Realizacja
projektu gazociągu północnego rozpoczęła się w roku 2005. Powołano
spółkę North European Gas Pipeline Company, przemianowaną potem na Nord
Stream. Jej udziałowcami zostały firmy: rosyjski Gazprom
[1] (51%), niemieckie Wintershall Holding AG
[2] (20%) i E.ON Ruhrgas AG
[3] (20%) (początkowo po 24,5%), oraz holenderski N.V.Nederlandse Gasunie
[4]
(9%), który odkupił część udziałów od niemieckich spółek.
Przewodniczącym rady nadzorczej spółki został były niemiecki kanclerz
Gerhard Schröder, a na siedzibę wybrano szwajcarskie miasto Zug.
Rurociąg
miał połączyć Rosję z Niemcami przez Morze Bałtyckie, z pominięciem
państw trzecich. Jego przebieg planowano po dnie morskim od Wyborga do
Greifswaldu, a łączna długość wynosić miała 1220 km. Docelowo rurociąg
miał osiągnąć przepustowość 55 miliardów ton gazu rocznie
[5].
Gazociąg
północny okazał się projektem kontrowersyjnym, od momentu gdy zaczęto
go realizować. Stało się tak za sprawą mediów, które nagłośniły problem i
obawy, jakie wywołała ta inwestycja w Polsce i innych krajach
nadbałtyckich
[6].
Przy okazji debaty prasowej o budowie gazociągu padło wiele zarzutów
wobec Rosji i Niemiec – krajów realizujących tę inwestycję. Nie
dotyczyły one tylko samego projektu, ale też ogólnej polityki władz
rosyjskich i rosyjskiego przedsiębiorstwa gazowego Gazprom. Niektóre
były formułowane w ostrych słowach, doszukiwano się podtekstów oraz
analizowano kwestie związane z energetyką oraz poszukiwaniem przez Rosję
roli we współczesnym świecie. Do głosu dopuszczeni zostali obrońcy
inwestycji, którzy przedstawiali korzyści ekonomiczne płynące z tego
przedsięwzięcia.
Artykuł
ma na celu ukazanie debaty prasowej, która odbyła się w Polsce i w
Niemczech oraz przedstawienie co i w jakim kontekście pisano o aspektach
politycznych i ekonomicznych budowy rurociągu północnego. Celem jest
zbadanie czy prasa oceniła gazociąg północny jako inwestycję czysto
ekonomiczną, czy też jako polityczną, a nie dokumentowanie i opisywanie
faktów związanych z realizacją tego projektu
[7].
Bazą
źródłową artykułu są artykuły, analizy, komentarze, notatki i wywiady z
ośmiu tytułów gazet i czasopism – po cztery z Polski i z Niemiec (dwie
gazety codzienne i po dwa kolorowe tygodniki). Moim zamysłem było przy
tym znalezienie najbardziej opiniotwórczych periodyków. Z prasy polskiej
wykorzystałem: „Gazetę Wyborczą”, „Rzeczpospolitą”, „Wprost” i
„Politykę”, z niemieckiej: „Frankfurter Allgemeine Zeitung”,
„Süddeutsche Zeitung”, „Der Spiegel” i „Focus”. Wszystkie artykuły
pochodzą z okresu pomiędzy październikiem 2005 roku a październikiem
2007 roku. O wyborze takiego przedziału zadecydował fakt sprawowania
rządów w Polsce przez partię Prawo i Sprawiedliwość. Liderzy tej partii
znacznie zmienili i zaostrzyli ton polityki wobec RFN i Rosji. Właśnie w
tym czasie podjęto kontrowersyjną decyzję o budowie gazociągu w związku
z czym debata była najgorętsza.
Powrót imperium? Zarzuty polityczności.
Na
początku października 2005 prezydent Rosji Władimir Putin spotkał się z
przywódcami Unii Europejskiej w Londynie i Brukseli, gdzie rozmawiał
m.in. o dostawach surowców energetycznych z Rosji. W komentarzach po
spotkaniu w prasie polskiej pojawiło się sporo sugestii dotyczących
polityczności gazociągu północnego. Publicysta Leopold Ungier napisał w
„Gazecie Wyborczej” o tym, że „dostawy energii, kontrola jej nośników
(patrz rura na dnie Bałtyku), będą stanowić główny sposób zapewnienia
Rosji statusu globalnego mocarstwa, mają dać jej odpowiedni udział […] w
gospodarczym i politycznym urządzaniu świata”.
Autor
podniósł też fakt, że Rosja swoje spore nadwyżki budżetowe przeznaczała
na zbrojenia i unowocześnianie armii, co miało zapewnić jej odbudowanie
pozycji mocarstwowej
[8].
W innym komentarzu na łamach tego tytułu cytowano wypowiedzi Władimira
Putina: „pogłoski o tym, że Europa może stracić niezależność
energetyczną są mocno przesadzone”. Jak informowano za pośrednictwem
„Gazety” na spotkaniu nie poruszono sprawy gazociągu bałtyckiego, mimo
tego autor komentarza Andrzej Kublik, prezes zarządu spółki Iberia Motor
Company, zajmującej się branżą samochodową, zwrócił uwagę na
kontrowersje, jakie budziły wysokie koszty i zagrożenie dla środowiska
naturalnego przez tę inwestycję. Dodał, iż rosyjscy politycy „publicznie
podkreślali też, że dzięki gazociągowi Rosja nie będzie zależna od
tranzytu przez państwa Europy Środkowej”
[9].
O
„drodze w przepaść” napisano w „Rzeczpospolitej”. Zamieszczono artykuł
Vytautasa Landsbergisa, byłego prezydenta Litwy w latach 1990–1992.
Zasugerował on, że „nowa rura omijająca Polskę, Ukrainę, a także państwa
bałtyckie, daje Kremlowi znacznie większe pole manewru i wzmacnia jego
pozycję w regionie”. Dalej zastanawiał się czy Europa „powinna dawać
Putinowi do ręki to nowe narzędzie polityki imperialnej?”. Przestrzegał
też przed tym, by ta polityka nie obróciła się przeciwko UE i uznał ją
za krótkowzroczną
[10].
W podobnym tonie na łamach „Gazety Wyborczej” wypowiedział się Robert
Amsterdam, adwokat Michaiła Chodorowskiego, szefa rosyjskiego koncernu
naftowego Jukos uwięzionego w łagrze z powodów politycznych. Prawnik
stwierdził, że gazociąg był „przedwczesny, nieopłacalny – co podkreśla
większość ekspertów – a mimo to ma powstać”. Dodał też iż, w zamian za
gaz Europa nie walczy o prawa człowieka w Rosji, chcąc robić korzystne
interesy w tym kraju, bo „Rosja umie odpłacać swoim sojusznikom”
[11].
Także
w tygodniku „Wprost” opublikowane zostały krytyczne artykuły
zarzucające Rosji używanie spraw związanych z energią jako narzędzia
polityki. Jednym z nich był artykuł dziennikarza Witolda Laskowskiego
„Mały Wróg”. Autor napisał o naciskach i nie liczeniu przez Moskwę się z
„małymi krajami” jak Gruzja czy państwa bałtyckie, a także „dogadywaniu
się” z najważniejszymi graczami na scenie europejskiej poza plecami
mniejszych państw. Rosja odniosła wielki sukces rozpoczynając budowę
gazociągu, a „koszty w tym wypadku nie mają większego znaczenia”, bo
liczy się to, że Kreml porozumiał się z tymi najbardziej wpływowymi
[12].
Kolejną
sprawą, przy której prasa polska zarzuciła polityczność państwom
realizującym projekt gazociągu było powołanie na dyrektora firmy Nord
Stream byłego szpiega Stasi Matthiasa Warniga. W notatce opublikowanej
na łamach „Rzeczpospolitej” dziennikarz Sławomir Popowski twierdził, że
„wszystko to świadczy o jednym: choćby nie wiem jak Rosja i Niemcy
przekonywały, że budowa gazociągu północnego jest przedsięwzięciem
biznesowym, to teraz nikt już w to nie uwierzy”
[13]. W innym artykule gazeta przedstawiała go jako dobrego znajomego Putina jeszcze z czasów, gdy ten był agentem KGB w Dreźnie
[14].
