Któż nie pamięta wierszy Władysława Broniewskiego (1897-1962)
ze szkoły? Jedni pamiętają „Bagnet na broń”, inni „Żołnierz polski”,
jeszcze inni „Elegię o śmierci Ludwika Waryńskiego”. Po 1989 na temat
Broniewskiego przestano mówić, zlikwidowano szereg szkół jego imienia,
zagrożone były pomniki i ulice. Ale – jak pisze autor jego biografii
Mariusz Urbanek – przetrwał, bo nawet najbardziej radykalni przywódcy
„IV RP” nie ośmielili się podnieść na niego ręki.
W Muzeum Niepodległości, w ramach cyklu KLIOTEKA, odbyło się
spotkanie na temat ostatnich publikacji na temat Władysława
Broniewskiego – biografii Mariusza Urbanka „Broniewski – miłość, wódka,
polityka”, tomu poezji Władysława Broniewskiego „Wierszem przez życie –
poezje” (obie książki Wyd. ISKRY) oraz tomu wspomnień o poecie pt. „W
słowach jestem wszędzie” (Wyd. PIW). Spotkanie prowadził red. Tadeusz
Górny.
Dlaczego Broniewski się ostał? Z prostej przyczyny – bo był wielkim
poetą. Tuż przed śmiercią prosił, żeby pamiętać, że najważniejsze są
wiersze, które napisał. Cała reszta nie ma znaczenia. „Byłem zwykłym
człowiekiem” – to jedno z jego ostatnich zdań. „Jego życie jest
odzwierciedleniem skomplikowanych polskich losów w XX wieku” – mówił
red. Górny. On, za młodu legionista, uczestnik wojny
polsko-bolszewickiej, potem komunizujący poeta, więzień sanacyjnego
więzienia, a po 1939 także sowieckiego łagru. Potem żołnierz Andersa, by
po 1945 wrócić do Kraju i stać się poetą symbolem nowej epoki, autorem
wierszy o rewolucji sowieckiej i Stalinie. Był uwielbiany przez zwykłych
ludzi, jego wierszy słuchało na żywo po kilka tysięcy osób, znano je na
pamięć. Jedni wzruszali się słuchając „Elegii o śmierci Ludwika
Waryńskiego”, inni przy „Bagnecie na broń”. Docierał do serc i umysłów
lewicy i prawicy, choć rzecz jasna był człowiekiem lewicy. Jego wiersz
„Bagnet na broń” z wiosny 1939 roku przedrukowały wszystkie gazety,
także narodowe. Długo nikt nie znał jego wierszy z okresu wojny, które
można uznać za antysowieckie. Poruszający był wiersz „Targowisko” będący
protestem przeciwko podejmowaniu decyzji przez wielkie mocarstwa bez
udziału Polski. Nieznany był też jego wiersz o zbrodni katyńskiej.
To co było jednak najistotniejsze w poezji Broniewskiego – to Polska,
którą żył i bez której nie potrafił funkcjonować. Jeszcze w Palestynie
pisał:
Na północy jest zwalony dom
będzie – wolność, prawo i praca.
Czas ująć w dłonie pług, pióro i łom,
czas dom budować, czas wracać.
Po 1945 roku zbliżył się do Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego,
przed wojną poety „endeckiego”, pisującego w „Prosto z Mostu”. Wtedy
dzieliło ich wszystko, po wojnie wszystko łączyło. To jeden z fenomenów
życia literackiego po 1945 roku. Broniewski nie udawał, był za tym, co
się w Kraju działo, nawet wiersz o Stalinie mu wybaczano – bo , jak ktoś
powiedział, już przed wojną miał takie poglądy, więc miał prawo to
napisać. Inaczej niż czystej wody koniunkturaliści. Ta wierność poglądom
naraziła go zresztą po 1956 roku na ostracyzm środowiska tzw.
rewizjonistów, czyli dogmatycznych stalinowców, którzy się do systemu
„rozczarowali”. Stał się dla nich łatwym celem, pojawiły się szydercze
spektakle i wierszyki. I kto to robił? Woroszylski i Mandalian, którzy
na początku lat 50. bali się nawet wejść do mieszkania Broniewskiego, bo
był dla nich świętością. Nagle stał się dla nich anachroniczny, a może
zbyt „nacjonalistyczny”?
Broniewski był ideowym przeciwnikiem obozu narodowego, choć po 1956 w
obronę brały go paxowskie „Kierunki”, doceniające wartości patriotyczne
i literackie jego poezji. Warto na koniec przypomnieć wiersz
Broniewskiego opublikowany w „Robotniku” 13 grudnia 1922 r., pod
wrażeniem demonstracji przeciwko wyborowi Gabriela Narutowicza na urząd
prezydenta RP:
„Niech żyje faszyzm! Dziś my górą!
Żydom – do szyi kamień młyński!”
Manifest pisze Nowaczyński
w waterklozecie mocząc pióro:
„Świta już Polsce nowa era,
sam naród dzisiaj sądy czyni –
we Włoszech rządzi Mussolini,
a Polska będzie mieć… Hallera…”
Kto tak dzisiaj polemizuje?
Jan Engelgard
http://mercurius.myslpolska.pl/2012/02/renesans-broniewskiego/
a.me.