Od Redakcji: Zanim umieściliśmy na
naszym portalu oświadczenie postulujące eurazjatycki zwrot w polskiej
dyplomacji, odbyliśmy dość długotrwałą dyskusję w naszym redakcyjnym gronie.
Miała bardzo ciekawy charakter. Użyte wówczas argumenty pozwolą zapewne lepiej
zrozumieć pobudki, którymi się kierujemy wybierając naszą drogę programową. Mając to na uwadze, fragmenty naszej dyskusji pozwalamy
sobie udostępnić Szanownym Czytelnikom.
Mariusz Matuszewski: W tekście, który
został już dziś przywołany, proponowano m. in. stworzenie strefy wolnego handlu
z Azją oraz umożliwienie swobodnego przepływu ludzi i towarów - wg. mnie będzie
po prostu oznaczało zalanie nas towarami oraz emigrantami z Azji w sposób
totalny i błyskawiczny. Związek z Azją przyniesie próbę zmieszania ze sobą etnosu,
kultury i przestrzeni gospodarczych w
żaden sposób do siebie nie przystających, zawsze raczej rywalizujących niż
grające w jednej drużynie. Charakteryzują się one diametralnie różną
mentalnością i sposobem postrzegania świata, a także różnym systemem wartości.
Poza tym proszę zauważyć, że Azja niekoniecznie musi być tym zainteresowana.
Oni tam mają znacznie wyższy potencjał ekonomiczny oraz tempo wzrostu, znawcy
rynków międzynarodowych od dawna już przewidują zmierzch panowania walut
europejskich i USD na korzyć równej pozycji jena i innych walut azjatyckich,
poza tym zastanawiam się jak ten związek (niezależnie jak daleko idący) miałby
wyglądać w praktyce.
Nie chodzi nam
przecież o powstanie UE bis, tylko o większym zasięgu i rządzonej z Moskwy lub
Pekinu? Owszem, uważam poprawne stosunki z Azją za ważne, ale to ma być
współpraca osadzona na tym, co jedna strona może tej drugiej dać w zakresie
ekonomicznym i politycznym rozumianym jako współpraca między suwerennymi
państwami (sojusze obronne i handlowe?), ale nic więcej.
Stanisław A. Niewiński: Twoje uwagi są
jak najbardziej potrzebne. Odniosę się do nich w kilku punktach.
Imigracja.
Sytuacja demograficzna Rosji jest podobna do europejskiej. Oni sami potrzebują
rąk do pracy, więc z ich strony raczej nam inwazja imigrantów nie grozi. Trochę
inaczej wygląda sytuacja Chin. Ich przyrost naturalny nadal jest dość wysoki –
biorąc pod uwagę sytuację krajów Zachodu - ale znaczniej mniejszy niż kiedyś. I
będzie się zmniejszał. Spowodowane jest to z jednej strony brutalną polityką
kontroli urodzin, zaś z drugiej zmianami w mentalności społeczeństwa. W dużych
miastach model rodziny przypomina dziś już europejski. Jakiejś wielkiej inwazji
z ich strony chyba raczej nie należy się spodziewać.
Zalew towarów.
Ekspansja gospodarcza Azji, głównie Chin, cały czas trwa. Zalanie świata
chińskimi towarami już się dokonało. Natomiast chińska gospodarka cały czas
podlega ewolucji. Państwo Środka odchodzi już od modelu państwa
proeksportowego. Zbytnie uzależnienie od eksportu jest zbyt niebezpieczne.
Analitycy twierdzą, że w przyszłym roku Chiny mogą zanotować nawet ujemny
bilans handlowy. Świat jest w kryzysie i kupuje coraz mniej. Dlatego KPCh
forsuje politykę wzmocnienia rynku wewnętrznego. Społeczeństwa chińskie, a
także rosyjskie stają coraz zamożniejsze. W Chinach klasa średnia liczy już
ponad 200 mln ludzi. To jest dobra informacja dla polskich firm, które mogą
poszukiwać konsumentów na tych rynkach. Polskie towary dorównują zachodnim pod
względem jakości i są tańsze.
Suwerenność.
Naturalnie nie zależy nam na UE-bis. Pragniemy pewnego systemu sojuszy.
Osobiście
wątpię, że w Azji takowy twór powstanie. Występuje tutaj zbyt wiele różnych
interesów. Unia Eurazjatycka, a tym bardziej Szanghajska Organizacja Współpracy
nie stanie się UE-bis. Szczególnie w tym drugim przypadku mamy do czynienia z
sojuszem trzech mocarstw - Rosji, Chin i Indii. Powiem więcej, te kraje to
państwa-cywilizacje. One raczej nie będą tworzyć wspólnego państwa. Wspólny
rynek to chyba najwyższy stopień integracji w tym wypadku.
Kwestia
odmiennych wartości. Oczywiście Rosjanie, a Chińczycy w jeszcze większym
stopniu, różnią się od nas pod względem wyznawanych wartości. Wszelako warto
zwrócić uwagę na pewien paradygmat, który łączy te kraje. Jest nim przekonanie
o suwerenności władzy nad własnym terytorium. Naturalnie za tym paradygmatem idą
pewne konsekwencje, które z oczywistych względów nam się nie podobają. W
Chinach będzie to z pewnością kontrola urodzin oraz podporządkowanie państwu
Kościoła Katolickiego. Niemniej oni praktykują takie rozwiązania u siebie oraz
nie narzucają swego zdania w tej kwestii reszcie świata. Nie przypominam sobie,
aby prezydent Hu Jintao, czy premier Wen Jiabao podczas swych podróży np. do
Afryki namawiali miejscowych przywódców do wprowadzenia polityki kontroli
urodzin. Szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton – przyznająca się do
chrześcijaństwa, Hu Jintao i Wen Jiabao chrześcijanami nie są – podczas wizyt w
ubogich krajach propaguje aborcję jako element rozwiązania ich problemów. Wiele
tzw. państw rozwijających się chciałoby naśladować model chiński, zwany
powszechnie konsensusem pekińskim. Chińczyków naturalnie cieszy, że inni
interesują się ich rozwiązaniami. Jednakże zwracają uwagę, iż ich model rozwoju
jest raczej dostosowany do ich realiów cywilizacyjnych. Widzimy tutaj
absolutnie inne podejście, aniżeli te praktykowane przez Amerykanów. Chińczycy
nie imputują swojej cywilizacji prawa do uniwersalności. Dlatego w sytuacji,
gdybyśmy budowali w Polsce państwo katolickie i nie przejawialibyśmy
negatywnego stosunku do Chin, to oni uszanowaliby nasz wybór. Myślę, że
Rosjanie postąpiliby podobnie.
Dodał Stanisław A. Niewiński