Media
w Polsce dość wymownie oceniły, że projekt gazociągu północnego
realizowany był z pobudek politycznych, zaraz po tym jak rozpoczęła się
budowa. Różni autorzy artykułów i notatek zamieszczanych na łamach prasy
udowadniali, iż działania Rosji prowadzą do energetycznego uzależnienia
państw Europy Środkowowschodniej. Warto też zwrócić uwagę na angaż
byłego szpiega Stasi, co odebrano jednoznacznie, nie tylko w Polsce.
W
prasie niemieckiej podobnie jak w polskiej zwrócono uwagę na
kontrowersje dotyczące powołania Matthiasa Warniga na szefa konsorcjum
budującego rurociąg oraz jego związki ze Stasi i przyjaźń z Putinem. W
notatce zamieszczonej w „Frankfurter Allgemeine Zeitung” stwierdzono, że
„Warnig i Putin są starymi znajomymi”. Zwrócono też uwagę na jego
powiązania z Kremlem przy transakcjach Dresdner Banku na rynku
rosyjskim. Sugerowano, że dzięki Warnigowi bank ten będzie w
uprzywilejowanej sytuacji w związku z transakcjami związanymi z budową,
także w stosunku do innych banków w Niemczech
[15].
Prawdziwą
burzę w prasie w RFN wywołał kryzys na Ukrainie na początku 2007 roku. W
grudniu 2006 pojawiły się pierwsze sygnały, o tym że Rosja może
wstrzymać dostawy gazu dla Ukrainy, ze względu na żądanie drastycznej
podwyżki cen przez Gazprom. Na łamach „Süddeutsche Zeitung” raportowano o
tym fakcie pod koniec roku 2006. Przytoczono wypowiedzi ukraińskiego
premiera Jurija Jechanurowa, który mówił o szantażu. Wypowiadali się na
ten temat też politycy niemieccy. Hans Josef Fell, z partii Zielonych
zażądał, by rząd niemiecki włączył się w mediację, bo „konflikt może
wywołać niebawem europejski kryzys zaopatrzenia”
[16].
Gdy
Rosja zaprzestała dostarczania surowca, w prasie niemieckiej podniosły
się głosy oburzenia. W „Süddeutsche Zeitung” opisano obawy w Niemczech
spowodowane tym faktem. Dziennikarze przekonywali, że gospodarstwa
domowe mogły być spokojne o dostawy gazu, jednak duże przedsiębiorstwa
musiały się przygotować na ograniczenie ilości przesyłanego gazu.
Zacytowano też wypowiedzi kanclerz Angeli Merkel, która miała „nadzieję
na rozsądek” obu stron oraz pokazano nieudane negocjacje Ukrainy z Rosją
dotyczące podwyżek ceny surowca
[17].
W
komentarzu dziennikarz gazety Daniel Brössel nazwał tę politykę: „gaz
jako zastępstwo dla rakiet”. O przyczynach takiego kroku podjętego przez
władze rosyjskie pisał: „kto chce być zachodni, powinien także płacić
jak Zachód […] za tym stoi ma się rozumieć nie rynek, ale władza”. Uznał
on także budowę gazociągu północnego za część strategii stosowania
bogactw mineralnych jako narzędzia władzy, co w przyszłości mogłoby
stanowić zagrożenie dla Europy
[18].
W
„FAZ” opublikowano zaś krytyczne komentarze mówiące o tym, że rurociąg
bałtycki „był przy tym tylko najmłodszym błędem”. Niemiecką politykę
energetyczną prowadzono z niewłaściwym przekonaniem, że nie istnieje
groźba kryzysu, ponieważ państwa, które wydobywają surowce mają interes w
tym, żeby mieć na nie rynki zbytu. Autor komentarza dziennikarz
Nikolaus Busse stwierdził, iż Europa powinna być wdzięczna, że Rosja
wykorzystuje gaz do nacisków na Ukrainę. Dzięki temu niemieccy politycy
mieli, jego zdaniem, zrozumieć, iż „Rosja Putina […] jest jedną z na
wpół rozwiniętych gospodarek surowcowych, która może uzyskać wpływ na
wyrządzanie szkód innym, cały czas tylko poprzez pogróżki”. Dodał on
też, iż UE nie powinna mieć złudzeń, że Europa lub Niemcy będą mieć tu
uprzywilejowaną pozycję, ponieważ „dziś nie pasuje Kremlowi prozachodni
Juszczenko, jutro może to być postanowienie UE dotyczące Czeczenii”. Na
koniec przypomniał, że problemem nie są kończące się surowce, tylko
skupienie ich w rękach państw „politycznie często wysoce niesłownych”
[19].
W
kolejnych dniach „kłótnia o gaz” stała się głównym tematem w niemieckiej
prasie. W „Süddeutsche Zeitung” napisano: „Zaprzestaniem dostaw gazu
ziemnego dla Ukrainy Rosja zmierza do bezwzględnego celu. Ludziom w
kraju powinno zostać pokazane, że byłe bratnie państwo Rosja nie pogodzi
się ze zwrotem na demokratyczny zachód”. Zwrócono także uwagę na to, że
Rosjanie traktują Ukraińców jak „zdrajców”, a „zakręcenie kurka z
gazem” jest elementem kampanii przed wyborami do nowego parlamentu,
które miały się odbyć w marcu 2006 roku
[20].
W
komentarzu dziennikarz zajmujący się gospodarką Nikolaus Piper
stwierdził, że „gry” Gazpromu odbywają się niepokojąco blisko Niemiec,
nie tylko w sensie geopolitycznym, a „projekt gazociągu północnego […]
zyskuje na tle kłótni, pomiędzy Moskwą, a zorientowanym na zachód rządem
w Kijowie szczególną wagę”. Autor opisał też gaz ziemny jako narzędzie
władzy
[21].
W
„FAZ” nazwano zaś spór pomiędzy Rosją, a Ukrainą „wojną braci”.
Korespondentka, pracująca na obszarze byłego ZSRR Kerstin Holm wskazała
też na analogię do zachowania Rosji w czasie zimnej wojny. Stwierdziła,
że „dla niezawodnego partnerstwa energetycznego, które powinien
potwierdzić zwłaszcza rurociąg bałtycki pod nadzorem byłego niemieckiego
kanclerza Gerharda Schrödera, jest to czerwone światło. Według
europejskiej filozofii partnerstwo energetyczne z Rosją powinno połączyć
Rosję z zachodem. Ale dlaczego Rosja miałaby nie spróbować podłączyć
Europy, która robi się zależna od rosyjskich surowców?”. Poza tym
napisała, że władze rosyjskie używając surowców mineralnych, jako oręża
polityki zagranicznej same sobie szkodzą, ponieważ takie gry mogą ich
państwo niebawem sporo kosztować, a jego przyszłość widziała jako
„mroczną”
[22].
W
„Süddeutsche Zeitung” podkreślono, że „w kłótni z Ukrainą Rosja dała
małą próbkę tego, co znaczą duże rezerwy surowców mineralnych w rękach
autorytarnego mocarstwa – które zawsze będzie próbowało pojmować zasoby
jako broń, a nie jako towar”. Gazeta zwróciła uwagę, że na tym tle
nieprawidłowym było traktowanie gazociągu północnego, jako „ratunku w
potrzebie”
[23].
Były minister gospodarki RFN w latach 1977–1984 Otto Graf Lambsdorff
dodał na łamach „FAZ” że „rurociąg północny musi być przemyślany i
ponownie wynegocjowany”, ponieważ Niemcy same mogłyby zostać poddane
naciskom, jeśli doszłoby do napięć w stosunkach niemiecko-rosyjskich
[24].
W
dużym, analitycznym artykule zamieszczonym w tygodniku „Focus” ostro
skrytykowano rosyjskie posunięcie pisząc o „zimnej wojnie o gaz” .
Przytoczono wypowiedź rosyjskiej politolog Liliji Schewzowej z
Moskiewskiego Centrum Carnegie: „decydujący jest tu inny czynnik:
widzieliśmy próbę generalną mocarstwa energetycznego”. Zaznaczono, że
Niemcy nie miały za dużego wyboru, jeśli chodzi o potencjalnych
dostawców, potwierdził to szef firmy Wintershall Reiner Zwitserloot:
„dla bezpieczeństwa dostaw Rosja jest i pozostanie najważniejszym
partnerem”. Szef koncernu E.ON Ruhrgas Burckhard Bergman zdał się w tej
kwestii na gazociąg bałtycki, który połączy Niemcy z syberyjskimi
złożami gazu
[25].
