Kto dla warszawskich
opozycjonistów był największym autorytetem moralnym?
Sami dla siebie byli autorytetem
moralnym.Uważali samych siebie za wykwit jakiejś uniwersalnej, humanistycznej
świadomości moralnej, za nadwiślańskie sumienie ludzkości. Jak już Panu
mówiłem, główną cechą charakterystyczną Środowiska była i jest nieprzynależność,
brak więzów z czymkolwiek. W związku z czym sami byli dla siebie wieżami,
ludzkością, ojczyzną. Kto był poza Środowiskiem, temu de facto odmawiano pełni
człowieczeństwa.
Ale o ile pamiętam bardzo cenili
Jana Józefa Lipskiego, człowieka osobiście uczciwego i kulturalnego,
spokojnego, zaś za "autorytety moralne" uważali ks.kard Wyszyńskiego
i ks.Tischnera.Również ks.Zieje. Jean-Paul Sartre cieszył się dużą
popularnością. To było jednak drugorzędne.
Środowisko adorowało samo
siebie. Było własnym bożkiem. Chciałbym to jeszcze raz podkreślić z całą mocą. Środowisko
jest w dużym stopniu celem samym w sobie. Ale stawia sobie również cel
nadrzędny: rząd dusz. Można powiedzieć, że w zmaganiach Środowiska z władzami
PRL-u po 1968 roku chodziło o to samo, o co chodzi w „Dziadach” Mickiewicza, o
rząd dusz. W Marcu’68 poszło też o rząd dusz. Środowisko uważa, że tylko ono ma
moralne prawo do rządu dusz, bo jest jakby egzemplifikacją uniwersalnego
sumienia. Tak funkcjonuje każda lewica, w tym i we Francji, choć lewica francuska
ma tendencje do kultu bohaterów.
Czy w latach 1977-1980
Adam Michnik był ważną osobą?
Tak, bardzo ważną. To on znał
francuski, znał i zna dobrze. To on miał niezwykłe wręcz kontakty w Paryżu, w
tym z rosyjskimi dysydentami, no i to on miał „czyste ręce”. Adam Michnik jest
z rocznika 1946. Był za młody, żeby być stalinowcem. Mógł śmiało powiedzieć, że
właściwie zawsze był w opozycji wobec reżimu. To trochę prawda. W dodatku to
był człowiek błyskotliwy i, choć miał wadę wymowy, był doskonałym mówcą. Ale
jego autorytet wśród studentów wziął się stąd, że to właśnie Michnik napisał
słynne dzieło „KOŚCIÓŁ*LEWICA*DIALOG”, które było programem współdziałania
lewicy laickiej i pseudokatolickich personalistów. Czytałem wtedy to dzieło i
byłem nim zafascynowany. Dopiero później zorientowałem się, jak bardzo tezy w
nim postawione są błędne i szkodliwe. Nie należy czytać tej książki.
Czy prof. Leszek Kołakowski i
prof. Adam Schaff oddziaływali intelektualnie na opozycjonistów warszawskich?
Pańskie pytanie jest niezwykle
ciekawe, ponieważ zestawia Pan obok siebie nazwiska ludzi, ,którzy nie mają ze
sobą absolutnie nic wspólnego. Adam Schaff odgrywał dużą rolę w latach 60. Ale
Schaff był całe życie marksistą i albo nie umiał albo nie chciał zrezygnować z
marksizmu. Może się mylę, ale uważam Schaffa za człowieka intelektualnie
nieuczciwego lub zranionego. Tak się złożyło, że odbyłem z nim długą rozmowę w
lutym 1981 roku, w jego gabinecie w PAN-ie. Miał „nagraną taśmę”, nie chciał
nic mówić więcej, niż uprzednio „nagrał”. Zrozumiałem tylko tyle, że źle
czuł się w PRL, ale z całą pewnością nie był w opozycji. Nie był
członkiem Środowiska. Środowisko uważało go za niechciane dziecko partii. Nie
miał żadnych wpływów w latach 70., jego książki nie były czytane, był zupełnie
zapomniany. Osobiście był człowiekiem bardzo sympatycznym, wręcz uroczym,
bardzo lubił młodzież.
Ale pamiętam, że chyba w 1980
roku SZSP zorganizował w jednym z warszawskich klubów studenckich (było to
jeszcze przed Sierpniem’ 80) publiczną debatę między prof. Gogaczem (tomista),
a prof. Schaffem (marksista). Dyskusje prowadzono w ten sposób, żeby
prof.Gogacz nie mógł się wypowiedzieć. Gwiazdami wieczoru byli Schaff i
Stefan Morawski.Pamiętam wtedy, że Schaff powiedział, iż papież Jan Paweł II w
jednej ze swoich encyklik inspirował się marksowska teoria obiektywnej
alienacji narzędzi pracy. Bardzo był z tego dumny i podkreślał, że ta teoria
jest tylko u Marksa. Profesor Gogacz właściwie nie mógł się wypowiedzieć. Był
On zaś jednym z nielicznych ludzi w Warszawie, którzy nigdy nie mieli
absolutnie żadnych złudzeń, co do KOR-u. Ale nie mógł wiele zdziałać, to był
inny kontekst niż dziś. Profesor Gogacz widział niebezpieczną ewolucję
polskiego społeczeństwa. Był właściwie sam i osamotniony. Miał kilku uczniów,
ale wszyscy mieli po dwadzieścia kilka lat, a w tym wieku niewiele można było
wtedy zrobić.
Leszek Kołakowski to ktoś
zupełnie inny. W młodości organizował akcje przeciwko prof.Władysławowi
Tatarkiewiczowi. List przeciw Tatarkiewiczowi, który podpisali m.in. Kołakowski
i Arnold Słucki zaczynał się od slow "My, studenci Uniwersytetu
Warszawskiego, członkowie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej...". Po
1956 roku przerobił się na rewizjonistycznego wroga Kościoła. Napisał mnóstwo
parszywych tekstów przeciw Religii. Miał mentalność członka Towarzystwa
Krzewienia Kultury Świeckiej. Czytywałem te jego wypociny już w latach 70., ot
tak z ciekawości, poziom argumentacji był idiotyczny, w stylu: doktryna o
piekle jest grubymi nićmi szyta, bo to znaczy, ze w ostateczności ludzie
niegdyś sobie bliscy będą rozdzieleni na zawsze. Ano tak, tak będzie!
Ale Kołakowski w pewnym momencie
opuścił Polskę i zmienił się. Napisał trzy tomowe dzieło "Główne Nurty
Marksizmu", a później zaczął przechodzić na pozycje zbliżone do konserwatywnych.
Stał się prawica Środowiska. Był na prawym skrzydle lewicy, jeśli tak można
powiedzieć. Byłem na jego bardzo długiej konferencji w Paryżu w 1988 roku.
Mówił wtedy rzeczy nie bardzo filozoficznie poprawne; dziś nadawałyby się na
nasz portal, to co mówił było niegłupie. Przejechał się m.in. po
protestantyzmie, mówiąc że to jest diabelska sztuczka. Był wyraźnie zachowawczy
i antykomunistyczny. Jednak do końca życia pozostał człowiekiem lewicy i
członkiem Środowiska. Co do wpływów, to wywierał wpływ swoją książką o historii
marksizmu, a czy wywierał wpływ bezpośrednio na akcje KOR-u, którego był
zresztą członkiem, tego nie wiem.
Czy warszawscy opozycjoniści
utrzymywali kontakty z polską emigracją?
Z emigracja pomarcową,
oczywiście. Z "Kulturą" i z RWE też. Co zaś do kontaktów z innymi
odłamami emigracji, to nic mi o tym nie wiadomo. Myślę, że tak, bo przez część
Polonii byli postrzegani jako opozycja antykomunistyczna.
Czy istniały kontakty między
opozycjonistami a zachodnimi partiami politycznymi?
Z całą pewnością. Środowisko
miało kontakty z partiami socjalistycznymi, z partiami liberalnymi, z
antysowieckimi lewakami też. Ale myślę, że w ówczesnej Europie KSS
"KOR" był uważany przez część establishmentu na Zachodzie za element,
który za dużo mówi. Za dużo mówi o Katyniu, o zbrodniach sowieckich i to było
odbierane jako przeszkoda w pokojowej koegzystencji między państwami o
odmiennych ustrojach i jako podżeganie wojenne. Nie wiele wiem tak naprawdę o
tych kontaktach.
Jaki był stosunek opozycjonistów
do Kościoła i do religii w ogólności?
Cała ta afera od samego początku
śmierdzi masonerią. Nie wiem kto był, a kto nie był masonem. Oskarżenie kogoś o
bycie masonem jest oskarżeniem tak poważnym, że wolę się nie wdawać w tego typu
spekulacje. Ale cała ta opozycja miała masońskie idee. Od samego początku.
Nawet jeżeli nie byli członkami lóż, to byli umysłowo pod wpływem idei
masońskich. Ja, jako młody chłopak......nie wierzyłem w istnienie masonerii!
Moi koledzy też nie.
