Dyskusje na temat tego, kto i co jest lub nie jest prawicą od dawna pochłaniają sporą część czasu i energii współczesnych polskich (choć podejrzewam, że nie inaczej jest poza granicami naszej ojczyzny) środowisk kojarzonych z prawą stroną sceny politycznej. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to zagadnienie nieistotne, w rzeczywistości odwracające uwagę od prawdziwych, poważnych problemów. Nic bardziej mylnego. Obecnie pod postacią prawicy ukrywają się organizacje i ludzie, którzy nie mają z nią nic wspólnego, w dodatku często reprezentują przeciwny, lewicowy światopogląd. Biorąc pod uwagę fakt, że Polska ma za sobą II wojnę światową (podczas której bezwzględnie likwidowano polskie elity), następnie okres stalinizmu (kiedy prawica została usunięta nie tylko ze sceny politycznej, ale nieraz również fizycznie) oraz długie lata PRL-u, to należy przywiązywać szczególną wagę do właściwego rozumienia pojęć. Polska prawica musi się odrodzić i odradza się od ponad dwudziestu lat istnienia III Rzeczypospolitej. Nie przywiązując uwagi do prawdziwego znaczenia słowa „prawica” doprowadzamy do sytuacji (która już teraz jest w naszym kraju widoczna), gdy osoba reprezentująca poglądy socjalistyczne, często antykonserwatywne lub też cechująca się materializmem, egoizmem i skrajnym indywidualizmem uważa się za zwolennika prawicy tylko dlatego, że takie poglądy wmówił mu jakiś łże-prawicowy polityk. Co więcej, taki „prawicowiec” często kreuje się na wyrocznię osądzającą co jest prawicą, a co nie jest (najczęściej jest więc to jeden, ściśle określony światopogląd, nieraz tak bardzo oddalony od prawicowości, że taka osoba może wzbudzać jedynie szczere współczucie z powodu swojej niewiedzy) sprowadzając na niewłaściwą drogę kolejne osoby.
Czymże jest zatem ta dzisiejsza „prawica”? W podstawowej definicji, często powtarzanej przy okazji krytyki tychże partii, jest to grupa, której członkowie cechują się „antykomunizmem”, czyli krytyką socjalistów z PZPR i jednoczesną gloryfikacją socjalistów z Solidarności. Drugim elementem jest umiejętność uczynienia znaku Krzyża Świętego, który to znak legitymuje możliwość zaprzeczenia, jakoby Solidarność miała być ruchem lewicowym, w końcu wielu jej członków z pewnością uczęszczało na Mszę Świętą. Dzięki temu na miano prawicy ma okazję zasłużyć praktycznie każda partia, której członkowie nie wywodzą się z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Przyglądając się bliżej tymże partiom widzimy nieścisłości, które kolidują z tą klasyfikacją w ocenie każdego, kto ma jakieś poza telewizyjne pojęcie o ideach politycznych. „Prawicowy” katolicyzm to najczęściej instrumentalne traktowanie wiary, wykorzystywanie jej do celów politycznych oraz walki wyborczej („Nie głosujesz na nas? I ty uważasz się za katolika?!”). A jeśli partia określa się nie katolicką, a chrześcijańską, to bardzo prawdopodobne, że wielu jej członków uważa aborcję, eutanazję, laicyzację itp. za wyraz głębokiej wiary chrześcijańskiej, a posługiwanie się nienawiścią w celu skłócenia społeczeństwa za najwyższą cnotę wyznawcy Chrystusa. Autorytet władzy już dawno poszedł w zapomnienie, gdy władza zamiast rządzić państwem zaczęła zajmować się konfliktami z opozycją, które z pewnością są o wiele bardziej emocjonujące dla domagającego się „chleba i igrzysk” ludu. Zamiast praw danych człowiekowi od Boga i ziemskiego państwa budowanego na wzór Królestwa Bożego mamy nieustanne bredzenie na temat praw człowieka i demokracji. W sferze gospodarki natomiast szczytem myśli wolnorynkowej jest dążenie do modelu skandynawskiego oraz ogromne przywiązanie do własności prywatnej objawiającej się w dotąd nie rozwiązanej kwestii zwrotu zagrabionych przez komunistów majątków. Wolny rynek rozumieją co najwyżej w kategorii dopuszczenia możliwości istnienia prywatnych przedsiębiorstw, jednocześnie z góry zakładając, że będą one jedynie źródłem niesprawiedliwości, zatem trzeba obwarować prywatną działalność takimi przeszkodami, by właściciel firmy nie miał czasu myśleć o wyzysku pracowników, nosząc kolejne dokumenty do urzędów i płacąc różnego rodzaju podatki.
