Gdy
już sobie przypomnimy prawdy z Historii naszego Zbawienia, jest łatwo
zrozumieć, iż te rożne sztuki, przeciwko którym protestujemy od wielu
miesięcy, nie zostały stworzone przypadkiem, że połączenie pogardy,
ośmieszania i nienawiści wobec jedynej Osoby Chrystusa nie jest
trywialną rzeczą. Te spektakle nie mają za jedyny cel wyśmiania
katolików, wywołania ich złości i czekania na to, aż się zmęczą po
wielkiej ilości obelg na nich rzucanych.
Ich
autorzy, dyrektorowie teatrów, aktorzy, ci, którzy je oglądają, pysznią
się, ze są ludźmi o niezależnych umysłach, wolnych od starych złudzeń
religii, zdolnymi mówić otwarcie o wszystkim. Oświadczają głośno i
wyraźnie, że chcą mówić swobodnie na każdy temat, również o Chrystusie i
religii, nie prosząc o pozwolenie kogokolwiek. Mówią, że są dumni ze
swojego wolnego myślenia.
Ale
ja zadaję pytanie: czy to jest rzeczywistość? Wolność tworzenia i
wyrazu, której jak mówią bronią jest rzeczywiście ostatecznym
przekonaniem, które nimi kieruje? Nie wierzymy w to; jeśli kiedykolwiek
wierzyliśmy, to już w to nie wierzymy. Ale być może oni, ci ludzie,
uważają się za ludzi wolnych?
My
im mówimy, z naszej strony, iż tak, jak oni nas uważają za otumanionych
dogmatami Katolicyzmu, my myślimy, że są pariasami i sługami, z
mniejszą lub większą świadomością, nie wolności myślenia, ale satanizmu.
Będą się przed tym powiedzeniem zapewne bronić i się tego zapierać.
Ale
jeśli się będą bronić i zapierać, wówczas znajdą się w konieczności, by
wytłumaczyć się ze spektakli, które proponują, gdyż nietrudno nam
będzie dowieść, że to istotnie religia, której nazwa brzmi "satanizm",
jest inspiracją tych sztuk. Wolna myśl, ta wolna myśl, którą się
szczycą, zamiast czynić z nich wolnych ludzi, czyni z nich wasali
piekła. Powinno się nazwać takie myślenie "myśleniem wasali", albo
"poddaną myślą", nie wolną myślą.
Pospieszymy
się. Pokażemy znaki, przykłady i dowody na ten wymiar religijny
zupełnie odwrócony, który jest prawdziwym źródłem inspiracji anty-sztuki
współczesnej. Na waszych scenach celebrujecie kult diabła, kultywujecie
na nich prawdziwy satanizm, satanizm, do którego otwarcie się
przyznajecie. Tego wieczora chcemy zerwać maskę tego wolnego myślenia,
którą się zakrywacie, i oskarżyć o obecność subwencjonowanego satanizmu,
który znajduje się w waszych teatrach, a one, przy tej okazji, stały
się satanistycznymi świątyniami.
W
istocie, za całkowicie przepełnioną hipokryzją fasadą słów Serrana,
Castelluciego, którzy mówią, że są poszukującymi chrześcijanami, czy
Garcii, rzekomego rozczarowanego chrześcijanina, kryje się zupełnie coś
innego. Jedni i drudzy zarzekają się, że nie chcieli obrażać
chrześcijan i lamentują nad brakiem poziomu intelektualnego i
artystycznego katolików hiszpanskich czy francuskich, a zapewne niedługo
belgijskich, ograniczonych, którzy pozostają podobno zamknięci na ich
dzieła. (To ci sami katolicy, o których kardynał Vingt-Trois, ze znaną
sobie zgodnością, powiedział, iż są « sympatycznymi idiotami ») - Prawda jest całkiem inna. Przypomnijmy sobie pewne fakty i pewne zdania.
Ze
względu na liczne obecne tu dzieci, nie zagłębię się nad wyborem,
jakiego dokonał Serrano, uwięziwszy i zanurzywszy Chrystusa w naczyniu
ze swoim moczem. Wystarczy przypomnieć ten fakt. Czy wierzycie, ze to,
na co nie zgodziłby się dla siebie żaden człowiek, ani na co nie
zgodziłby się wobec innego, zostało zarezerwowane tylko dla Chrystusa
przez przypadek?
