Kwestia relacji pomiędzy
piciem alkoholu a chrześcijaństwem nie od dziś wywołuje wiele
kontrowersji. Jedni katolicy gorliwie promują abstynencję, czasami
posuwając się nawet do stwierdzeń w rodzaju „wszelki alkohol to
trucizna”, inni zaś nazywają abstynentów „protestanckimi purytanami”,
którzy pogardzają jednym z Bożych darów. Przed oczami pierwszych zawsze
będą pojawiać się biblijne przestrogi
dotyczące pijaństwa, drudzy zaś nieodmiennie będą przytaczać cudowną
przemianę wody w wino, czasami wręcz posuwając się do sugestii, iż w ten
sposób Pan Jezus nie tylko, że zaaprobował picie alkoholu, ale nawet
pobłogosławił spożywanie go w dużych ilościach. Wyznawcy, którego z
zarysowanych wyżej stanowisk mają rację? Odrzucając najbardziej skrajne
tendencje obu kierunków utożsamiające z jednej strony wszelki alkohol z
trucizną, z drugiej zaś sugerujące, że picie alkoholu
w wielkich ilościach może być moralnie w porządku, zaś wszelka
abstynencja jest jakimś heretyckim wypaczeniem, można powiedzieć, iż
obie strony mają rację. Prawdą jest wszak, że pijaństwo jest
nieprawością, która nie podoba się Panu Bogu, ale racją jest też, iż
picie alkoholu z umiarem nie jest grzechem, a nawet może być popierane
przez Wszechmocnego (czego jednym z dowodów jest rzeczony cud w Kanie
Galilejskiej).
Powtarzając zatem za jednym z klasyków można by zatem spytać się: „Jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?”.
Gdy przyjrzymy się wszak bliżej różnym „okołoalkoholowym” dysputom
zauważymy, iż rozmaite spory pomiędzy katolickimi poplecznikami
abstynencji a osobami jej niechętnymi, biorą się z pojęciowego chaosu
nagromadzonego wokół takich słów jak pijaństwo, trzeźwość czy też
tego na czym ma polegać abstynencja. Niniejszy artykuł stanowi skromną
próbę chociaż częściowego sprecyzowania tych pojęć i wyjaśnienia różnych
nieporozumień narosłych wokół omawianego zagadnienia.
Wino darem Boga, pijaństwo dziełem diabła
Tradycyjnie nauczanie
Kościoła zwykło rozróżniać pomiędzy godnym stanowczego napiętnowania
pijaństwem a umiarkowanym spożywaniem napojów alkoholowych, które na owo
potępienie nie zasługuje. Pismo święte i Ojcowie Kościoła jasno uczą o
tym, że pijaństwo jest dziełem szatana (św. Jan Chryzostom), prowadzącym
ludzi do piekła (1 Kor 6, 10), odbierającym rozum (Oz 4, 11),
wykolejającym młodych (Syr 19, 2), „kąsającym
jak żmija” (Przyp 23, 31) oraz będącym przyczyną rozwiązłości (Ef 5, 18). Św. Cezary z Arles w jednym ze swych kazań uczył: „Zło pijaństwa jest bardzo wielkie i Bogu obrzydłe (...) Ten
kto zmusza drugiego, aby pił aż do upicia się, popełniłby mniejsze zło
raniąc go mieczem, niż przez pijaństwo zabijając jego duszę(...) Wszyscy pijacy są niczym bagna(...) to, co rodzi się z pijaństwa jest przeznaczone dla ognia”.
Z drugiej jednak
faktem jest też, iż tak Pismo święte jak i Ojcowie Kościoła nie
postrzegają picia alkoholu (w tamtych czasach było to głównie wino),
jako czegoś złego ze swej natury. W innym przypadku trudno było wszak
wyjaśnić zawartą w Biblii pochwałę wina, jako napoju „co rozwesela serce” ( Psalm 104) oraz będącego „dla ludzi życiem, przynoszącym zadowolenie serca i radość duszy” (Syr 31, 27-29). Nie wspominając już o powiedzeniu św. Jana Chryzostoma (i
innych Ojców Kościoła), iż wino jest dziełem Boga, a pijaństwo wynalazkiem diabła.
Pijaństwo czy „rozweselenie serca”?
Można się jednak zapytać: Od kiedy zaczyna się zatem pijaństwo? Czy mamy do czynienia z nim tylko wówczas, gdy „urwał nam się film”, a poza tego rodzaju sytuacjami można jeszcze mówić o wprowadzaniu się w pochwalany przez Pismo święte stan „rozweselenia serca”? Czy istnieją jeszcze jakieś inne wyraźne zasady odnoszące się do picia alkoholu?