Odnośnie
do kryzysu na Ukrainie warto zwrócić uwagę na inną kwestię, o której
mówiono w Niemczech, a mianowicie dywersyfikację źródeł energii. Mimo
różnorodności kierunków dostaw do RFN w owym czasie, prasa w tym kraju
podniosła konieczność dalszego poszukiwania nowych źródeł importu
surowców. W analizie opublikowanej w tygodniku „Der Spiegel”
przekonywano, że było to „wezwanie do obudzenia się” i rozpoczęcia
debaty o nowych dostawach i źródłach energii. Rurociąg północny był
według autorów analizy na to sposobem, ponieważ połączyć miał Niemcy z
nowymi zasobnymi polami gazu. W ten sposób jednak powiększała się
zależność od Rosji. Podnoszono konieczność wybudowania terminalu do
przyjmowania gazu w postaci płynnej. Do artykułu dołączony został także
wywiad z Wulfem Bernotatem – szefem E.ON, spółki budującej razem z
Gazpromem bałtycką rurę. Stwierdził on, że „wraz z rosnącą zależnością
od rosyjskiego surowca teoretycznie rośnie także niebezpieczeństwo
możliwości nacisków politycznych”. Dodał on jednak, iż inne kraje
posiadające surowce wcale nie są pewniejsze ani bezpieczniejsze niż
Rosja
[26].
Bernotat
na łamach „FAZ” napisał o potrzebie wybudowania gazoportu w
Wilhelmshaven, przez który będzie można sprowadzać gaz w postaci płynnej
z Afryki Północnej i innych kierunków. Zaznaczył też, że „E.ON tylko w
poprzednim roku zainwestował ponad miliard euro we własną produkcję”.
Inną inwestycją wymienianą przez niego był właśnie gazociąg północny
[27].
Przy okazji szczytu G8 w Sankt Petersburgu w lipcu 2006 roku, na którym
przedstawiciele Rosji sygnalizowali problem zaopatrzenia w energię
reporter „FAZ” Nikolaus Busse przekonywał, że w przypadku szantażu
Niemcy byłyby podatne na zagrożenie, ponieważ „32% niemieckiego importu
ropy naftowej i 34% sprowadzanego gazu pochodzi z Rosji”. Autor
stwierdził, iż mimo faktu pogłębiania współpracy, m.in. przez gazociąg
północny, niemieccy politycy szukali zabezpieczenia przez zróżnicowanie
dostawców. Jako sposoby by to osiągnąć wymienił on gazoport, ale również
gazociąg Nabucco mający łączyć Europę z Turcją i Bliskim Wschodem, a
nawet Iranem (sic!). W stosunkach z tym ostatnim krajem należało jednak
rozwiązać kryzys atomowy
[28].
Na
uwagę zasługuje fakt, że zachowanie Rosji wobec Ukrainy wywołało w
prasie niemieckiej prawdziwą panikę. Pisano o powracającym imperium oraz
wzywano do ponownego przemyślenia kwestii związanych z energetyką, w
tym z gazociągiem bałtyckim. Rosję nazwano krajem autorytarnym i
niegodnym zaufania. Istotne były też opisy i analizy dotyczące potrzeby
dalszej dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych do Niemiec, jako
formy przeciwdziałania wobec rosyjskich „gier” geopolitycznych.
Nie
mniejsze oburzenie wyrażali dziennikarze i publicyści po wstrzymaniu
dostaw gazu dla Ukrainy przez Rosję w prasie polskiej. Na łamach „Gazety
Wyborczej” Antoni Podolski, dyrektor Centrum Stosunków Międzynarodowych
w Warszawie, zasugerował, że Rosja dąży w ten sposób do wywołania
kryzysu społeczno-politycznego na Ukrainie w celu umożliwienia powrotu
do władzy przychylnych jej sił. Zwrócił też uwagę na to, że
„permanentnie ignorowano polskie ostrzeżenia i interesy, czego symbolem
był separatystyczny projekt gazociągu północnego, mającego zapewnić
dostawy z pominięciem państw Europy Wschodniej – uznawanych przez Moskwę
za niepewne, bądź nieżyczliwe”, tymczasem, zdaniem autora, to Rosja
okazała się takim partnerem. Szantażując Ukrainę mogła chcieć zmusić ją
do podkradania gazu idącego na zachód, bo w takim wypadku zyskałaby
„świetne uzasadnienie dla swych projektów budowy nowych gazociągów
omijających Ukrainę”, a opór Polski wobec rury bałtyckiej okazałby się
„śmieszny”
[29].
W
„Rzeczpospolitej” zauważono, że może być to gra obliczona na porażkę
Wiktora Juszczenki w wyborach parlamentarnych w marcu 2006 roku, a
„casus Ukrainy powinien być potraktowany […] jako poważne ostrzeżenie;
przypomnienie, że w gazowych rozmowach z Rosjanami rzeczywistym
partnerem nie jest Gazprom, ale Kreml z jego wiarą, że gaz może być
skuteczniejszy od czołgów”. Zwrócono też uwagę, że powinna to być lekcja
i dla Niemiec, „gdyby oczywiście gazociąg bałtycki został wybudowany, a
gospodarka niemiecka jeszcze w większym stopniu została uzależniona od
dostaw rosyjskiego gazu”. Do tego Rosja „grała” w ten sposób, by
odzyskać strefę wpływów w obszarze postsowieckim i odbudować na tej
bazie swoje utracone imperium
[30].
W
„Polityce” nazwano gaz w rękach Rosji „bronią palną”. Całe to
zamieszanie tłumaczono zmianą biegunów w polityce Ukrainy i orientacją
na zachód. Na Rosję podano zaś receptę, że tylko solidarna reakcja
wszystkich odbiorców może spowodować, iż owa „broń palna może wypaść
Putinowi z ręki”
[31].
Nie przebierał za to w słowach dziennikarz Jerzy Marek Nowakowski na
łamach „Wprost”. Nazwał on politykę Rosji „terrorem”, dodając, że
proponowana przez Gazprom cena zrujnowałaby ukraińską gospodarkę. I
tutaj pojawiły się zarzuty chęci odbudowy imperium, a nawet strefy
wpływów z czasów ZSRR. Metodą dokonania tego miał być według
Nowakowskiego „energoterroryzm”
[32].
W innym artykule zamieszczonym we „Wprost” stwierdzono, że „Moskwa
rozpoczyna energetyczny zabór Europy”. Gazociąg północny widziany był
nie tylko jako element ekspansji, ale też jako przykład „niejasnych
metod prowadzenia biznesu”, za pomocą których Rosja chciała zdobyć
dominującą pozycję na rynku europejskim. Na koniec oznajmiono, że
„azjatycki drapieżnik rozpoczął ekspansję na Europę”
[33].
Prasa
w Polsce odebrała „grę” Rosji wobec Ukrainy jako szantaż, także wobec
Polski, a nawet całej Europy. Sugerowano przy tym, że gaz to środek
polityczny w rękach Rosji w odbudowie utraconego imperium. Pisano o
terrorze i zaborach oraz o poważnym ostrzeżeniu jaki stanowić powinny te
wydarzenia i o możliwościach jakie daje monopolistyczna pozycja Rosji w
dostawach gazu na rynki europejskie.
Na
„zakręcenie kurka z gazem” Ukrainie prasa w obu krajach zareagowała
bardzo stanowczo. Zarówno niemieccy, jak i polscy dziennikarze
podkreślali, niekiedy w bardzo ostrych słowach, prawdziwe, ich zdaniem,
cele tego działania. Zgodnie wyrażali także obawy co do zachowania
Rosjan, zadając pytanie czy, a raczej kiedy to właśnie UE stanie się
obiektem podobnego ataku. Dostrzeżono przy tym, że gazociąg północny
byłby idealnym środkiem do wywoływania nacisków, zarówno na ominięte
państwa bałtyckie i Polskę, jak też i na same Niemcy. Publicyści
przekonywali, że prawdziwym celem Rosji jest odbudowa utraconego
imperium, a surowce energetyczne stały się do tego świetnym środkiem.
Padły też sformułowania, że Gazprom jest bezpośrednim wyrazicielem woli
Kremla, a nie firmą dbającą o rachunek ekonomiczny. Co ciekawe w prasie
niemieckiej pojawiły się też głosy o tym, że gazociąg północny może być
właśnie alternatywą na problemy z dostawami gazu ze względu na ominięcie
niepewnych państw.
