W roku 1940, ponad pół wieku
temu, Szwajcar Roger Schutz osiedlił się we Francji, w gminie Taizé, 100 km od
Lyonu. Brat Roger jest protestantem; założył tam ewangelicką wspólnotę mnichów,
której jest przeorem. “Bracia z Taizé, prawdziwi mnisi, prawdziwi przy tym
synowie Reformacji, po raz pierwszy zaakceptowali sytuacje, że się wciąż o nich
mówi”, czytamy w książce Jean-Marie Paupert’a “Taizé a Kościół jutra”.
Opierając się na tej książce, sympatyzującej jak najbardziej z braćmi z Taizé,
i na różnych innych dokumentach, postaramy się opisać i ocenić wpływ wywierany
przez Taizé.
Wpływ Taize na Sobór Watykański II
W końcowej fazie Soboru
pragnęliśmy ustalić, jakie to osobistości odegrały na nim rolę dominującą
(...). Jest rzeczą pewną, że Taizé również wniosło w Sobór swój znaczny wkład.
Posłuchajmy brata Rogera,
który nam opowiada o typowym dniu w czasie Soboru:
„Wychodząc z Soboru po
przedpołudniowych obradach odwiedzaliśmy biskupów, składaliśmy im wizyty, by
ich zaprosić do naszego apartamentu. Przy zastawionym stole poruszało się różne
tematy (...). Gdy się już nasi goście rozeszli, była chwila ciszy, odetchnięcia,
a potem rozpoczynały się różne spotkania. Przewijali się wtedy rozmaici ludzie.
Nas, którzyśmy ich przyjmowali, nie było więcej niż pięciu. Późnym popołudniem
trzeba było dość często odpowiedzieć na zaproszenie na jakieś seminarium, gdzie
poruszano problematykę o charakterze ekumenicznym. Potem szybki powrót przez
zatłoczone ulice na wspólną modlitwę i na ugoszczenie wieczerzą innych
biskupów. Wieczór mijał nam więc przy stole. Tam skupiała się praca dotycząca
obrad Soboru, śledzenie z bliska ewolucji tekstów, redagowanie komentarzy,
przedstawianie naszego punktu widzenia za każdym razem, gdy nas o to proszono.
Oznaki przyjaźni względem nas są wprost niezwykłe. Oczekuje się po nas bardzo
wiele (...). Tę przyjaźń okazują nam ludzie bardzo różni: ci, których
podejmujemy przy stole, obserwatorzy, audytorzy świeccy, biskupi, kardynałowie.
Ogółem prawie pięćset osób ugoszczonych przyjęciem tylko w czasie czwartej
sesji....”.
Nieco dalej brat Roger
notuje:
„Wizyta biskupa Dom Herdera
Camary. Wszystkie konferencje, jakie wygłosił podczas Soboru, sądzę, że.......”
Sam więc brat Roger we
własnej osobie poświadcza znaczny wpływ, jaki Taizé wywierało podczas Soboru.
Przyjazne zaś stosunki, ponawiązywane przez braci z Taizé w czasie trwania
Soboru, sprzyjały większemu rozgłosowi tego ośrodka po Soborze.
Wpływ
Taizé, faworyzowany przez członków hierarchii i duchowieństwo katolickie
Pojawienie się w Taizé
biskupów i księży, czy to indywidualne, czy na czele grup katolików, zwłaszcza
młodych, budziło w wiernych zaufanie do nauk w Taizé głoszonych. Od ręki można
przedstawić listę, chociaż niekompletną, osobistości, które przybywają do
Taizé. Informujemy tytułem przykładu:
„W kwietniu 1964 pielgrzymka
studentów z Lyonu pod przewodnictwem samego biskupa Villot, a w czasie niej
Msza odprawiona po raz pierwszy w wielkim kościele Pojednania, którego krypta
okazała się za ciasna, by pomieścić tysiące uczestników.
Duchowy magnetyzm tego
miejsca musi być znaczny, skoro się przypomni, że roczną liczbą nawiedzających
Taizé pielgrzymów już w r. 1964 szacowano na 150000, to znaczy przeciętnie po
400 osób dziennie.
Wielu odczuwa potrzebę
pozostania tu dłużej (...). Obserwuje się bardzo zróżnicowane okresy pobytu: od
indywidualnych, pojedynczych dni skupienia, aż do rozważania pewnych tematów na
zorganizowanych rekolekcjach różnego typu. Do ich prowadzenia wyznacza się
wielu braci, między innymi udzielają się tam brat Pierre-Yves i brat André;
obaj są pastorami i jako uznani eksperci prowadzą rekolekcje dla rodzin protestanckich
i dla małżeństw mieszanych.
Na zewnątrz Taizé roztacza
swój wpływ brat Roger, zwołując młodych z różnych stron świata i wizytując
ośrodki katolickie i protestanckie. Wszędzie się spotyka z dobrym przyjęciem.
