WSTĘP
„Państwo
nie ma prawa zakazywać tego, co nie stanowi naruszenia wolności innych
dorosłych osób, choćby i to było niemoralne, wstrętne, bezbożne i
zboczone”; „Władze cywilne nie są od regulowania i narzucania moralności swym
obywatelom”; „Państwo ma być stróżem nocnym pilnującym wolności i własności obywateli, a nie aniołem stróżem, który strzeże wiary i cnoty”; „Wszelkie prawne zakazy są bezsensowne i szkodliwe, gdyż nie likwidują problemu, ale sprawiają tylko, że schodzi on do
podziemia”. Te i inne
libertariańskie hasła wydają się zdobywać popularność na prawicy. W
istocie rzeczy dla niejednego prawicowca libertarianizm zaczyna się
wręcz jawić jako jedyna prawdziwie dobra alternatywa dla lewicowości,
etatyzmu i socjalizmu. Co więcej, niejednokrotnie idee libertariańskie
przedstawiane są jako będącymi w swych fundamentach całkowicie zgodnymi z
tradycyjnym chrześcijaństwem, gdyż kładącymi nacisk na zasadę
poszanowania wolnej woli człowieka. Trzeba przyznać, że w obliczu
historycznych doświadczeń z socjalistycznymi i nazistowskimi reżimami, a
także współczesnych etatystycznych ciągot Unii Europejskiej, wizja
libertarianizmu jako zgodnego z chrześcijaństwem i prawicowością może
być kusząca. Tyle razy wszak owe lewicowo zorientowane rządy i reżimy
próbowały narzucać za pomocą stanowionych przez siebie praw rzeczy złe,
wątpliwe czy wręcz niedorzeczne, iż za właściwą nań odpowiedź ma
się pokusę uznać stan rzeczy, w którym interwencja państwa będzie
ograniczana do absolutnego minimum, a więc sytuacji obrony przed
zewnętrzną agresją oraz karania jedynie tych spośród zachowań, które
polegają na naruszaniu czyjejś wolności.
Za akceptacją
tego libertariańskiego poglądu pozornie rzecz biorąc wydaje się
przemawiać niejedna przesłanka. Czyż dorośli ludzie nie powinni być
traktowani, jako odpowiedzialne osoby, które same muszą ponosić skutki
własnych czynów i decyzji? Czy w związku z tym wszelkie przymusy, które
ograniczają wolność dorosłych ludzi do czynienia, tego, co
im się podoba, nie są przejawem tyranii i totalitaryzmu? Czy władze
cywilne mają prawo decydować za dorosłych obywateli co jest dla nich
dobre i właściwe? Czy zgodnie z zasadą prawa rzymskiego mówiącą, iż "Chcącemu nie dzieje się krzywda",
nie należy uznać, że każdy dorosły człowiek sam na własnej skórze
poniesie negatywne skutki własnych złych czynów, a co za tym idzie,
władze
cywilne nie powinny się tym interesować? Czyż wreszcie wszelkie zakazy i
kary, które mają na celu ograniczanie wolności dorosłych ludzi nie
mijają się z celem? Czy tak naprawdę prawne represje skierowane w jakieś
zło, nie likwidują zjawiska, które chcą zwalczyć, ale zgodnie z logiką
powiedzenia mówiącego, iż "Zakazany owoc lepiej smakuje"
nie powodują one tak naprawdę wzrostu
zainteresowania zakazywaną rzeczą? Jaki zresztą sens ma mieć
zakazywanie czegoś dorosłym ludziom, skoro, nawet jeśli zewnętrznie
podporządkują się oni owym zakazom, to, tak czy inaczej, nie odmieni to
ich wnętrza, a tym samym nie staną się przez to lepsi?
Niniejszy
tekst stanowi próbę udowodnienia, iż wszelkie formy libertarianizmu w
żaden sposób nie dadzą się pogodzić z tradycyjnym nauczaniem Kościoła
katolickiego. Ze względu na swą objętość został on podzielony na trzy
części:
Pierwsza
(powyższa) część poświęcona jest zdefiniowaniu samego libertarianizmu
oraz dość szczegółowemu ukazaniu tego, jakie w poszczególnych kwestiach
społecznych i prawnych winny zajmować osoby pragnące być konsekwentnymi
libertarianami. W tej części pokazane też zostanie, w jakim stopniu
kształt współczesnych porządków prawnych odpowiada libertariańskim
zasadom, a w jakim jest z
nimi sprzeczny.
Drugą
część tego opracowania stanowi obalenie libertariańskich zasad i
założeń w świetle nauczania Pisma świętego i Tradycji Kościoła.