Naturalne wyczucie, zdrowy
rozsądek, medycyna, a nawet samo Pismo święte dają nam wiele jasnych
kryteriów pozwalających rozróżnić umiar w piciu i dobre „rozweselenie
serca” z tym związane od zgubnej i niszczącej praktyki jaką jest
pijaństwo (oraz tego co doń prowadzi). Wymieńmy kilka z tych zasad:
-
Pijaństwo oznacza utratę kontroli nad swym zachowaniem i reakcjami. Pismo święte ostrzega, iż „wino i moszcz odbierają rozum” (Oz 4, 11); pijaństwo „jest przyczyną rozwiązłości”
(Ef 5, 11). W innych fragmentach Biblia dość precyzyjnie wymienia
poszczególne oznaki pijaństwa; czytamy w niej wszak, iż nadużywający
alkoholu kapłani: „chodzą chwiejnie z powodu wina, zataczają się pod wpływem sycery” (Izaj 28, 7), zaś Księga Przysłów uczy: „U
kogo <<Ach>>, u kogo <<Biada>>, u
kogo swary, u kogo żale, u kogo rany bez powodu, u kogo oczy są mętne?
U przesiadających przy winie, u chodzących próbować mieszanego wina (…) twoje
oczy dostrzegą dziwne rzeczy, a serce twe brednie wypowie. Zdajesz
się spać na dnia morza lub spoczywać na szczycie masztu. << Obili
mnie, nic nie czułem, chłostali, nie wiedziałem. Kiedy się zbudzę,
jeszcze nadal o nie
poproszę>>” (tamże:
23, 30 – 31; 33 – 35). Widzimy więc, że i tym razem biblijne kryteria
nadużycia w piciu alkoholu zasadniczo zgadzają się z naszymi
zdroworozsądkowymi i medycznymi ocenami tego zachowania. Pijacy „chwieją się i zataczają”, czyli mówiąc językiem świata medycyny: mają „zaburzenia koordynacji ruchowej”. Brak miary w piciu wina „odbiera rozum”, „jest przyczyną rozwiązłości”, „mętnych oczu”, „widzenia dziwnych rzeczy”, „wypowiadania przez serce bredni”.
Czyż nie jest to dobry braku kontroli nad psychologicznymi i duchowymi
zachowaniami człowieka przebierającego miarę w piciu? Pijani ludzie
są bardziej skłonni do czynienia rzeczy
głupich, używania wulgarnej mowy, rozwiązłości, agresji. Nieraz widzą
oni też (mam na myśli teraz perspektywę stricte materialną) innych
ludzi lub rzeczy w mocno zniekształcony sposób (np. pijanym mężczyznom
wydają się atrakcyjnymi niewiasty, które w stanie trzeźwym w ogóle nie
wzbudziłyby ich zainteresowania lub też widzą pewne pojedyncze
przedmioty „podwójnie”).
-
Złe picie wiąże się z szkodzeniem swemu zdrowiu.
Biblijna księga Przysłów mówi o nadmiarze w piciu wina, iż jest ono
niczym „wąż, który w końcu ukąsi, jak żmija (co) swój jad wypuści”
(tamże: 23, 32); Mądrość Syracha zaś uczy: „Jak wystarczające jest
człowiekowi wychowanemu trochę wina! A śpiąc nie będziesz obciążony od
niego, ani nie poczujesz boleści. Bezsenność,
wymioty i boleści żołądka mężowi nieumiarkowanemu (...)” (w
tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka, tamże: 31, 22 – 23). Najwyraźniej więc
jedną z cech pijaństwa są występujące wskutek niego różne negatywne
reakcje zdrowotne (wymioty, bóle, etc). Jeśli na drugi dzień po piciu
pojawia się tzw. kac, jest to pewny znak, iż poprzedniego dnia
przebraliśmy miarę i nasz organizm został wskutek tego częściowy
zatruty, niczym ukąszony przez węża lub żmiję.