Przejdę
również szybko przez nieznośnie gwałtowne sceny sztuki Castelluciego,
gdzie posłużono się dziesięcioletnimi dziećmi, rzucającymi sztucznymi
granatami w oblicze Chrystusa, po czym to oblicze zostaje pokryte
fekaliami. Czy myślicie, że taka zjadliwość wobec oblicza Chrystusa,
zjadliwość jakiej nie spotkano wobec żadnej innej twarzy, wyszła po
prostu z serca człowieka? Dlaczego ta nienawiść? Skąd pochodzi ta
złość? To są prawdziwe pytania! Czy wierzycie, że ta niechęć, która się
wlewa w serca dzieci od najmłodszych lat, przeciwko samemu Jezusowi
Chrystusowi, jest po prostu z tej ziemi?
Castelluci
wiele razy zupełnie otwarcie mówił o swoich źródłach inspiracji. Jego
umysł został zatruty odwróconą lekturą Genesis, lekturą, której zresztą
nie wymyślił. Ta lektura, inspirowana Gnoza i Kabala oraz
różokrzyżowcami pokazuje po prostu, w scenie upadku naszych pierwszych
rodziców, że Bóg Stworzyciel jest w rzeczywistości diabłem a diabeł jest
Bogiem. Ten, który prześladuje naszych pierwszych rodziców i zakazuje
im zjeść owocu z drzewa dobra i zła to miałby być ten zły i diabeł.
Natomiast
wąż, który uspokaja Adama i Ewe, że mogą przekroczyć zakaz i zjeść ten
owoc, jest Bogiem. To on przychodzi uwolnić naszych pierwszych rodziców
od tego zakazu (niezgodnego z godnością człowieka), który padł, broniąc
im zjedzenia tego owocu. Oto myśli, które znajdują się w duchu
Castelluciego. Ten autor, bez żadnej trudności oświadcza, a propos
swojej sztuki o Genesis, że ten, który go inspiruje, to Lucyfer: « Aniołem sztuki jest Lucyfer. » Przynajmniej rzeczy są nazwane po imieniu!
Jeśli
chodzi o sztukę Garcii - tę, która jest grana dziś wieczorem w tym
teatrze - jej lucyferyczna inspiracja jest wszechobecna w tym spektaklu.
Centralnym tematem tej sztuki jest upadek: « Cieszcie się upadkiem i niech nikt wam w tym nie przeszkodzi. » Widać również kobietę, która rzuca się z samolotu w nicość. Na jej piersi jest taki napis: « upadły anioł ». Słychać aktora, który mówi: « Imitujcie mnie w upadku, czyńcie to, co ja ». Potem ukazuje się pisane wielkimi literami zdanie: « wiara w każdy grzech
». Temat upadku jest dokładnie tematem pobudzania do grzechu, jak to
udowadnia, kilka chwil później, ekran, na którym świecą się słowa: « Wiara w samobójstwo ». Garcia również oświadcza: « Oto słowa upadłego anioła: szczęśliwi ci, którzy się rozbijają (...), którzy kończą pod kolami tramwaju.
» Poza namawianiem do samobójstwa, apologią upadku i grzechu, słowa i
zachowania, które się potem pojawiają, przeciwko Chrystusowi na krzyżu
są tak straszne, ze nie mogę o nich mówić! Niedługo będziemy mogli
dowieść, jak ta sztuka jest w rzeczywistości inspirowana lucyferycznymi
rytuałami!
Oto jaka jest rzeczywistość. Posłuchajcie zresztą sloganów kontrmanifestantów. Po wykrzyczeniu « Wolność wyrazu », co skandują? Wołają: « Neron, wróć, są jeszcze chrześcijanie! » Oto więc ich słynna wolność myślenia? Co jeszcze mówią? « Trzy gwoździe, dwie deski, oto rozwiązanie!
» Co za przykład tolerancji, neutralności i braku przemocy! A cytujemy
jedynie najdelikatniejsze slogany, które wychodzą z ich ust! Zrozumcie:
ta wolność wyrazu jest tylko złudzeniem. Jest fałszywą zasadą i jej
głosiciele kryją się przed tym sofizmem, aby przemycić dosłownie
piekielne przesłanie.
Za: La Porte Latine
Autor:
vade mecum
http://katoliktradycjionline.blogspot.com/2011/12/przeciw-zniewazaniu-chrystusa-we.html
a.me.