Jak więc ma się to do idei prawicowych? Prawica oznacza obronę katolicyzmu jako spoiwa naszego społeczeństwa, obronę jedynej, prawdziwej wiary. Władza oparta na autorytecie i tradycji, pochodząca z łaski Boga, a nie łaski ludu. W tradycyjnym państwie człowiek jest wolny i traktowany jak pełnoprawny obywatel, a nie jak potencjalny przestępca, któremu można na coś pozwolić, ale jedynie przy odpowiedniej kontroli, bo inaczej z pewnością komuś wyrządzi jakąś krzywdę. A nawet jeśli nie, to na pewno zaszkodzi samemu sobie. Podstawą ekonomii jest własność prywatna i wynikająca z jej posiadania swoboda dysponowania nią. Państwo prawicowe sprzeciwia się demokracji jako czynnikowi destrukcyjnemu, dzielącemu społeczeństwo oraz jako jawnej herezji, zakładającej pochodzenie władzy od ludu, które to założenie stoi w opozycji do katolickiej zasady wyrażonej przez św. Pawła - „Non est potestas nisi a Deo; quae autem sunt, a Deo ordinata sunt.”[1] Zwieńczeniem każdego, prawdziwie prawicowego państwa jest osoba monarchy – ojca dla swego ludu, zwierzchnika i władcy, a zarazem jego sługi, który w myśl słów Chrystusa „Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” [2], ustanowiony został dla ludu, a nie lud dla niego.
Nie trzeba być wybitnym myślicielem, by dostrzec wyraźny dysonans między tymi dwoma wizjami, pozostaje jednak pytanie, która z nich jest właściwa dla terminu zwanego prawicą? Biorąc pod uwagę mnogość idei, które współcześnie zalicza się do tejże grupy poglądów, dość wspomnieć o chrześcijańskiej demokracji, liberalizmie czy faszyzmie (absurdalność kwalifikacji narodowego socjalizmu chyba możemy sobie darować) wydawać by się mogło, że już dawno osiągnęliśmy punkt, w którym należałoby odejść od tego tradycyjnego spojrzenia i darować sobie utrzymywanie, iż jesteśmy prawicą. Czasy, w których naprzeciw późniejszych królobójców stali obrońcy monarchy już dawno minęły. W wielu krajach ich ideowi spadkobiercy stanowią margines, w innych uważający się za takowych są w rzeczywistości zwykłymi demokratami, skupionymi wokół tzw. monarchów nieraz będących heretykami legitymującymi swą władzę nadaniem jej przez zrewoltowany lud, jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii, czy też bezbożnikami i wiarołomcami podającymi się za katolików, jak w Hiszpanii, co jest szczególnie niebezpieczne, gdy ludzie zwiedzeni pozorną prawością monarchy pójdą za niewłaściwymi ideami. W tych ponurych czasach, gdy Stara Europa, zraniona i okaleczona wydaje się być niemal martwa, broniąca się już tylko w ostatnich bastionach i czekająca na nieuchronną klęskę, należy postawić sobie pytanie – czy chcemy i powinniśmy nadal bronić swojego miejsca w klasyfikacji, której znaczenie już dawno uległo zatarciu? Czy chcemy być zapisywani w pamięci ludzi, jako część tego konfliktu lewica-prawica, który już dawno stał się starciem podobnych sobie wrogów naszej cywilizacji? A może jednak wolelibyśmy wydostać się ponad to wszystko, stanąć przed ludźmi i powiedzieć - „Patrzcie, mamy remedium na zło tego świata, rozwiązanie sprawdzone przez ostatnie 2000 lat, a budowane na o wiele starszych fundamentach!” - zamiast tkwić w miejscu bez szans na zwycięstwo?