Trzecia
część artykułu będzie będzie zaś poświęcona omówieniu różnych
libertariańskich sofizmatów zwłaszcza w oparciu o zasad zdrowego
rozsądku, logicznego myślenia i historycznego doświadczenia ludzkości.
Pragnę
też zadeklarować, iż niniejszy tekst stanowi swego rodzaju dokończenie
prowadzonych przeze mnie w swym czasie polemik ze zwolennikami
libertarianizmu, które ze względu na inne zajęcia, nie zawsze miałem
czas doprowadzić do końca.
CZYM JEST LIBERTARIANIZM?
W odniesieniu do
rozumienia porządku prawnego mianem libertarianizmu można określić
pogląd twierdzący, iż władze cywilne powinny zakazywać i karać tylko te z
ludzkich zachowań, których istota
polega na naruszaniu wolności innych dorosłych osób. Owo tradycyjnie
libertariańskie przekonanie zakłada więc, iż wszystkie inne czyny, które
takowej wolności nie gwałcą winny być bezkarne i legalne. Kryterium
przy ustalaniu przez władze cywilne prawnych zakazów, kar i represji nie
powinno być nic innego, a tylko to, czy dany ludzki akt stanowi
naruszenie wolności jakiegoś dorosłego człowieka, czy dorosłych osób.
Nie ważne więc, jak bardzo dane zachowanie jest niemoralne, wstrętne
Panu Bogu, poniżające ludzką
godność, zboczone, obrzydliwe, etc. Póki nie wiąże się ono z wkroczeniem
w przestrzeń wolności innego człowieka lub innych ludzi, władze cywilne
nie mają
prawa ingerować tu ze swoimi karami i zakazami. Choćby coś było więc
bardzo złym, upadlającym, niemoralnym, bluźnierczym, czy dewiacyjnym;
czynienie tego
osobiście, z innymi ludźmi, a także przekonywanie, zachęcanie,
namawianie do owych aktów innych, ma być bezkarne, póki nie gwałci
czyjejś swobody.
Libertarianizm
można więc uznać za najbardziej konsekwentną i radykalną formę
ideologii liberalnej. Różnica pomiędzy tradycyjnymi liberałami a
libertarianami jest zasadniczo tylko taka, iż ci pierwsi częściej są
skłonni iść na kompromisy z wyznawaną przez siebie zasadą prymatu
wolności w porządku prawnym, aniżeli ci drudzy. Dlatego też w tym
tekście, jako synonimy słów
„libertarianizm” i „libertarianie” będę czasami używać wyrażeń: „skrajny
liberalizm”, „konsekwentni liberałowie”, „skrajni liberałowie”.
Choć libertariański
pogląd na zasięg i rolę prawnych kar i zakazów, jest, w sensie
werbalnych deklaracji, powszechnie przyjęty w naszym kręgu kulturowym,
to jednak daleko jeszcze do konsekwentnego wcielania go w życie. Często
nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak daleko jest nam do pełnej akceptacji
owego skrajnie liberalnego spojrzenia na państwo i prawo, mimo
powtarzania przez nas libertariańskie brzmiących formułek typu: "Każdy decyduje sam za siebie i władzy nic do tego". Spójrzmy choćby tylko na całą sferę jeszcze
istniejących prawnych zakazów, kar i ograniczeń i zestawmy ich sensowność z tradycyjnie libertariańskim kanonem myślenia.
OCHRONA ŻYCIA I ZDROWIA. Zgodnie
z zasadą, iż władze winny represjonować tylko te z czynów,
które naruszają czyjąś wolność, nielegalnymi należałoby uczynić
w tej sferze tylko morderstwo, pobicie i napad. Daleko jest jednak do
konsekwentnej realizacji tej zasady. Prawnymi represjami obok morderstw,
pobić i napadów są wszak objęte także: samobójstwo, dobrowolne bójki i
bijatyki, pojedynki, używanie narkotyków, nadużywanie alkoholu, palenie
papierosów. Wszystkie te zachowania z istoty swej polegają przecież na
działaniu dobrowolnym. Naturą samobójstwa jest odebranie samemu sobie
życia. Człowiek decyduje więc sam, iż nie chce dalej żyć. Dobrowolne
bójki i bijatyki oraz pojedynki polegają na umawianiu się ze sobą dwojga
lub większej ilości osób na wzajemną walkę.
Wszelkie rany, obrażenia, a nawet śmierć, będąca ich wynikiem, są więc
efektem decyzji tych osób. Używanie narkotyków, palenie papierosów oraz
nadużywanie alkoholu także w swej istocie nie polegają na deptaniu
czyjeś wolności. Po prostu dany człowiek postanawia, iż w zamian za
różnego rodzaju przyjemności, jakie dostarczają owe używki, narazi na
poważny szwank własne życie i zdrowie.
Tymczasem jednak:
Samobójstwo jest
represjonowane choćby poprzez zakaz eutanazji. W większości krajów z
naszego kręgu kulturowego karalne jest udzielanie komuś pomocy w
samobójstwie, nawet, gdy ta osoba sobie tego życzy, a co więcej żąda i
nalega, by odebrano jej życie. Co prawda zakaz eutanazji jest coraz
bardziej mocno kontestowany, jednak należy przypuszczać, że jeszcze
jakieś 20 lat zajmie zwolennikom legalności tej formy samobójstwa
przekonanie większości rządów do jego zniesienia. Podobnie spore
problemy z prawem, mogłyby mieć książki, wydawnictwa i publikacje, które
namawiały by choćby i dorosłych ludzi do samobójstwa. Policja wezwana
do niedoszłego samobójcy, także nie ogranicza się jedynie do
słownego zniechęcania owego jegomościa, ale, w razie potrzeby, za pomocą
bezpośredniego przymusu fizycznego przeszkadza mu w realizacji owego
własnowolnie podjętego postanowienia. Jednym z konkretnych
przykładów nie szanowania przez współczesne państwa "prawa" do odebrania
sobie życia, może być głośny przypadek niemieckiego
kanibala-homoseksualisty, który w 2003 r. w Internecie ogłosił, iż szuka
chętnego samobójcy, zgadzającego się na to, by on go zabił, a
następnie
skonsumował jego zwłoki. Wszystko tu odbyło się więc za obopólną zgodą
zainteresowanych. Do kanibala zgłosił
się mężczyzna, wyrażający zgodę na bycie przez niego zabitym, a
następnie zjedzonym. Mimo to jednak, czyn ten wywołał powszechną
negatywną reakcję w społeczeństwie niemieckim, zaś wymiar
sprawiedliwości nie omieszkał się dotkliwie go ukarać.
Dobrowolne bójki, bijatyki i pojedynki są
znacznie ograniczane przez współczesne prawodawstwa. Tak zwane
kibicowskie ustawki, które polegają przecież na tym,
że zainteresowane bijatyką osoby dobrowolnie umawiają się w ustronnym
miejscu (a więc nie na terenie, gdzie ich aktywność mogłaby być
ograniczeniem
wolności osób postronnych) na wzajemne zadawanie sobie ran i ciosów,
nadal są nielegalne, a ich organizatorzy w każdej chwili mogą stać
obiektem zainteresowania policji. Także bójka bądź pojedynek, w których
obie strony wyraźnie zgodziłyby się na ryzyko poniesienia śmierci, nie
należą do legalnych prawnie zachowań. Uczestnik takiego czynu, który
zabiłby w ten sposób drugiego człowieka, na 99 proc. trafiłby do
więzienia, choćby i miał na swoją obronę własnoręcznie podpisaną zgodę
swej ofiary, w której ta, zaręczałaby, iż godzi się na ryzyko
poniesienia śmierci w wyniku bójki lub
pojedynku.
Używanie narkotyków, palenie papierosów i nadużywanie alkoholu należą
do czynów objętych
szeregiem prawnych zakazów. W ogromnej większości państw karalna jest
nie tylko sprzedaż i rozpowszechnianie narkotyków wśród osób dorosłych,
ale również zażywanie przez nie tego rodzaju specyfików. Nawet w
Holandii, która słynie z legalizacji narkotyków, bezkarność zażywania i
rozpowszechniania tejże używki jest mocno ograniczona, albowiem dotyczy
jedynie tzw. jej miękkich odmian, czyli marihuany i haszyszu. Ciężkie
narkotyki w rodzaju kokainy, heroiny, LSD, amfetaminy, etc, są także w
tym kraju zakazane. Co prawda, coraz częściej odzywają się głosy za
legalizacją przynajmniej "lekkich" narkotyków, zaś ich promocja przez
sporą część popkultury jest de facto bezkarna, jednak nie wydaje się, by
powszechna liberalizacja przepisów prawnych w tej kwestii, była tylko
kwestią krótkiego odstępu czasu. Względem palenia papierosów wprowadza
się szereg różnorodnych ograniczeń. Często ustanawia się zakaz reklamy
tytoniu w mass mediach. W części krajów nie wolno także palić w
miejscach publicznych, nawet, gdy naruszanie przez to wolności
niepalących jest mocno wątpliwe. Nadużywanie alkoholu jest z kolei
prawnie ograniczane przez specjalne koncesje wydawane na obrót trunkami,
zakaz podawania napojów alkoholowych nietrzeźwym klientom, nielegalność
ich spożywania poza publicznymi miejscami do tego specjalnie
wyznaczanymi (tj. barami, restauracjami, kawiarniami, itp.).
SEKSUALNOŚĆ. Tradycyjnie
libertariańskie podejście do prawa i państwa nie pozwala czynić
przestępstwami zbyt
wielu czynów z tej dziedziny. Z pewnością zgwałcenie, jako przymuszenie
kogoś przy użyciu fizycznej siły (bądź też za pomocą wykorzystania
nieświadomości drugiej osoby, np. podania jej narkotyku) do odbycia
stosunku płciowego powinno mieć swój paragraf w libertariańskim kodeksie
karnym. Wymuszanie na kimś różnorodnych zachowań seksualnych poprzez
stosowanie gróźb, szantażu, pogróżek, także wiąże się pogwałceniem
czyjeś wolności, a więc każdy liberał przyklaśnie prawnemu zakazywaniu
takich czynów. Przyjmując także, iż tylko
wolność ludzi dorosłych winna być chroniona, za sprzeczną z zasadami
libertarianizmu nie należy uznawać karalność pedofilii, nawet gdy ta
dokonywana jest za zgodą
dziecka. Z pewnością w naszym kręgu kulturowym prawodawstwo chyba już
wszystkich krajów zniosło karalność wielu niemoralnych czynów, których
istota nie polega na naruszaniu wolności
innych dorosłych osób. Tak też od dziesięcioleci legalne są:
homoseksualizm, nierząd, cudzołóstwo, prostytucja, pornografia, onanizm,
orgie seksualne. Prawo uczyniło bezkarnym, nie tylko
praktykowanie takich czynów, w tzw. czterech ścianach domu, ale -
pomijając pewne szczegółowe zastrzeżenia - o których będę, jeszcze
pisać, również zachęcanie, namawianie i inspirowanie do nich innych
ludzi. Mimo to jednak wciąż zakazane są niektóre z niemoralnych
zachowań, których sednem nie jest przecież gwałcenie czyjeś wolności.
Są nimi: kazirodztwo oraz zoofilia.
Kazirodztwo wcale
nie musi polegać na naruszaniu czyjeś swobody. Prawdą jest, że często ów
czyn się z tym wiąże, jednak nie jest to jego nieodłącznym elementem.
Może wszak być ( i faktycznie znane są takie wypadki), gdy dwoje blisko
spokrewnionych ze sobą osób pragnie ze sobą
seksualnie obcować. W takim wypadku do zdeptania niczyjej wolności nie
dochodzi. Dzisiejsze kodeksy karne zakazują jednak kazirodztwa
niezależnie od tego, czy jest ono praktykowane dobrowolnie przez
dorosłych ludzi, czy też nie.
Zoofilia jakkolwiek
wstrętną i nienaturalną jest praktyką, to nie można powiedzieć, by
wiązała ona z naruszeniem wolności człowieka. Czyn ten stanowi
pogwałcenie swobody zwierzęcia. Gdybyśmy jednak chcieli chronić wolność
nie tylko ludzi, ale także istot czworonożnych, musielibyśmy zakazywać
również ich zabijania, trzymania na uwięzi, zamykania w klatkach, etc.
Niektóre z przejawów
seksualnej niemoralności, które zasadniczo są legalne, czasami poddawane
są też zgoła nieliberalnym ograniczeniom prawnym.
Prostytucja jest w
Polsce ograniczana poprzez istnienie zakazu sutenerstwa i
stręczycielstwa. Czyn nielegalny stanowi więc czerpanie zysków oraz
pomaganie komuś w praktykowaniu płatnego seksu. De facto jest to w
naszym kraju przepis martwy, tym niemniej jednak wciąż on funkcjonuje w
kodeksie karnym. Z kolei, w Szwecji wprowadzono kary nie dla
prostytutek, ale ich klientów.
Pornografia jest
hamowana poprzez prawa zakazujące jej produkcji i rozprzestrzeniania,
wówczas, gdy ukazuje ona szczególnie zwyrodniałe postawy, tj. zoofilia
czy stosowanie przemocy. I znów wypada zauważyć, że przecież nie zmusza
się ludzi do oglądania tego rodzaju materiałów. Nawet zaś pornografia z
użyciem przemocy nie musi wiązać z naruszaniem czyjejś wolności. Osoby
tam występujące, mogą zgadzać się być bite,
poniżane (są np. sadomasochistami).
SZACUNEK DLA RELIGII. Wiele
bluźnierstw i świętokradztw jest w naszym kręgu cywilizacyjnym
legalnych i bezkarnych. Nawet jednak w tej dziedzinie, w części krajów,
istnieją prawne przepisy wymierzone w tego rodzaju zachowania. Niekiedy
są one wcielane w życie. W naszym państwie mieliśmy z tym do czynienia,
wówczas, gdy gdański sąd
ukarał p. Dorotę Nieznalską za to, iż wystawiła tzw. instalację, która
ukazywała Krzyż z namalowanymi nań
męskimi genitaliami. Sprzeczność tego wyroku z założeniami
libertarianizmu jest oczywista. Prezentacja owego bluźnierczego
malowidła, nie była nikomu narzucana, a patrzył na nie, ten kto wyrażał
na to zgodę.
RASIZM. Jakkolwiek
byśmy potępiali i odrzucali uprzedzenia rasowe, faktem jest, że wiele z
istniejących lub forsowanych obecnie rozwiązań prawnych wymierzonych w
rasizm nie da się pogodzić z libertariańskimi zasadami. Z pewnością w
100 proc. libertariańskie jest karanie mordów, pobić, kradzieży i
napadów
dokonywanych ze względów rasowych. Zapewne zgodne z libertarianizmem
jest także prawne zakazywanie zachęcania innych do tego rodzaju czynów.
Czy jednak naruszeniem
czyjejś wolności nie jest już np. zakaz używania słów wyrażających
pogardę względem innych ras. To prawda, że, przykładowo wyrażenie
"Czarnuch" jest obraźliwe dla Murzynów, jednak póki nikt nie przymusza
nikogo do wysłuchiwania tego rodzaju słownictwa, to chyba trudno jest
mówić o pogwałceniu czyjejś wolności? Podobnie, rozprowadzanie
wydawnictw, w których nazywa się osoby rasy czarnej "małpami",
"małpoludami",
"śmieciami", itp., w swej istocie nie jest naruszeniem niczyjej swobody,
gdyż nie przymusza się nikogo do czytania tego rodzaju wywodów. Nawet
przypadek polegający na tym, iż prywatny przedsiębiorca z powodów
rasowych nie zatrudni
jakiejś osoby, nie podpada pod libertariański kodeks karny. Czy można
bowiem zmuszać ludzi, by z własną własnością robili to, czego nie chcą?
Nikt nikomu nie nakazuje zatrudniać się u przedsiębiorcy rasisty, a
więc przedsiębiorca rasista może zatrudniać kogo tylko chce. Na tej
samej zasadzie, członek Ku Klux Klanu będący zarazem właścicielem
restauracji może wywiesić tabliczkę z napisem: "Czarnuchom i kundlom
wstęp wzbroniony" i nie będzie to przecież naruszeniem
czyjejś wolności. Ów lokal jest przecież jego własnością i ma prawo
tam wpuszczać i nie wpuszczać kogo tylko zapragnie. Tymczasem
prawodawstwo wielu krajów już zakazało lub podjęło wyraźne kroki w celu
wprowadzenia
karalności tego rodzaju rasistowskich poczynań.
EKONOMIA. Tradycyjnie
libertariańskim ideałem jest, by stosunki pomiędzy pracodawcą a
pracownikiem były regulowane wyłącznie w drodze zawieranej
między nimi umowy. Wysokość wynagrodzenia, urlop, dni wolne od pracy,
ilość przepracowanych godzin, charakter wykonywanych obowiązków, itp. -
to wszystko winno być obustronną decyzją
podjętą przez pracownika i pracodawcę w spisanej przez nich umowie o
pracę. Zgodnie z zasadą mówiącą, iż "chcącemu nie dzieje się krzywda”,
w takiej umowie mogą być zawarte choćby nie wiadomo jak
niesprawiedliwe, krzywdzące i poniżające jedną ze stron zapisy. Póki
obie strony podpisały umowę dobrowolnie, póty władzy nic do jej treści. W
umowie będzie zapisane, że należy pracować po 17 godzin dziennie, nie
wyłączając z tego niedziel i świąt, za 400 złoty miesięcznie, dodatkowo
będąc odzianą w koszulkę z napisem: "Jestem suką". Trudno,
nikt nie zmuszał do podpisywania tego rodzaju umowy, a jak się nie
podoba, to zawsze można się zwolnić. I tym razem widać, jak bardzo
daleko jest nam do akceptacji libertariańskiej doktryny. Chyba w każdym
kraju istnieją bowiem kodeksy pracy, które wyznaczają odgórnie, jakie
standardy winny
spełniać poszczególne umowy o pracę. Prawo wyznacza więc ilość dni
urlopu, minimalną pensję, wolne dni od pracy, zakazuje kobietom
wykonywania niektórych zawodów, etc.
GDZIE SIĘ PODZIALI KONSEKWENTI LIBERAŁOWIE?
Być może część czytelników
na wykaz powyższych nieliberalnych praw, zakazów i kar w zastosowaniu
krajów sławiących liberalne
wolności, oburzy się, stwierdzając, iż tak naprawdę przedstawiam
karykaturę libertarianizmu, próbując sprowadzić go do absurdu.
Jeszcze inni, ale tych chyba będzie mniejszość, w dużej, albo
przynajmniej większej części spraw, przyznają mi rację, stwierdzając, iż
rzeczywiście przytaczane rozwiązania prawne są sprzeczne z
libertarianizmem, a wynika to tak naprawdę z niezrozumienia przez
rządzących prawdziwie liberalnych ideałów.
Zwolennikom tej pierwszej
opcji odpowiem, iż to nie ja sprowadzam libertarianizm do karykatury i
absurdu. To tak naprawdę tradycyjne libertariańskie ideały odsłaniają w
ten sposób
swoją straszną, absurdalną karykaturę właściwego spojrzenia na obowiązki
władzy i prawa. Konsekwentne zastosowanie zasady mówiącej, iż władze
cywilne nie mają prawa karać i zakazywać czynów, które nie naruszają
wolności innych dorosłych
osób, musiałoby doprowadzić do uznania słuszności legalizacji eutanazji i
innych rodzajów samobójstw, używania narkotyków, dobrowolnych bójek,
bijatyk oraz pojedynków, kazirodztwa, zoofilii, pornografii z udziałem
zwierząt, bluźnierstw, świętokradztw, nazywania ludzi innej rasy
"czarnuchami", "żółtkami" i "białasami", niesprawiedliwego traktowania
pracowników, etc. Jeśli jednak, czujesz się zwolennikiem liberalizmu,
ale oburzasz się na pomysł bezkarności takich czynów, to mam dla Ciebie
dobrą wiadomość. Nie jesteś jeszcze prawdziwym
libertarianinem. Możesz zajmować libertariańskie stanowisko w większej
lub mniejszej ilości spraw, ale tkwi w Tobie jeszcze jakaś ilość
tradycyjnie chrześcijańskich i zdroworozsądkowych odruchów oraz
przekonań. Faktycznie przyznajesz bowiem, że istnieją wartości, które
władze cywilne i stanowione przez nie prawa są zobowiązane stawiać ponad
wolność. Wciąż uznajesz, iż prawa, zakazy i kary mają sięgać dalej
aniżeli tylko poza ochronę tego, by niczyja wolność nie była gwałcona.
Nadal więc uważasz, że pewne czyny złe, podłe, wstrętne, niemoralne i
zboczone, należy karać, nawet, gdy są one całkowicie dobrowolne i
niewymuszone.
Będąc zwolennikiem
prawnego zakazu samobójstwa, eutanazji, dobrowolnych bójek, bijatyk,
pojedynków, narkotyków, uznajesz, że ważniejszy jest szacunek dla
czyjegoś zdrowia i
życia, aniżeli czyjeś "prawo" do dobrowolnego zabicia się, okaleczenia
lub zatruwania.
Optując za karalnością
kazirodztwa i zoofilii, przyznajesz, iż ochrona zdrowych więzi
rodzinnych, niekrzywdzenie zwierząt oraz po prostu godność ludzkiej
płciowości ograniczają prawo do podejmowania dobrowolnych aktów
seksualnych.
Kiedy jesteś za zakazem
bluźnierstw oraz profanacji przyznajesz rację tym, którzy utrzymują, iż
np. szacunek dla męki naszego Pana Jezusa Chrystusa, jest
cenniejszy, aniżeli zachcianki pseudoartystów ukazujących Krzyż Pański
unurzany w moczu, nawet, gdy nikogo nie zmuszają oni do oglądania swych
"dzieł".
Jeśli jesteś przekonany,
iż nazywanie Murzynów "małpami" winno być zakazane, to tym samym
wierzysz w to, iż szacunek dla ludzi niezależnie od ich koloru skóry,
wymaga, by propaganda rasizmu była prawnie karalna, nawet, gdy nikt nie
zmusza nikogo do obcowania z nią.
Wreszcie, je żeli uważasz,
że nakazywanie ekspedientkom noszenia t-shirtów z hasłem: "Jestem suką"
nie może być
legalne, nawet, gdyby coś takiego zostało zapisane w umowie o pracę, to
tym samym przyznajesz, iż sprawiedliwość oraz godność człowieka stoi
ponad wolnością umów.
Moje gratulacje: w
niejednej kwestii zajmujesz więc tradycyjnie chrześcijańskie, a zatem
antyliberalne stanowisko. Wciąż jesteś przekonany, iż prawo powinno
represjonować złe, niemoralne i wstrętne zachowania, również wtedy, gdy
nie gwałcą one wolności. Wciąż traktujesz władzę w sposób
paternalistyczny, a więc, jako ojca karzącego zło i wskazującego
właściwą dobrą
drogę. Są więc poważne nadzieje, iż niezależnie od tego, w jak wielkiej
części spraw wyznajesz libertariańskie przekonania, zdrowe poglądy,
jakie jeszcze
posiadasz, pozwolą ci porzucić Twą sympatię względem liberalizmu.
Zwolennikom opcji
mówiącej, że tak naprawdę przywołane przez mnie przykłady pokazują, iż w
niejednej sprawie,
rządzący wciąż nie kierują się libertarianizm ideologią, przyznam więc
naturalnie rację. Tak naprawdę znalezienie osoby,
która wyznawała by w 100 procentach twardy i bezkompromisowy liberalizm
jest wciąż zadaniem trudnym. Z pewnością mianem najkonsekwentniejszych
liberałów należałoby uznać tak zwanych libertarian, którzy
przyklasnęliby postulatowi zniesienia wszystkich, a przynajmniej prawie
wszystkich zakazów, które powyżej wymieniłem.
Większości ludzi
deklarujących się jako liberałowie niewątpliwie więc wiele brakuje do
liberalnego ideału, którym jest libertarianizm. Nie należy jednak w
związku z tym popadać w zbytni optymizm. Tradycyjnie libertariański
sposób myślenia zdołał przeniknąć
wprawdzie jeszcze nie do wszystkich, ale na pewno do wielu płaszczyzn
naszego patrzenia na prawo i państwo. Także fakt stosowania przez
współczesne państwa represji wobec dobrowolnych zachowań uderzających z
tradycyjną moralność chrześcijańską na dłuższą metę nie jest zbyt
pocieszający. Z drugiej strony bowiem prawne zakazy i przymusy coraz
częściej godzą także w chrześcijańskie obowiązki i powinności. Dobrym
tego przykładem są kary nakładane na pastorów za nazywanie
homoseksualizmu grzechem i zboczeniem a aborcji ludobójstwem. Podobny
wydźwięk mają prawa, które przymuszają chrześcijan
prowadzących drukarnie i hotele, do drukowania pro-homoseksualnych
materiałów oraz wynajmowania pokoi parkom homoseksualistów. Długo można
by jeszcze wymieniać tego rodzaju zakazy i kary: nagany za modlitwę przy
posiłku, zabranianie noszenia obrączek symbolizujących świętą cnotę
czystości, i tym podobne. Jednym zdaniem: współczesne
rządy mimo zachowania pewnej części swych tradycyjnie chrześcijańskich
przyzwyczajeń, dają wiele wolności złu, nierzadko represjonując przy tym
dobro. Przypominają one więc ojca, który od niekarania grzechów swych
synów przeszedł do wymierzania chłosty za ich cnotliwe uczynki.
Tytułem uzupełnienia,
warto dodać, że choć w podanych wyżej przykładach, mimo czasami ich
szokującej natury, bardzo łatwo było wskazać, które zachowanie nie
narusza czyjeś wolności, a więc zgodnie z konsekwentnie liberalnym
poglądem powinno być bezkarne i legalne, nie zawsze jest to tak
bezproblemowe. Jednym z przykładów trudności w określaniu co jest, a co
już nie jest, pogwałceniem czyjejś wolności,
może być kwestia obscenicznych demonstracji. Każda osoba uważająca się
za libertarianina, z pewnością uzna, iż
propaganda np. homoseksualizmu winna być bezkarna, póki jest prowadzona w
sposób nie narażający ludzi, którzy sobie tego nie życzą, na styczność z
tego rodzaju promocją. W
libertariańskiej perspektywie jest więc bezdyskusyjne, iż promowanie
homoseksualizmu może się legalnie odbywać w klubach, kinach, etc. Są to
bowiem lokale, do których nikt nie jest przymuszany uczęszczać. Czy
jednak władze cywilne winny zezwalać na parady homoseksualistów
odbywające się na ulicach miast? Co wówczas z wolnością osób, które nie
chcą na nie patrzeć? Czy nie będą one przymuszone do styczności z czymś,
z czym kontaktu mieć nie chcą? Tego rodzaju zastrzeżenia
względem legalności homoseksualnych manifestacji są wysuwane ze strony
tzw. konserwatywnych liberałów, głównie tych skupionych wokół Unii
Polityki Realnej i „Nowej Prawicy” Janusza Korwina Mikke.
Większość libertarian
zdecydowanie jednak odrzuca tego rodzaju obiekcje, argumentując, iż
także w przypadku ulicznych parad homoseksualistów nikt nie jest
zmuszony się im przyglądać. To prawda, że niemało przechodniów może być
przeciwnikami homoseksualizmu i nie życzy sobie oglądania takich
demonstracji. Czy jednak rzeczywiście muszą oni na nie patrzeć? Mogą po
prostu odwrócić wzrok w innym kierunku, iść dalej i trudno wówczas jest
mówić o przymusie stosowanym
względem kogokolwiek.
