jakie płynie z tego typu
poglądów, jest oddanie prymatu niczym nie ograniczonej ludzkiej woli. W
antropologii chrześcijańskiej wolna wola stanowi nieodzowny element
konstytuujący człowieka, rozumie się ją jednak w ten sposób, że jej
istnienie jest uprawnione tylko wobec woli Boskiej, w której kierunku
powinna podążać. Wola ludzka zna swoje ograniczenia i dopiero w zejściu
się z wolą Boską jest w stanie zapewnić człowiekowi to, do czego został
stworzony. W marksizmie wola ludzka pozostaje samotna. Nie ma żadnego
Boga-stwórcy natury, lecz wszystko jest naturą. Jej elementem jest
człowiek, u którego wola stanowi tylko jedną z funkcji życia. To
straszne wybrakowanie o nieobliczalnych konsekwencjach.
II
Czy możemy uznać socjalizm za odmianę idealizmu?
Nawet jeśli jego przedstawiciele czy postronni intelektualiści będą tak
twierdzić, prawica zrobić tego nie może. „Obiektywna” nauka za
idealistyczny uzna każdy ruch uznający się za oparty o „obiektywne” idee
– czy to zwane „prawami przyrody”, czy to „koniecznościami
historycznymi” – rzekomo możliwe do poznania na drodze empirycznej czy
racjonalnej. Źródłowo wciąż pozostaje to samookreśleniem. Polski filozof
Wincenty Lutosławski (1864-1954) za twórcę socjalizmu – również, a i
przede wszystkim tego sobie współczesnego – uznał… Platona2.
O ile o idealizmie pisał Lutosławski w sposób możliwy do przyjęcia, to
utożsamienie jego zasad z socjalistycznymi jest poważnym nadużyciem.
Według niego idealizm „uznaje wyższą rzeczywistość świata wewnętrznego
myśli nad świat zewnętrzny zjawisk i czynów”3
– już tutaj nasuwają się wątpliwości definicyjne: czyż świat idei nie
jest dla idealisty światem zewnętrznym, prawdziwym, czyż zjawiska i
czyny nie są dlań tylko ułomnymi próbami realizacji idei? Paradoksalnie
takie uznanie idei za elementy „świata wewnętrznego” pozwala na uznanie
marksizmu za idealizm, ale dla nas nie jest to prawdziwy idealizm.
Zgodzimy się dalej z Lutosławskim: „idealista zna myśli z własnej
świadomości; nie pamięta on o tym, że w nim istnieją, tylko uznaje
istnienie idei za niezależne od jednostki, za prawo powszechne”4.
Ale skąd marksista bierze swoje „idee”? Wyciąga je z procesu
historycznego, przemian materii na ogromną skalę, przypadkowych zjawisk
przyrodniczych. Jego prawa i konieczności są w najlepszym razie tylko
zauważalnym rytmem natury. Przyznaje to sam, głosząc iż to „byt
kształtuje świadomość”. Jego idee okazują się tylko produktem historii,
zapisem ruchu żywych i martwych mas wszystkiego. Według Marksa „idea nie
jest niczym innym, jak zjawiskiem materialnym przeniesionym do głowy
ludzkiej i w niej przetworzonym”5
– a więc idee są „niezależne od jednostki” jedynie w pewnym sensie, bo
jednostka jest elementem składowym kompozycji wyższego rzędu i przyjmuje
tylko to, co dostaje od całości (złożonej z wielu jednostek, będącej
jednak czymś więcej, niż tylko ich sumą). Są również „prawem
powszechnym”, co możemy rozumieć jako suchy zapis praktyki. U Marksa
„kształt rozumu wyznaczają stosunki produkcji, które określają kształt
kultury i religii”6.
W konstrukcji tej brakuje oczywiście prawodawcy i prawowitych
egzekutorów prawa. Filozoficzne pobudki marksizmu są tylko odblaskiem
działania prawdziwie transcendentnych instancji.
Zwróćmy też uwagę na podziały w łonie ruchu
marksistowskiego. Można przyrównać je do rozłamów doktrynalnych w łonie
wczesnego chrześcijaństwa – bo i wiek marksizmu jest odpowiednio młody.
Nie można ograniczać rozumienia komunizmu do politycznej historii samego
Związku Sowieckiego. Godnym zainteresowania jest stan komunizmu na
Zachodzie, zwłaszcza jego modniejszej, niemal postmodernistycznej
odmiany. Względem systemu sowieckiego „eurokomunizm” jawi się jako
herezja, kontynuująca wcześniejsze zasady stojącego za powstaniem
socjaldemokracji rewizjonizmu. Współcześni neomarksiści zachodni
reinterpretują manifesty swojego proroka, a styl i owoce ich działania
są zupełnie odmienne od tego, co panowało kiedyś na Wschodzie.
Stalinowska „ortodoksja” od dawna krytykuje ich za oportunizm,
„[n]ieustanny i otwarty krytycyzm ZSRR i krajów socjalistycznych z
pozycji burżuazyjnych koncepcji praw człowieka i wolności jednostki”, w
efekcie czego „Marksizm-Leninizm i to, co różni go od socjaldemokracji
został ograniczony do kwestii woli: socjaliści nie chcą iść od reformy
do reformy w stronę socjalizmu – my chcemy. Marksizm został rozmyty,
leninowska teoria państwa została pogrzebana a jej miejsce zajął
wulgarny reformizm i całkowite zafałszowanie marksizmu”7. Jako ważkich eksponentów neomarksizmu podajmy Antonio Negriego i Michaela Hardta, autorów postmodernistycznego manifestu pt. Imperium8.
Ich pozycje są w zasadzie postpolityczne; dobrze obrazują wydostanie
się marksizmu z racjonalizmu, gdy zniknęły już mierzalne, materialne
wartości produkcji, a zastąpiły je język i komunikacja, stanowiące
podstawowe dobra ludzkiej „rzeszy” (zastępującej od teraz proletariat),
do której wlicza się każdy, kto w jakiś sposób podlega „Imperium” –
będącym zglobalizowanym, aterytorialnym aparatem władzy (przede
wszystkim „biopolitycznej”) – a której jedyną aspiracją jest osiągnięcie
podmiotowości (czyli w istocie zamiana miejsc). W Polsce inspirują się
nimi środowiska „Pracowni Pytań Granicznych” z poznańskiego UAMu9
oraz pisma „Krytyka Polityczna”. Ta ostatnia jednak wciąż pozostaje na
rozdrożu, stoi okrakiem pomiędzy modernistycznym racjonalizmem a
postmodernistycznym irracjonalizmem; przedstawiciele obu tych opcji są
łatwi do oddzielenia. Można powiedzieć, iż środowisko „Krytyki
Politycznej” scala metapolityczny subiektywizm, cechujący jej frakcję
„idealistyczną” oraz „materialistyczną”10.
Obie wymienione grupy uważam za intelektualnie najgroźniejsze dla
trwania prawicowej logosfery. W swoim zamierzeniu neokomunizm wraca do
formuły źródłowej, bycia „nauk[ą] o warunkach wyzwolenia proletariatu”11. Pragnie odrzucenia kojarzonej z Sowietami „abstrakcyjnej” „ideokracji” (sic)
oraz przeprowadzenia (we wciąż nieokreślony sposób) rewolucji, która
„sytuuje się w miejscu przecinania się obecności politycznej zdolności
oraz idei, że z partyzanckiej perspektywy owej zorganizowanej zdolności
jest możliwe poznanie i praktyczna antycypacja realnych tendencji
świata, który komunizm stara się poddać określającej, rozstrzygającej i
stanowczej negacji”12.
Roszczeniowy bunt przez instytucje. Jak dawniej, jedynym uzasadnieniem
tego prądu jest istnienie jakichkolwiek nierówności czy wykluczeń.
Potrzebne są grupy niezadowolonych, ale ta „rzesza” przestała być
definiowana przez pryzmat ekonomii. Jej rewolucję napędzają żądze i
emocje. Politykę zastąpiła biopolityka: administracja cielesnością.
Różne mogą być tylko jej priorytety: wydajne zaopatrzenie lub
zaspokajanie przyjemności. Rewolucja neomarksistowska walczy o to
drugie. To nakierunkowanie na sferę trudną do jednoznacznej klasyfikacji
jako „materialna” czy „umysłowa” jest prostą konsekwencją
postmodernizmu, który odrzucił nie tylko możliwość poznania, ale i
istnienia Bytu (obiektywnej prawdy), a więc – zwłaszcza wyboru
perspektywy z której się tego dokonuje13.
Nie umie się już ocenić, co jest prawdziwsze: ciało czy umysł (dusza?),
a nawet rozpoznać różnicy pomiędzy nimi. Dla nas liczy się to jako
kapitulacja rozumu.
Marksizm i jego praktyczne realizacje stanowią
koronny przykład tzw. „immanentyzacji Eschatonu” (aczkolwiek być może
demoliberalizm już go po cichu w tym dogonił). Immanentyzacja Eschatonu
następuje, gdy człowiek usiłuje urzeczywistnić nadzieje transcendentne w
świecie doczesnym. W chrześcijaństwie początek i koniec dziejów wiąże
się z przebywaniem w Raju; wygnany pierwotnie z niego człowiek pokutuje
przez dzieje, by zasłużyć sobie na ponowne trafienie do niego.