Inną
okazją, przy której mówiło się o politycznych aspektach budowy
rurociągu była wizyta Angeli Merkel w Moskwie w styczniu 2006 roku. W
„Gazecie Wyborczej” podkreślono, że Merkel utwardziła kurs względem
Putina, krytykując m.in. „zakręcenie kurka” Ukrainie. Nie skrytykowała
ona jednak planu budowy gazociągu północnego mówiąc, że „to ważny wkład
do europejskiego systemu bezpieczeństwa energetycznego”. Putin zaś
zapewniał, że inwestycja nie jest wymierzona w nikogo
[34].
W „Rzeczpospolitej” dodano, że władze rosyjskie miały nadzieję na
przyjazd Angeli Merkel na uroczystość rozpoczęcia budowy gazociągu. Pani
kanclerz nie zdecydowała się jednak na to ze względu na chęć utrzymania
dobrych stosunków z sąsiadami. Uznano, że mimo wcześniejszych upomnień
pod adresem Putina, które wypowiedziała Merkel „nikt nie wierzy też w
ochłodzenie relacji między oboma krajami”. Jako dodatek do omawianego
artykułu pojawiła się analiza rosyjskiego politologa Artioma Malgina,
mówiąca o tym, że w relacjach między Rosją, a Niemcami „ton jest suchy,
ale strategia pozostaje bez zmian”
[35].
Także
w prasie niemieckiej pisano o wizycie niemieckiej szefowej rządu w
Moskwie w styczniu 2006 roku. W monachijskiej „Süddeutsche Zeitung”
raportowano: „kanclerz Angela Merkel znajduje w Moskwie właściwy wymiar
między bliskością, a dystansem”. O dystansie mowa jeśli chodzi o prawa
człowieka w Rosji, o bliskości zaś w sprawach dostaw ropy i gazu.
Przekonywano też, iż najważniejszą korzyścią płynącą z tego balansowania
jest fakt, że „Niemcy mogą w Rosji zupełnie po partnersku reprezentować
swoje interesy, bez sprzedawania swojej demokratycznej duszy”
[36].
Jak
widać dziennikarze w obu krajach dostrzegli trudne położenie i
balansowanie pani kanclerz. Chciała ona wywrzeć presję na prezydenta
Rosji w kwestiach praw człowieka, nie narażając przy tym niemieckich
interesów.
W
innym artykule na łamach „Gazety Wyborczej”, Andrzej Eliasz, rektor
Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, pokazał niejasne zależności
biznesowe w handlu gazem przez Kreml. Zwrócił uwagę, że przy wszystkich
„podejrzanych tworach” i „podmiotach” nie ma nic dziwnego w tym, że
niemiecko-rosyjska spółka budująca gazociąg północny
[37]
zarejestrowana została w raju podatkowym – kantonie Zug w Szwajcarii.
Dodał też, że „Zachód po prostu przyjął do wiadomości, że nie ma
znaczenia, czy o aktualnym władcy Kremla będziemy mówić „prezydent”,
„car” czy też „szejk”. Ważne by z Rosji płynęły ropa i gaz i żeby można
było czerpać z tego zyski”. Podnosił, że Rosjanie posiadali 3,5 tysiąca
głowic nuklearnych i coraz zasobniejszy budżet, przy czym „nie
przebierają w środkach. Kogoś przekupią, kogoś postraszą, komuś wysadzą
gazociąg”. Na koniec swoich rozważań umieścił jeszcze kilka słów
mających związek z kryzysem na Ukrainie: „Zjednoczone Emiraty im.
Dzierżyńskiego chciały sprawdzić, jak daleko sięga granica ich
możliwości i przekonały się, że mogą wiele „Dopóki w kantonie Zug
zarejestrowana będzie spółka budująca gazociąg północny, dopóty mogą
wszystko”
[38].
Również
w „Rzeczpospolitej” pojawiły się podobne publikacje. Marcin Kaczmarski z
Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego
napisał, że „rurociągi zastąpiły czołgi jako narzędzie rosyjskiego
imperializmu”. Na dowód tego, że Rosja pragnęła zrobić użytek ze swoich
surowców w polityce, autor podał fakt konsolidowania i wzmacniania
kontroli państwa nad przedsiębiorstwami zaangażowanymi w energetykę.
Gazociąg północny przedstawił wraz z innymi inwestycjami jako środek
mający na celu zwiększenie uzależnienia Europy od gazu z Rosji.
Przekonywał też, że tylko silna i spójna UE byłaby w stanie
przeciwstawić się presji władz rosyjskich
[39].
Podczas
wizyty Angeli Merkel w Tomsku w kwietniu 2006 roku dziennikarze i
publicyści niemieccy pisali o gazie i jego związkach z polityką. Na
łamach niemieckiej „Süddeutsche Zeitung” opisano to spotkanie jako
wizytę dotyczącą gospodarki. Miało podczas niej dojść do nabycia przez
niemieckie spółki pól gazowych na zachodniej Syberii. Tuż przed nią
gazeta odnotowała: „Rosja obiecuje pewne zaopatrzenie w gaz”.
Przytoczono też słowa szefa Gazpromu Aleksieja Millera, że jego firma
planowała ograniczenie swojej działalności na rynkach europejskich i
zamierzała szukać nowych rynków zbytu w Azji. Odebrano to jako próbę
dalszego wywierania presji na kraje europejskie
[40].
W
„FAZ” odnotowano za to wypowiedź, mającą zupełnie odmienny ton
wygłoszoną przez niemieckiego ministra gospodarki Michaela Glosa, który
ocenił: „Rosja udowodniła, że jest pewnym dostawcą gazu jeszcze od
czasów sowieckich. To zostanie jeszcze polepszone przez rurociąg
bałtycki, zamiar, który nie powinien zostać zniszczony przez zbędne
debaty”. Pisano także szeroko o ekonomicznych przesłankach tej wizyty
[41].
Prasa
polska, podobnie jakie niemiecka zwracała uwagę na różne podteksty tego
spotkania. Znawca tematyki niemieckiej, dziennikarz Adam Krzemiński na
łamach „Gazety Wyborczej” zastanawiał się nad wzajemnymi zależnościami
gospodarczymi Rosji i Niemiec. Wizyta była jego zdaniem „konsekwencją
niemiecko-rosyjskiej umowy o budowie gazociągu bałtyckiego, tego
strategicznego dziecka ‘męskiej przyjaźni’ Schrödera i Putina”. Jego
zdaniem Rosja tak samo jak Europa chciała zdywersyfikować kierunki
importu, na wypadek załamań na rynkach europejskich
[42].
W innym komentarzu dotyczącym spotkania w Tomsku Andrzej Kublik prezes
zarządu spółki IMC, nazwał gazociąg północny „kluczem do ekspansji
Gazpromu w Europie Środkowej”. Dowodem na to była jego zdaniem,
podpisana na spotkaniu umowa. Na jej bazie, w zamian za złoża gazu na
Syberii, Gazprom miał otrzymać udziały w spółkach gazowych w Niemczech.
Zdecydowanie wzmocniło to jego pozycję. Kublik podkreślił też, że
niemieckie firmy są pierwszymi, którym Gazprom pozwolił nabyć udziały w
swoich złożach gazu
[43].
Ten
przykład pokazuje, iż prasa niemiecka i polska różnie odczytały
intencje tego szczytu. Niemcy skupili się na ekonomii, Polacy zaś obok
spraw gospodarczych dostrzegli też podteksty polityczne. Spowodowane to
było obawami, jakie budziła w Polsce polityka Rosji i budowa gazociągu
północnego.
Na
łamach „Gazety Wyborczej” wspomniany wcześniej Andrzej Kublik pisał, że
„zakręcanie kurka” „niesfornym państwom” z obszaru postsowieckiego miało
być zagraniem propagandowym. Jego celem było przekonanie zachodu do
gazociągu bałtyckiego poprzez pokazanie konieczności ominięcia
„niestabilnych państw tranzytowych”. Autor podważył też sens ekonomiczny
budowy rury. Prawdziwą intencją Rosji było uzależnienie od siebie
krajów europejskich, a w dalszej perspektywie ekspansja w Azji
[44].
Od nieco innej strony problem rozpatrzył Piotr Jendroszczyk berliński
korespondent „Rzeczpospolitej”. Napisał, że „po zawarciu porozumienia o
budowie gazociągu północnego spośród wszystkich państw Unii Europejskiej
Niemcy mają w ręku najwięcej kart w grze o bezpieczeństwo
energetyczne”. W tej sytuacji mogły stać się, w opinii Jendroszczyka,
pośrednikiem między Rosją, a Zachodem
[45].
