W dniu wczorajszym media żyły jedną informacją ze
świata – śmiercią północnokoreańskiego dyktatora Kim Dzong Ila, który zmarł w
sobotę ok. trzydziestu minut po północy czasu polskiego. Od razu
postawiono w gotowość armię w sąsiedniej Republice Korei, a Japonia i Seul są
na gorącej linii z Waszyngtonem. Pyongyang tymczasem przeprowadził
test rakiety krótkiego zasięgu, która spadła do morza. Podobno był on planowany
wcześniej, jednak taka wymówka zazwyczaj towarzyszy wszelkiego rodzaju
wydarzeniom o charakterze militarnym. Czego więc możemy się spodziewać w
najbliższym czasie?
Gułag z głowicami atomowymi
Korea Północna słynie z tego, że jest
nieprzewidywalna i zdolna praktycznie do wszystkiego. W ostatnim czasie
Pyongyang m.in. zatopił południowokoreańską fregatę, a także ostrzelał wyspę
należącą do swego sąsiada. Przeprowadzał także testy rakiet krótkiego i
dalekiego zasięgu, a część z nich przelatywała bądź spadała w pobliżu Japonii.
Wydarzenia te można zrzucić na karb przygotowywanej już wówczas sukcesji
władzy, która zgodnie ze świecką tradycją komunistycznego reżimu spłynie z ojca
na syna. Dla niezorientowanych ważna informacja – Koreą Północną będzie
rządziło trzecie pokolenie dynastii Kimów. Mamy więc do czynienia z osobliwą
formą ustrojową – monarchią totalitarną.
Mało kto zwracałby uwagę na gułag zwany Koreańską
Republiką Ludowo-Demokratyczną, gdyby nie posiadał on kilku głowic jądrowych.
Wokół nich od lat toczą się dyplomatyczne rozgrywki w ramach tzw. rokowań
sześciostronnych (z udziałem obu Korei, Japonii, Rosji, Chin i USA), nie
przynosząc żadnych rezultatów. Rodzina Kimów reprezentująca system władzy w
Pyongyangu słusznie uważa, iż ostateczną gwarancją bezpieczeństwa jest
posiadanie broni atomowej. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaatakuje kraju,
który posiada broń A oraz środki do jej przenoszenia. O ile Korei
Północnej daleko do kraju mlekiem i miodem płynącego, to na rozwój technologii
atomowych oraz rakietowych pieniądze zawsze się znajdowały. Gorzej z
obywatelami KRLD, którzy żyją w permanentnym strachu (terrorze) i głodzie,
utrzymywani przez zagranicznych donatorów i Chiny.
Reżim musi trwać
I to właśnie na Pekin należy patrzeć, jeśli myśli
się o złagodzeniu kursu północnokoreańskiego reżimu. Tylko Chińczycy, a i to
bez zbytniej przesady (relacja patron-klient, polecam
szersze wyjaśnienia opublikowane w maju 2010 r.), mogą wpłynąć na
poczynania władz w Pyongyangu. A władze te, których uosobieniem i
reprezentantem (twarzą, mówiąc wprost) jest rodzina/klan Kimów, nie są chętne
do przeprowadzania zmian. Obecny układ może nie jest idealny, lecz
pozwala na przetrwanie, co pokazują kolejne dekady trwania Korei Północnej,
bo o żadnym rozwoju (poza bronią A i rakietami) nie można w tym przypadku mówić.
System władzy to powiązania rodzinne klanu Kimów
splecione z wierchuszką sił zbrojnych oraz siłami bezpieczeństwa. Jest to na
pewno skomplikowana układanka, jednak stwierdzenie o rządach wojskowo-bezpieczniackiej
junty można uznać za bezpieczne (dla jego autora). Ograniczone zasoby dzieli
między siebie wąskie grono najwyższych dostojników wojskowych, bezpieczniackich
i partyjnych. Im niżej, tym mniejszy strumień dóbr i pieniędzy. Najczęściej jednak
ci, którzy są niżej, nie mają większego pojęcia o tym, że mogłoby im być
lepiej. Cieszą się tym, co mają. A gdy awansują, stają się lojalnymi obrońcami
skostniałego systemu.
Czego można się spodziewać?
Konkludując rozważania, nie spodziewałbym
się zmian od wewnątrz, gdyż nikomu na nich nie zależy. Najważniejsi gracze w
reżimowej układance mają się jak pączki w maśle. Społeczeństwo jest
zindoktrynowane, sterroryzowane i zagłodzone. Nie w głowie mu bunty i rewolucje.
Nadzieja na zmiany, jakkolwiek złudna, tkwi w fatalnym stanie gospodarki.
Niestety twierdzenie, iż musi ona kiedyś upaść ciągle okazuje się fałszywe.
Można tutaj patrzeć wymownie na Chiny, którym bardzo na rękę jest utrzymanie
status quo na Półwyspie Koreańskim. Pekin nie chce, by na zmianach na
Północy skorzystała Korea Południowa ani Stany Zjednoczone. Lepsze
wydaje się utrzymywanie reżimu rodziny Kimów, który od teraz firmuje swoją
twarzą najmłodszy syn Ukochanego Przywódcy, Kim Dzong Un, zwany już Wielkim
Następcą.
W sferze międzynarodowej utrzyma się
podwyższone napięcie w regionie. Tym bardziej, że w najbliższych miesiącach
dojdzie także do zmiany na szczytach władzy w Pekinie. Tandem Hu
Jintao – Wen Jiabao ustąpi po dwóch kadencjach, a ich miejsce zajmie nowe
pokolenie chińskich przywódców. Jakie będą ich poglądy na sprawę koreańską i
stosunki z Koreą Północną, przydatnym narzędziem, a zarazem kłopotliwym
sąsiadem?
Nie wykluczałbym prowokacji militarnych o
ograniczonym zasięgu autorstwa Korei Północnej. Wielki Następca może zechcieć
pokazać swoją twardość i zagrać tym w rozgrywkach wewnętrznych.
Powszechnie mówi się bowiem, iż z racji swego młodego wieku (mimo to jest już
czterogwiazdkowym generałem) i braku doświadczenia będzie on pod swego rodzaju
kuratelą najbliższej rodziny lub dowódców wojskowych. Jeśli zechce się
usamodzielnić, najłatwiej będzie uczynić to poprzez pokaz siły wojskowej,
najpewniej wymierzonej w południowego sąsiada.
Piotr Wołejko
Artykuł ukazał się na portalu www.politykaglobalna.pl
Dodał Stanisław A. Niewiński