-
Przy piciu alkoholu należy być raczej tchórzem niż bohaterem. Pismo święte w niejednym miejscu ostrzega przed śmiałością w korzystaniu z alkoholu. Czytamy tam m.in.: „Biada tym, którzy są bohaterami w piciu wina” (Izaj 5, 22);Przy piciu wina nie bądź zbyt odważny” (Syr 31, 25); „wystarczające jest człowiekowi wychowanemu trochę wina” (Syr 31, 22, w
tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka); „Radością duszy i serca wino miernie pite”
(Syr 31, 37, w tłumaczeniu ks. Jakuba Wujka). Nieraz słyszy się ludzi,
którzy chwalą się tym, jaką to mają „mocną głowę” przy alkoholu, ile
to potrafią kieliszków i kufli wypić i jeszcze po tym nie stracić
przytomności. Inni cieszą się na samą myśl o imprezie, w której wedle
zapowiedzi ma lać się strumieniami alkohol i licytują się z innymi na
to, kto więcej z
nich więcej wypije. Słowo Boże pokazuje też zgubne skutki „przesiadywania przy winie” (Przys 23, 30); zostawania „do późna w noc, bo wino ich rozgrzewa”
(Izaj 5,11). Biblijne przestrogi przed byciem „bohaterem w picu
wina”, „zbytnią odwagą temu towarzyszącą” oraz pochwały „mierności” w
jego spożywaniu pokazują wyraźnie, iż takie postawy są całkowicie
bezbożne i niechrześcijańskie. Wielowiekowe zaś
doświadczenie ludzkości nieraz pokazało, że od bycia „bohaterem w piciu
wina” do zostania pijakiem jest już bardzo krótka droga.
-
Względem picia alkoholu należy zastosować znacznie większą ostrożność i czujność niż wobec jedzenia. Niektórzy
próbują osłabiać znaczenie tradycyjnych przestróg katolickich
odnośnie przebierania miary w piciu twierdzeniem, że przecież brak
umiaru w jedzeniu też jest grzechem, a zatem nie powinno się w jakiś
szczególny sposób wyróżniać w tym
względzie alkoholu. Kiedy przyjrzymy się jednak uważniej postawie, jaką
względem napojów alkoholowych przybiera Pismo święte i Tradycja
Kościoła widzimy, że znacznie częściej pojawiają się tam przestrogi
przed przebieraniem miary w piciu alkoholu aniżeli nieumiarkowaniu w
jedzeniu. Zło pijaństwa jest tam też o wiele bardziej precyzyjnie
odmalowane niż grzech obżarstwa. Łatwo jest domyśleć się przyczyn
takiej, a nie innej postawy. Ktoś kto obje się np. czekoladą czyni zło,
którego bezpośrednie skutki przejawiają się jednak głównie na
płaszczyźnie fizycznej. Po nadmiernym jedzeniu zazwyczaj nie jest się
jednak wulgarnym, agresywnym, rozwiązłym, nie ma się tendencji do
mówienia czy czynienia głupot. Tego wszystkiego nie da się niestety
jednak powiedzieć o pijaństwie.
Wbrew twierdzeniom niektórych istnieją więc jasne kryteria określające
kiedy zaczyna się nadużywanie alkoholu. Oczywiście próba podania jakiejś
uniwersalnej i absolutnie niezmiennej w każdych okolicznościach granicy
wypitego alkoholu po przekroczeniu której zaczyna się pijaństwo musi
być skazana na niepowodzenie. To czy ktoś się wszak upije daną ilością
alkoholu zależy m.in.
od tego, w jak krótkim czasie będzie on pił; czy w międzyczasie będzie
dużo jadł, wykonywał spory wysiłek fizyczny, ile się waży, etc. Nie
znaczy to jednak, iż nie jest możliwe podanie w pewnym przybliżeniu
miar, jakie dobrze jest zachowywać przy piciu napojów alkoholowych.
Takie standardy zostały już wypracowane przez świat medycyny i czymś
złym i głupim jest okazywanie im lekceważenia oraz pogardy. Wszak Słowo
Boże uczy: „Oddaj lekarzowi cześć należą jego posłudze, albowiem i jego stworzył Pan (…) daj miejsce lekarzowi, bo jego też stworzył Pan, nie odsuwaj się od niego, albowiem on jest ci potrzebny”
(Syr 38, 1; 12). Jasnym jest też, że o ile można pić tak by „nasze
serce się rozweseliło” (a więc w celu poprawy swego humoru) to jednak,
nie mamy moralnego prawa by czynić to w taki sposób, który będzie
owocował byciem bardziej
wulgarnym, rozwiązłym, agresywnym, czynieniem rzeczy głupich,
zaburzeniami w widzeniu, przysłowiowym „chwianiu się i zataczaniu”,
wymiotami czy porannym kacem. Z pewnością więc pijaństwo nie zaczyna się
wówczas, gdy leżymy z przepicia pod stołem lub stajemy się bezdomnymi
żebrakami.