W
tygodniku „Wprost” napisano, że Rosja poprzez swoje ”gry” chciała
przejąć „na własność sieci przesyłu w Europie ropy, benzyny, gazu i
prądu oraz sieci telekomunikacyjne”. W kontekście prób ekspansji Kremla
amerykański ekspert w dziedzinie energetyki i geopolityki Ariel Cohen
zauważył, że umowa o gazociągu północnym była niesprawiedliwa dla samych
Niemców, ponieważ to Gazprom miał być spółką dominującą w tym
przedsięwzięciu. Podsumowując swoje rozważania autor stwierdził, iż
„’spółka Rosja’ jest na fali, a Niemcy to tylko pierwszy przystanek na
trasie jej podbojów”
[46].
W
innej publikacji na łamach wspomnianego tygodnika dziennikarz Jan Piński
przekonywał, że gazociąg północny to obok gazociągu Blue Stream
łączącego Rosję z Turcją, a w dalszej perspektywie także z Węgrami i
Włochami, jeden z „elementów planu ekspansji energetycznej Rosji”.
Głównym powodem takiego stanu rzeczy była, zdaniem autora, próba
uniemożliwienia budowy konkurencyjnych gazociągów omijających Rosję.
Przytoczno także wypowiedź szefa rosyjskiego koncernu naftowego Lukoil
Wagita Alekpierowa: „nie twierdziłbym, że Rosja całkowicie straciła
wpływy na poradzieckiej przestrzeni i w Europie Wschodniej. Inwestycje
naszej firmy w gospodarkę państw położonych wokół Morza Kaspijskiego i
państw środkowoeuropejskich przekroczyły 3 mld USD”
[47].
Wtórowano
tym opiniom w „Gazecie Wyborczej”. Na jej łamach publicysta Witold
Gadomski napisał: „Gazprom nie jest zwyczajną spółką. Wprawdzie jest
notowany na zagranicznych giełdach […] dla Kremla jest po prostu
instrumentem prowadzenia polityki zagranicznej. Zamiast grozić bronią
nuklearną Kreml ma dziś ropę i gaz – broń bardziej elastyczną, którą
może stosować dla wywierania nacisku na inne kraje”. Strategię
przedsiębiorstwa porównał do Blitzkriegu – szybkiego natarcia z
zaangażowaniem wszystkich dostępnych środków. Polegała ona na stopniowym
wykupywaniu i przejmowaniu kontroli nad spółkami gazowymi w kolejnych
krajach, by na koniec, jak uznał autor, Europa znalazła się na łasce lub
niełasce Gazpromu, który dowolnie będzie mógł dyktować ceny
[48].
W
tygodniku „Wprost” zwrócono uwagę na to, iż Rosjanie potrzebują
gazociągu bałtyckiego, by zdywersyfikować drogi przekazywania surowca do
Europy. W przypadku ropy naftowej „całkowite wstrzymanie dostaw tylko
do Polski i tranzytu przez nasz kraj […] spowodowałoby zapchanie
rosyjskich magazynów po mniej więcej 80 dniach, i to przy założeniu, że
byłyby one puste. […] Rosja mogła wstrzymać dostawy tylko od
poniedziałku do niedzieli (wznowiono je w środę)” napisano w magazynie
po kolejnym z rosyjskich „szantaży” tym razem wymierzonych w Białoruś
[49].
„Der Spiegel” zamieścił wywiad z Jürgenen Hambrechtem, szefem koncernu BASF
[50].
Mówił on o wzajemnej współpracy i obustronnych zależnościach między
Gazpromem, a jego firmą. Ocenił je pozytywnie, a odczuwalność skutków
kryzysu gazowego Rosji z Ukrainą nazwał przesadzonymi. Gazociąg północny
ocenił jako projekt polityczny, który potrzebował politycznego wsparcia
od kogoś takiego jak były kanclerz Schröder
[51].
Zupełnie
przeciwne opinie wyrażono w tym magazynie w artykule na temat Gazpromu
pt. „Koncern cara”. Dziennikarze „der Spiegel” Erich Follath i Matthias
Schepp nazywali Gazprom „światowym mocarstwem, najbardziej wartościowym
koncernem Europy, mieczem Putina”. Przedsiębiorstwo to zostało
przedstawione i opisane „od podszewki” oraz pokazano jego unikalną i
ważną rolę dla Rosji. Niemcy w tym kontekście były nie tylko dobrym
klientem, ale też podstawą do planów dalszej ekspansji: „z Berlina
Gazprom chce rozwijać się na europejskich rynkach”. Autorzy analizy
zwrócili uwagę, że dzięki gazociągowi bałtyckiemu będzie można
dostarczać duże ilości gazu, które dalej będą wędrować do odbiorców.
Zwracali też uwagę na ważne osoby w Niemczech, które udało się Rosjanom
pozyskać, z kanclerzem Schröderem na czele
[52].
W
magazynie „Focus” zauważono kolejne ze spotkań Putina z Merkel, które
tym razem odbyło się w Wiesbaden w październiku 2007 roku. Dziennikarz
Boris Reitschuster napisał, że „pięć godzin lotu potrzebował prezydent
Putin, by odwrócić się o 180 stopni. Gazociąg bałtycki z Rosji do
Niemiec musi być wybudowany, podkreślał rosyjski prezydent w poprzedni
poniedziałek podczas swojej wizyty w Wiesbaden – pomimo, że wiele państw
wypowiada się przeciwko projektowi i zgłasza zastrzeżenia dotyczące
ochrony środowiska. Następnego dnia szef Kremla zadeklarował de facto
coś przeciwnego: gazociągi lub ropociągi przez morze powinny być
budowane tylko wtedy, gdy wszyscy sąsiedzi się zgadzają, zastrzeżenia
związane z ochroną środowiska muszą mieć priorytet. Mowa była jednak już
nie o Morzu Bałtyckim, tylko o Morzu Kaspijskim”. Wszystko zaś
rozbijało się o to, że Rosja chciała nie dopuścić do utraty kontroli nad
surowcami w tym regionie. Surowce te były w posiadaniu byłych republik
radzieckich i w analizowanym okresie przechodziły do Europy poprzez
rosyjskie rurociągi
[53].
Na
łamach prasy w Polsce i w Niemczech bardzo szeroko rozpisywano się na
temat polityczności gazociągu północnego. Poruszano różne kwestie.
Największe oburzenie wśród publicystów wywołało wstrzymanie dostaw gazu
dla Ukrainy. Na uwagę zasługiwały także głosy w prasie niemieckiej,
mówiące o tym, że to Niemcy mogą stać się kiedyś adresatem gróźb, a
nawet ograniczeń w dostawach. W ten sposób zwrócono uwagę na podnoszone
wcześniej obawy w innych krajach, przede wszystkim w Polsce i w
państwach bałtyckich. Dziennikarze polscy i niemieccy zgodnie
interpretowali poczynania Rosji jako chęć odzyskania dawnego stanu
posiadania i statusu mocarstwa światowego utraconego wraz z rozpadem
ZSRR. Surowce mineralne publicyści nazwali „bronią”, a strategię
Gazpromu porównali do „działań wojennych i ekspansji”. Poza krytycznymi
głosami pojawiły się też publikacje zaprzeczające tym obawom, lecz były
to jedynie pojedyncze głosy. Dziennikarze w obu krajach bez względu na
poglądy i sympatie polityczne dali jasno do zrozumienia, że gazociąg
północny jest inwestycją polityczną, niejednokrotnie uważaną za
narzędzie w rękach Kremla służące do realizacji mocarstwowych planów.
Czy to się opłaci? Ekonomiczne argumenty za i przeciw budowie
Oprócz zarzutów polityczności w prasie polskiej i niemieckiej pisano także o gazociągu północnym w kategoriach ekonomicznych.
Po
rozpoczęciu inwestycji w 2005 roku w prasie polskiej odnotowano głosy
mówiące o ekonomicznych przesłankach projektu. Podczas wizyty Putina w
Belgii w październiku 2005 roku w notatce na łamach „Rzeczpospolitej”
napisano, że „według ekspertów projekt gazociągu jest o 70% droższy od
budowy drugiej nitki magistrali Jamał – Europa przez terytorium Polski”.
Gazociąg po dnie Bałtyku miał kosztować 5 miliardów dolarów, drogą
lądową byłoby to tylko 1,5 miliarda. Do tego wszystkiego na powierzchni
ziemi prace przebiegałyby znacznie szybciej. Przytoczono też głos
stałego przedstawiciela Rosji przy Komisji Europejskiej Władimira
Czyżowa. Uznał on, że głosy mówiące o nieopłacalności inwestycji to
„całkowita bzdura”, a rura bałtycka to inwestycja znacznie prostsza niż
zbudowana wcześniej rura po dnie Morza Czarnego
[54].
W
podobnym tonie wypowiedział się w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”
Konstantin Kosaczow, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Dumy.
Stwierdził, że „gazociąg północny to komercyjne przedsięwzięcie, które
pozwoli Niemcom zdywersyfikować źródła dostaw gazu. Wokół gazociągu
krzyżują się interesy ekonomiczne”. Dodał on przy tym, że Polska tę
kwestię upolityczniała, a gdyby zachowywała się po przyjacielsku to
„moglibyśmy zostać partnerami w handlu naszymi bogactwami naturalnymi”
[55].
W
innym artykule na łamach „Gazety Wyborczej” padło pytanie o to, czy gaz w
Niemczech zdrożeje? Reporter Bartosz Wieliński przytoczył opinie
ekspertów mówiące o tym, że ceny wzrosną po ukończeniu budowy rurociągu
północnego, ponieważ inwestycja ta była znacznie droższa niż wariat
lądowy. Zacytowano też wypowiedź przedstawiciela Federalnego Związku
Centrali Ochrony Konsumentów Carela Mohna: „być może z punktu widzenia
Schrödera gaz będzie tani, ale dla konsumentów jego cena wzrośnie”. Na
koniec zaś wysnuto tezę, że dzięki 51% udziałów Gazpromu w spółce
budującej rurociąg koncern ten będzie mógł wpływać na niemiecką
gospodarkę
[56].
Redakcja
„Rzeczpospolitej” pozwoliła zabrać głos zwolennikom z Niemiec na
swoich łamach. Wolfgang Clement, były minister gospodarki w rządzie
Gerharda Schrödera, przekonywał, że „budowa tego gazociągu ma pod
względem gospodarczym strategiczne znaczenie nie tylko dla Rosji i
Niemiec, lecz również dla całej Unii Europejskiej”. Uzasadnił on swoje
twierdzenie rosnącym zapotrzebowaniem na surowce nie tylko Europy, ale
też świata. Gazociąg miał być szansą na dodatkowe i pewne dostawy dla
całego regionu, w tym dla Polski. Clement akcentował także potrzebę
posiadania alternatywnej drogi do rurociągów biegnących przez niepewne
jego zdaniem państwa jak Białoruś i Ukraina
[57].
Artykuł opublikowany został także w prasie niemieckiej, co jak można
się domyślać miało na celu przekonanie opinii publicznej w obu krajach
do tego projektu
[58].
Polemikę
z byłym niemieckim ministrem podjął w tym samym tytule Janusz
Szteinhoff były szef resortu gospodarki w rządzie Jerzego Buzka.
Stwierdził on, że znacznie korzystniejszy od gazociągu pod Bałtykiem
byłby wariant budowy drugiej nitki istniejącego już gazociągu
jamalskiego. W tej sprawie Polska i Rosja podpisały już wstępną umowę.
Dodał też: „argumenty ekonomiczne w tej materii są jednoznaczne; koszt
budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego szacuje się na blisko jeden
miliard euro i jest on około trzy – czterokrotnie niższy od koniecznych
do poniesienia nakładów na realizację konkurencyjnego połączenia przez
wody Bałtyku”. Wobec „irracjonalności ekonomicznej” Steinhoff obawiał
się, że gazociąg mógłby zostać użyty do szantaży. Za mało przekonywująca
uznał argumentację, że lepiej budować gazociąg po dnie morza niż przez
kraje Bałtyckie i Polskę – członków UE
[59].
Na
łamach „Gazety Wyborczej” sugerowano, że gaz przesyłany drogą przez
Bałtyk będzie znacznie droższy dla niemieckich odbiorców niż surowiec
przepływający lądem, ze względu na chęć rekompensaty dużych kosztów
budowy, jak i zapewnienie dochodów spółce North European Gas Pipeline
Company – wykonawcy projektu. Podjęto też analizy wysokich kosztów
projektu. Podważono realność prognoz Gazpromu i spółek niemieckich
mówiących o kosztach od 2,4 miliardów euro do 4 miliardów euro
[60].
Aspekt
ekonomiczny budowy pojawił się również w prasie niemieckiej. W czasie
wizyty rosyjskiego prezydenta w Holandii w listopadzie 2005 roku w
notatce opublikowanej w „FAZ” odnotowano jego propozycję przyłączenia
się tego państwa do inwestycji. W perspektywie gazociąg miałby być
przedłużony przez Holandię do Wielkiej Brytanii, na której rynek
Rosjanie chcieli wejść z powodu wysokich cen gazu
[61].
W
innej notatce prasowej w „FAZ” przytoczono wypowiedź niemieckiego
ministra gospodarki Michaela Glosa. Powiedział on, że „bez niego
[rurociągu] mogłaby do 2015 powstać luka w dostawach”. Eksperci
oczekiwali rosnącego zapotrzebowania na gaz. Przewodniczący zarządu E.ON
Wulf Bernotat dodał zaś, że Europa musi rywalizować o dostawy gazu z
Chinami i Indiami. Zwrócono też uwagę na wysokie koszty budowy oraz na
wypowiedzi przedstawicieli niemieckiej branży gazowej, że Europa
potrzebuje pewnych dostaw omijających Ukrainę i Białoruś
[62].
Korespondent
w Moskwie Michael Ludwig użył podobnej argumentacji w innym artykule na
łamach tego dziennika: „Niemcy mają szczególny interes w nowym
północnoeuropejskim gazociągu przez Bałtyk, ponieważ zapotrzebowanie na
gaz nieustannie rośnie, a bez rosyjskich dostaw już dziś niektóre
niemieckie domostwa pozostałyby bez ogrzewania”. Przekonywał też, że
ostatnie kłótnie Ukrainy z Rosją o ceny gazu są dodatkowym argumentem.
Jako następną przesłankę dla budowy gazociągu wymienił światową
rywalizację o surowce z Chinami i Indiami
[63].
W innym artykule menadżer Gazpromu Alexander Miedwiediew przekonywał,
że przy budowie rurociągu północnego „chodzi […] o rozszerzenie
pojemności, by móc pokryć rosnący popyt”, ponieważ już w roku 2005
osiągnięty został rekord 145 miliardów metrów sześciennych dostaw gazu, a
w 2006 miało to wzrosnąć do 151 miliardów
[64].
Argument
o potrzebie zwiększenia i zróżnicowania dostaw do Europy z ominięciem
niepewnych państw tranzytowych jak Białoruś i Ukraina został zauważony
również w prasie polskiej. Przedstawiciel prezydenta Rosji Siergiej
Jastrzębski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” stwierdził, że „nasze
podejście jest wyłącznie pragmatyczne. Chcemy zbudować nitkę, która
będzie przechodzić poza krajami sprawiającymi problemy z tranzytem gazu
do Europy, pobierając go w niedozwolony sposób”. Uważał on, że istnienie
takich krajów powodowało, iż „jako sprzedawca mamy prawo szukać
najtańszych sposobów transportu naszego surowca do odbiorców”. Do tego
dodał, że kolejną korzyścią także dla Polski będzie to iż w razie
kryzysu będzie można dostarczać gaz przez Niemcy
[65].
W
„Gazecie Wyborczej” napisano zaś o planach tłoczenia gazu z gazociągu do
Polski, mimo jej sprzeciwu wobec tej inwestycji. Istniały zamiary
budowy łącznika do Szczecina i podłączenia go do polskiej części
istniejącego gazociągu jamalskiego. Przy tej okazji gazeta przypomniała
też olbrzymie koszty budowy rury (6 miliardów euro na sam rurociąg oraz 5
miliardów dolarów na przyłączenia w głębi Rosji), nazywając inwestycję
„horrendalnie drogim gazociągiem”
[66].