Stosunek opozycji do Kościoła
był bardzo prosty. Lewica laicka nie miała pojęcia co to jest Kościół i
myślała, że Kościół to jakiś rodzaj partii komunistycznej typu stalinowskiego.
Znam do dziś katolików i to tradycyjnych, którzy też tak myślą, bo duch
masonerii wdziera się wszędzie. Do momentu „małżeństwa” z personalistami lewica
laicka nienawidziła Kościoła. Później zetknęła się z personalizmem i wzięła te
modernistyczne brednie za religię katolicką w jakiejś odnowionej formie. To
było już sporo lat po Soborze Watykańskim II, który uderzył w Polsce bardzo
silnie, tylko w sposób zamaskowany. W białych rękawiczkach. Uznali się za „chrześcijan
bez Boga”. Jacek Kuroń napisał kiedyś w „Znaku” pod pseudonimem Maciej F. Gajka
artykuł zatytułowany właśnie „Chrześcijanie bez Boga”. Kościół był im witalnie
potrzebny. Poparcie ze strony części Episkopatu dla KOR-u w latach 1977-1980
było zasadnicze. Utrzymywali kontakty z ks. biskupem Ignacym Tokarczukiem, raz
ks. kard. Wyszyński przyjął delegacje KOR-u na prywatnej audiencji. Egzystowali
dzięki sojuszowi z personalistami i dzięki pewnemu poparciu Episkopatu i części
księży, którzy byli antykomunistyczni, bo katolik jest związany potępieniem
komunizmu przez Rzym i chce się komunizmu zawsze pozbyć. Ale lewica laicka
to były wilki w owczej skórze. Kościół soborowy był im potrzebny.
Gdyby Kościół zaczął nagle mówić
znów własnym głosem i głosił ponownie prawdę katolicką w całym splendorze,
zaatakowaliby Kościół ponownie. Czasami im się nie podobało, że np. niektóre
pisma katolickie atakują Sartre’a. Oni się Kościołem posługiwali. Ci ludzie
zawsze byli, są i zawsze będą skrajną lewicą. Nie bardzo liczę na ich
opamiętanie czy nawrócenie się za życia. Ale mogą się nawrócić w godzinie
śmierci i dlatego należy się modlić o tzw. ostatnie laski dla nich. Katolik nie
może się na tym opierać, ale w przypadku wrogów to jest jedyna nadzieja. Należy
się modlić o ostatnie łaski dla ludzi takich jak Michnik czy Blumsztajn. Jeżeli
tego nie zrobimy, to nie jesteśmy katolikami. Ale to jest skrajna lewica, nawet
dziś.
Autorzy opracowania Trockizm.
Doktryna i ruch polityczny (Wydawnictwo Trio, Warszawa 2003)
zakwalifikowali słynny List do Partii autorstwa Jacka Kuronia i Karola
Modzelewskiego do nurtu trockistowskiego marksizmu. Czy zgadza się Pan z taką
opinią?
Moim zdaniem mówienie, że ten
list był trockistowski ma mniej więcej taką wartość, co mówienie dziś, że
Donald Tusk jest komunistą. ”Listu” nie czytałem. W latach 70. już się tego nie
czytało, a sam Kuroń publicznie na różnych wiecach wyśmiewał się z tego, co
napisał w 1964 roku.
Trockizm to jest coś bardzo
konkretnego, to bolszewizm-leninizm, sowiecki komunizm, dopracowany w warunkach
emigracji politycznej przez Leona ( Lwa) Trockiego. Trocki był jednym z wodzów
bolszewickich, najserdeczniejszym współpracownikiem Lenina, był zwykłym
bolszewickim zbrodniarzem, jak Lenin. Pokłócił się ze Stalinem, to wszystko.
Kiedy był na emigracji we Francji miał kłopoty, bo nawet socjaliści francuscy
zarzucali mu tzw. „Dekret o Zakładnikach” z czasów wojny domowej. Do pewnego
momentu socjaliści byli we Francji w silnym konflikcie z komunistami. Trocki
odpowiedział na te zarzuty broszura „Nasza moralność i ich”, w której wywodził,
że dobry jest taki akt moralny, który dostarcza sukcesu partii komunistycznej i
że rozróżnienie dobra i zła jest pojęciem burżuazyjnym. Trocki stanął na czele
rachitycznego ruchu komunistycznego i przeciwstawiał się idei budowy socjalizmu
w jednym kraju. Gdyby to on został szefem partii, a nie Stalin, być może
popełniłby jeszcze więcej zbrodni.
Jest absolutnie jasne, że Jacek
Kuroń po 1956 roku podobnych poglądów nie głosił. Do 1956 roku był stalinowcem.
