Od Dominika Antonowicza otrzymaliśmy artykuł opublikowany pierwotnie w Studiach Socjologicznych, w którym zostały szerzej rozwinięte wątki, które pojawiły się w wywiadzie udzielonym dla naszego portalu http://www.konserwatyzm.pl/artykul/3205/o-kibicach-ustawkach-boksie-i-sportach-walki. Dla ułatwienia lektury artykuł został przez nas podzielony na dwie części i zrezygnowaliśmy z podania wykazu obszernej bibliografii.
Przedmiotem rozważań jest społeczny fenomen kibicowania. Tekst
podejmuje jego analizę przy użyciu paradygmatu pozainstytucjonalnej czy
też niewidzialnej religii Thomasa Luckmanna. Autorzy odnajdują w idei
klubu sportowego, jego barwach, godle oraz tradycji ponowoczesną formę
świętości, wokół której gromadzą się liczni wyznawcy – kibice. Celem
artykułu jest (a) przedstawienie kibiców jako grupy niewidzialnej
religii, która jednocześnie dowodzi przemianom w formach religijności i
realokacji sacrum poza tradycyjne struktury kościelne oraz (b) dokonanie
typologii kibiców na podstawie stopnia i formy ich zaangażowania we
wspólnotę niewidzialnej religii. Przyjęcie perspektywy religijnej pomaga
w zrozumieniu społecznego zjawiska kibicowania, a także analizie
kierunku zmian, jakim ulega w wyniku postępującej komercjalizacji
sportu.
Główne pojęcia: kibice, niewidzialna religia, sport, ponowoczesność, Luckmann.
Społeczne zjawisko kibicowania (ang. fandom) jest integralną częścią
sportu do tego stopnia, że w zasadzie trudno współcześnie wyobrazić
sobie sportową rywalizację bez oglądających ją kibiców. Fizyczna
rywalizacja istniała od czasów starożytnych, jednakże aż do XIX wieku
miała głównie charakter indywidualny. Od zapaśników w starożytnej
Grecji, poprzez rzymskich gladiatorów czy średniowiecznych rycerzy
rywalizacja definiowana była jako walka dwojga ludzi (mężczyzn) o
zwycięstwo. Przyjmowała ona formułę jarmarcznej rozrywki, gromadząc
lokalną publiczność, spragnionych sensacji gapiów, którzy z ciekawości,
aczkolwiek bez znaczącego identyfikowania się z uczestnikami,
obserwowali sportową rywalizację. Było to swego rodzaju objazdowe
przedstawienie i nie ma dowodów, żeby publiczność w jakiś szczególny
sposób utożsamiała się z bohaterami fizycznych zmagań, czy wykazywała
zainteresowanie ich losami poza areną występów. Były to raczej odświętne
wydarzenia o charakterze odpustowych jarmarków, których głównym
zadaniem było zapewnienie taniej rozrywki licznie zgromadzonej
publiczności. W tym aspekcie przełomowym okazało się powstanie gier
zespołowych (początkowo opartych na drużynach uniwersyteckich),
organizacja regularnych rozgrywek, a przede wszystkim rozwój piłki
nożnej. W wymiarze instytucjonalnym towarzyszyły temu narodziny klubów
sportowych, lokalnych stowarzyszeń, które nadały sportowej rywalizacji
zupełnie nowy, transcendentny wymiar. O ile w dobie przedklubowej
zjawisko kibicowania było mocno spersonifikowane, oparte na okazjonalnym
kulcie herosów, a przede wszystkim ograniczone w czasie, o tyle
pojawienie się klubów sportowych nadało kibicowaniu abstrakcyjny i
ponadczasowy wymiar. Sport jest jednak fenomenem ery nowożytnej,
podobnie jak towarzyszące mu zjawisko kibicowania, które znacząco
wykracza poza zwykłe zainteresowanie widzów sportową rywalizacją,
tworząc emocjonalną więź wokół abstrakcyjnej i transcendentnej idei
klubu sportowego. Dopingując jednego zawodnika, można było zachwycać się
jego siłą, sprawnością czy szybkością, ale ramy czasowe tego były
jednak ograniczone do czasu trwania zawodniczej kariery. Nawet jeśli
wybitna jednostka zdołała skupić wokół siebie grupę oddanej
publiczności, dezintegrowała się ona wraz z końcem kariery bohatera.
Tymczasem powstanie klubów sportowych zasadniczo odmieniło charakter
zjawiska kibicowania, gdyż klub z natury jest instytucją długo trwającą,
jeśli nie bytem ponadczasowym. Mimo nieustającej rotacji zawodników,
trenerów i działaczy tworzy się pewna metafizyczna przestrzeń, wokół
której skupiają się kibice.
Historia badań społeczności kibiców i społecznego zjawiska kibicowania
sięga połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy chuligańskie
wybryki na angielskich stadionach stały się zjawiskiem na tyle
powszechnym i poważnym, że zaczęły zagrażać bezpieczeństwu publicznemu.
Ich fenomen wzbudzał zainteresowanie badawcze głównie ze względu na
agresywne formy zachowania, stąd większość dotychczasowego dorobku
naukowego poświęcona
została analizie zjawiska stadionowego chuligaństwa (np. Harrington
1968; Taylor 1971; Giulianottiego 1993, 1995; Dunning, Murphy, Williams
1986, 1989; King 1999). Dotychczasowy stan badań jest wprawdzie bogaty i
ma charakter interdyscyplinarny, ale podejmowane próby konceptualizacji
społecznego zjawiska kibicowania przebiegały wedle pewnych schematów.
Po pierwsze (1), bardzo dużo uwagi poświęcono zjawisku stadionowego
chuligaństwa, które choć spektakularne, znajduje się na jego marginesie.
Po drugie (2), w większości badań skupiono się na opisie i
systematyzacji społecznego świata kibiców, nie podejmując próby
zrozumienia tego fenomenu. Po trzecie (3) wreszcie, badania nad kibicami
zostały zdominowane przez analizy zachowań brytyjskich kibiców piłki
nożnej, którzy nie są przecież reprezentatywną grupą dla całej
zbiorowości.
W polskiej literaturze przedmiotu również można zaobserwować dominację
nurtu badań nad zachowaniami chuligańskimi, ale na tle badań
brytyjskich, niemieckich, holenderskich czy włoskich dorobek polskiej
nauki jest w tym zakresie skromny. Warto w tym kontekście przywołać
pionierskie prace Radosława Kowalskiego Potomkowie Hooligana –
Szalikowcy: społeczno-kulturowe źródła agresji widowisk sportowych
(2002) oraz Przemysława Piotrowskiego Szalikowcy: o zachowaniach
dewiacyjnych kibiców sportowych (2000) czy artykuły Stanisława Wanata
(1993), Tomasza Sahaja (np. 2001, 2003). Pewien przełom w studiach nad
kibicami nastąpił dopiero wraz z publikacją książek Jerzego Dudały
Fani-chuligani. Rzecz o polskich kibolach (2004), a przede wszystkim
pracy Tomasza Sahaja Fani futbolowi. Historyczno-społeczne studium
zjawiska (2007). Tymczasem kibicowanie stanowi zbyt poważny fenomen, aby
socjologia mogła zadowalać się jedynie fragmentarycznymi wyjaśnieniami
ubocznych jego efektów (stadionowego chuligaństwa, fenomenu popularności
Adama Małysza czy Roberta Kubicy), albo – co gorsza – mogła pozostawać
wobec niego całkowicie obojętną, traktując go trochę po macoszemu. Jest
ono nie tylko istotne w wymiarze społecznym, ale również fascynujące w
sensie badawczym. Otoczone murem niezrozumienia tworzy trudnodostępną
enklawę magicznego świata, której nie sposób ująć w dominujący schemat
kategorii poznawczych, a co czyni z niego jeden z bastionów
nieracjonalności, broniących się przed globalnymi trendami
modernizacyjnymi. Większość dotychczasowych analiz zjawiska kibicowania
skupiała się na jego zewnętrznym opisie oraz próbach systematyzacji
zachowań kibiców. Niniejsze studium (przyp. Badania nad kibicami
holenderskimi były możliwe dzięki programowi stypendialnemu Fundacji na
rzecz Nauki Polskiej „Kolumb”.) mniejsze, jest sprawą wewnętrzną, a
niekiedy wręcz intymną.podejmuje próbę zrozumienia społecznego świata
kibiców korzystając z metafory religijnej, wychodzącej poza klasyczne
schematy rozważań nad zjawiskiem kibicowania za pomocą współczynnika
humanistycznego, czyli takiej właściwości badanego zjawiska, dzięki
której „przedmioty teoretycznej refleksji są […] już przedmiotami komuś
danymi w doświadczeniu, lub czyimiś świadomymi czynnościami” (Znaniecki
1988: 25). Wszystko to po to, aby wykroczyć poza utarte schematy analizy
„z zewnątrz” i zaproponować użycie paradygmatu socjologii
humanistycznej. Staje ona w opozycji do pozytywistycznej perspektywy,
która nie dość, że spłycała zjawisko kibicowania do aspektów
zewnętrznych (obserwowalnych z oddali), to jeszcze ograniczała
zbiorowość kibiców wyłącznie do osób demonstrujących swoją
„kibicowatość”, pomijając tych, których zaangażowanie, choć nie
W tekście następuje odwołanie do metafory religii, która w polskim
kontekście wywołuje jednoznaczne skojarzenia z liturgią i religijnością w
Kościele rzymskokatolickim. Nie jest to zabieg przypadkowy, gdyż
metafory służą do porządkowania świata oraz – poprzez odwołania do
wspólnej wiedzy – umożliwiają również lepsze poznanie jego złożoności.
Naszym przewodnikiem w socjologicznej podróży po świecie kibiców będzie
koncepcja niewidzialnej religii Thomasa Luckmanna (1996), sformułowana w
przełomowej dla badań nad religią książce The Invisible Religion.
Nawiązując do wcześniejszych prac takich klasyków jak Emile Durkheim czy
Max Weber, Luckmann zaproponował bardzo szeroką definicję pojęcia
religia, usiłując zawrzeć w niej możliwie „najszersze spektrum treści
wierzeń i społecznych form, które wypełniają funkcje »religijne«”
(Luckmann 1996: 13) i odchodząc tym samym od jej wąskiego,
instytucjonalnego, niekiedy nawet kościelnego rozumienia. W
„neoklasycznej” koncepcji religii jest również miejsce dla kibiców jako
grupy niewidzialnej religii, zjednoczonej kultem czystej, pięknej,
nieskazitelnej, a przede wszystkim świętej idei klubu. Ta ostatnia –
nawiązując do frazeologii Luckmanna – staje się transcendentnym wyrazem
świętego kosmosu, tworzącym „społecznie zobiektywizowane systemy
znaczeniowe, które odnoszą się z jednej strony do świata życia
codziennego, a z drugiej do świata, który jest doświadczany jako
transcendendujący życie codzienne” (Luckmann 1996: 77). Doskonałą
ilustracją tego sakralnego wymiaru klubu jest Frantisek Fikes – bohater
filmu Jana Hřebejka „Na złamanie karku” (przyp. „Na złamanie karku”
czeski film w reżyserii Jana Hřebejka, rok produkcji 2004, premiera w
Polsce – 2007.) – zagorzały kibic Sparty Praga. Jego oddanie jest tak
wielkie, że w mieszkaniu stworzył swoisty ołtarzyk (dosłownie i w
przenośni) ku czci swojego klubu i przed każdym meczem klękał przed nim,
aby wznosić modły o wygraną dla swojego klubu. Luckmann formułował
własne koncepcje w opozycji do dominującego do połowy lat
siedemdziesiątych poglądu o rosnącej sekularyzacji społeczeństw
przemysłowych oraz zaniku zjawiska sacrum jako efektu procesów
modernizacyjnych. Według niego okres sekularyzacji był przeszłością, a w
jego miejsce nastała epoka „ponownego zaczarowywania” czy „religii
postmodernistycznej”, w której sacrum nie tyle znika, ile przemieszcza
się w społecznej rzeczywistości, wykraczając poza sferę zdominowaną
przez wielkie zinstytucjonalizowane religie, czy mówiąc szerzej wymyka
się spoza panowania organizacji religijnych. Władysław Piwowarski (1996:
175) określa ten trend społeczny mianem „przejścia od obiektywnego do
subiektywnego światopoglądu, od wierności do niewierności wobec
instytucji religijnych, od wierzeń do wiary, a ostatecznie przejście do
prywatnej religijności rozmaicie rozumianej przez socjologów, np. jako
»religijność pozainstytucjonalna«, »religijność niewidzialna«,
»religijność anonimowa«”. Według Luckmanna (1996: 9–10) święty kosmos
ulega społecznej obiektywizacji w procesie uzewnętrzniania subiektywnych
doświadczeń, których internalizacja stanowi istotny element
socjalizacji do religijnej wspólnoty. Dla niego człowiek transcenduje
swoją biologiczną naturę i w ten sposób dopiero staje się człowiekiem, a
religia jest niczym więcej niż tylko kompleksem wyobrażeń zaświatów,
aktualizowanym w procesie uspołecznienia, w obiektywizacji subiektywnych
doświadczeń. Proces ten ma jednak charakter indywidualny i subiektywny,
a jego uwieńczeniem jest (często nie w pełni uświadomione) poczucie
przynależności do społeczności kibicowskiej skupionej wokół świętych
barw, tradycji i klubowego godła. To one stają się materialnym surogatem
transcendentnej mocy klubu, a jednocześnie jego symboliczną obecnością w
życiu codziennym. Wyrazem ich sakralności jest kibicowski stosunek do
flag, szalików, czapek, koszulek w barwach klubowych, ale również treści
transparentów wywieszane przez kibiców w formie swoistego credo: „Bóg,
Honor, Apator”, „Dla was to tylko kolory, a dla nas to całe życie”,
„Wiara, która przetrwała – Zagłębie”, „Raków – The Religion”,
„Przenajświętszy Falubaz”. Analogicznie do instytucjonalnych religii,
określanych również mianem kościelnych, zbiorowość wierzących jest
liczna, a więc i wewnętrznie zróżnicowana, a łączy ją wiara w
symboliczną wartość substancji materialnych (szalik klubowy, flaga,
koszulka itd.), niematerialnych
(hymn, tradycja, legendy klubowe, wspólna historia) oraz uczestnictwo w
kulturze normatywnej – przestrzeganie świętych norm obowiązujących w
religijnej grupie kibiców. Wartość symboliczna liturgicznych narzędzi
jest dla kibiców ogromna i niekiedy przekracza wartość ludzkiego życia,
czego najlepszym dowodem są udokumentowane przypadki osób, które
straciły życie bądź zdrowie w obronie „barw klubowych”. W społecznym
świecie kibiców zostają wyniesieni do roli męczenników, a złożona przez
nich ofiara daje im nieśmiertelność według zasady ten żyje, kto trwa w
pamięci żywych. Przykładem kibiców-męczenników jest 96 sympatyków
Liverpool, którzy zginęli na Hillsborough Stadium w Sheffield w 1989
roku, podczas półfinałowego meczu w Pucharze Anglii. Tablica z
nazwiskami ofiar została wmurowana przy głównym wejściu na Anfield Road,
a klub i kibice w sposób szczególny wspominają ich każdego roku w
rocznicę tragedii (15 kwietnia). Na polskich stadionach również
celebruje się kibiców-męczenników, demonstrując ich podobizny,
pseudonimy na wielkich płótnach, oddając im cześć oraz publicznie
gloryfikując ich bohaterską postawę.
Namacalna obecność świętego kosmosu w życiu codziennym jest widoczna
również w symbolicznej wojnie, toczonej między kibicami konkurencyjnych
klubów, czyli grup religijnych. Jest to przede wszystkim konfrontacja
symboliczna, gdzie ostentacyjnie dokonuje się profanacji obcych
świętości – to znaczy palenia, deptania szalików, barw czy koszulek,
plucia na nie, a także wywieszenia zdobytych flag do góry nogami. To
celowe działania zmierzające do profanacji świętych elementów innych
grup religijnych, służące demonstrowaniu wyższości i ziemskiej dominacji
„naszego” świętego kosmosu. Nie miałyby one sensu, gdyby nie wiara w
symboliczną moc barw klubowych czy herbu. Akt publicznej profanacji
symbolizuje pogardę dla tego, co inni uważają za święte, to wyraz
największej z możliwych form upokorzenia konkurencyjnej grupy
religijnej. Przemoc symboliczna jest częstym zjawiskiem na stadionach, a
jej skrajnym przejawem jest dokonywanie rytualnego niszczenia obcych
„świętości” w obecności członków innej grupy religijnej. Ich bierność i
niemoc ma dodatkowo wzmacniać siłę upokorzenia. Wojny między kibicami
mają miejsce bowiem głównie w sferze symboli, a fizyczna przemoc pojawia
się rzadko, jedynie w sytuacjach skrajnych i zachodzi między grupami,
które często wykorzystują religijną nadbudowę do realizacji własnych
celów, niekiedy nawet przestępczych. Dotyczy to zarówno propagowania
ideologii politycznych, jak również wspierania inicjatyw bardziej
partykularnych, często o charakterze kryminalnym. Potwierdza to stały
element stadionowych pejzaży w postaci transparentów o treści
„pozdrowienia do więzienia”, które mają symbolizować solidarność z
kibicami przebywającymi w zakładach odosobnienia. W sferze stadionowej
ideologii to wyraz empatii z tymi, którzy łamiąc prawo bronili
świętości, ale w sferze realnej „kibicowska nadbudowa” stanowi jedynie
fasadę działań o zupełnie innym charakterze. Przykładów takich praktyk
jest wiele, co potwierdza choćby historia Marka B. ps. „Bizon”,
sympatyka Motoru Lublin, który w czerwcu 2006 roku uczestniczył w bójce
pod dyskoteką, w wyniku której zmarł 20-letni student. Po tych
wydarzeniach „Bizon” ukrywał się, otrzymał jednak mentalne wsparcie od
kibiców Motoru, którzy wywiesili gigantycznych rozmiarów transparent
„Bizon, jesteśmy
z tobą”. Społeczność kibiców nie jest jednak wyjątkiem, bowiem wiele
nowych ruchów religijnych stało się przykrywkami do prowadzenia
działalności o charakterze politycznym, biznesowym czy przestępczym.
Nawet obecnie, w ramach tak zwanego kościoła instytucjonalnego, działa
mnóstwo organizacji (Stella Maris, Lux Veritatis), które wykorzystują
wiarę dla załatwienia „ziemskich” przedsięwzięć .
Świętość czasu i miejsca
Obecność świętego kosmosu w życiu codziennym nie jest związana wyłącznie
z kultem przedmiotów sakralnych. Religijny charakter kibicowania wyraża
się niemal w każdym aspekcie tego społecznego fenomenu, obecność logiki
świętego kosmosu w życiu codziennym nie ogranicza się bynajmniej do
meczu i nie zamyka terytorialnie w świątynnym obszarze stadionu.
Transcendentny świat kibiców wytycza linię demarkacyjną między sacrum i
profanum, wyznacza również swoisty porządek czasu na wzór liturgicznego
kalendarza. Pojęcie sacrum i profanum wprowadził do dyskursu naukowego
Emile Durkheim, definiując wszystko co święte, w opozycji do wszystkiego
co
świeckie (Durkheim 1990: 32). Co niezwykle istotne, ową świętość i
świeckość musimy rozpatrywać zawsze we wzajemnej relacji, a zakres
świętości „jest nieskończenie zmienny, zależny od religii”. Innymi
słowy, sacrum bądź profanum nie przynależą do rzeczy per se, ale są
zawsze społecznie definiowalne. Rozróżnienie tych dwóch sfer jest
zasadniczo ostre, nie sposób być jednocześnie elementem obu tych
światów, ale podział ten osadzony jest w subiektywnym postrzeganiu
rzeczywistości. Sfera sacrum jest, ujmując rzecz hierarchicznie (tamże,
s. 32–33), porządkiem ważniejszym niż profanum, czyli uosobienie życia
codziennego, ziemskiego, niedoskonałego. Zatem
rzeczy święte to wszystko to, co społecznie traktowane jest jako element porządku ponadczłowieczego.