Rewolucjoniści (wszelkiej maści, nie tylko marksiści konkretnie)
tymczasem za swój cel mają stworzenie społeczeństwa doskonałego tu, na
Ziemi, jedynie wysiłkiem rąk ludzkich. Różnią się między sobą
przewidywaniami co do czasu oraz nakładu sił potrzebnych na jego
zbudowanie. Bierze się to z wiary, że człowiek samemu może poznać istotę
rzeczywistości – a więc może samemu również udoskonalić jej stan
obecny. A. Wielomski tak wywodzi komunizm z przekonań reformacyjnych:
„To przekonanie, że Królestwo Boże może być ustanowione na ziemi, w
życiu doczesnym; to wiara protestancka, że łaska może zregenerować
człowieka tak mocno, że przełamie on grzech pierworodny i ustanowi to
Królestwo Boże za życia”14.
Marksizm czyni to na drodze materializmu i racjonalizmu. Uważający tę
ideologię za „socjalizm gnostyczny” E. Voegelin zwraca uwagę na jej
radykalny sekularyzm i nastawienie na aktywność wewnątrzświatową:
„Zamiast porzucić gnozę i przywrócić prawdziwą kontemplację, Marks
porzucił kontemplację i przełożył gnozę na działanie”15.
Marks miał świadomość konkurencyjności swojego projektu wobec zastanych
form religii, pisząc: „Krytyka religii stanowi przesłankę wszelkiej
krytyki”16. Religia była jedyną pozostałością starego eonu w mieszczańskim Zwischenwelt.
Trzeba było dokończyć jej burżuazyjną kontestację, aby utworzyć religię
nową, z człowiekiem otwarcie zajmującym miejsce Boga. Bo dla marksistów
to „[c]złowiek tworzy religię, nie zaś religia – człowieka”17.
Zgadzał się Marks z Feuerbachowskim: „Widmo Boga musi zostać
zdemaskowane, a człowiek musi zabrać z powrotem wszystko, czego się
pozbył, projektując to na boski, ponadnaturalny byt”18.
III
Historyczny komunizm był systemem wysoce sprawnym
politycznie. Na podstawie teorii paru ludzi zdołał utworzyć państwa o
gigantycznej skali oddziaływania. Zwycięstwo rewolucji w jednym tylko
kraju miało być bazą do przeprowadzenia jej w reszcie świata. Faktycznie
ZSRS stał się ojczyzną proletariatu. Był wzorcem, do którego musiały
odnosić się wszelkie plany. W toku rewolucji wytworzone zostały nowe,
komunistyczne hierarchie. Jakkolwiek sednem interesującej nas ideologii
jest egalitaryzm, to w praktyce był on niemożliwy do realizacji –
równość posiadania i pozycji społecznej była ideałem mającym spełnić się
dopiero po totalnym zwycięstwie rewolucji, cudownym zniesieniem
wszelkich ułomności. W fazie działania marksizm miał jasno
zidentyfikowanego wroga, usytuowane na szczycie hierarchii społecznej
klasy posiadające, do których fizycznej eliminacji dążył. Jednak po
ścięciu wierzchołka szczytem automatycznie staje się warstwa leżąca
bezpośrednio poniżej. Elita musi istnieć w każdym społeczeństwie – w tym
marksistowskim dyktaturę proletariatu miała sprawować partia,
ascetyczna grupa spiskowców i administratorów. Faktycznie była ośrodkiem
rewolucyjnej kontrkultury walczącej o eliminację kultury dotychczas
panującej i jej hierarchii. Hierarchia rewolucyjna była rewersem
hierarchii oficjalnej – miała ją po prostu zastąpić. Dlatego w państwach
socjalistycznych, po eliminacji elit poprzednich jako „genetycznie”
nieprzyswajalnych do nowego ustroju, elitę nową kreowano z warstw
dotychczas uciskanych – forsowano zdolnych ludzi pochodzenia chłopskiego
i robotniczego przez przyznawanie im „punktów za pochodzenie” w naborze
do instytucji. Cała działalność państwa była kierowana centralnie,
objęta jednym pionem administracyjnym. Hierarchie państw
socjalistycznych rozchodziły się z jednego ośrodka ku strukturom
lokalnym, podporządkowując ich funkcjonowanie najwyższemu poziomowi
decyzyjnemu. Wszelka władza w nich była delegowana z góry – góry, która
była jedynym interpretatorem i wyrazicielem interesów mitycznego
proletariatu. Państwa socjalistyczne były konkretnym odniesieniem dla
ortodoksyjnych rewolucjonistów z państw burżuazyjnych, realną propozycją
zaprowadzenia nowego ładu. Poskramiając demokratyczno-liberalny
entropiczny nie-ład, komunizm dawał propozycję całkowicie opracowanego
„porządku” rzeczywiście totalnego. Jak nietrudno się domyślić, konstrukt
ten falsyfikował ład prawdziwy, czynił to jednak w warunkach jego
nieobecności i nieoczywistości. Stał się adekwatnym rozwiązaniem dla
odartego z religijnej żywiołowości człowieka, usiłującego rozpaczliwie
wypełnić mieszczańską pustkę żywota nowymi mitami i nową moralnością.