Czy Pan Jezus pobłogosławił pijaństwo?
Tradycyjnym argumentem
tych, którzy usprawiedliwiają grzech pijaństwa (bądź też maksymalnie
starają się zawęzić jego granice) jest przywoływanie cudu Pana Jezusa na
weselu w Kanie Galilejskiej polegającego na przemianie wody w wino. „Skoro
zabrakło na weselu wina, a Pan Jezus sprawił, iż było go więcej (6
stągwi, czyli ok. 500 litrów), to czy nie oznacza ów fakt, że picie
alkoholu w dużych ilościach może być OK, a
nawet samo pijaństwo należy uznać za czasami uprawnione?” -
argumentują zwolennicy takiej „egzegezy” tego fragmentu Pisma świętego.
Wiem, że dla niektórych czytelników może się to wydawać niewiarygodne,
ale nieraz słyszałem wypowiedzi, które wręcz wprost twierdziły, że cud w
Kanie oznacza moralną aprobatę dla pijaństwa w pewnych okolicznościach.
Czy są jakieś podstawy do takowej wykładni cudu przemiany wody w wino? Zacznijmy od
tego,
że w omawianym fragmencie Biblii, nie ma ani jednego słowa, które
stwierdzałoby, iż weselni goście w Kanie przebrali miarę piciu wina i
dopuścili się pijaństwa. Ba, nie ma tam nawet wzmianki, że choćby jeden z
gości się upił. Cała więc wizja owego wesela jako pijackiej biesiady
jest wymysłem mającym najpewniej źródło w przekładaniu naszych polskich
wyobrażeń o tym, jak wygląda
wesele (gdzie rzeczywiście dość często dochodzi do pijaństwa) na
myślenie o tym, jak mogła przebiegać tradycyjna impreza weselna w
Palestynie 2000 lat temu. Skoro zaś pijaństwo tak w Starym, jak i Nowym
Testamencie konsekwentnie, bez żadnych wyjątków, nazywane jest grzechem i
obrzydliwością w oczach Boga, to wszelkie sugestie, jakoby absolutnie
bezgrzeszny i święty Pan Jezus, mógł swym cudem owo zachowanie aprobować
i do niego zachęcać, są bluźnierczym nadużyciem. Jak uczy Pismo
święte i Tradycja Kościoła Pan Bóg do grzechu nikogo nie kusi (Jk 1, 13;
Katechizm bł. Jana Pawła II, n. 2846); nie zachęca, ani nie daje dlań
pozytywnego upoważnienia (Syr 15, 20; Pius XII, przemówienie „Ci
resce”).
Prócz powyższego istnieje
jeszcze parę racjonalnych przesłanek, pozwalających się domyślać, iż w
Kanie Galilejskiej pijaństwa nie było. Są to m.in.:
-
Wino w czasach Nowego
Testamentu było o wiele słabe i niskoprocentowe. Szacuje się, że by
wypić procentową równowartość dzisiejszych dwóch kieliszków „Martini”
należałoby spożyć jakieś 22 kieliszki ówczesnego wina. Upicie się zatem
ówczesnym winem wymagało zatem znacznie większych ilości owego napoju
niż obecnie.
-
Tradycyjne żydowskie
wesele mogło trwać nawet 7 dni z udziałem więcej niż 100 osób (mogło to
być nawet 200, 300 czy jeszcze więcej osób). Nie można wykluczyć, iż
do rzadkości nie należałoby, w tamtym czasie i miejscu, wesela, na
których zjawiało się ok. 500 osób. Wszak żydowskie rodziny często były
wielodzietne i wielopokoleniowe.
-
Wesele żydowskie
obfitowało w jedzenie i skoczne, a więc wyciskające wiele potu
(rozdzielnopłciowe) tańce, co dodatkowo zmniejszało niebezpieczeństwo
upicia się.
Dobra i zła abstynencja
Skoro jednak umiar w piciu
alkoholu jest dobry, a tylko pijaństwo złe, jawi się pytanie, czy aby
na pewno abstynencja w tym względzie (czyli całkowite się odeń
wstrzymanie) może stanowić postawę właściwą?