Wspomnijmy tu spotkanie w Rzymie ‘dwudziestu pięciu tysięcy młodych’ w r. 1980,
i to w r. 1982, 30 grudnia, z przyjęciem przez Papieża.
Brat Roger opowiada nam o
swych podróżach po całym świecie. Informuje, że między 29 września 1980 r. a 20
marca 1981, to znaczy w przeciągu sześciu miesięcy, odwiedził Nowy Jork,
Kanadę, południowe Włochy, Rzym i Lizbonę.
Ricigliano. (...)
Przybyliśmy tam w chwili, gdy ten wiekowy kapłan odprawiał Mszę w jakimś
hangarze. Gdy nas zobaczył przerwał celebrę i podszedł, by nas uściskać”.
Wpływ
Taizé poprzez prasę
W wydawnictwie “Press de
Taizé” ukazało się sporo dzieł; sam brat Roger napisał ich ponad dziesięć, a
przełożono je na dziesięć języków; inny brat z Taizé, Max Thurian, również
wydał ponad dziesięć książek. Rozprowadza je wiele księgarń. Do tego dochodzą
książki powstające w nurcie Taizé, pisane również przez przyjaciół przychylnych
temu ruchowi, jak na przykład Le défi de Taizé (Wyzwanie Taizé), przetłumaczone
na wiele języków, (Taizé a Kościół jutra) Taizé et l’Église de demain i inne.
Periodyk La lettre de Taizé (List z Taizé)
ukazuje się w ośmiu językach, a jest rozsyłany do 120 krajów.
Wielka prasa, szczególnie
wielkonakładowe dzienniki (jak Quest-France,
Le Figaro itd.) nagłaśniają to, co
się dzieje w Taizé, działalność tamtejszych braci, zwłaszcza wtedy, gdy
organizują wielkie spotkania i zjazdy u św. Piotra w Rzymie albo w Notre-Dame w
Paryżu. La Croix, France Catholique, Ecclesia zamieszczają obszerne artykuły i publicystykę reklamującą La lettre de Taizé. La Documetation catholique przedrukowuje
często dokumenty pochodzące z Taizé, przykładowo: interesującą konferencję
brata Maxa Thuriana, wygłoszoną w Rzymie w Centrum Studiów pod wezwaniem św.
Ludwika, króla Francji (11 marca 1976).
Brat
Roger jest bardzo zadowolony z poparcia ze strony papieży i patriarchy Atenagorasa
Książka Wyzwanie Taizé stwarza nieodparte wrażenie, że brat Roger pozostaje
w bliskich stosunkach z papieżami, a więc również i my możemy jednej być myśli
z tym człowiekiem.
Pod pewnym zdjęciem czytamy:
“To brat Roger z Janem XXIII”, nieco dalej pod zdjęciem Pawła VI i brata
Rogera: “Z Pawłem VI na pokładzie samolotu w drodze do Bogoty. Papież zaprosił
brata Rogera, by mu towarzyszył do Ameryki Łacińskiej”. W innym wypadku widać
na zdjęciu brata Rogera trzymającego dziecko w ramionach i rozmawiającego
poufale z Janem Pawłem II.
Zamieszczona w Osservatore Romano fotografia ukazuje
Jana Pawła II, obejmującego brata Rogera, a pod fotografią czytamy: “Serdeczna
rozmowa Papieża z Bratem Rogerem”. Długie przemówienie Papieża opublikowane w
tym dzienniku opatrzono tytułem wybitym dużymi literami: “Radość, że się kroczy
razem drogą pojednania”. Pojednania już osiągniętego czy dopiero zamierzonego,
tytuł tego już nie precyzuje. Ogół chrześcijan, biorących udział w masowych,
tłumnych zebraniach Taizé w Rzymie, w Notre-Dame w Paryżu, w samym Taizé, nie
dostrzega zbyt dobrze różnicy miedzy Taizé a Kościołem Katolickim, stwierdzają
oni natomiast dobre między nimi porozumienie, dobrą wzajemną łączność, tym
bardziej, że u św. Piotra w Rzymie pozwala się bratu Rogerowi na takie oto
wypowiedzi:
“Przybyliśmy tutaj, aby
okazać swą miłość Kościołowi Rzymu, który przewodzi miłości poprzez posługę
swego biskupa. Pasterz powszechny, biskup Rzymu, nie jestże powołany do
pasterzowania wszystkim ochrzczonym, również tym, katolikom lub niekatolikom,
którzy na razie nie rozumieją jego posługi”.
