Tradycyjnie faszyzm pełni w demoliberalnej propagandzie rolę straszaka. Jest tak szczególnie w Polsce, gdzie żywe są wspomnienia zbrodni popełnionych przez III Rzeszę. Z tego też powodu, poza wrocławskim ośrodkiem gdzie wydawane są "Studia nad Faszyzmem i Zbrodniami Hitlerowskimi", w naszym kraju nie prowadzi się badań nad faszyzmem. Ideologia ta nie jest badana, lecz jest potępiana jako zbrodnicza ex definitione.
Przez kilka lat, na marginesie moich głównych zainteresowań naukowych związanych z konserwatyzmem, zajmowałem się także faszyzmem, czego pokłosiem jest książeczka "Faszyzmy łacińskie. Sen o rewolucji innej niż w Rosji i w Niemczech" (Warszawa 2011), stanowiąca zbiór tekstów zamieszczonych wcześniej głównie we wspomnianych "Studiach nad Faszyzmem i Zbrodniami Hitlerowskimi". Zaznaczę od razu, że zawsze żywo interesował mnie nie faszyzm niemiecki (narodowy socjalizm), nawet nie klasyczny faszyzm włoski Benito Mussoliniego, lecz rozmaite pomniejsze i mało w naszym kraju znane faszyzmy francuskie, hiszpańskie, portugalskie, włoskie (opozycyjne wobec faszyzmu oficjalnego). Paradoksalnie, są to ideologie znacznie bardziej ciekawe intelektualnie niż sprymityzowane do propagandowych sloganów wzorce niemieckie i włoskie. Ruchy w Italii i w Niemczech doszły do władzy stosunkowo szybko po swoim powstaniu, w związku z czym nie miały czasu na wypracowanie zaawansowanej intelektualnie ideologii. Zaś będąc u władzy nie miały już ochoty tworzyć takowej, która mogłaby utrudniać rozmaite ideowe i polityczne kompromisy. Kto więc chce zapoznać się z ideologią faszystowską w formie intelektualnie czystej, ten musi badać faszyzmy łacińskie (ew. angielski), czyli te, o których jest moja książka.
Czy faszyzm jest dzisiaj martwy? Jeszcze do niedawna tak myślałem. Wydawało się, że to idee nazbyt skompromitowane aby było możliwe, aby odżyły. Jednakże krach europejskiego socjalizmu, autentyczne bankructwo Unii Europejskiej powoduje, że nie jestem dziś taki bardzo pewny swojej odpowiedzi. Sytuacja coraz bardziej zaczyna przypominać "wielką depresję" z 1929 roku. Powstało podglebie do rozwoju rozmaitych lewackich ideologii "oburzonych", "wkurwionych" i tym podobnych. Tylko patrzeć aż pojawi się jakiś Lenin i pociągnie całe to zradykalizowane towarzystwo na barykady przeciwko "kapitalizmowi".
Z tego też powodu stosunek konserwatysty do faszyzmu nie jest i nie może być jednoznaczny. Jeśli spojrzymy na faszyzm z punktu widzenia konserwatywnej czy konserwatywno-liberalnej myśli politycznej, to oczywiście wydaje się on kolejną socjalistyczną aberracją, tyle, że nie internacjonalistyczną, ale narodową. To taki socjalizm w jednym kraju, wysokie podatki, etatyzm. W sumie system dziecinny, rodzaj karykatury konserwatywnego postulatu silnego państwa. Dla katolika poza tym to system mocno podejrzany, ponieważ państwo zostaje podniesione do rangi absolutu, wraz z własnym systemem etycznym, gloryfikującym przemoc i rozwiązywanie konfliktów za pomocą siły. Dzielenie ludzi wedle kryteriów narodowych też jest bardzo wątpliwe, bowiem zaprzecza chrześcijańskiemu uniwersalizmowi. Wszak, jak uczy św. Paweł, "nie ma więcej ani Żyda, ani Greka".
Z drugiej strony trzeba pamiętać, że faszyzm zawsze pojawia się w specyficznych warunkach ekstremalnego zagrożenia rewolucją lewacko-bolszewicką i uzyskuje wtenczas masowe poparcie tych grup społecznych, które są przerażone wizją bolszewizacji, zaboru własności i terroru czerwonych band. W sytuacji, gdy pod wpływem kryzysu gospodarczego i załamania się liberalnego systemu politycznego na horyzoncie pojawia się bolszewik, trzeba sobie zadać pytanie, czy aby faszyzm nie jest jednak mniejszym złem? Tak, jest lewicowy i socjalistyczny, ale chroni państwo przed rewolucją internacjonalistyczno-komunistyczną, proponując bardziej umiarkowaną: socjalno-narodową. Propozycja faszystów w okresie międzywojennym była prosta: albo bolszewicka rewolucja totalna, włącznie z pełną nacjonalizacją mienia i masowymi mordami, albo rewolucja faszystowska z siermiężnym nacjonalizmem-socjalizmem. Wybity niemiecki badacz Ernst Nolte ma rację twierdząc, że w obliczu bolszewickiej apokalipsy w 1922 w Italii, a w 1933 w Niemczech faszyzm wydawał się całkiem "konserwatywny", "kontrrewolucyjny" i "umiarkowany" w porównaniu z partiami politycznymi kierowanymi z Moskwy przez samego Józefa Stalina. Więcej, faszyzm miał przewagę nad tradycyjnymi partiami parlamentarnej prawicy: nie miał oporu przed strzelaniem do komunistów, przed rozlewem krwi. I dlatego tylko faszyści byli zdolni powstrzymać bolszewików.
Dziś Unia Europejska bankrutuje i z umierającego cielska tego potworka mogą zrodzić się lewackie radykalizmy. Boję się, że alternatywą dla tej apokalipsy znów będzie tylko faszyzm. Właśnie dlatego zebrałem moje teksty i wydałem jako książkę. To może być proroczy głos z przeszłości.
Adam Wielomski
Moją książkę "Faszyzmy łacińskie. Sen o rewolucji innej niż w Rosji i w Niemczech", Warszawa 2011 można kupić w naszej księgarni za jedyne 16 PLN.