Jan F. Libicki

Whitney Houston – kolejna gwiazda wypluta przez życie?

13 lutego 2012 | Publicystyka

Wszystkie te postaci łączy bowiem jeden wspólny mianownik. A mianowicie taki, że uwielbiały je miliony. Warto więc zapytać czy jeśli kogoś wielbią miliony to jednocześnie ktoś go tak naprawdę kocha? Czy owo „wyplucie przez życie” następujące w ciszy hotelowego pokoju nie jest właśnie tego rezultatem? Że mianowicie obok tego uwielbienia, owi bohaterowie współczesnej zbiorowej świadomości nie odnajdują prawdziwej przyjaźni, miłości czy wierności.


Dziś wpis wspomnieniowy. Wczoraj zmarła znana amerykańska piosenkarka Whitney Houston. Wciągu ponad 25 lat kariery sprzedała 170 milionów płyt. Sławę zyskała też jako aktorka, grając wraz z Kevinem Costnerem w filmie zatytułowanym Bodyguard. To właśnie ścieżka dźwiękowa z tego obrazu, wykonywana przez artystkę, a nosząca tytuł „I Will Always Love You” stała się jej największym muzycznym szlagierem. Od wielu lat walczyła z licznymi nałogami. Z narkotykami i alkoholem. I to doprowadziło ją w końcu do tragicznego finału. Do śmierci w apartamencie luksusowego hotelu w Beverly Hills.


Houston to kolejna wielka gwiazda show-businenessu, która w podobnie tragiczny sposób kończy życie w ostatnich latach. Wystarczy wspomnieć choćby Amy Winehouse czy Michaela Jacksona. Ale przecież podobnych przykładów jest znacznie więcej. 


Dzisiaj po godzinie 15:00, znany dziennikarz radiowej Trójki, Piotr Stelmach mówił na antenie TVN24 ,że Whitney Houston stała się kolejną wielką gwiazdą muzycznego biznesu wyplutą gdzieś przez życie w hotelowym pokoju. To niezwykle trafna konstatacja. Trzeba więc zapytać czemu tak się dzieje? Czemu to się dzieje aż tak często? 


Odpowiedzi mogą być różne. Że to brak odporności na stres związany z karierą. Że to rezultat ciągłej rywalizacji o jak najwyższą sprzedawalność własnych utworów. Mnie wydaje się jednak ,że jest tu coś innego. Wszystkie te postaci łączy bowiem jeden wspólny mianownik. A mianowicie taki, że uwielbiały je miliony. Warto więc zapytać czy jeśli kogoś wielbią miliony to jednocześnie ktoś go tak naprawdę kocha? Czy owo „wyplucie przez życie” następujące w ciszy hotelowego pokoju nie jest właśnie tego rezultatem? Że mianowicie obok tego uwielbienia, owi bohaterowie współczesnej zbiorowej świadomości nie odnajdują prawdziwej przyjaźni, miłości czy wierności. Nie odnajdując jej, próbują zaś wyjść jej naprzeciw wspomagając się alkoholem, narkotykami czy lekami.


Moim zdaniem tak się właśnie dzieje. A muzyczny szlagier Whitney Houston mówiący o bezwarunkowej i wiecznej miłości wydaje się być tego wymownym potwierdzeniem. 

Jan Filip Libicki

Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl

www.facebook.com/flibicki 

aw



pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 6

| odsłon: 723

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.


| 2012-02-13 12:49:51
A popatrzcie na aktorke Meryl Streep: inna półka, inne zycie, całkiem jak nie z Hollywood, nieprawdaż?
Zar
| 2012-02-13 14:29:35
Mozna wymienić 500 gwiazd w rodzaju: Whitney Houston czy Amy Winehouse. Które to działają bądź działały w showbiznesie. To naprawdę nic dziwnego, że raz do roku jedna z nich umiera.Takie jest prawo serii, co nie znaczy, że nie mozna wspólczuć.
| 2012-02-13 14:38:18
J.F.L. zna się na wszystkim! To chyba jedna z przypadłości słabej klasy polityków, którzy gotowi są wypowiadać się na każdy temat, bo myślą, że zjedli wszystkie rozumy. Po co zamieszczać tego typu wypociny na portalu?
| 2012-02-13 15:29:32
Ja nie panimaju - czemu "muzyczny szlagier Whitney Houston mówiący o bezwarunkowej i wiecznej miłości", " wydaje się być wymownym potwierdzeniem" tego, "Że mianowicie obok uwielbienia, owi bohaterowie współczesnej zbiorowej świadomości nie odnajdują prawdziwej przyjaźni, miłości czy wierności. Nie odnajdując jej, próbują zaś wyjść jej naprzeciw wspomagając się alkoholem, narkotykami czy lekami"?
Zar
| 2012-02-13 16:00:05
Pan , panie student, zdajesz sie pokrewna mi osoba, która to w komentarzach ma za ambicje załatwić autora samymi cytatami z tegoż autora.Pozdrawiam.
| 2012-02-13 20:31:48
Whitney Houston jest ofiarą własnej słabości, z której nie zdała sobie sprawy porywając się na coś, czemu nie była w stanie sprostać. Jest jeszcze jedną ofiarą utopii, w której człowiek może wszystko, nie potrzebuje Boga i nie musi czuć pokory - bo ma pieniądze.









RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL