OD REDAKCJI:
Równo rok temu zamieściliśmy wywiad
z naszym stałym francuskim korespondentem p. A. Ratnikiem
(http://archiwum.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/7446/). W przeciągu
rocznej współpracy dzięki staraniom p. A. Ratnika informowaliśmy o wielu
ważnych sprawach dziejących się we Francji jako pierwsi w Polsce.
Artykuły autorstwa naszego francuskiego współpracownika cieszyły się bardzo
dużą popularnością i zawsze wzbudzały wśród komentujących emocje. Korzystając z
tej szczególnej okazji jakim jest pierwszy dzień Nowego Roku chcielibyśmy
przybliżyć Państwu sylwetkę pana Ratnika.
Dziękujemy za dotychczasową
współpracę i liczymy na równie owocną dalszą kontynuację.
Niniejszym prezentujemy
pierwszą część wywiadu.
W latach 60. i 70. ubiegłego wieku
mieszkał Pan i działał w Polsce. Był Pan świadkiem i uczestnikiem ruchu zwanego
„opozycją demokratyczną”. Jaka jest dziś Pana opinia o tym ruchu?
Zanim się wyrazi opinię, należy przede wszystkim ten
ruch zdefiniować. Istotne są tu trzy pojęcia: humanizm, "Środowisko",
personalizm. Zacznijmy od "Środowiska".
W Polsce międzywojennej istniały różne środowiska
sytuujące się na lewo od instytucjonalnego socjalizmu, choć były to środowiska
niekomunistyczne. Często jednak jednolitofrontowe. W jakiś sposób bliskie
komunistom, lecz same niekomunistyczne. Ludzie ci zajmowali się
spółdzielczością, samopomocą, pracą harcerską. W czasie wojny organizowali
tajne komplety, pomagali Żydom.
Proszę zauważyć, że to wszystko działo się jakby poza
głównym nurtem. To jest bardzo ważne. Często to byli wolni strzelcy, trochę
„nawiedzeni”. Po wojnie znaleźli się oni w tarapatach i byli prześladowani
przez władze stalinowskie. Uaktywnili się około 1955 roku, organizując się
głównie w „Klubie Krzywego Kola”.
Ci ludzie jakby abstrahowali od Polski, to byli
„neo-Polacy”. Zapomnieli, że Polska ma 1000 lat historii. Byli skonfrontowani z
aktualną rzeczywistością i to ich całkowicie absorbowało. Z drugiej strony po
1944 roku dużo młodych ludzi z rodzin inteligenckich zaangażowało się w
działalność komunistyczną. Jedni z nich byli Polakami inni zaś, jak to się
mówi, byli „pochodzenia żydowskiego”. To „pochodzenie żydowskie” to mit. Polak
pochodzenia żydowskiego, to jest ktoś taki, kto - z fascynacji polskością-
wyszedł ze swej wspólnoty rasowej i zglosil akces do polskości, jednocześnie
zachowując dawną religię. Byli to Polacy wyznania mojżeszowego. Znalem we Francji
potomka takiej rodziny.Wzruszające było jego przywiazanie do polskości.
Nic podobnego nie miało miejsca w przypadku ludzi, o
których mowa wyżej. Ich dziadkowie, rodzice lub oni sami opuścili swą wspólnotę
rasową, bo mieli lewicowe poglądy i wspólnota żydowska kojarzyła im się z
hierarchią i z religią, a tego nienawidzili.Zgłosili akces do różnych
lewicowych organizacji, jedni do partii komunistycznej, inni do
socjalistycznej.
W 1956 roku wszyscy ci ludzie zlali się w jeden nurt i
tak narodziło się "Środowisko". Cechą konstytutywną Środowiska była
nieprzynależność. Obce były im polskie tradycje, nie utożsamiali się z narodem,
ani z Kościołem, to byli „bezprirodni”, ,,ludzie luźni”, ich ojczyzną było ich
własne środowisko. Od 1956 roku przeciwstawiali się komunizmowi bolszewickiemu
z pobudek humanistycznych. Bowiem to właśnie humanizm był ich ideologią, tym,
co ich łączyło. Nawet ci z nich, którzy po 1944 roku stali się stalinowcami i
którzy zwalczali przedwojennych profesorów uniwersyteckich, robili to z pobudek
humanistycznych.