„Obszarem centralnym”19 sporów XIX wieku był przemysł i technika, stanowiące podstawową funkcję państw burżuazyjnych – Kapitał Marksa zaś był pomyślany jako krytyka ekonomii politycznej. Odpuścimy sobie rozważanie, w jakim stopniu Rewolucja mogła pokrywać się tutaj z Reakcją.
Filozoficznie marksizm jest genialny. Jego aparat
intelektualny bezproblemowo obala uzasadnienia agrarystycznych
przeżytków feudalizmu i tradycjonalistycznych urządzeń społecznych,
pretensje liberalizmu ekonomicznego i politycznego. Radzi sobie w każdym
miejscu świata, jego rewolucje zagrażały każdym chyba władzom. Święte
pisma jego proroków przetłumaczono na języki wszystkich ludów. Marksizm
jest najwszechstronniejszym wynalazkiem ludzkości. Jako „światopogląd”
ustępuje tylko chrześcijaństwu – będącego „wynalazkiem” Boskim. Dał się
poznać jako najdonośniejsze „non serviam”, jakie zbuntowany
człowiek dotychczas wykrzyczał w kierunku Boga. Marks: „Czym dla
określonych bogów cudzoziemskich jest określony kraj, tym jest kraina
rozumu dla Boga w ogóle – terenem, na którym przestaje on istnieć”20.
Nawet można się z nim tu zgodzić, sprowadzając ostateczną alternatywę
do wyboru albo wiary, albo rozumu. Wiadomo, kto wybiera ten drugi.
Rewolucja marksistowska jest projektem mającym na
celu zastąpienie Boga przez człowieka. Człowiek Prawicy – czyli
chrześcijanin – winien się temu przeciwstawiać wszelkimi zachowaniami,
jakie mu wpojono. Marksista chce zbudować na ziemi raj i myśli, że uda
mu się to zrobić samemu. Chrześcijanin wie, że człowiek jest tu, gdzie
jest, i jest taki, jaki jest, za karę i na próbę. Nie chce tego
zmieniać, nie powinien i nie może. Jedyne, co może osiągnąć lepszego,
znajduje się już na kolejnym świecie. Raju nie odzyska, bo jego
pierwotną doskonałość zniweczył przez doznanie Poznania. Marksista
jątrzy tę ranę dalej, wierząc iż sam podoła całkowitemu Poznaniu.
Chrześcijanin wie, że w tej czynności musi zdać się na siłę ostateczną.
Marksista ma sceptycyzm, chrześcijanin ma ufność. Marksista ma pychę, a
chrześcijanin pokorę. Marksista ma technikę, chrześcijanin – wiarę.
Linia rozwojowa Rewolucji od Reformacji począwszy:
0. Interpretacja Objawienia przez Tradycję. 1. Interpretacja Objawienia
przez człowieka. 2. Interpretacja człowieka przez człowieka. 3.
Objawienie człowieka człowiekowi. 4. Ubóstwienie człowieka przez
człowieka.
Przytaczany tu Voegelin był wybornym kronikarzem tego procesu.
Ponadto marksizm jawi się jako wojująca religia monoteistyczna i
mesjanistyczna, podczas gdy demoliberalizm przypomina raczej
naturalistyczne, adogmatyczne politeizmy (jest fasadowym kultem
państwowym, w którego bożków nikt nie wierzy, a złożenie im ofiar to
jedynie akt lojalności politycznej). Marksizm lokuje się doskonale na
punkcie 3. naszej linii. Człowiek przetrawił człowieka i ma do wyboru
dwa ryzyka: postawić na człowieka albo tego nie robić. Paradoksalnie to
przyjęcie przez marksizm większego zła i czynna realizacja jego programu
ukazuje jego bezwyjściowość. Permanentna rewolucja skazuje człowieka na
wiarę, nadzieję i miłość. Zawieszenie rewolucji – odracza ich
zastosowanie w czasie. Objawienie człowiekowi jego własnej natury to
doświadczenie straszne, i od niego samego zależy jaki kult następnie
wybierze.