Później był rewizjonistą. Jeszcze w 1968 roku wygłaszał mowy o mesjanizmie
klasy robotniczej. Po Marcu’68 zaczął ewoluować w kierunku
socjaldemokratycznym. Po "małżeństwie” z personalistami był jednym z
głównych polskich humanistów-personalistów. W Warszawie istnieje obecnie
„Wielokulturowe Liceum Humanistyczne im. Jacka Kuronia”. Uważam, że liceum
doskonale dobrało sobie patrona. Powinni tylko jeszcze dodać do słowa „humanistyczne
”przymiotnik” personalistyczne”. „Humanistyczno-personalistyczne”. Jacek Kuroń
był politycznym pseudomistykiem, ”pedagogiem”, na wiecach na UW mówił
publicznie, że marzy mu się świat bez granic i że nie ma wolnej Polski bez
wolnej Ukrainy. Po tej ostatniej wypowiedzi, SZSP wywiesiło następnego dnia
ironiczny plakat „Kuroń atamanem wolnej Ukrainy”. Ale to nie ma absolutnie nic wspólnego
z trockizmem. Żadnego związku. To jest skrajnie lewicowa gorączka podlana
humanizmem i fałszywą koncepcją miłości bliźniego bez miłości Boga, co
jest niemożliwe. Kto nie kocha Boga, ten nie kocha bliźniego. Kuroń zakończył
życie jako typowy personalista, głosił jakieś teorie substytucji między osobami
ludzkimi. Był bardzo chory. To jest tragiczna postać. Zmarnował swoje własne
życie. Nawet nie wiem czy był ochrzczony. Pewnie umarł bez sakramentów
Kościoła. To straszne.
Jaki był Pana zdaniem profil
ideowy opozycji końca lat 70.?
KSS "KOR" nie był opozycją, ale
„robił w opozycji” i w związku z tym uległ syndromowi opozycyjności. Cokolwiek
się stało, dla KOR-u to zaraz była wina władz PRL. Ponieważ władze PRL były
prosowieckie i antyzachodnie, KOR był antysowiecki i prozachodni. Siłą rzeczy
KOR przybrał, chcąc nie chcąc, postać pozycji antykomunistycznej, dużo mówił o
Katyniu, o 17/IX/1939, przyjął za swoje część aspiracji narodu. To się stało
siłą rzeczy. W rzeczywistości celem KOR-u było usuniecie autorytetu władzy. Cel
rewolucyjny.
KOR wysuwał 2 hasła: demokracja
parlamentarna i niepodległość narodowa pojęta na sposób piłsudczykowski. Za
szczyt niepodległości uważano nadanie Polsce statusu Finlandii, tzw.
finlandyzację. KOR nie wierzył w upadek ZSRS, choć wierzył w możliwość
demokratyzacji, jakiejś nowej odwilży. To ten brak wiary w zwycięstwo jest
jednym ze źródeł, że KOR położył obrady Okrągłego Stołu. Wydawało im się, że są
wlanie w momencie realizowania owej finlandyzacji .Nie wszystko można wytłumaczyć
spiskiem, układem i :ruskimi agentami”.
Ale KOR był również bardzo
antynacjonalistyczny i cały czas walczył z tym Tejkowskim. Wrogiem był również
niejaki Barański. Jak Pan się może łatwo zorientować, tu grały jakieś obsesje.
Jeżeli któryś z Czytelników może mi wyjaśnić kim byli ci Tejkowski i Barański,
to byłbym bardzo wdzięczny! Jednakże w KSS ”KOR" działało również
Biuro Interwencyjne prowadzone przez Państwa Zofię i Zbigniewa Romaszewskich.
To byli autentyczni działacze społeczni, pomagali biednym ofiarom milicyjnej
przemocy. Rewolucja Ich nie interesowała. Nie uważam ich za członków
Środowiska. Członkami KOR-u byli również Antoni Macierewicz i Piotr Naimski. Co
by o nich nie sądzić, nie mieli oni ze Środowiskiem nic wspólnego. Tu zresztą
tkwi jedno z historycznych źródeł dzisiejszego konfliktu między GW i PiS.
C.D.N.
Niebawem ukaże się trzecia i
zarazem ostatnia część wywiadu z p. Antoine Ratnikiem. Pierwsza część
ukazała się 1.01. br.:
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/3352/wywiad-portalu-konserwatyzmpl-z-p-antoine-ratnikiem-cz-i
Z kolei pierwszy wywiad z naszym
francuskim korespondentem ukazał się rok temu:
http://archiwum.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/7446/
a.me.