Czas odmierzany przez kibiców odbiega od kalendarza administracyjnego, a
tworzy go cykl prowadzenia sportowych rozgrywek, określany mianem
sezonów. W wielu dyscyplinach sportowych sezon rozpoczyna się późnym
latem, bądź wczesną jesienią (sierpień–październik), a kończy się późną
wiosną (maj–czerwiec), czyli trwa zupełnie niezależnie od roku
kalendarzowego. Rozpoczęcie i zakończenie sezonu świętuje się w sposób
szczególny, bowiem
dla zbiorowości kibiców (także zawodników, działaczy itd.) jest to
rodzaj święta rozpoczynającego liturgiczny rok. Nie tylko zresztą
kwestie czasu regulowane są przez święty kosmos, wyznacza on również
porządek przestrzenny. Centralnym punktem uspołecznionej religii jest
stadion (hala, lodowisko) – obdarzone przez grupę religijną szczególnym
kultem miejsce spotkań kibiców i rytualnego odprawiania wspólnych
obrzędów ku czci świętej idei klubu. Niektóre z tych świętych miejsc, w
których duch transcendencji miesza się z codziennością, tak jak Anfield –
stadion FC Liverpool, Stanford Bridge zespołu Chelsea czy też Nou Camp w
Barcelonie, stały się swoistymi sanktuariami – miejscami owianymi
legendą, budzącymi strach u występujących sportowców oraz ekscytację
wśród kibiców; miejscami, do których pielgrzymują nie tylko gorliwi
wyznawcy danego klubu, ale również rzesze członków
innych niewidzialnych wspólnot religijnych kibiców. Podobnie jak
świątynie, których architektura sprzyja ekspresji, uzewnętrznianiu
indywidualnych doznań, przeżyć, tak stadiony, hale, lodowiska wypełnione
ludźmi sprawiają wrażenie przytłaczających obiektów, z których wyłania
się niesamowita potęga tłumu. Sprzyja to indywidualnej internalizacji
świętego kosmosu, obiektywizacji subiektywnych doznań religijnych,
prowadząc do wytworzenia się atmosfery religijnej ekstazy, która –
mówiąc językiem Le Bona – zaraża tłum (Le Bon 2004). Jednak zgromadzeni
na stadionie kibice nie są tłumem w rozumieniu Le Bona, w pewnych
sytuacjach mogą najwyżej tłum tworzyć. Co do zasady jednak, nie są
bezwiedną, bezkształtną masą, którą każdy może pokierować w dowolnym
kierunku. Zgromadzeni na stadionie kibice to wspólnota religijna,
połączona kultem świętej idei klubu, mająca swoich religijnych
przewodników, czekająca na ich sygnał, podążająca za ich głosem. Tłum
kibiców nie jest ślepy i mimo towarzyszących mu skrajnych emocji nie da
się ponieść każdemu, a nagromadzona siła emocji jest wyraźnie
ukierunkowana na gloryfikację świętego kosmosu. Sportowa publiczność –
mimo licznych podobieństw do tłumu – różni się tym, że doskonale
rozpoznaje hierarchię i na pewno nie da się poprowadzić każdemu, kto
zechce nią pokierować. Wśród kibiców bowiem istnieją jednostki czy nawet
całe grupy powszechnie rozpoznawalne i cieszące się nadzwyczajnym
szacunkiem. Pełnią rolę swoistych kapłanów, o czym świadczy przykład
kibiców jednego z argentyńskich klubów i opis zachowania pozostałych
kibiców, w sytuacji gdy grupa najzagorzalszych kibiców wchodzi na
stadion: „Sektor był już gotowy na przyjęcie hinchadas, czyli
najgorętszych fanatyków! Weszli na stadion zwartą grupą, z wielką pompą,
wraz z rytmem bębnów i innych instrumentów. […] Cały młyn rozstępuje
się wówczas na boki, robiąc im przejście” („To My Kibice Plus” 2008: 7).
Zbiorowość kibiców bardziej przypomina pełne ekstazy zgromadzenie
wiernych podczas religijnych uroczystości, bo wspólnota religijna
kibiców skupiona na stadionie to osoby szukające sposobności
uzewnętrznienia uczuć religijnych, współtworzenia zobiektywizowanych
form religijności, doświadczenia zobiektywizowanych, namacalnych więzi
wspólnotowych, które uzewnętrzniają się głównie podczas rytualnych
obrzędów. Przestrzenne skupienie stwarza poczucie niewiarygodnej, często
wręcz magicznej siły, która sprawia, że uczucie wspólnotowości góruje
nad ludzkim indywiduum, a to co łączy kibiców we wspólnotę, dominuje nad
tym, co różni zbiorowość.
Mecz jako obrzęd liturgiczny
Sportowe wydarzenie jest dla kibiców formą obrzędu liturgicznego,
podczas którego mają oni możliwość społecznej obiektywizacji świętego
kosmosu. Miejsce kibicowskich obrzędów wymaga szczególnego miejsca –
sanktua - rium. Wprawdzie dotychczasowa literatura wiele miejsca
poświęca analogiom sportowych wydarzeń do spektakli teatralnych,
nawiązując zarówno do sportowej rywalizacji w okresie starożytnym, jak i
do współczesnego ujęcia sportu jako zjawiska zmierzającego w kierunku
popkultury, stawiającego coraz większy nacisk na formę przekazu,
rozrywkę, medialność (Morse 2003). Tak zwany modern sport organizowany
jest na potrzeby widzów, zwłaszcza telewizyjnych, tak aby podnieść jego
rynkową atrakcyjność (por. Gwóźdź red. 2003). Medialność – mierzona w
euro lub dolarach – stała się celem samym w sobie, wymuszając niekiedy
zmianę reguł sportowej rywalizacji w niektórych dyscyplinach (tenisie
stołowym, siatkówce, koszykówce). Metafora widowiska sportowego jako
teatru ma jednak istotne ograniczenia. Sprowadza ona udział publiczności
w widowisku sportowym do ważnej (teatr w zasadzie nie istnieje bez
publiczności), ale wyłącznie biernej roli. Tymczasem rozbudowany
społecznie świat kibiców pokazuje, że sprowadzenie kibiców sportowych do
roli teatralnej publiczności nie pozwala zrozumieć osobliwości oraz
irracjonalności ich zachowania. Co najwyżej spektaklem można nazwać
mecze reprezentacji narodowych, konkurs skoków narciarskich, wyścigi
Formuły 1, a przede wszystkim igrzyska olimpijskie, gdzie sportowa
rywalizacja nie posiada wymiaru klubowego. Tam natomiast, gdzie pojawia
się idea klubu i symbolizujące ją barwy – symbole, tam teatralna
inscenizacja zmienia się w liturgiczne obrzędy, a teatralni widzowie w
religijną grupę. Spektakl sportowy posiada wiele istotnych cech
widowiska teatralnego, jednak gdy analizie podda się kibiców –
integralny element sportowego widowiska, wówczas stosowanie tej metafory
okaże się nietrafne. Publiczność teatralna to w gruncie rzeczy
bezimienna, bezkształtna i w dużej mierze przypadkowa zbiorowość
połączona pragnieniem obcowania ze sztuką, która jednak nie jest w
stanie wytworzyć żadnych emocjonalnych więzi. W tym sensie różni się od
kibiców, których na stadion przyprowadziła nie tyle miłość do sportu
jako takiego, ile przede wszystkim miłość do własnego klubu, głębokie
poczucie identyfikacji. Nawet najzagorzalszy sympatyk sztuki teatralnej
po kilku kiepsko zagranych spektaklach w swoim ulubionym teatrze
najprawdopodobniej zrezygnuje z pójścia na następny. Uzna to najpewniej
za stratę czasu, gdyż jest miłośnikiem dobrego warsztatu aktorskiego,
kunsztu reżysera i ciekawych scenariuszy. Kibice – szczególnie
najwierniejsi – postępują całkowicie odmiennie. Obecni są ciałem i
duchem bez względu na poziom widowiska, bez względu na poziom sportowej
rywalizacji, nieważne jest dla nich, czy klub gra w I czy w IV lidze,
bowiem wierność i lojalność to jedne z największych wartości kibiców.
Emocjonalne uczestnictwo w sportowych wydarzeniach nie musi zresztą
oznaczać konieczności fizycznej obecności, bowiem niepowtarzalny rodzaj
empatii jednoczy ludzi i buduje magiczne poczucie wspólnoty również w
sensie wirtualnym. Na dowód tego wystarczy przypomnieć rozsianych po
wszystkich kontynentach kibiców polskich klubów, którzy niezależnie od
pory dnia/nocy śledzą wyniki swoich drużyn, głęboko przeżywają ich
wzloty oraz upadki. Dlatego wydarzenia sportowe – głównie te o
charakterze klubowym – bardziej przypominają publiczną, zbiorową formą
kultu religijnego, odbywającą się wedle określonych zasad, aniżeli
udział w spektaklu teatralnym.
Sam mecz jest wydarzeniem niecodziennym, podczas którego zanika
konwencjonalne poczucie miejsca i czasu. Sportowe zawody wprowadzają
nową, unikalną czasoprzestrzenną logikę. Podczas trwania meczu
konwencjonalny czas staje w miejscu, a wszyscy uczestnicy spektaklu
adaptują się do czasu meczowego. Stadiony, hale czy lodowiska
przeistaczają się w miejsca, gdzie odmierzanie czasu jest bardzo ważne,
ale zyskuje specyficzny rytm – czas dzieli się na sety, kwarty, tercje
czy nawet biegi, następuje zjawisko dylatacji czasu. W koszykówce czy w
hokeju na lodzie występuje nawet fenomenalne zjawisko zatrzymywania
czasu, które w świecie rzeczywistym w ogóle nie istnieje (por. Heinemann
1989). Wszystko to sprzyja kształtowaniu się nowego (choć
krótkotrwałego) magicznego porządku, którego głównym wymiarem jest
zacieranie tradycyjnych ról społeczno-zawodowych. Można powiedzieć, że w
pewnym sensie relacje i zależności świata zewnętrznego ulegają
czasowemu zawieszeniu, zanika tradycyjny hierarchiczny porządek, a w
jego miejsce tworzy się egalitarna wspólnota. Możliwość przeżywania
emocji w tym samym miejscu i czasie powoduje, że z obcej i dalece
anonimowej zbiorowości kibice stają się duchową jednością, symbolicznie
podtrzymywaną poprzez jednakowy ubiór, wspólny śpiew itd. Podczas meczu
kibice tworzą mityczną (krótkotrwałą) jedność. Stadion – obok świątyń –
staje się wyjątkowym miejscem, gdzie ujawnia się niekwestionowany prymat
kolektywu nad jednostką, które wiąże się z magicznym poczuciem
wspólnoty, unikatowym w zatomizowanym, zmaterializowanym i skrajnie
indywidualistycznym świecie. Kibice często podejmują przy tym działania
związane z obroną świętych miejsc, takich jak stadion.
Widzialna magia niewidzialnej religii
Niewidzialna religia posiada nadprzyrodzoną moc nadawania sensu
ziemskiemu życiu, a uczestnictwo we wspólnocie kibiców doskonale służy
jako forma społecznej inkluzji. Wiara w klub, podobnie jak w wiara w
siłę transcendentną, może mieć ogromną moc oddziaływania, może – w
sensie metaforycznym – działać cuda. Fenomen kibicowania najdokładniej
oddaje dopiero analiza studium przypadku osób, dla których stało się ono
treścią życia, nadało mu całkowicie nowy sens. Tylko wiara w
transcendentną siłę może pokonać cierpienie związane z kalectwem, a
udział w praktykach religijnych stwarza możliwość doznań natury
ekstatycznej i (przynajmniej temporalnie) wyjścia poza zamknięty świat
ludzkich ograniczeń. Kibicowanie jest w dużej mierze zjawiskiem natury
psychologicznej, prywatną religią, której społeczna moc jest jednak
porównywalna do wierzeń w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Marcin
Kaczorowski, niewidomy kibic łódzkiego Widzewa – który przez lata (mimo
niepełnosprawności) dojeżdżał na mecze swojej drużyny aż z Suwałk – w
ten oto sposób opisuje własne przeżycie związane z kibicowaniem: czuję
się Widzewiakiem. Uwielbiam śpiew kibiców. Cudowna jest atmosfera na
widzewskim stadionie [...]. Fenomen zjawiska kibicowania jest
niewytłumaczalny w kategoriach racjonalnych, co udowadnia przykład
wspomnianego powyżej Marcina, który o źródłach swego kibicowaniu mówi w
sposób bardzo bezpośredni [...] bo kocham Widzew [...]. Znamienne i
mistyczne są jednak jego inne słowa, odnoszące się do niewidzialnej
wiary Marcina jako osoby niewidomej. Tak naprawdę to ja widzę, widzę
więcej niżby komukolwiek mogło się wydawać. Widzę sercem i w snach. Nie
ma nocy, żeby coś mi się nie przyśniło. Wtedy widzę Widzew. Można je
uznać jako odważną, a jednocześnie niezwykle wymowną deklarację wiary
(Jóźwiak 2001; Derdzikowski i Wiewiórski 2008).
Na przykładzie kibiców zmagających się z fizyczną niepełnosprawnością,
mających często trudności z normalnym funkcjonowaniem w społeczeństwie,
widać jak bardzo ważną rolę odgrywa uczestnictwo we wspólnocie kibiców.
Rola tej wspólnoty bardzo przypomina wspólnotę religijną. Dla wspólnoty –
zjednoczonej kultem drużyny – niepełnosprawność nie jest przeszkodą,
przeciwnie, oparta na silnych więziach zbiorowość nie tylko akceptuje,
ale również wspiera swoich członków. Dotyczy to przede wszystkim pomocy w
uczestnictwie w praktykach religijnych – wyjazdach na mecze,
spotkaniach kibiców, ale często przenosi się też na inne obszary.
Zakorzeniona we wspólnocie uczuć i wartości zbiorowość kibiców sprzyja
powstawaniu silnych emocjonalnych więzi, a tym samym ułatwia osobom
społecznie, ekonomicznie czy fizycznie niepełnosprawnym pełne
uczestnictwo w życiu społecznym. Dla wielu ludzi społecznie,
ekonomicznie czy fizycznie upośledzonych wspólnota o charakterze
religijnym jest miejscem, gdzie mogą nawiązać trwałe więzi społeczne,
zostać dostrzeżonym i zaakceptowanym takimi, jakimi są, a przede
wszystkim mogą poczuć się pełnoprawnymi członami wspólnoty. Aktywność we
wspólnocie kibiców staje się dla nich nie tylko okazją zbliżenia do
sacrum, ale również formą osobistego spełnienia. „Adam [Kujawa], mimo że
zmaga się z ciężką chorobą, znalazł w sobie dość siły by rozkręcić
gliwicki fanklub Ruchu [Chorzów] […] Nie mamy tam łatwego życia, bo
przecież wiadomo, że Gliwice to nie jest niebieskie miasto. Z jednej
strony kibic Piasta [Gliwice], z drugiej Górnika [Zabrze], ale jakoś
dajemy radę. Stara gwardia się trzyma. Ci ludzie jeżdżą na Ruch od
kilkunastu lat. Mamy własne szale, właśnie przygotowujemy się do
produkcji koszulek” (Todur 2008).
W życiu każdego członka wspólnoty istotny jest moment pierwszego
doznania sacrum. Różne są jego formy. Lektura kibicowskich pamiętników
wskazuje na szczególny charakter pierwszego meczu na stadionie, czasami
pierwszego meczu wyjazdowego, gdy odczuwa się magiczną siłę wspólnoty.
Oto jak jeden z kibiców opisuje swój pierwszy mecz: „Pamiętam swoją
pierwszą wyprawę na mecz, chociaż było to tak dawno, że mam wrażenie,
jakby to były całe wieki. Ale takich rzeczy się nie zapomina. Pamiętam
kasę, obskurną i tandetną. Pamiętam, że bilet kosztował na tamte czasy
śmieszne pieniądze, zwłaszcza, że korzystałem z dobrodziejstwa ulgi.
Pamiętam bilet, świstek papieru jakości niewiele lepszej od papieru
toaletowego, z obowiązkową pieczątką z ceną i przeciwnikiem. Mam go do
dziś i traktuję z szacunkiem należnym relikwii” („To my kibice” nr 11
(74) listopad 2007, s. 54). Bardzo często jest tak, że na pierwszy mecz
zabieranym jest się przez kogoś z rodziny: ojca, dziadka, wuja bądź
najbliższych kolegów. Socjalizacja religijna następuje w ramach grup
pierwotnych, to one w swoisty sposób przekazują podstawy doktryny. Tak
relacjonuje to czterdziestoośmioletni kibic angielskiego zespołu
Milwall, z którym rozmawiał Danny Dyer3: Na pierwszy mecz zabrał mnie
ojciec. Potem kibicowałem klubowi – to była religia – i wciąż jest.
(„Wojny na stadionach – odcinek Anglia”). Może to jednak być także spot -
kanie człowieka głęboko wierzącego, a w zasadzie jego osobiste
świadectwo wiary. Adam Kujawa „[…] gdy miał 13 lat, trafił do ośrodka
rehabilitacyjnego w Mikołowie, gdzie skierowano go, aby nauczył się żyć w
świecie pełnym barier, a zakochał się w Ruchu. Właśnie tam poznał
„Żabę”, starego kibica niebieskich – bez ręki, z potrzaskanym
kręgosłupem, ale niebieskim sercem” (Todur 2008: 7). Taka radykalna
przemiana duchowa wiążąca się z doświadczeniem sacrum na trwale odciska
piętno na biografii każdego kibica. To wewnętrzna rewolucja empirycznej i
psy chologicznej osobowości człowieka (rozumu, woli, uczuciowości, a
nawet podświadomości) wokół duchowego centrum, to wydarzenie
metafizyczne, ale również antropologiczne, które obejmuje całego
człowieka, gdyż w procesie nawrócenia staje się on kimś innym. Dla wielu
są to wręcz „nowe narodziny”, których konsekwencją jest poczucie
empatii i przynależności do wielkiej wspólnoty religijnej. 3 Wojny na
stadionach (The Real Football Factories International) to cykl
dokumentalnych filmów, wyprodukowanych przez Discovery Channel).
Kibice reprezentacji
Osobnym aspektem kibicowania są spotkania reprezentacji narodowej. W
środowisku fanów reprezentacja narodowa pełni bardzo ważną rolę, ale nie
jest przedmiotem kultu takim jak klub. Kibicowanie reprezentacji wynika
z poczucia przynależności do wspólnoty narodowej i przez to odwołuje
się do zupełniej innej sfery, do sfery uczuć patriotycznych. W tym
sensie świętość barw, poczucie wspólnoty wynika z kulturowego
dziedzictwa, wspólnej historii oraz tradycji. Sport stwarza jedynie
sposobność do symbolicznego wyrażania dumy narodowej, jest przy tym
jedną z wielu takich sposobności. Podczas meczów międzypaństwowych
pojawia się symbolika narodowa w postaci hymnu, flagi i godła. Rozgrywki
sportowe stały się w okresie powojennym płaszczyzną rywalizacji między
państwami, a sukcesy na arenie sportowej stały się częścią polityki
globalnej. Punktem kulminacyjnym są wielkie imprezy międzynarodowe, jak
mistrzostwa Europy, świata oraz igrzyska olimpijskie, które pod względem
rozgłosu są globalnymi spektaklami medialnymi. Stają się centrum
zainteresowania niemal wszystkich, zwłaszcza gdy reprezentacja narodowa
odnosi w nich sukcesy. To potrzeba sukcesu, nie zaś sportowa rywalizacja
gromadzi miliony ludzi przed telewizorami. Świadczy o tym popularność i
oglądalność meczów reprezentacji piłki ręcznej podczas Mistrzostw
Świata w Chorwacji w 2009 roku, która początkowo wynosiła kilkaset
tysięcy, by na koniec turnieju osiągnąć ponad pięć milionów. Kibicowanie
w trakcie wielkich imprez sportowych, których popularność to wypadkowa
szans na sukces, patriotyzmu, mody i efekt działania „przemysłu”
marketingowego, a wypisywanie na flagach narodowych nazw firm i
produktów, łączenie patriotyzmu z piciem określonej marki piwa stanowi
najlepszy obraz tego rodzaju przedsięwzięć. Wprowadzając koncepcję
kibiców jako wspólnoty religijnej odnosimy się do grupy ludzi, których
łączy poczucie wspólnoty oraz wiara w jej sakralny wymiar. Przynależność
do klubowej grupy religijnej niewiele ma wspólnego z kibicowaniem
reprezentacji, bowiem kibice reprezentacji nie tworzą żadnej nowej
wspólnoty, przeciwnie, odzwierciedlają przynależność do wspólnoty
politycznej (niezależnie od zainteresowania sportem), a wydarzenia
sportowe pozwalają im to jedynie zamanifestować. Kibicowanie klubowi nie
stoi w sprzeczności ze wspieraniem reprezentacji, ale – jak już
wcześniej zaznaczyliśmy – odwołuje się do zupełnie odmiennych uczuć i
wspólnoty politycznej. Trudno jest definiować kibiców reprezentacji
mianem wspólnoty religijnej, skoro mecze narodowej reprezentacji
angażują emocjonalnie nie tylko kibiców sportowych, ale również miliony
ludzi, których sport w zasadzie nie interesuje. Nie zmienia to faktu, że
kibice reprezentacji często są członkami klubowych wspólnot o
charakterze religijnym, tylko na czas meczów reprezentacji ich religijna
przynależność jest „zawieszana” i skromniej eksponowana. W praktyce
oznacza to wywieszanie na meczach międzypaństwowych flag narodowych z
nadrukami nazw klubów. Kibicowanie reprezentacji można zatem traktować
jako pochodną przynależności do wspólnoty narodowej, nie zaś jej
fundament, jak to się dzieje w przypadku przynależności do klubowej
wspólnoty kibiców4.