Należy w związku z tym zastanowić się nad tym, co to
jest humanizm, tak, jak oni go pojmowali.
Pochodzenie jest mało ważne w przypadku”
bezprirodnych”. Liczy się to, jakie były ,
i to zawsze, od samego początku, ich poglądy filozoficzne. Żydowskie
korzenie części z nich odegrają jednak później i do dziś odgrywają pewne
znaczenie. Środowisko wyznaje humanizm do dziś. Humanizm to aktywna miłość do
zła, do ciemnej strony natury ludzkiej. Miłość do grzechu pierworodnego.
Humanizm sprowadza się do przekonania, że Bóg Księgi Rodzaju, Bóg Kościoła jest
złym tyranem, naczelnikiem więzienia. Humaniści uznają za swój program szatana
wyłożony przez tego ostatniego w słowach wypowiedzianych do Ewy. Ten program
składa się z trzech punktów:
1.Bóg jest kłamcą.
2.Bóg jest tyranem.
3.Sięgnijcie po owoc z drzewa wiadomości dobrego i
złego i sami będziecie jak Bóg, bo Bóg jest waszym wrogiem i trzyma was w
nieświadomości.
Czy w takim razie humanizm jest satanizmem? Tak, ale
nie de iure tylko de facto. Każdy humanista jest de facto satanistą.
Humaniści, którzy do 1956 roku byli stalinistami
zmienili front w ciągu pięciu minut z taką łatwością, ponieważ nowe struktury
PZPR, które się wyłoniły po Październiku 1956 roku były dla nich zbyt
tradycyjne, zbyt statyczne, niehumanistyczne. Nie dość, że humaniści, to
jeszcze byli to lewacy. Ich maszynka piekielna musiała być w ciągłym ruchu. Nie
mieli żadnych złudzeń i wiedzieli, że Gomułka w pewnym momencie odejdzie od
gorączki „polskiego października”. Wiedzieli to od samego początku. Stali się w
związku z tym „rewizjonistami”. Tego pojęcia nie trzeba już dziś wyjaśniać.
W 1968 roku, pod wpływem wypadków w Czechosłowacja
wywołali w Polsce hece o nazwie Marzec’68 i w większości poszli siedzieć.
Marzec’68 w Polsce to było dokładnie to
samo, co Maj’68 w Paryżu. To prosowiecka partia komunistyczna zdusiła bunt
lewaków. W Polsce PZPR miała
bezpośrednią władzę polityczną, we Francji Francuska Partia
Komunistyczna jej nie miała, ale posiadała ogromne wpływy i to FPK położyła
kres kontestacji na rozkaz Moskwy, do której z taką prośbą o pomoc zglosil się
de Gaulle. To właśnie od 1968 roku datuje się zoologiczna nienawiść lewaków do
prosowieckich partii komunistycznych i to tłumaczy, dlaczego
"Środowisko" zerwało z marksizmem po 1968 roku i przemalowało się na
socjaldemokratów.
Ale tu nie jest koniec sprawy z humanizmem.
Zadałem sobie ogromny trud kilka lat temu i
przestudiowałem bardzo dokładnie zbiór wywiadów, jakie z różnymi ludźmi ze
"Środowiska" przeprowadził w różnych okresach Adam Michnik. Zbiór ten
zatytułowany jest „Wśród mądrych ludzi”. Z lektury wszystkich wywiadów wynika,
że dla humanistów jedyna pożądana sytuacja
w społeczeństwie to taka sytuacja, kiedy nikt nie może
materialnie powiedzieć „mam absolutną rację”. Stąd ich predylekcja do
mniejszości narodowych czy seksualnych.
Te mniejszości są im potrzebne, żeby ich istnienie
wyabsolutyzować i oskarżyć o faszyzm każdego, kto mówi, że owe mniejszości
należy, co najwyżej tolerować. Humanizm jest przeciwny tolerancji, pragnie
narzucić tyranię mniejszości.