W swoim dzienniku brat Roger
zanotował pod datą 30 grudnia 1980 r.:
„U św. Piotra. Modlitwa z Papieżem
Janem Pawłem II. Kilka zdań celem przekazania papieżowi sensu tego spotkania: ‘Ukochany
Ojcze święty (...). Również dzisiaj, dla nowych pokoleń, pojednanie nie zniesie
dalszej zwłoki. Jeśli chodzi o mnie, chociaż nie chcę być dla nikogo symbolem wyrzeczenia
się wiary, odnalazłem w sobie tożsamość chrześcijanina, jednając w swej głębi
nurt wiary, płynący od moich korzeni protestanckich, z wiarą Kościoła katolickiego’”.
Tu właśnie tkwi
fundamentalny błąd brata Rogera, który – w oczach katolika – znieprawia całą
jego postawę. Jeszcze do tej sprawy powrócimy.
Gest Pawła VI, który bratu
Rogerowi ofiarował kielich, wywołał wśród katolików ogromne zdziwienie. Lecz
słowa patriarchy Athenagorasa, które relacjonuje nam brat Roger, mogą wprawić w
osłupienie. Otóż gdy brat przeor przedstawiał mu o trudnościach, jakie dla
ekumenizmu stwarza urząd kapłański, on (patriarcha Athenagoras) dwukrotnie
powtórzył te słowa: “Muszę bratu coś wyznać, brat jest księdzem, mógłbym z rąk
brata przyjąć Ciało i Krew Chrystusa”.
Kiedy indziej wprost
powiedział bratu Rogerowi: “Mógłbym się przed bratem wyspowiadać”.
Dlaczego przeor Taizé
powtórzył tę błędną wypowiedź patriarchy?
W r. 1950 brat Roger
interweniował u Piusa XII, by Papież nie ogłaszał dogmatu Wniebowzięcia Najśw.
Marii Panny. Jego interwencja nie odniosła skutku. A brat Roger potem pisze: „Od
tego momentu wielu protestantów, którzy darzyli zaufaniem nasze nadzieje
ekumeniczne, przestało się tą sprawą interesować”.
Lecz Papież miał na
względzie dobro duchowe Kościoła Katolickiego. Brat zaś Roger w związku ze
śmiercią Piusa XII i objęciem rządów przez Jana XXIII, napisał: „Byłem świadom,
że chłody zimy pozostawiliśmy za sobą i oto wkraczamy w wiosnę”. Oznaczało to,
że działalność Papieża ocenia się jedynie na podstawie jego stosunków do Taizé.
Wpływ
Taizé poprzez “sobory młodych”
Ruch wykreowany przez Taizé,
zwany “Kongresem Młodych”, zamierzał połączyć we wspólnym dążeniu bardzo wielu
ludzi. Pewne publikacje katolickie znacznie się przyczyniły do spopularyzowania
i wylansowania idei tego “Kongresu”. Przytoczymy, dla Francji, czasopismo Fetes et saisons (Święta i pory roku),
nr 286, czerwiec 1974, mające w podtytule Taizé
30 sierpnia 1974. Ten numer przygotowali wspólnie trzej członkowie redakcji
i bracia ze wspólnoty Taizé. Znajdujemy tam dwa zaakcentowane wielkie tematy:
“By stać się ludźmi pojednania i wspólnoty, potrzebna jest i walka, i
kontemplacja”, oraz “Podjąć walkę razem z człowiekiem ciemiężonym”. Brat Roger
rozwija ten drugi temat w artykule, którego małą próbkę cytujemy:
„Gdyby tylko sami
chrześcijanie zdobyli się na przyznanie słuszności słowom Piotra: ‘Nie mam
złota ani srebra, nie mam majątku ani żadnego nadmiaru’, przebieg wielu
zakrętów historii byłby odmienny. Walka o wyzwolenie człowieka, walka o
stworzenie społeczeństwa bezklasowego znalazłaby poparcie z ich strony”.
Inny numer Fetes et saisons, z maja 1979 r.,
wypełniony po części materiałami z La lettre de Taizé, informował nas o wpływie
osiąganym przez “Kongres Młodych”: „Na przestrzeni lat Kongresy Młodych
połączyły we wspólnym dążeniu setki tysięcy ludzi z całego świata, ludzi o
tendencjach i przynależnościach bardzo różnych. Przy całym ich zróżnicowaniu
głosy młodych z całego świata są zgodne: zima się skończyła, wiosna Kościoła stoi
u bram”.
Między wierszami: dzięki
Taizé...
Wręcza się nam Akta Soboru
Młodych, z których oto fragment; a w nim kluczowy dogmat brata Rogera, który on
niestrudzenie powtarza: „Zjednoczenie nie oznacza zwycięstwa jednych, a
upokorzenia drugich, nie zawiera w sobie wyparcia się tych, którzy nam
przekazali wiarę w Chrystusa. Przeciwnie, to zjednoczenie implikuje odkrycie
darów przekazanych innym. Jeśli każdy twierdzi, że innych nie potrzebuje, jeśli
każdy chce wnosić wszystko, a nie przyjmować niczego, wówczas się nie dokona
żadne pojednanie”.
