Pozostaje jednak dodać, że Jaruzelski nie jest w takim razie odosobniony, jeśli chodzi o błędy tego typu. Oto bowiem generalissimus Franco, który już pod koniec swego życia pozwolił na przejęcie swego obozu władzy przez bezideowych technokratów, nie słuchając niczyich wątpliwości wymusza uznanie za swego następcę Jana Karola, monarchy, który następnie swoją postawą utorował drogę do rządów socjalliberalnych w Hiszpanii i bez cienia wahania podpisywał ustawy w rodzaju tej legalizującej aborcję na życzenie. Z kolei gen. Pinochet (prawda, że działając pod naciskiem swego amerykańskiego hegemona, a więc w sytuacji zbliżonej do położenia Jaruzelskiego) oddaje władzę lewicowym chadekom, współrządzącym z socjalliberałami, a więc czemuś w rodzaju "naszej" Unii Wolności. Jeśli więc na ocenę czyichś rządów i decyzji szczególny wpływ ma następstwo polityczne, to wszyscy trzej panowie wypadają pod tym względem nie najlepiej...
Konrad Rękas
aw