W świecie idei godnymi siebie przeciwnikami są tylko
znienawidzone wzajemnie ekstrema. Z zajmowanych przez nie peryferii
wychodzą impulsy do walki o centrum. Perwersją symptomatyczną dla czasów
obecnych są sytuacje, w których wrogie sobie ekstrema zmuszone są
zawierać ze sobą sojusze. Świadczy to tylko o degeneracji tego
wszystkiego, co powinno być łupem w walce pomiędzy nimi.
W tekście wiele razy, być może zbyt wiele, pojawiło
się słowo „marksizm”. Używane było wymiennie z „socjalizmem” czy
„komunizmem”, ale to ono ma centralną wartość jako oznaczające
genetyczne pochodzenie systemu, o jakim była mowa. Spośród wszystkich
socjalizmów i komunizmów to ten objawiony przez Marksa i Engelsa odniósł
największy sukces w historii i na długo określił postrzeganie tej
rodziny ideologicznej.
T. Wiśniewski
1 A. de Tocqueville, O demokracji w Ameryce, t. I, Kraków 1996, s. 17-18.
2 Zob. W. Lutosławski, Platon jako twórca idealizmu, „Kronos” nr 4/2011.
3 Tamże, s. 222.
4 Tamże.
5 Cyt. za: E. Voegelin, Od Oświecenia do rewolucji, Warszawa 2011, s. 347.
6 P. Śpiewak, Voegelina poszukiwanie Boga, w: E. Voegelin, dz. cyt., s. XI.
7 R. Martinez Turrero, Od eurokomunizmu do dzisiejszego oportunizmu, http://kompol.org/start/Eurokomunizm.html (dostęp 17.02.2012).
8 M. Hardt, A. Negri, Imperium, Warszawa 2005.
9 W zakresie poznania poglądów tej grupy poleciłbym jej organ (internetowe czasopismo naukowe) „Praktyka Teoretyczna”, http://www.praktykateoretyczna.pl/ (dostęp 17.02.2012).
10 Rozróżnienie poczyniłem za R. Laseckim odnoszącym się do A. Dugina w tekście Ku doktrynie społeczeństwa zamkniętego. Metapolityka i metafizyka sojuszu ekstremów,
„Templum Novum” nr 11/12; zob. s. 123-124. Obaj proponują „sojusz
ekstremów” lewicy i prawicy jako „koalicję na rzecz Obiektywnego”. Mimo
wszelkiej sympatii, jaką można mieć do ascetyzmu i monumentalizmu
klasycznego, staroświeckiego komunizmu i socjalizmu, to był on jednak
bezpośrednim, naturalnym kontynuatorem absolutystycznego racjonalizmu –
wszelka ugoda z nim byłaby krokiem wstecz w dziele niszczenia gmachu
Moderny; osobiście obstawałbym przy propostmodernistycznej „koalicji na
rzecz Irracjonalnego”.
11 F. Engels. Cyt. za: A. Toscano, Polityka abstrakcji: komunizm i filozofia, http://www.praktykateoretyczna.pl/index.php/alberto-toscano-polityka-abstrakcji-komunizm-i-filozofia/ (dostęp 17.02.2012).
12 Toscano. Tamże.
13 Zob. np. K. Bielenin, Językoznawstwo postmodernistyczne?, http://www.jkn.uw.edu.pl/prace/jezykoznawstwo%20postmodernistyczne.htm (dostęp 17.02.2012).
14 A. Wielomski, Komunizm nie był niczym innym, jak tylko formą zsekularyzowanej radykalnej Reformacji (wywiad), http://www.konserwatyzm.pl/artykul/3562/komunizm-nie-byl-niczym-innym-jak-tylko-forma-zsekularyzowan (dostęp 18.02.2012).
15 E. Voegelin, dz. cyt., s. 371.
16 Cyt. za: tamże, s. 376.
17 Cyt. za: tamże.
18 Cyt. za: tamże, s. 374.
19 Formuła Carla Schmitta. Zob. tegoż: Epoka neutralizacji i polityzacji, w: Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918-1933, wyb. i opr. W. Kunicki, Poznań 1999; zwłaszcza s. 429-436.
20 Cyt. za: E. Voegelin, dz. cyt., s. 369.
Tomasz Wiśniewski
Za: http://xportal.alk.pl/?p=2900
a.me.