W sytuacji, gdy w kraju istnieją wyabsolutyzowane
mniejszości, nie ma miejsca na prawdę absolutną, a jeżeli ktoś jej pragnie, to
jest „ faszysta”. To tłumaczy czynioną dziś stale przez "GW" apologię
zboczeń seksualnych. To tłumaczy nienawiść "GW" do ONR, do MW, do
NOP, do kibiców. Nawet to tłumaczy nienawiść "GW" do PiS . Wyżej
wymienione ugrupowania są przykładami dumnych z siebie większości.
Humanizm odmawia im prawa do życia. Pełne prawo do
życia mają tylko mniejszości, bo to one gwarantują stan powszechnego
relatywizmu. Oto przykład języka humanistycznego:
„Panie Romaszewski jest Pan śmieciem społecznym,
przegrał Pan wybory, POpaprańcy załatwiły Ci posadkę w TK żebyś nie fikał, a Ty
szmato społeczna spotykasz się z bandytom i podnosisz go na duchu, chyba jesteś
mu coś winien, a może przeleciał Twoja "PIĘKNA" córeczkę, z którą
razem przedstawiacie obrzydliwą parę. A tak naprawdę to jeżeli jest
"bóg" to musi być tak paskudny jak Ty, bo ponoć stworzył człowieka na
swoje podobieństwo, są jednak ludzie piękni, mądrzy,więc może na chwilę
zasnął,i władzę przejął "kusy" i stworzył takiego potworka. Pa.”
Znalazłem to na pewnym humanistycznym forum
internetowym po wiadomości o łagodnym
wyroku dla Piotra Staruchowicza. To jest język nienawiści i to właśnie
nienawiść charakteryzuje w praktyce humanizm. Polityka miłości.
Mamy już więc wyjaśnione dwa elementy:
"Środowisko" i humanizm. Zostaje nam do omówienia personalizm.
Na początku lat 70. nastąpiło w Polsce ogromne
nieszczęście, z którego katastrofalnych następstw już nigdy chyba się nie
podniesiemy. Już w Marcu’68 Koło Poselskie „Znak” opowiedziało się po stronie
lewaków. Ale po 1971 roku nastąpiło autentyczne zbliżenie, zawiązała się
wręcz przyjaźń i współpraca, jak najbardziej ścisła między lewackimi
humanistami („ lewica laicka”) , a personalistami z warszawskiego KIK-u, z
pisma „Znak”, z „Tygodnika Powszechnego”, z ludźmi zgrupowanymi wokół ośrodka w
Laskach pod Warszawą. Uważam, że gdyby to zbliżenie nie nastąpiło, "Środowisko"
mogłoby nie przeżyć. To właśnie pseudokatoliccy personaliści dostarczyli lewicy laickiej nowej ideologii.
Personalizm jest przekonaniem, że w intuicyjnym
doświadczeniu etycznym przeżywamy powinność oddania osobie, jako osobie
należnego szacunku (teza ks.T. Stycznia). Inaczej mówiąc: akt ludzki jest dobry
o ile szanuje on osobę ludzką i przyczynia się do jej rozwoju; w przeciwnym
razie jest zły. Brzmi pięknie, jak wszystkie kłamstwa. Bo w rzeczywistości
personalizm stanowi ruinę prawdy i moralności. Pojęta na sposób
humanistyczny osoba, samotny bożek, bez więzów społecznych, staje się miarą
wszelkiej prawdy i etyki. Kto sprzyja
skorumpowanej przez grzech pierworodny naturze ludzkiej jest dobry, kto stara
się ją ucywilizować, staje się "faszystą".
Nie wierzy mi Pan? Proszę bardzo.Przykład z Francji. W
2000 roku pewien młody człowiek chory na AIDS, dodatkowo homoseksualista i narkoman postanowił
zmienić życie i poszedł do spowiedzi. Po kilku minutach soborowy kapłan
przerwał mu i powiedział: ”Młody człowieku, jeżeli te wszystkie twoje
doświadczenia przyczyniły się do wzbogacenia i do rozwinięcia twojej
osobowości, to nie ma w tym nic złego”. Przerażony penitent uciekł od tak
szczególnego spowiednika, udał się do pobliskiego przeoratu FSSPX i tu mógł się w sposób ważny wyspowiadać i
uzyskać rozgrzeszenie.
Inny przykład, też z Francji. W szkole podstawowej
pewien wychowawca został zaatakowany przez dziecko. Dziecko złamało mu 2 zebra.
Wychowawca poszedł ze skargą do swoich zwierzchników, którzy go zdezawuowali
i karnie przenieśli do innej
szkoły.Wychowawca się powiesił. To jest właśnie personalizm. Dziecko dokonało
aktu ekspresji swej godnej osobowości uposażonej w niezbywalne prawa ludzkie,
zaś wychowawca, który pragnął poparcia ze strony swych szefów był zwykłym
„faszystą”. Zwalczał godną osobowość wolnego dziecka w wolnej szkole (wolne
dzieci z Summerville?).
Polscy personaliści nie mogli w ówczesnych warunkach
wprowadzić w czyn pełni personalistycznych poglądów ani też postsoborowej
rewolty. Mieli związane ręce. Hierarchia była za blisko, może nawet nie byli
zresztą aż tak radykalni, z całą pewnością nie. Ale byli ściekiem wszystkich
błędów. To była katolewica, czyli po prostu lewica, bo katolicyzm i lewicowość
wykluczają się wzajemnie. Hierarchia katolicka ufała im jednak.
Dlaczego?
Ksiądz Kardynał Wyszyński walczył z PAX-em.Oglądał On
komunizm oczami rzymskokatolickiego hierarchy, jakby z Rzymu, pamiętając o
potępieniu bezbożnego komunizmu przez Rzym i o wszystkich cenzurach którym
podlegali ci, którzy z komunistami współpracowali.
Kręgi soborowo-personalistyczne ( „KIK”,” ZNAK”,
„TYGODNIK POWSZECHNY”, „WIĘŹ”, "LASKI”)
były komunizmowi niechętne. Nastąpił sojusz z jednej strony Prymasa i
części Hierarchii, a z drugiej strony
pseudokatolickich intelektualistów "utrzymujących kontakty z Hierachią
katolicką”, jak to się wtedy mówiło. Tylko tyle, że Episkopat chciał zwalczać
komunizm z przyczyn katolickich, a wyżej wymienione organizacje z przyczyn
personalistycznych. Ci ostatni w komunizmie
widzieli „kolektywizm”. Nastąpiła całkowita
pomyłka ze strony części Hierarchii katolickiej .
Sobór sprawy nie ułatwił.
Personaliści, rozpoczynając ich trwającą do dziś
przyjaźń ze "Środowiskiem", „załatwili” "Środowisku"
poparcie ks. Prymasa. Część Episkopatu poparła „obronę praw człowieka”, w tym
niestety i sam Kardynał. To był największy błąd jakiego właśnie nie należało
popełnić. Niestety został popełniony. W czerwcu 1976 "Środowisko"
założyło Komitet Obrony Robotników, później Komitet Samoobrony Społecznej
”KOR”. Pozornie chodziło o obronę praw robotników i społeczeństwa. Tak naprawdę
chodziło o doprowadzenie w Polsce do rządów demokracji
parlamentarnej i do tzw.”finlandyzacji”. No i w czerwcu 1989 roku udało im się.
Czerwiec 1989 to triumf "Środowiska".
Czy istnieje według Pana ciągłość
między "Środowiskiem" a ludźmi skupionymi dziś wokół „Gazety
Wyborczej”?
Tak, to dokradnie to samo, tylko że
"Środowisko" pączkowało od lat 1955-1956.