W każdym człowieku można
napotkać pewne przykłady cnót, lecz mówić, że katolicyzm lub katolicy mają
“potrzebę” protestantów, to rzecz niedopuszczalna. Tym bardziej, że Taizé idzie
dalej: „Czy wreszcie katolicy przyznają, że tym, co najlepsze w Kościołach
protestanckich, ich specyficznym darem jest to, że zawsze w Piśmie szukali
bezpośredniego źródła, by żyć Bogiem wpośród ludzi?”
Tak więc brat Roger i jego
współpracownicy nakłaniają katolików do podziwiania i naśladowania kapitalnego
błędu protestantów: mianowicie traktowanie Pisma św. jako bezpośredniego
źródła, to znaczy, iż katolicy mają uznać, że Pismo św. ma im zastąpić Kościół.
Weźcie jednak do ręki encyklikę Humani
generis Piusa XII: „...Należy wyjaśniać Pismo św. według ducha Kościoła,
który Chrystus, nasz Zbawiciel, ustanowił stróżem i tłumaczem całego depozytu
prawdy objawionej przez Boga”.
Wielokrotnie Sobór
Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Boskim Objawieniu wyraża tę samą
naukę na przykład w rozdziale 10: „Zadanie tłumaczenia w sposób autentyczny
Słowa Bożego, zapisanego lub przekazywanego (w inny sposób), zostało powierzone
jedynie żywemu Magisterium Kościoła”.
Wpływ
“kongresu młodych” wzmożony dzięki uroczystemu posiedzeniu w kościele Notre-Dame
w Paryżu
W r. 1976, w niedzielę 5
grudnia, w katedrze Notre-Dame w Paryżu, Kongres Młodych, zapoczątkowany w
Taizé w sierpniu 1974, wkroczył w nowy etap działalności. Znalazło to swój
wyraz w “Drugim Liście do Ludu Bożego”, napisanym przez Brata Rogera i grupę
młodych ludzi podczas ich pobytu w Kalkucie i Bangladeszu (...). Został on
publicznie odczytany w Notre-Dame w obecności, między innymi, kardynałów Marty
(Paryż), Koeniga (Wiedeń), biskupa Manziana z Cremy (Włochy) itd. Ten Drugi
List został też opublikowany w La Lettre
de Taizé. A tu przed tymi wysokimi dygnitarzami, ogłasza się, że Taizé
wysyła z misją młodych ludzi, którzy będą wizytować rodziny. Lecz jest jeszcze
coś więcej: „Co do młodych ludzi, którzy zostaną upoważnieni do składania wizyt
kierownikom kościołów, (...) otrzymają oni sprecyzowaną misję albo od Taizé,
albo w Kalkucie”.
Biorąc pod uwagę miejsce i
obecne tam osobistości ma się nieomal wrażenie, że oto urzeczywistnia się
jedność i że z Taizé wspólnie wyruszają z misją protestanci i katolicy. Oprócz
dobrych rad tam zawartych, ten Drugi List agituje do działań jak najbardziej
dyskusyjnych: „Wytężaj wszystkie siły, by zapewnić wszystkim wyrównanie
wynagrodzeń. (…) Do zaprowadzenia modlitwy skłaniaj kościół swojej dzielnicy w
sposób taktowny, owszem, familiarny, przyjęty w kościołach prawosławnych, które
nigdy nie dały się uwięzić w sztywności ławek i krzeseł. Gdzie indziej już od
XVI wieku słowo Boże zwolna przedostawało się do kościołów, mimo to modlitwie
Ludu Bożego zagraża niebezpieczeństwo, że będzie bardziej pracą mózgu, aniżeli
promieniejącym zjednoczeniem serc”.
Słuchając takich sugestii
młodzi ludzie stracą pociąg do swych kościołów parafialnych i do modlitwy, w
której rozum ma należny mu udział. A te sugestie otrzymują porękę obecnych tam
wysokich przedstawicieli Kościoła.
Czy jest jakaś encyklika
papieska, która by w tym stuleciu cieszyła się w jakiejkolwiek katedrze we
Francji tak uroczystym i wyjątkowym przyjęciem, jak list tego protestanckiego
mnicha? Nie sądzę. Nie, nawet encyklika najbardziej użyteczna, najpilniej
potrzebna.
Niektóre wypowiedzi oznaczają
pełną aprobatę Taizé i mogą tylko zdumiewać, jak na przykład wypowiedź pewnego
kardynała, zamieszczona w Osservatore Romano. Artykuł nosi tytuł “Kościół w
Lourdes, czy go widziałeś?”. Jako podsumowanie, przeczytajmy ostatnie jego
linijki: „A ja, cóż ja ujrzałem w Lourdes?... Widzę w nim najpierw tę małą
kapliczkę Karmelu i ten wielki namiot Taizé, gdzie dniem i nocą pracujący w
milczeniu adoratorzy zarysowali plan nowego świata z Ewangelią zawsze nową”. (23
lipca 1981 r., Kard. Roger Etchegaray).
