Jan F. Libicki

Smoleńskie głosy z kokpitu i prokurator Przybył

14 stycznia 2012 | Publicystyka

Namawiam więc szanownych przedstawicieli smoleńskiej opinii publicznej do najdalej idącej wstrzemięźliwości. Szczególnie wirtualnej. Bo zwyczajnie – sieć jest trwalsza od ludzkiej pamięci. Wczoraj prawicowa opinia publiczna żyła tylko jednym tematem. To ustalenia krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych . Okazuje się, że pośród rozszyfrowanych w kabinie pilotów smoleńskich głosów nie ma głosu generała Błasika. Sprawa rzeczywiście jest interesująca i może być kluczowa. Na pewno warto się jej na spokojnie przyjrzeć.



Zamiast tego spokoju mamy już tymczasem odgłosy triumfu obozu smoleńskiego. Jarosław Kaczyński deklaruje więc potrzebę powołania nowej komisji do zbadania katastrofy (http://wpolityce.pl/), a Antoni Macierewicz nawołuje do rozpoczęcia od nowa całego śledztwa (http://wpolityce.pl/). Obaj panowie znajdują do tego natychmiast licznych naśladowców, którzy – zwłaszcza w blogosferze – wszystko już ustalili i wyjaśnili. 


Doceniając wagę ustaleń krakowskich specjalistów radził bym jednak poczekać z ocenami. Nie spieszyć się z wyciąganiem wniosków. Przypominam bowiem, że nie dalej jak w ostatni poniedziałek wielu z tych – szczególnie wirtualnych sensatów – intensywnie zajmowało się sprawą pułkownika Przybyła. Konkretnie zaś – jego nieudaną „próbą samobójczą”. Czytaliśmy więc, że jest on kolejną smoleńską ofiarą. Że ratuje honor polskiego oficera. Że jego przypadek jest koronnym dowodem na rozkład państwa. Wstrzemięźliwość w tej sprawie wykazał chyba tylko Ludwik Dorn. Nie minęło 48 godzin i pułkownik – prokurator Przybył, wraz ze swoim teatralnym gestem, okazał się – prawdopodobnie słusznie – zgoła kimś innym. Kimś, kto w groteskowy sposób próbuje uratować miejsce pracy sobie i kolegom. Kimś, kto sięga do tradycji „obiadu drawskiego”. Kto usiłuje uratować swą instytucję przed podstawowym europejskim standardem – cywilną kontrolą nad armią. 


Namawiam więc szanownych przedstawicieli smoleńskiej opinii publicznej do najdalej idącej wstrzemięźliwości. Szczególnie wirtualnej. Bo zwyczajnie – sieć jest trwalsza od ludzkiej pamięci.

Jan Filip Libicki

www.facebook.com/flibicki

aw



pobierz artykuł jako PDF

| komentarzy: 5

| odsłon: 563

|

 



Musisz być zalogowany i zweryfikowany by dodawać komentarze.


Zar
| 2012-01-14 11:12:05
Ja na tym portalu widzę często symptomy "antysmoleńskiej histerii". W tym artykule symptomem jest np. spostrzeżenie:"Obaj panowie znajdują do tego natychmiast licznych naśladowców, którzy – zwłaszcza w blogosferze – wszystko już ustalili i wyjaśnili." -dla którego mam kontrę:"Pan Libicki znajduje natychmiast BARDZO licznych naśladowców, którzy -zwłaszcza w blogosferze- wszystko już wyśmiali i zniesmaczyli."Szkoda, że prawda nigdy nie leży po środku.
| 2012-01-14 13:10:45
@Zar Pan Libicki nie ma monopolu na to co Pan nazywa "histeria antysmolenska".Uznanie tezy o tzw. "zbrodni smolenskiej" za przejaw choroby umyslowej i rusofobii jest wlasnoscia wielu ludzi.To z tego powodu m.in. i ja sie tu znalazlem rok temu.Prosze nie laczyc mnie z p. Libickim i z PO - nie mam nic wspolnego z ta partia polityczna.
| 2012-01-14 13:23:29
@Zar A wczesniej od 10/04 jako komentujacy najpierw.Naprawde, chyba Pan nie zna realiow portalu.
| 2012-01-15 09:50:53
"Kimś, kto sięga do tradycji „obiadu drawskiego”. Kto usiłuje uratować swą instytucję przed podstawowym europejskim standardem – cywilną kontrolą nad armią." Sluszne oburzenie naszego zatwardzialego konserwatysty! "Europejskie standardy" d'abord! A tak na marginesie - Redakcja zamiescila niewlasciwa ilustracje. Powinien byc ten pajacyk z fikusna czapeczka.
| 2012-01-16 11:04:03
Nie bardzo też rozumiem co było złego w zdemonizowanym "obiadzie drawskim", który w istocie był jedynie próbą obrony WP przed upartyjnianiem, a jednocześnie odzieraniem ze środków rozwojowych.









RSSRSS FacebookFACEBOOK COPYRIGHT © 2011 KONSERWATYZM.PL