Z pewnością, wyrzeczenie
się wszelkiego picia alkoholu, ze względu na jakieś większe dobro, jako
takie jest godne wielkiej pochwały. Pismo święte podaje mam w tym
względzie przykład, jednego z największych proroków, św. Jana
Chrzciciela, co do którego, jeszcze przed jego narodzinami zostało
zapowiedziane iż „wina i sycery pić nie będzie” (Łuk 1, 15). Spisane Słowo Boże uczy także, iż „Dobrą rzeczą
jest nie jeść mięsa i nie pić wina, nie czynić niczego, co twego brata razi <gorszy albo osłabia>” (Rzym 14, 21).
Trzeba przyznać, iż w
historii chrześcijaństwa zdarzały się postawy abstynenckie godne
potępienia, gdyż zasadzające się na całkowitym odrzuceniu materialnej
strony Bożego stworzenia. Tego rodzaju złą abstynencję reprezentowali w
pierwszych wiekach istnienia Kościoła zwłaszcza gnostycy i
manichejczycy. I taka postawa spotykała się z ostrą reprymendą Ojców
apostolskich. Nie sądzę jednak, by można było podobną motywację
przypisać większości
współczesnych chrześcijańskich ruchów abstynenckich. Owe sięgają bowiem
korzeniami do ruchów powstałych w XVIII wieku, kiedy to na wielką skalę
zaczęły być upowszechniane alkohole znacznie mocniejsze niż wino, co
wiązało się ze wzrostem pijaństwa i problemów z nim związanych. Ówczesne
ruchy abstynenckie niekonieczne więc były opozycyjne względem
wszelkiego alkoholu i nie zawsze forsowały pogląd o tym, jakoby
całkowite niepicie trunków stanowiła moralną
powinność dla wszystkich chrześcijan. A już z pewnością 18-wieczni
protestanccy abstynenci nie wyznawali manicheizmu czy gnostycyzmu (było
to wszak już wtedy herezje dawno wymarłe). Początkowo owe ruchy
znajdowały poparcie w łonie różnych wyznań protestanckich, jednak już w
pierwszej połowie XIX wieku, zaczęły się one upowszechniać również wśród
katolików. Co prawda, na początku napotykały one pewien opór ze strony
części hierarchii katolickiej, ale
ostatecznie znaczna część kardynałów i biskupów udzieliła im otwartego
poparcia. Ruchy abstynenckie zyskały też pochwałę i aprobatę ze strony
takich papieży jak Leon XIII czy św. Pius X.
Oczywiście nie można
popierać poglądu, jakoby picie alkoholu było samo w sobie złe, jednak
abstynencja pojmowana jako rezygnacja z mniejszego dobra na rzecz
większego jest niewątpliwie postawą cenną i godną popierania. Można by
podać wiele okoliczności i powodów, w których abstynencja jest wskazana.
Może tak być, że nawet nasze umiarkowane spożywanie alkoholu będzie dla
kogoś go nadużywającego usprawiedliwieniem dla jego
pijaństwa. Wówczas zgodnie z zacytowaną wyżej radą św. Pawła zawartą w
liście do Rzymian „dobrze jest nie pić wina”. Istnieją ludzie,
dla których nawet mała dawka alkoholu zazwyczaj jest wstępem do
pijaństwa. Wtedy to trzeba uznać wszelką ilość wina, piwa czy wódki za
„oko” lub „rękę”, o których Pan Jezus mówił, że lepiej jest je wyłupić
albo odciąć, niż wylądować przez nie w ogniu piekielnym. Może być
wreszcie
nawet tak, iż wręcz całe grupy społeczne czy etniczne, z różnych czy to
naturalnych czy kulturowo-historycznych względów, nie są gotowe na picie
alkoholu. Jest tak np. w przypadku dzieci, młodzieży czy niewiast w
ciąży. Historia pokazała, iż w dawniejszych wiekach picie alkoholu w
niezwykle szybkim tempie wyniszczało i degradowało Indian. A i dziś
można by wskazać na niejeden kraj, w którym kultura picia jest tak
niska, iż można się zastanawiać, czy nie powinno się tam
wprowadzić nawet i prohibicji?
A zatem podsumowując cały
ów wywód w maksymalnie krótkich stwierdzeniach: picie alkoholu z umiarem
jest moralnie w porządku, ale umiar nie oznacza tu tego, iż jeszcze nie
padliśmy pod stół (pijaństwo jest zawsze złe i prowadzi do piekła); Pan
Jezus z pewnością żadnym ze swych cudów, po prostu nie mógł dać
imprimatur dla pijackiej biesiady; abstynencja zaś choć może być czasami
zła i heretycka, to jednak
sama w sobie jest godna pochwały.
Mirosław Salwowski
a.me.