Wybitny
teolog ocenia Taizé
W swoim czasie, w lipcu 1976
r., przytoczyłem gdzie indziej w całości kapitalną wypowiedź o Taizé wybitnego
kardynała Journet, który ją ogłosił drukiem pod koniec swego życia. Tutaj
przytoczę jej część najbardziej istotną:
„Gęsta mgła dwuznaczności. Taizé zawsze orientowało
swój ekumenizm ku wzajemnemu uznaniu istotnej równowartości obrzędów
eucharystycznych celebrowanych zarówno w protestantyzmie, jak i katolicyzmie. Ten punkt widzenia (...)
znajduje się u początków tego łatwego ekumenizmu, tego fałszywego ekumenizmu,
wyraźnie potępionego przez Sobór Watykański II. Pozwala on wspólnocie Taizé
przede wszystkim uchylić się, w swoim wewnętrznym zakresie, od autentycznego
wyznania wiary potwierdzonej przez Sobór Trydencki:
- w Eucharystię jako
sakrament Chrystusa w chwale (...),
- w Eucharystię jako w
Ofiarę Chrystusa na krzyżu (...)”.
Kardynał mówi jasno, że co
do prawd istotnych, Taizé nie wyznaje wiary katolickiej. Jego świadectwo tym
większą posiada wagę, że jak mówi przegląd Nova
et Vetera (Rzeczy Nowe i Stare): „Nie było u kardynała żadnego z góry
powziętego uprzedzenia do Taizé! Nieraz przyjmował u siebie brata Rogera i
brata Maxa (Thuriana) na braterskie dyskusje dotyczące teologii”.
Podwójna
przynależność, postulowana przez Taizé, jest niemożliwa
Bracia Roger i Max są
głęboko przywiązani do swych korzeni protestanckich i chcą zachować wierzenia
protestanckie, a mimo to chcieliby, żeby katolicy i protestanci mogli być
członkami tego samego Kościoła widzialnego. Brat Roger w Polsce, w Katowicach,
25 maja 1975 r., wypowiedział następujące zdania: „To czego się domagamy od
biskupa Rzymu, to przygotowanie wszystkiego, by zjednoczenie chrześcijan
dokonało się bez wymagania od niekatolików wyrzeczenia się swoich rodowodów.
Nawet z punktu widzenia zjednoczenia (...) prawdziwie katolickiego takie
wyrzeczenie się jest przeciwne miłości. Dodajmy, ze wyrzekanie się czegoś nie
jest zgodne z dynamiką nowoczesnego człowieka”.
Ze swej strony 11 marca 1976
r. brat Max Thurian na konferencji w Centrum Studiów św. Ludwika, króla
Francji, wypowiedział się następująco: „Dla protestanta przynależność do
Kościoła widzialnego należy do porządku wiary, z tym nawet, że pewne aspekty
instytucjonalne są wykluczone. To też protestant, przekonany, że Kościół
katolicki, po Soborze Watykańskim II, odzyskał niezbędną zgodność doktrynalną z
Kościołem apostolskim, może się uważać za członka tego Kościoła, jednak bez
zerwania swej przynależności do innej wspólnoty kościelnej”.
Taka postawa może się
wydawać dziwna...
Poruszając ten temat o. Paul
Toinet (Wydział Ekumeniczny Instytutu Katolickiego w Paryżu) napisał do brata
Maxa: „Przypuszczam, że Brat jest w pełni świadom teologicznej dziwności takich
pojęć, jak ‘macierzyństwo adopcyjne’ lub ‘podwójna przynależność’ wyznaniowa.
Gdzie Brat znalazł choćby najniklejszą podstawę w Piśmie św. lub w tradycji?
Brat daje do zrozumienia, że doktryna Soboru Watykańskiego II o stosunku
chrześcijan niekatolików do Kościoła jest jakoby przychylna ‘pojednaniu’, które
‘nie wymagałoby już od protestantów, by występowali ze swych Kościołów’, lecz
właśnie to pozostawiałoby określenia ‘zjednoczenie’, ‘wymagać’, ‘opuścić’, ‘Kościół’
w największym pomieszaniu pojęć i sugerowałoby interpretację o nieokreślonych
konsekwencjach dogmatycznych sprzecznych z całą tradycją katolicką. (...) W
dniu, w którym Kościół św. Piotra uznałby oficjalnie tezę zawartą w podtekście ‘podwójnej
przynależności’, przestałby po prostu istnieć, uznając równoważność swojej
doktryny z różnymi doktrynami Reformacji, lub – co wyszłoby na to samo –
odrzucił samą ideę prawowierności. Wtedy też Kościół Wschodni mógłby go
słusznie uznać za heretycki”.