Rozważając istotę dzisiejszej prawicy nie można zapomnieć, że prawdziwa prawica europejska to coś więcej, niż sprzeciw wobec lewicy i oparcie społeczeństwa na instytucji rodziny i autorytecie. Mimo silnych wpływów USA i postępującej amerykanizacji naszego społeczeństwa i przejmowania tamtejszego rozumienia pojęć, Europa nie może uznać amerykańskiej prawicy za coś tożsamego naszemu pojmowaniu tego słowa. Tu, na Starym Kontynencie, prawica zbudowana jest na silnych fundamentach wartości, przedkładająca istotne zasady ponad zwyczajny materializm, w USA koncepcja ta została odrzucona w momencie przyjęcia równouprawnienia religii, co uniemożliwiło zachowanie utrzymywanego z wielkim trudem i poświęceniem ładu, zaprzeczenie wielu europejskim podstawom funkcjonowania społeczeństwa i pozwoliło na budowę „Novus Ordo Seclorum”. Pamiętając o naszym dziedzictwie musimy też pamiętać o właściwym pojmowaniu pojęć, by nie zniszczyć tego dorobku cywilizacyjnego pokoleń Europejczyków.
Scena polityczna nieuchronnie przesuwa się coraz bardziej w lewo, prędzej czy później staniemy przed dokonanym faktem: przy obecnym rozwoju sytuacji prawica zostanie propagatorem rewolucyjnych idei lewicy, wrogich wobec nas i naszego dziedzictwa. Czy wtedy również staniemy przed ludźmi i powiemy: „Oni kłamią, nie są żadną prawicą, to my nią jesteśmy!” i czy będzie to miało znaczenie dla tych ludzi, których nie interesuje czy to co ktoś mówi jest prawdą czy nie, ale jakie życie im zapewni dzierżąc władzę? Nie wydaje mi się. Sądzę, że w swej retoryce powinniśmy być gotowi do wychodzenia poza ten schemat. Owszem, jesteśmy i pozostajemy prawicą w podziale klasycznym, tego nikt nam nie odbierze. Pozostajemy też nadal prawicą w tym sensie, że jesteśmy w opozycji do lewicy, rewolucji i tzw. postępu. Ale nasze idee wykraczają poza ten schemat, bo są o wiele starsze. Co prawda nikt nie głosi konieczności refeudalizacji naszego społeczeństwa, to jednak same wartości i zasady, wypływające również z feudalnego społeczeństwa (a z pewnością taką zasadą jest szacunek wobec hierarchii) staramy się zachowywać w nieskażonym stanie wprost z czasów przedrewolucyjnych, z dala od zgubnych wpływów „oświecenia” i „postępu”.
Nie uważam, by mój postulat wyjścia poza ten schemat był naszą klęską. Sądzę, że dokonanie tego będzie wielkim zwycięstwem kontrrewolucji. „Prawica” to tylko nic nie znaczące słowo, w którym próbuje zamknąć się nas razem z różnego rodzaju osobliwościami, niczym w muzeum, prezentując nas jako gatunek na wymarciu. Wyjście z tej klatki będzie pokazaniem światu liberalnej demokracji, że nie pozwolimy wciągnąć się w nieodłączne w tym systemie ciągłe konflikty, już nie tyle ideowe, co będące graniem na emocjach ludzi, nie znikniemy w tłumie różnych wizjonerów politycznych. Pokazując się światu jako ludzie będący poza tym wszystkim, oferujący prawdziwą alternatywę, będziemy mogli zostać dostrzeżeni i podjąć walkę o odbudowę najpierw społeczeństwa, a następnie Starego Ładu.
Sebastian Bachmura
aw
[1] Według przekładu Biblii Tysiąclecia wspomniany fragment Pisma Świętego brzmi następująco: „Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga.” (Rz 13,1)
[2] Mt 20, 26-28; przekład jak wyżej