Relacje pomiędzy wspieraniem reprezentacji i kibicowaniem klubowi nie
mają jednak charakteru wyłącznie akademickiej debaty i tylko pozornie
przynależność do obu grup wydaje się bezkolizyjna. Przeciwnie, coraz
częstszym zjawiskiem we współczesnym sporcie jest konflikt wewnętrzny
pomiędzy poczuciem przynależności do wspólnoty klubowej a członkostwem
we wspólnocie politycznej. Naród tworzy bardziej trwałą wspólnotę
polityczną aniżeli wspólnota klubowych kibiców. Socjalizacja polityczna
jest silniejsza, wieloaspektowa, a uczucia patriotyczne buduje się od
dzieciństwa nie tylko w środowisku domowym, ale również poprzez
instytucjonalnie rozbudowany system edukacyjno-wychowawczy. Prymat
tożsamości narodowej nad przynależnością do wspólnoty kibiców zdaje się
być oczywistym i widoczny jest w sportach zespołowych, gdy kibicowanie
ma wymiar dość abstrakcyjny, tak jak abstrakcyjna wydaje się kategoria
narodu. Prymat wspólnoty politycznej nad niewidzialną religią klubową
traci moc, gdy poza rywalizacją drużynową (klubową) odbywa się również
indywidualna, tak jak na przykład w zawodach żużlowych. O ile w
przypadku drużynowych mistrzostw świata poczucie solidarności narodowej
jest bardzo silne, Polacy kibicują Polakom, Anglicy Anglikom itd., o
tyle w przypadku rywalizacji indywidualnej – w której zawodnicy
reprezentują przede wszystkim siebie, a potem dopiero kraj – poczucie
identyfikacji wspólnoty z zawodnikami klubowymi bywa niekiedy
silniejsze, aniżeli poczucie identyfikacji z rodakami. Przykładów tego
typu postaw można przytaczać wiele, np. kibice Unii Leszno w sposób
szczególny wspierają, również w konfrontacji z polskimi żużlowcami,
Australijczyka Leigha Adamsa, ikonę leszczyńskiego klubu, lokalnego
bohatera i symbol wierności klubowym barwom. Kibice z Bydgoszczy z kolei
darzą ogromną sympatią Andreasa Jonssona – szwedzkiego żużlowca, który
zawsze demonstruje silnie więzy z Bydgoszczą (gdzie zresztą mieszka) i
wielokrotnie dają 4 Z drugiej strony – gdyby wziąć przykład ostatnich
mistrzostw Europy w piłce nożnej – to duże grono osób zasiadających na
trybunach była przypadkowe, bowiem (choćby w przypadku meczów
reprezentacji Polski) większość biletów dystrybuowana była w sposób
zakulisowy (poprzez terenowe struktury PZPN) albo trafiła do
związkowych, reprezentacyjnych czy ligowych sponsorów. Udział w meczach
piłkarskiej reprezentacji stał się nobliwym przywilejem dla
najbogatszych lub tych z dobrymi koneksjami. Polska jest skrajnym
przykładem niejasnych reguł w dystrybucji biletów, ale podobne
mechanizmy funkcjonują również w innych krajach. temu wyraz, kibicując
mu w rozgrywkach Speedway Grand Prix. Podobnie jest również z
kibicowaniem młodemu Rosjaninowi Emilowi Sajfutdinowowi, który od
początku swojej żużlowej kariery związany jest z Polonią Bydgoszcz i
przez wielu kibiców traktowany jako „swój chłopak”. Nic więc dziwnego,
że w mistrzostwach świata juniorów na żużlu to właśnie jemu – a nie
rywalizującym z nim Polakom – najbardziej kibicowali. W tych przypadkach
bardzo wyraźnie uzewnętrzniła się ogromna siła klubowej wspólnoty
religijnej, która w pewnych sytuacjach może dominować nad poczuciem
solidarności narodowej, zwłaszcza że ta ostatnia nabiera coraz bardziej
umownego charakteru (jednym z polskich żużlowców jeżdżących w cyklu
Speedway Grand Prix jest Norweg z polskim paszportem Rune Holta). Można
jednak przyjąć, że rosnąca umowność „narodowości” członków reprezentacji
(Emanuel Olisadebe, Roger Guereiro, Joseph McNaull) może powodować
pewien dysonans i kwestia jednoczesnego przynależenia do wspólnoty
politycznej i wspólnoty niewidzialnej religii będzie niosła ze sobą
istotne problemy tożsamościowe, których nie da się rozwiązać w prosty
sposób (por. King 2000).