Jaka
jest pewna nauka kościoła o ekumenizmie?
Omawiając zagadnienie
ekumenizmu w swym liście z 20 stycznia 1986 r. do arcybiskupa Lefebvre’a,
kardynał Ratzinger oparł się na encyklice Piusa XI Mortalium animos z 6
stycznia 1928 r., podkreślając w ten sposób jej ważność. Oto słowa Piusa XI: „Jedności
chrześcijan nie można realizować inaczej, niż proponując i ułatwiając odstępcom
powrót do jedynego i prawdziwego Kościoła Chrystusowego, który niegdyś mieli
nieszczęście opuścić. Powrót, powtarzamy, do jedynie prawdziwego Kościoła
Chrystusowego, doskonale zewsząd widzialnego, przeznaczonego z woli swego
Twórcy do pozostania takim, jakim go On sam ustanowił dla powszechnego
zbawienia ludzi (...)”.
Ciało Mistyczne Chrystusa,
czyli Kościół, jest jedyne, jednolite i doskonale ukształtowane na wzór ciała
fizycznego; jest więc czymś nielogicznym i śmiesznym wyobrażać sobie, że Ciało
Mistyczne mogłoby być uformowane z członków pokawałkowanych, niespójnych między
sobą; toteż ktokolwiek nie jest z nim złączony, nie może być jednym z jego
członków ani zespolony z jego Głową, którą jest Chrystus.
Dziwne
stanowisko sekretarza generalnego Komisji Episkopatu Francji ds. Jedności Chrześcijan
Ponieważ my wierzymy, że aby
otrzymać “pełnię środków zbawienia”, należy być katolikiem, jest zatem nakazem
elementarnej miłości tak działać, a także błagać naszego Pana i wstawiać się za
naszymi braćmi odłączonymi, by powrócili do jedynego prawdziwego Kościoła. Lecz
o. René Girault, sekretarz generalny Komisji Episkopatu Francji ds. Jedności
Chrześcijan, nie wydaje się być zgodny z tą zasadą i oto czytamy w La Croix
jego podpisaną wypowiedź: „Ten okres, kiedy realizacja jedności polegała na
woli ‘wchłonięcia’ drugiej strony, należy odtąd do przeszłości”.
Ponieważ Kościół wymaga
bezwarunkowo od swych członków, aby uznali właściwy jego charakter, czyli
podstawową jego doktrynę, pragnie on jedynie, aby konwertyci podzielali tę wiarę.
Mówienie, że nie należy chcieć “wchłonięcia” drugiej strony, sugeruje, że nie
należy dążyć do tego, by protestanci podzielali w całości naszą wiarę.
Jest to właśnie stanowisko
Taizé, które być może wpłynęło na opinię ojca Girault.
Francja, niestety, nie
posiada monopolu na głoszenie tego rodzaju poglądów. W swojej rozprawie dziekan
katolickiego wydziału prawa kanonicznego na Uniwersytecie w Moguncji, wykazał,
że taki ekumenizm, praktykowany przez wielu, jest po prostu narzędziem
protestantyzacji Kościoła. Chociaż nie zgadzamy się z niektórymi twierdzeniami
tej książki, niemniej przedstawia ona fakty aż nadto prawdziwe.
Taizé
szerzy doktrynę protestancką
Katolicy powinni jasno
zdawać sobie sprawę, że bracia Roger Schutz i Max Thurian są protestantami i
głoszą protestanckie błędy. Tytułem przykładu zajrzyjmy do książki La confession (Spowiedź) wydanej w “Les presses de Taizé”. Jej autorem jest
Max Thurian, a przedmowę do niej napisał pastor Marc Boegner, który oto co
pisze: „Pochwalam bez zastrzeżeń Maxa Thuriana za to, iż swoje studium
zakończył powołaniem się na wspaniałe stronice, jakie spowiedzi poświęcił
Kalwin. Studium Maxa Thuriana, przywodząc nas ponownie do myśli Reformatorów i
nauki Nowego Testamentu, oddaje nam przeto bardzo wielką przysługę”.
Brat Max prezentuje nam
myśli Reformatorów: “Dla Kalwina pokuta nie jest sakramentem”; a następnie
nieco dalej: „Dla Lutra żal za grzechy jest niemożliwy, a skrucha serca z
powodu nich jest tylko obłudną karykaturą. Ponieważ człowiek jest grzesznikiem
do samego dna i nie może mieć prawdziwego żalu za grzechy, ten żal nie może
więc stanowić istotnej części sakramentu pokuty. (...) Kalwin natomiast, odrzucając
pokutę jako sakrament, zatrzymuje jednak spowiedź prywatną nie obowiązującą
(...). Kalwin przyznaje tę władzę rozgrzeszania nie Kościołowi ani nie
ministrowi jako takiemu, lecz tylko na tyle, na ile głoszą oni Ewangelię”.