„Rzeczpospolita”
opublikowała wywiad z Aleksandrem Rahrem, ekspertem z Niemieckiego
Towarzystwa Polityki Zagranicznej. Uważał on, że Rosja chce zdobyć
czołową pozycję w świecie właśnie przez gospodarkę. Dzięki Niemcom
będzie mogła zakotwiczyć się na rynkach europejskich, a gazociąg
północny to element tego planu. Według eksperta także Niemcy odnieść
miały z tej budowy „ogromne korzyści gospodarcze. Są największym
dystrybutorem rosyjskiego gazu dla Europy”
[67].
W „Gazecie Wyborczej” zacytowano propozycje prezydenta Putina w tej
sprawie pisząc, że „teraz Moskwa kusi Niemców rolą głównego dilera
rosyjskiego gazu w całej Europie”. Mimo wielkich profitów jakie miałyby z
tego koncerny niemieckie kanclerz Merkel podeszła do sprawy ostrożnie,
ze względu na obawy innych krajów, w tym Polski
[68].
Pisano
o tym także w prasie niemieckiej. Dziennikarz „FAZ” Markus Wehner
poinformował o ofercie Putina, by Niemcy stały się nie tylko dużym i
ważnym odbiorcą gazu, ale też jego dystrybutorem. Po wybudowaniu
gazociągu północnego i eksploatacji potężnego złoża Sztokmana, na
północy kraju, Rosja byłaby w stanie dostarczać do Niemiec duże ilości
gazu. Angela Merkel, nie przyjęła zdaniem autora z radością tej
propozycji, gdyż mogłoby to doprowadzić do jeszcze większych napięć nie
tylko z krajami Europy Środkowej, ale też z Wielką Brytanią czy Francją.
Wehner zastanawiał się też skąd wzięła się taka propozycja ze strony
rosyjskiego prezydenta, skoro „w końcu chodzi o długoterminowe kontrakty
na dostawy pomiędzy przedsiębiorstwami”
[69].
W
„FAZ” odnotowano także zamówienie na materiały budowlane ze strony
budowniczych rurociągu. Opisywała przy tym olbrzymie koszty inwestycji.
Zaznaczono, że nakłady na same rury będą bardzo wysokie. Pokazano jak
skomplikowana będzie to inwestycja oraz jak ważnym dla realizującej ją
spółki Nord Stream będzie dotrzymanie napiętych terminów, ponieważ „duża
część gazu jest już sprzedana”
[70].
W
„Süddeutsche Zeitung” zwrócono uwagę na korzyści, jakie omawiana
inwestycja miała przynieść dla regionu Greifswaldu, w którym rura miała
się kończyć po stronie niemieckiej. Wcześniej miejsce to znane było
tylko z byłej poradzieckiej elektrowni atomowej. „Od kiedy wiadomo, że
tu w Zatoce Greifswaldzkiej będzie się kończył gazociąg, interesuje się
tym miejscem w północno-wschodnich Niemczech coraz więcej firm”. Szef
przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za tereny po elektrowni Dieter
Rittscher przyznał, iż „do tej pory zawarliśmy kontrakty z około 20
inwestorami. Dzięki czemu nasz park przemysłowy został całkowicie
zarezerwowany”. Przedstawiono plany budowy kompleksu z infrastrukturą
gazowniczą, elektrowniami gazowymi i węglowymi oraz innymi fabrykami,
dla powstania którego impulsem był plan budowy gazociągu północnego.
Oczekiwano, że da to pracę mieszkańcom, lepszy zarobek i poprawi
sytuację ekonomiczną w regionie
[71].
Oprócz
zarzutów politycznych w prasie polskiej i niemieckiej pojawiły się
także argumenty ekonomiczne zarówno za jak i przeciw budowie gazociągu.
Głosy za wykonaniem inwestycji to ominięcie niepewnych państw
tranzytowych, dywersyfikacja dróg, którymi płynie gaz, rywalizacja o
surowce z państwami takimi jak Chiny czy Indie, a także plany stworzenia
z Niemiec centrali handlu gazem rosyjskim na całą Europę. Argumenty te
podkreślano w szczególności w prasie w Niemczech. Pokazywano przy tym
sens tej inwestycji, ale też zwracano uwagę na olbrzymie jej koszty.
Interesujące było, jak podano w prasie niemieckiej, że duża część gazu,
który miał być transportowany rurociągiem została sprzedana, jeszcze
przed jego ukończeniem.
Argumentami
przeciwko budowie były: potrzeba wysokich nakładów, co podnoszono w
szczególności na łamach prasy w Polsce, podobnie jak wątpliwa zadaniem
dziennikarzy racjonalność pomysłu. Polscy publicyści pokazywali
możliwości budowy gazociągu drogą lądową przez co miał on być znacznie
tańszy. Mimo, iż dopuszczono do głosu zwolenników budowy, media polskie
zdecydowanie starały się pokazać nieopłacalność projektu i jego
nieracjonalność z ekonomicznego punktu widzenia. Dodać należy, że w
przypadku tej inwestycji ekonomia często zazębiała się z polityką i
odwrotnie.
Podsumowanie
W
prasie polskiej i niemieckiej szeroko zastanawiano się nad
politycznością rurociągu północnego. W tym przypadku punktem
kulminacyjnym okazały się wydarzenia z przełomu 2005 i 2006 roku kiedy
to Rosja „zakręciła kurek z gazem” Ukrainie, po tym jak nie porozumiano
się w sprawie podwyżki cen. Wywołało to w mediach w obu krajach istną
panikę i szeroką debatę. Pisano o powracającym imperium, o ekspansji na
Europę i o zastąpieniu czołgów przez rurociągi. Po tych wydarzeniach
niepokoje pojawiły się nawet w Niemczech. Stawiano bowiem tezy, że dziś
Rosji nie podoba się Ukraina, a niebawem mogą to być Niemcy. Wieszczono
również powrót zimnej wojny oraz podnoszono, że ten kto ma gaz ma
władzę. Gazociąg północny widziano jako źródło przyszłego
niebezpieczeństwa. Opinia ta zdominowała debatę w Polsce. Inwestycję
uważano za kolejny krok w ekspansji Gazpromu i środek do
podporządkowania Europy Kremlowi. Na uwagę zasługuje duża zgodność w
opiniach wyrażanych na łamach prasy. Jak widać w tej sprawie odłożone na
bok zostały sympatie polityczne, a wiele wyrażonych sądów było
podobnych w obu krajach.
Zastanawiano
się też nad ekonomicznymi przesłankami gazociągu. Polacy udowadniali,
że jego budowa nie ma sensu. Wskazywali na wysokie koszty i znacznie
trudniejszą z punktu widzenia technicznego realizację projektu, niż
skonstruowanie drugiej nitki gazociągu jamalskiego czy gazociągu
północnego na lądzie. Dopuszczono jednak do głosu zainteresowanych
budową Rosjan i Niemców, którzy przekonywali o rosnącym zapotrzebowaniu
na gaz w całej Europie. Twierdzili, że bez tej inwestycji powstanie
spora luka w dostawach. W podobnym tonie wypowiadano się w prasie
niemieckiej. Podnoszono, iż Niemcy mogą stać się ważnym krajem w
przesyle gazu na zachód do Holandii czy Wielkiej Brytanii. Wskazywano
również na rosnące zapotrzebowanie na gaz w całej Europie. Opłacalność
tej drogi dostaw miała mieć źródło w ominięciu krajów tranzytowych, a co
za tym idzie braku konieczności uiszczania opłat za przesył gazu na
zachód.
Debata
nad politycznością gazociągu północnego udowodniła, iż był to temat
kontrowersyjny w obu krajach. Dziennikarze, publicyści i eksperci
interesowali się nim na szeroką skalę. Pokazało to także dużą rolę, jaką
odgrywają media w życiu społecznym i politycznym dzisiejszych państw.
Źródło: „Historia i Polityka” 2010, nr 2 (9).
[1] Największy rosyjski koncern gazowy, zob. www.gazprom.com.
[2] Niemiecka spółka zajmująca się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej, część grupy BASF, zob. www.wintershall.com.
[3] Największa niemiecka spółka zajmująca się handlem gazem, zob. www.eon-ruhrgas.com.
[4] Holenderska spółka zajmująca się transportem gazu, zob. www.nvnederlandsegasunie.nl.
[6] Stanowisko polskich władz można znaleźć m.in. na stronie internetowej Ministerstwa Gospodarki: www.mg.gov.pl.