Święty kościół grzesznych ludzi
W dużych wspólnotach religijnych gromadzących dziesiątki tysięcy
kibiców, naturalnie wykształca się grupa przywódców kibicowskich,
pełniąca funkcję duchownych, tłumaczących logikę świętego kosmosu na
prosty język zwykłych ludzi. To oni stoją, a w zasadzie stawiają siebie w
roli strażników zinstytucjonalizowanego „oficjalnego” modelu religii,
który „zawiera przedstawienie świętego kosmosu i definicje procedur
zajmowania się nim, ale również interpretacje roli Kościoła (i ekspertów
religijnych) w relacjach pomiędzy jednostką a kosmosem i innymi
instytucjami społecznymi” (Luckmann 1996: 110). Dla kibiców zawodnicy,
trenerzy są jedynie temporalnym, z natury swej przemijającym,
niedoskonałym oraz grzesznym urzeczywistnieniem świętej, nieskazitelnej i
nieśmiertelnej idei klubu. Jak zauważył Luckmann (1996: 135) w pewnym
sensie Kościół jest mniej lub bardziej „doskonałą” historyczną
artykulacją świętego kosmosu, reprezentującego hierarchię znaczeń w
światopoglądzie. Ich obecność jest niezbędna do odprawiania rytualnych
obrzędów, bowiem to oni dostąpili zaszczytu dźwigania świętego ognia, co
nie uwalnia ich spod silnej kontroli ludu bożego, którego
przedstawiciele dbają o wierność doktrynie. Problem określenia tego, co
jest zgodne z oficjalnym modelem religii, bywa często kwestią sporów w
obrębie grup religijnych, w której nierzadko padają oskarżenia o
„zdradę”, „nieprawomyślność” czy wręcz „herezję”. W przypadku grup
kibiców oficjalna doktryna nie jest nigdzie spisywana, a o zgodności z
nią decydują często osoby obdarzone największym zaufaniem, które można
określić mędrcami. Wspólnota kibiców często nie posiada formalnej
hierarchii albo hierarchia ta jest podważana przez innych jej członków,
którzy samozwańczo ogłaszają się strażnikami wiary. Zdarzają się
sytuacje, gdy grupa religijna uzna, że jakieś działania są sprzeczne z
doktryną, prowadzi to wówczas do silnego oporu, a nawet bojkotu występów
drużyny. Przykładem to potwierdzającym jest konflikt pomiędzy dużą
częścią kibiców warszawskiej Legii a jej właścicielem (firmą ITI), który
doprowadził do bojkotu przez znaczną grupę kibiców spotkań rozgrywanych
na stadionie przy ul. Łazienkowskiej. Inny przypadek dotyczy kibiców
klubu Zawisza Bydgoszcz, który w sezonie 2005/2006 występował w IV
lidze. W tym samym czasie do Bydgoszczy przeniesiono niespodziewanie
drugoligową drużynę piłkarską „Kujawiak” z niedalekiego Włocławka, która
w firmie „Hydrobudowa” miała solidne podstawy finansowe oraz
organizacyjne, a tym samym realne sportowe perspektywy, aby walczyć o
awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Właściciel „Kujawiaka”
postanowił po prostu przenieść swój klub do Bydgoszczy; powołał sportową
spółkę akcyjną Zawisza Bydgoszcz S.A. i liczył na to, że w większym
mieście łatwiej mu będzie stworzyć piłkarską potęgę, aniżeli w znacznie
mniejszym i uboższym Włocławku. Najwierniejsi kibice Zawiszy stanowczo
jednak się temu sprzeciwili, zaczęli prowadzić otwartą walkę z władzami
miasta, sympatykami sportu zwanymi w dalszej części tekstu „kibicami
ateistami” oraz właścicielem, który pohańbił świętą dla nich nazwę ich
klubu, czyniąc zeń przedmiot umowy handlowej. Nie było dla nich ważne,
że mogliby chodzić na mecze w wyższej klasie rozgrywkowej, oglądać
widowiska bardziej interesujące ze sportowego punktu widzenia. Ci
najzagorzalsi nadal chodzili na mecze prowadzone przez Stowarzyszenie
Piłkarskie Zawisza, które kontynuowało piłkarskie zmagania w IV lidze!
Wówczas to bardzo popularne w Bydgoszczy stało się hasło: Zawisza jest
jeden – IV-ligowy, nie dla złodziei z Hydrobudowy! Hasło to zresztą
pojawiło się na większości polskich stadionów piłkarskich, bowiem kibice
innych drużyn wywieszali je na znak solidarności z kibicami walczącymi o
zaprzestanie profanacji klubowej świętości. Przykładów społecznych
konfliktów wywołanych zderzeniem wartości religijnego świata kibiców z
silnie racjonalnym i sekularyzowanym otoczeniem społecznym można wskazać
znacznie więcej. Są one szczególnie widoczne w kontekście nasilających
się zjawisk modernizacyjnych w sporcie, gdy tradycyjne formy kibicowania
zostają wypierane przez konsumenckie oblicze sportowego sympatyka, a
kibicowanie (podobnie jak inne religie) zmienia się pod wpływem
urynkowienia sportu, gdzie klienci wybierają tylko to, co im wygodne,
odrzucając to, co wymaga od nich poświęcenia. Konflikty kibiców z
zarządem klubu są w świecie sportu codziennością, bowiem klub stanowi
uosobienie świętego kościoła grzesznych ludzi. W historii sportu było
zresztą wiele sytuacji, w których to kibice odmawiali zawodnikom prawa
do noszenia godła klubu, oskarżając ich o bezczeszczenie poprzez brak
należytego zaangażowania w sportową rywalizację. Na tym tle dochodziło
nawet do aktów przemocy symbolicznej, np. kiedy to kibice chorwackiego
klubu – Dinama Zagrzeb – wtargnęli na trening i zdjęli z piłkarzy
swojego klubu koszulki i spodenki twierdząc, że są niegodni ich nosić.
Skrajnym przykładem świętokradztwa jest opuszczenie klubu i
przeniesienie do największego wroga, dołączenie do grona kapłanów innej
grupy religijnej. Jest to rodzaj zdrady połączony z symbolicznym aktem
ekskomuniki; zawodnik, który porzucił zaszczyt bycia częścią klubu,
okazuje pogardę nie tylko zgromadzeniu wiernych, ale przede wszystkim
świętej tradycji. We współczesnym sporcie zdominowanym przez pieniądze i
pełnym pogardy dla tradycji również takie zdarzenia mają miejsce.
Najbardziej kontrowersyjne dotyczą transferów piłkarskich i – zwłaszcza w
grupach religijnych o dużym oddziaływaniu świętego kosmosu na życie
świeckie – są traktowane jako haniebne i niewybaczalne. W magicznym
świecie kibiców to wierność i lojalność są przykładem bohaterstwa, a
przejście do lokalnego rywala czy opuszczenie klubu w potrzebie dla
rozwoju indywidualnej kariery (w obu przypadkach istotne są okoliczności
transferu) traktowane jest jako przejaw pogardy dla wartości, które w
magicznym świecie kibiców uznawane są za najważniejsze. Postawa kibiców w
stosunku do transferów bardziej widoczna jest w tworzeniu mitologii
wokół postaci uznanych za godne klubowej świętości, które w ciągu całej
kariery wykazywały się lojalnością i przywiązaniem do klubu. To one
otaczane są szczególnym rodzajem czci, a kult ten można porównać jedynie
do kultu świętych w Kościele rzymskokatolickim. Dotyczy to nie tylko
sportowców, ale odnosi się do szerokiego grona osób związanych z klubem,
które swoje życie poświęciły dla niego, pośmiertnie albo jeszcze za
życia stając się jego symbolami. Przykładów takich legendarnych postaci,
które zyskały status świętych, jest wiele. Dla przykładu kibice Legii
Warszawa czczą Kazimierza Deynę, kibice toruńskiego Apatora gloryfikują
postać szwedzkiego żużlowca Pera Jonssona, sympatycy włocławskiej
drużyny koszykarskiej nadzwyczajnym szacunkiem darzą Igora Griszczuka, a
fani łódzkiego Widzewa zamierzają w sposób szczególny upamiętnić postać
legendarnego działacza Ludwika Sobolewskiego.
Dominik Antonowicz (UMK w Toruniu)
Łukasz Wrzesiński (UMK w Toruniu)
STUDIA SOCJOLOGICZNE 2009, 1 (192), s.115-149
a.me.