Zresztą, gdybyśmy chcieli
na poważnie potraktować zagwarantowanie każdemu prawa do nawet
przypadkowego i sporadycznego nie oglądania rzeczy, które nie
chce on widzieć, to musielibyśmy zakazać wychodzenia na ulicę wszystkim
ludziom. Co z procesjami Bożego Ciała? Przecież ulicami chodzą także
protestanci, dla których są one wyrazem bałwochwalstwa oraz ateiści
widzący w tym zabobon i ciemnotę. Zarówno protestanci jak i ateiści mogą
nie
chcieć patrzeć na tego rodzaju procesje. Czyżby noszenie Hostii po
ulicach należałoby uznać za gwałcenie wolności innowierców i
bezwyznaniowców do
nie patrzenia na takie manifestacje? Z kolei białych rasistów może
drażnić widok Murzynów. Czy w związku z tym należałoby zakazać osobom o
czarnym
kolorze skóry wychodzenia z domu? Przecież widok Murzyna zmusza białego
rasistę do kierowania wzroku w inną stronę, albo przechodzenia na drugą
stronę ulicy.
Widać więc, iż z
konsekwentnie liberalnego punktu widzenia niezwykle trudno by było
uzasadnić zakaz publicznych demonstracji homoseksualistów. Chociaż z
jednej strony niektórzy ludzie napotykający się na nie, rzeczywiście
mogą nie chcieć ich oglądać, z drugiej jednak strony nikogo nie zmusza
się by
patrzył na te demonstracje i poza sporadycznym kontaktem istnieje
przecież możliwość ich ominięcia. Tak zwani konserwatywni liberałowie
kontestując legalność
publicznych parad zboczeńców wykazują w tej sprawie więc więcej
przywiązania do chrześcijaństwa, aniżeli liberalnej konsekwencji.
CZYM LIBERTARIANIZM BYĆ NIE MUSI?
Zanim jednak to uczynię,
zacznę od przyznania racji liberalnie nastawionym chrześcijanom. Z
pewnością formułowane przez kręgi chrześcijańskie zarzuty względem
liberalizmu są nieraz przesadne.
Przesadą jest choćby
stawianie absolutnego znaku równości pomiędzy byciem libertarianinem, a
popieraniem różnych wynaturzeń moralnych. Wbrew temu
popularnemu wyobrażaniu konsekwentnym liberałem może być nie tylko
obyczajowy permisywista, bluźnierca bądź
ateista, ale
również Amisz czy też zachowująca dziewictwo do ślubu żarliwa
chrześcijanka. Sednem libertarianizmu nie jest bowiem nadawanie
przeróżnym grzechom moralnego imprimatur, ale twierdzenie,
iż owe występki winny być wyjęte spod obszaru prawnych represji, zakazów
i kar, póty nie gwałcą one czyjejś wolności. Nie jest więc trudne
wyobrażenie sobie jakiegoś libertarianina jako z jednej strony
chrześcijańskiego kaznodziei grzmiącego przeciw homoseksualizmowi z
ambony, z drugiej zaś uważającego, iż mimo jego osobistej wiary w to, iż
czyn ten stanowi wielki grzech i sromotę, sądzi on jednocześnie, że
piętnowane przez niego moralnie
zjawisko, nie powinno być prawnie zakazywane i karane.
Kontrowersyjne jest tak
że bezwarunkowe utożsamianie nawet skrajnych form liberalizmu z ruchem
na rzecz legalnej aborcji. Konsekwentny liberał, który, zgodnie z
prawdą, widzi w nienarodzonych dzieciach, istoty ludzkie, od razu na
coś takiego odparuje, iż domaganie się bezkarności przerywania ciąży nie
jest żadną liberalizacją, ale przeciwnie stanowi posunięcie wybitnie
antyliberalne. Albowiem postulat ów zasadza się na gwałceniu wolności
zabijanych dzieci, które przecież nikt się o zgodę na "zabieg" nie pyta.
Oczywiście bez trudu
znajdzie się też zwolenników libertarianizmu, którzy będą bronić
legalności aborcji, twierdząc, iż mamy tu do czynienia nie z istotą
ludzką, ale tzw. płodem czy embrionem, a więc nie można utrzymywać, iż
gwałci się wolność
innych ludzi.
Czy
jednak fakt, iż libertarianizm nie musi być tożsamy ze stricte moralnym
przyzwoleniem na zło czy też domaganiem się prawnej legalizacji
aborcji, może spowodować uznanie owego za możliwy do pogodzenia z
tradycyjnym chrześcijaństwem i prawicowością? Odpowiedź na to pytanie,
udzielona zostanie szerzej w II części artykułu.
Mirosław Salwowski
a.me.