Doktryna Taizé jest szeroko
znana, w wielu wypadkach dlatego, że jest popierana przez pisarzy katolickich.
Tak na przykład w dzienniku Quest-France
(Francja Zachodnia), regionalnym, ale o szerokim zasięgu we Francji, w numerze
z 28 stycznia 1974, czytamy pod tytułem: “Brat Roger ciągle powtarza: Bóg nigdy
nie karze, a brat Delumeau dodaje: Te słowa trafiają mi wprost do serca”. –
Niestety, te słowa są sprzeczne z Ewangelią i z pewnym nauczaniem Kościoła!
We wrześniu 1966 r. brat
Roger, przeor Taizé, w obecności kardynałów, biskupów katolickich i ponad
tysiąca młodych ludzi wyraziście i z pasją przedstawił swą teorię, a raczej
niecierpliwość, z jaką pragnie jedności (w rzeczywistości jedności pozornej),
nie do pogodzenia z konsekwentną wiarą katolicką: „Czy można obecnie żyć i
odkładać, z racji naszej historii, zjednoczenie wspólnoty ochrzczonych? Dążymy
do pojednania rozdzielonych rodzin. Tego pojednania chcemy już dzisiaj, chcemy
go w bliskim terminie. Nie możemy już dłużej znosić podziału między wyznaniami,
głębszego i bardziej jeszcze obłudnego, niż podziały rasowe. My nie mamy
żadnych złudzeń co do jedności tworzonej na podstawie tradycji lub uzgodnień
natury prawnej. Ogłosimy jedność. Wtedy Kościoły, które zdobędą się na odwagę i
wspaniałomyślność, zmodyfikują teksty i ramy prawne, lecz one nie będą
odpowiadać rzeczywistemu stanowi rzeczy”.
W r. 1983, w 17 lat później,
u św. Piotra w Rzymie, wobec Papieża, brat Roger jeszcze nalega na Kościół
katolicki, by robił znacznie więcej dla jedności, niż dotąd: „Ze swym
pragnieniem komunii powszechnej i swą charyzmą katolickości Kościół katolicki,
czyż nie mógłby jeszcze podjąć się czegoś znacznie większego, niż się
przypuszcza? Kościół katolicki jest daleki od wyczerpania swych możliwości itd.”.
Wraz z ojcem Jean-Hervé
Nicolas’em, aby nawiązać do jednego tylko, lecz istotnego stwierdzenia, należy
przyznać: „Dopuszczenie do wspólnoty eucharystycznej, nawet powszechnie
zaaprobowanej i praktykowanej, nie położy kresu naszym podziałom (...). Ona nie
jest środkiem do urzeczywistnienia tej jedności”.
W świetnym dziele Synthese dogmatique (Synteza
dogmatyczna) tegoż autora znajdziemy stronice, dające odpowiedź na tę kwestię:
“Jaką powinna być jedność, zanim możliwa będzie wspólna celebracja
Eucharystii?”.
Pewni katolicy, być może
zaindoktrynowani przez Taizé, myślą, że trzeba zbliżać się do protestantów,
trzeba ich naśladować i mieć nastawienie ekumeniczne, gdyż w ten sposób prędzej
by się doprowadziło do zjednoczenia z nimi. Papieże tego stulecia z całą mocą
przemawiali przeciwko takiej metodzie postępowania, która prowadzi do
osłabienia wiary katolickiej, do zaniechania zdrowych praktyk religijnych, do
spadku powołań.
Wpływ
Taizé? Dokąd on prowadzi?
Henry Tincq w dzienniku Le
Monde z 18 stycznia 1986 r. tak określił cele braci z Taizé: “Podjęli oni próbę
odpowiedzi na trzy typy wyzwania: na podziały wśród chrześcijan, na niepokoje
młodego pokolenia i na solidarność międzynarodową”. Tincq stwierdza co najmniej
względne niepowodzenie: “Dla nikogo nie jest tajemnicą, że pierwszy z tych
celów ma sukcesy pozorne, a to często z racji indyferentyzmu młodzieży”. I mówi
dalej: „Po okresie promowania braterstwa i modlitwy nastąpiła pewna skłonność
do wyosobnienia się, zwątpienia i poczucia niemożności. Bracia z Taizé
zaproponowali więc młodzieży ten trzeci kierunek, postanowili skanalizować jej
energię na pewnych formach międzynarodowej solidarności, konkretnych i zarazem
ograniczonych”.
Szczera wiara znajduje swoje
ujście w działalności charytatywnej. Lecz zaangażowanie charytatywne i
solidarność międzynarodowa nie prowadzą jeszcze, same przez się, do wiary
chrześcijańskiej. Jeśli się skupia energię młodzieży na postawie solidarności,
powstaje poważne ryzyko, że wiarę będzie się uważało za coś drugorzędnego; a
przecież Chrystus mówi: “Ten, kto uwierzy, będzie zbawiony”.
