Przy okazji brukselskiego
szczytu Rosja–UE miało dojść w końcu do odkładanego od
dłuższego czasu spotkania prezydenta Dymitra Miedwiediewa z
sekretarzem generalnym NATO, Andersem Rasmussenem. Miała to być
ostatnia szansa na na przełamanie impasu w dialogu na temat tarczy
antyrakietowej. Jeszcze pod koniec listopada prezydent Rosji
zdecydowanie skrytykował ten projekt, oskarżając Zachód o
planowanie naruszenia bezpieczeństwa Rosji i zapowiadając retorsje
ze strony Moskwy. Rasmussenem od razu poskarżył się, że "takie
stwierdzenia przypominają retorykę z przeszłości i nie przystają
do stosunków strategicznych, do których NATO i Rosja zgodziły się
wspólnie dążyć". Podkreślił jednak przy tym, że "drzwi
NATO nie zamyka" i jest gotowe do kontynuowania dialogu na temat
tarczy antyrakietowej. Po tej słownej potyczce doszło jeszcze w
Brukseli do krótkiego posiedzenia Rady NATO-Rosja na szczeblu
ministrów spraw zagranicznych, jednak bez żadnych widocznych
efektów. Osobista rozmowa miała więc być ostatnią okazją do
szukania kompromisu (oznaczającego rzecz jasna rosyjską zgodę na
dyktat Paktu).
Tymczasem do spotkania
nie doszło ze względów proceduralnych. Jego gospodarzem miał być
wg pierwotnych ustaleń Miedwiediew. W ostatniej jednak chwili służby
sekretarza generalnego zaprosiły prezydenta Rosji do hotelu
Rasmussena uzasadniając to... wypadkiem, jakiemu uległ na rowerze
łamiąc rękę. Rosjanie zwrócili uwagę, że już w gipsie
sekretarz spotykał się z ministrami spraw zagranicznych państw
NATO, w ostateczności mogą więc zgodzić się na miejsce
neutralne, na przykład restaurację. Na to z kolei nie zgodziło się
NATO.
Następną okazją będzie
konferencja na temat bezpieczeństwa zbiorowego w marcu 2012r. w
Monachium. Najprawdopodobniej jednak udział w niej weźmie już
premier Putin, tuż przed swym powrotem na fotel prezydenta. Trudno
się też spodziewać, żeby w trakcie kampanii wyborczej pozwolił
on sobie na większą ustępliwość wobec Zachodu.
Unik Rasmussena został
przez media zachodnie potraktowany jako zręczne uchylenie się od
rozmów z „politykiem schyłkowym” za jakiego uważa się
Miedwiediewa. Z kolei prasa rosyjska uznała postawę prezydenta za
odpowiednią odpowiedź na próbę afrontu ze strony historycznego
przeciwnika. Dominującym w komentarzach jest ton żądający
usztywnienia postawy wobec NATO i Waszyngtonu i twardej odpowiedzi na
wszelkie antyrosyjskie działania strony przeciwnej, z inicjatywą
tarczy antyrakietowej na czele.
(karo)