[7] Analizy naukowe dotyczące zagadnienia gazociągu północnego przeprowadzili m.in.: D. Bugajski,
Gazociąg północny w świetle prawa morza i polityki bałtyckiej, „Stosunki Międzynarodowe”, nr. 3–4, t. 36, 2007.; F. Kazin,
Globalna strategia Gazpromu, a narodowe interesy Rosji, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”, Warszawa 2006, nr 1 (29) 2006.; R. Tarnogórski,
Gazociąg Północny. Aspekty prawne, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”, Warszawa 2006, nr 1(29) 2006.; F. Umbach,
Energiesicherheit im 21. Jh. Die verkannte Bedeutung der zukunftigen Versorgungssicherheit, [w:]
Deutsche Energiepolitik, Lutz Kleinwächter (hrsg.), Potsdam 2007.; K. O. Lang,
Mit Sicherheit – Polens Energiepolitik zwischen europäischen Solidarität und russischen Abhängigkeit, „Polen Analysen“, nr 02/06.
[8] L. Ungier,
Wiano Putina, „Gazeta Wyborcza”, 4.10.2005.
[9] A. Kublik,
Gazociąg nie dotarł na szczyt, „Gazeta Wyborcza”, 5.10.2005.
[10] V. Landsbergis,
Droga w przepaść, „Rzeczpospolita”, 17.12.2005.
[11] M. Wojciechowski,
Wobec Rosji nie można milczeć, rozmowa z Robertem Amsterdamem, „Gazeta Wyborcza”, 19.12.2005.
[12] W. Laskowski,
Mały wróg, „Wprost”, 43/2005.
[13] S. Popowski,
Rurociąg pod nadzorem, „Rzeczpospolita”, 10.12.2005.
[14] Bart,
Matthias drezdeński znajomy Putina, „Rzeczpospolita”, 17–18.12.2005.
[15] Die Dresdner Bank hat beste Kontakte in den Kreml, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 10.12.2005.
[16] T. Urban, H.–W. Bein,
Deutsche Gasversorger befürchten Engpässe, „Süddeutsche Zeitung“, 29.12.2005.
[17] D. Brössler, H.–W. Bein,
Russland dreht der Ukraine das Erdgas ab, „Süddeutsche Zeitung“, 2.01.2006.
[18] D. Brössler,
Gas als Ersatz für Raketen, „Süddeutsche Zeitung“, 2.01.2006.
[19] N. Busse,
In der Hand des Kreml, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 3.01.2006.
[20] D. Brössler,
Verlängerter Arm der Kreml AG, „Süddeutsche Zeitung“, 3.01.2006.
[21] N. Piper,
Erdgas ist Macht, „Süddeutsche Zeitung“, 3.01.06.
[22] K. Holm,
Bruderkrieg, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 5.01.2006.
[23] D. Brössler,
Vorsicht Rußland, „Süddeutsche Zeitung“, 5.01.2006.
[24] O. Graf Lambsdorff,
Mit der Ostsee-Pipelinie in die Falle, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 6.10.2006.
[25] T. Schuster, B. Reitschuster, N. Brüning,
Kalter Krieg ums Gas, „Focus“, 2/2006.
[26] F. Dohmen, A. Jung, W. Reuter, H.–J. Schlamp,
„Das ist ein Weckruf”, „Der Spiegel“, 2/2006.
[27] W. Bernotat,
Es geht um die Versorgungssicherheit, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 5.01.2006.
[28] N. Busse,
Russlands Blick nach Westen, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 17.07.2006.
[29] A. Podolski,
Unia musi zareagować, „Gazeta Wyborcza”, 4.01.2006.
[30] S. Popowski,
Wojna gazowa o Ukrainę, „Rzeczpospolita”, 2.01.2006.
[31] P. Tarnowski,
Broń palna, „Polityka”, 7.01.2006.
[32] J. M. Nowakowski,
Miotacz gazu, „Wprost”, 2/2006.
[33] M. Honczar,
Gazowy blitzkrieg?, „Wprost”, 12/2006.
[34] T. Bielecki, B. Wieliński,
Z Putinem bez tabu, „Gazeta Wyborcza”, 17.01.2006.
[35] P. Reszka,
Ani gorąco, ani zimno, „Rzeczpospolita”, 17.01.2006.
[36] D. Brössler,
Balance auf der Kremlmauer, „Süddeutsche Zeitung“, 17.01.2006.
[37] Autor w artykule nie wymienił nazwy. Można jednak wywnioskować, że miał na myśli spółkę Nord Stream.
[38] A. Eliasz,
Zjednoczone Emiraty im. Dzierżyńskiego, „Gazeta Wyborcza”, 18–19.02.2006.
[39] M. Kaczmarski,
Surowce w służbie Kremla, „Rzeczpospolita”, 23.03.2006.
[40] U. Schäfer, D. Brössler,
Russland sagt sichere Versorgung mit Gas zu, „Süddeutsche Zeitung“, 26.04.2006.
[41] Frühlingsstimmung in Sibirien, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 28.04.2006.
[42] A. Krzemiński,
Rosja – Niemcy – nie tylko rura, „Gazeta Wyborcza”, 26.04.2006.
[43] A. Kublik,
Gazowy sojusz w Europie Środkowej, „Gazeta Wyborcza”, 28.04.2006.
[44] A. Kublik,
Gazociągi zamiast czołgów, „Gazeta Wyborcza”, 19.05.2006.
[45] P. Jendroszczyk,
Pośrednik między Zachodem i Rosją, „Rzeczpospolita”, 19.06.2006.
[46] A. Cohen,
Geopolityczna smycz, „Wprost”, 42/2006.
[47] J. Piński,
Zabór energetyczny, „Wprost”, 45/2007.
[48] W. Gadomski,
Kto gazem wojuje, „Gazeta Wyborcza”, 24.02.2007.
[49] K. Trębski, J. Piński,
Samobój Putina, „Wprost”, 3/2007.
[50] Jeden z największych koncernów chemicznych w Niemczech, zob. www.basf.com.
[51] H. Martens, A. Jung,
„Wir können viel mehr erreichen”, Gespräch mit Jürgen Hambrecht, „Der Spiegel“, 31/2006.
[52] E. Follath, M. Schepp,
Der Konzern des Zaren, „Der Spiegel“, 10/2007.
[53] B. Reitschuster,
Hohe Wellen im Öl-See, „Focus“, 43/2007.
[54] Rosja uspokaja Europę, „Rzeczpospolita”, 4.10.2005.
[55] K. Kosaczow,
A Polacy tylko Katyń, Katyń, Katyń, rozmawiał T. Bielecki, „Gazeta Wyborcza”, 30.11.2005.
[56] B. T. Wieliński,
Gaz w Niemczech zdrożeje?, „Gazeta Wyborcza”, 15.12.2005.
[57] W. Clement,
Bezpieczeństwo energetyczne dla Europy, „Rzeczpospolita”, 8.12.2005.
[58] W. Clement,
Versorgungssicherheit für Europa, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, 7.12.2005.
[59] J. Steinhoff,
Rządowi niemieckiemu pod rozwagę, „Rzeczpospolita”, 23.12.2005.
[60] A. Kublik,
Ile kosztuje rura przez Bałtyk, „Gazeta Wyborcza”, 13.12.2005.
[61] Putin in Niederlanden, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 3.11.2005.
[62] Baubeginn an Ostsee-Ergasleitung Schröder führt den Aufsichtsrat, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 10.12.2005.
[63] M. Ludwig,
Ein Staat im russischen Staate, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 12.12.2005.
[64] Gasprom mit Rekordergebnis, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 14.12.2005.
[65] M. Bosacki, M. Wojciechowski,
Pierwszy gest z Rosją, rozmowa z Siergiejem Jastrzębskim, „Gazeta Wyborcza”, 21.02.2006.
[66] A. Kublik,
Nie chcemy, ale dostaniemy gaz z bałtyckiej rury?, „Gazeta Wyborcza”, 6.10.2006.
[67] A. Rahr,
Niemiecka wdzięczność, rosyjski pragmatyzm, „Rzeczpospolita”, 10.10.2006.
[68] A. Kublik,
Energetyczne propozycje w cieniu Stasi, „Gazeta Wyborcza”, 12.10.2006.
[69] M. Wehner,
Ein Schloss aus Erdgas, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 5.11.2006.
[70] Pipelinie bringt Milliardenauftrag, „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, 26.09.2007.
[71] S. Uhlmann,
Mit dem Gas kommen die Investoren, „Süddeutsche Zeitung“, 22.05.2007.
a.me.