Kiedyś działalność w ramach "Środowiska"
była stosunkowo ryzykowna, to była jednak opozycja. Dziś praca w "GW"
czy w przybudówkach "GW" daje zaszczyty i przywileje. Niech Pan raczy
zauważyć, że "GW" używa tych samych metod co niegdyś
"Środowisko", np.organizuje petycje, a to w obronie pamięci Jacka
Kuronia, a to w obronie tezy, że człowiek pochodzi od małpy. Atakuje obsesyjnie
wrogów, jak np. MW, NOP, ONR, kibicow, PiS, tak jak kiedyś
"Środowisko" atakowało Leszka Moczulskiego czy Bolesława
Tejkowskiego (do dziś nie wiem, kim był ten tak znienawidzony Bolesław
Tejkowski ), jak atakowało PAX.
Pewna nowością jest, że "GW" stosuje metody,
które "Środowisko" potępiało w 1968 roku, tzn, używa metody nagonek
prasowych, jak np. w przypadku Marszu
Niepodległości z 11.11.11.
"GW" ma dziś mentalność kalwinistyczną. Ale
to jest tylko szczegół techniczny.
Co wiedział Pan na temat opozycji
demokratycznej w maju 1977 roku?
Myślałem, że to byli jacyś laiccy święci. Miałem
wtedy 19 lat. W wieku 14 lat straciłem wiarę. Przyczyną utraty wiary była moja
osobista słabość i tzw. reformy soborowe.
Kiedy miałem 18 lat bylem już "wierzącym
modernistą". Sam byłem personalistą i humanistą. Ale nie bylem wtedy
lewakiem. Stałem się nim dopiero później. Myślałem, że „opozycja demokratyczna”
realizuje jakieś prawdziwe, odrodzone chrześcijaństwo. To było na granicy
fałszywego mistycyzmu. O tych ludziach nie wiedziałem właściwie nic. W dużym
stopniu dowiedziałem się o nich z RWE, z rozmów z profesorami w liceum. Głównym
źródłem informacji była jednak „Wolna Europa”.
Jakie były powody Pańskiego identyfikowania
się z opozycją demokratyczna?
Delirium Soborowe i lektura złych książek.
Gdyby w latach 1977-1978 ktoś mnie zapytał dlaczego
jestem przeciwny komunizmowi, nie umiałbym mu z całą pewnością odpowiedzieć nic
sensownego. Filozofia subiektywistyczna (Hume, Locke, Berkley, Kant) była
wszechobecna. Ci myśliciele byli w skundlonej formie obecni na każdym kroku, w
kawiarniach, w rozmowach w klubach studenckich. Kładli oni nacisk na podmiot i
wyłącznie na podmiot. Sfera przedmiotowa w ogóle nie była w ich myśli obecna.
Te „filozofie” to rodzaj buddyzmu.
Do tego miał miejsce Sobór Watykański II.
Lektura encykliki Jana XXIII „Mater et Magistra” oraz szczególnie bardzo niebezpiecznej
encykliki Pawła VI „Ecclesiam Suam” zniszczy moją umysłowość, przestałem myśleć
ludzkimi kategoriami. Było normalne, wziąwszy pod uwagę, że zostałem wychowany
na modelu piłsudczykowskiego harcerstwa, zaangażowałem się po stronie ludzi,
którzy starali się wcielić w życie ideały humanistyczno-personalistyczne, podszywając
się pod patriotyzm. „Wzięli mnie” na patriotyzm.
KSS "KOR" to nie była żadna opozycja. To
była socjaldemokratyczna, humanistyczno-personalistyczna grupa nacisku. Nie
wolno tych struktur nazywać opozycją. To było raczej laboratorium idei.
W dodatku czytałem złe książki. Zatruwałem się
Sartre’em, Albertem Camus, Heideggerem, Kierkegaardem, Freudem, Frommem,
Jungiem, Karen Horney.
Ale dziś myślę, że byłem również pod wpływem szatana.
Siła „imperatywu moralnego”, który mnie pchał w objęcia „opozycji” była jakoś
nadludzka. Możliwe, że dostałem się pod wpływy szatana słuchając w latach 60. i
na początku lat 70. „muzyki” rockowej. Dziś nienawidzę rocka.
Jednakże były jeszcze działania ciemnych sił w łonie
PRL. Działania zmierzające do zniszczenia młodzieży. Możliwe, że to pochodziło
od KGB. Mogę podać 3 przykłady.