Kiedy
Taizé uparcie przeciwstawia się kościołowi katolickiemu
W styczniu 1986 r. pewne
czasopismo katolickie, ukazujące się w Nicei, przedrukowuje bez komentarza
wybrany artykuł z La Croix, z dnia 26 stycznia 1984 r., napisany przez brata z
Taizé, Maxa Thuriana, w którym czytamy: „Czy jedność w swej istocie nie polega
na tym, iż tak bardzo miłujemy swoich braci, jeszcze odłączonych od nas, że
pragnęlibyśmy żyć z nimi w jednym domu?”
Odpowiadam na to pytanie:
raz osiągnięta jedność oznacza życie w tym samym domu: w Kościele katolickim.
Lecz ta jedność nie polega na samym “miłowaniu”, lecz na podzielaniu wśród
braci wszystkich prawd wiary katolickiej, których przyjęcia żąda od nas Kościół.
Artykuł Maxa Thuriana w La Croix ma swój szczególny ciąg dalszy: „Zjednoczenie
Kościołów wymaga od nas obecnie, abyśmy się pozbyli wszystkich dzielących nas
partykularyzmów, a zachowali tylko wiarę podstawową, która nas zbawia i skupia”.
“Partykularyzmy” Kościoła
katolickiego to jest właśnie to, co nadaje mu właściwy charakter, to, co go
odróżnia od kościołów protestanckich, a więc prawdy wiary: nieomylność Papieża
w wypadkach ściśle ograniczonych, Wniebowzięcie Maryi itd. Tego się wyrzec to
znaczy wyrzec się bycia katolikiem. Ten artykuł Maxa Thuriana jest prawdziwym
wezwaniem do herezji, zachęcaniem do wystąpienia z Kościoła katolickiego.
„Zachować tylko wiarę
podstawową”! Protestant Max Thurian usiłuje, nie bez powodzenia, nawracać
katolików do tego, co Pius XI tak zdecydowanie odrzucił w swojej encyklice
Mortalium animos: „W tym, co się tyczy dogmatów wiary, absolutnie nie jest
dozwolone posługiwać się rozróżnieniem, które im się podoba wprowadzać między
prawdami wiary ‘podstawowymi’ a ‘nie-podstawowymi’, tak jakby jedne musiały być
przyjęte przez wszystkich, podczas gdy wierni czuliby się upoważnieni wierzyć
lub nie wierzyć w te drugie; a przecież nadprzyrodzona cnota wiary ma za
przedmiot formalny autorytet Boga objawiającego, który nie pozwala na
rozróżnienia tego rodzaju. Oto dlaczego wszyscy prawdziwi uczniowie Chrystusa
przyznają to samo znaczenie dogmatowi Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej, co,
na przykład, tajemnicy Trójcy Przenajświętszej”.
Papież na początku swojej
encykliki skierowanej do biskupów, wikariuszy generalnych itd., stwierdza, że
to jego pismo jest wypowiedzią magisterium Kościoła, a poświadczają to zdania
następujące: „Świadomość Naszego urzędu apostolskiego przypomina nam, że nie
możemy dopuścić, by niebezpieczne złudzenia wprowadzały w błąd owczarnię
Pańską, i skłania do wezwania Was, Czcigodni Bracia, do gorliwości w
zapobieganiu takiemu niebezpieczeństwu. Ufamy, że dzięki Waszemu słowu i Waszym
pismom będziecie mogli łatwo ostrzec swój lud i przekonać go do zasad, które
zamierzamy przedstawić”.
Niniejszy artykuł niech
będzie odpowiedzią na to żądanie Papieża.
Podsumowanie
Syn kalwińskiego pastora,
wychowany w elitarnym środowisku kalwińskim, mający poza sobą fakultet
teologiczny w Lozannie, wypowiada się z całym uznaniem, że brat Roger, przeor
Taizé, jest zrośnięty (marqué) z wiarą i praktykami kalwińskimi, lecz nie
wspomina o tym, że katolicy wstępują w jego ślady i świadomie poddają się jego
wpływowi z wielkim niebezpieczeństwem odwrócenia się od religii prawdziwej.
Ostatnie słowo oddajemy
dziekanowi Georgowi May’owi:
“Wiadomo, że wielu
protestantów żywi miłość ku Chrystusowi i zachowuje pobożność, która może
zawstydzić wielu katolików. To stwierdzenie nie zmienia jednak w niczym faktu,
że protestantyzm, jako system doktrynalny, jest błędny i w konsekwencji nie do
przyjęcia dla katolika”.
Ks. Yves Rousselot (z diecezji Nantes).
Tekst publikujemy za http://www.antyk.org.pl/wiara/taize/taize.htm za zgodą i dzięki uprzejmości p. Marcina Dybowskiego.
Oprac. Mariusz Matuszewski