Kiedy byłem w ósmej klasie szkoły podstawowej, na
dużej przerwie ktoś, do dziś nie wiem kto, kolportował pismo zatytułowane
„Jestem” .To pismo zachęcało do rozwiązłości. Dla nas, piętnastoletnich dzieci,
organizowano również kursy rozwiązłości, gdzie nam mówiono, że rzeczy złe są
dobre.
I było jeszcze działanie bardziej subtelne.Wszystkie
obowiązkowe lektury szkolne w szkole podstawowej miały jedną wspólną cechę:
smutek. Wszystkie bez wyjątku traktowały o śmierci, ślepocie, samotności,
nieszczęściach, nędzy, chorobach, myciu trupów, więzieniu etc. Bardzo czytana
była wtedy powieść Ferenca Molnara „Chłopcy z
Placu Broni” napełniona była ogromnym
smutkiem. Nie stawiano nam Świętych za przykład! W starszych klasach
truto nas Żeromskim.W liceum „Granicą” Zofii Nałkowskiej. To są bardzo
szkodliwe dzieła, nadają się na stos.
Dziś marzy mi się Polska stosów, na których wszystkie
te książki spłonęłyby aż do ostatniego egzemplarza.
Chodziło o to, żeby w duszach wytworzyć atmosferę
smutku i wypróżnić duszę z wszelkiej zawartości, po to, żeby tam później
wprowadzić „muzykę” rockową i miłość do narkotyków. W Warszawie, w domu
towarowym „Junior” można było za malutkie sumy dostać zdjęcia czołowych
narkomanów i satanistów: Janis Joplin, Hendrixa, Lennona.
Każdego popołudnia radio nadawało podszytą
diabelskim jadem audycje „Popołudnie z
młodością”, szczytem zaś wszystkiego była tzw. lista przebojów. W Warszawie, na
Rynku St. Miasta wszystkie nastolatki wychodziły w czasie nadawania
"listy" z radioodbiornikami z domu i rozpoczynał się „koncert”. Za
tym stało albo KGB albo masoneria.W ostatecznej instancji szatan. Jednocześnie
SB zezwalało na wielkie stadne manifestacje religijne, bo takie manifestacje tylko osłabiają prawdziwą religijność.
Tak więc, w skrócie: straciłem wiarę dogmatyczną, no i
poszukałem sobie nowej "religii". Ale gdzieś tak od 1979 roku stałem
się lewakiem i nabrałem przekonania, że wprowadzenie w Polsce demokracji parlamentarnej rozwiąże wszystkie
problemy. To było myślenie magiczne.
Koniec części pierwszej. C.D.N.
NOTA BENE.
Pomysłodawcą wywiadu był Szanowny
Pan Redaktor Arkadiusz Meller.
Wahałem się początkowo. Zdecydowałem
się wreszcie, bo – z jednej strony otrzymałem wyrazy zachęty od pewnej osoby,
którą bardzo cenię, - z drugiej zaś strony myślę, że jednym z zadań naszego
portalu jest zbijanie schematów w myśleniu politycznym. Posługiwanie się
zbitkami typu KOR=ŻYDZI jest właśnie jedną z przyczyn, dla których „prawica”
oddaje w toczącej się wojnie idei pozycje po pozycji. "Środowisko"
pragnie, aby je atakować w sposób prymitywny i chamski. Zaatakowane na polu
filozoficznym, zdezawuowane moralnie, nigdy nie będzie potrafiło odpowiedzieć.
Zamieszczamy wywiad w częściach,
ponieważ Pan Redaktor zadał mi mnóstwo pytań. Udzielenie tych odpowiedzi
przyszło mi z ogromnym trudem. W kolejnych częściach odpowiem m.in.
na pytanie jak udało mi się pod koniec lat 80. zerwać z lewicą i stać się
normalnym człowiekiem. W dużym stopniu zawdzięczam to moim rodzicom. Niniejszy
wywiad jest subiektywnym spojrzeniem na sprawę KOR-u i nie ma ani żadnych
pretensji ani żadnej wartości naukowej. To są osobiste refleksje, które
angażują tylko mnie.
Antoine
Ratnik
a.me.