Gdy oddajemy cześć Najświętszej Maryi Pannie i Jej cnotom, wychwalamy
nie tylko Jej najwyższą doskonałość, lecz jednocześnie Jej zwycięstwo.
Nie myślimy o tym wprost, ale Kościół nam to przypomina. Gdy się mówi
„zwycięstwo”, to jednocześnie trzeba powiedzieć „walka”, „zmaganie”.
Jeśli Bractwo chce zmierzać ku tej świętości, musi walczyć. Jego
członkowie muszą walczyć. Z własnymi słabościami — to oczywiste — ale
również przeciw światu. I to mniej więcej charakteryzuje całe nasze
przedsięwzięcie.
Tutaj odkrywamy prawdziwą tajemnicę: epokę, w której żyjemy. To
wielka tajemnica, że Pan Bóg zezwolił duchowi tego świata, aby usiłował
wejść do wnętrza Kościoła. Trzeba walczyć nie tylko z wrogami
zewnętrznymi, ale również z niekatolickim duchem, który dostał się do
Kościoła. Wyraźnie widzimy, że wprowadzenie tego ducha wraz ze
wszystkimi nowinkami dokonało się w czasie II Soboru Watykańskiego.
To jest niewysłowiona tragedia. To zło jest wielką tajemnicą. Paweł
VI mówił o dymie Szatana. To tak, jakby diabeł postawił stopę w
sanktuarium. Ta rzeczywistość napełnia nas lękiem. Jest to radykalnie
sprzeczne z istotą Kościoła. W Credo śpiewamy, że jest on święty i
rzeczywiście wierzymy, że jest święty. A tymczasem niektórzy
hierarchowie — biskupi, kardynałowie, nawet papież — wywracają wszystko
do góry nogami i zachęcają wiernych do tego, czego Kościół zawsze
zabraniał pod powagą interdyktów, pod groźbą sankcji aż po ekskomunikę.
Oto dlaczego arcybiskup Lefebvre powiedział: „Nie mogę”. A wy sami —
jeśli się tu znaleźliście, to z tego samego powodu: Nie, nie możecie,
ponieważ to wszystko obraża Pana Boga.
To wielka tajemnica, ponieważ widzimy to wszystko i mówimy temu
„nie”, a jednocześnie musimy wciąż głosić, iż Pan Bóg obiecał
Kościołowi, że „bramy piekielne go nie przemogą”. Z jednej strony
konieczne jest podkreślanie, że to jest Kościół Chrystusa, Kościół
założony przez Boga, a z drugiej strony dostrzegamy wiele elementów,
które nie są Kościołem, które przeczą Kościołowi, ale znajdują się w
jego wnętrzu.
Zastanówmy się nad chyba najlepszym przykładem, który pomoże nam to
zrozumieć: to jest jak choroba, która dostaje się do wnętrza ciała. Ta
choroba jest jak ciało obce, ale to ciało obce jest już w środku. A jak
komórki reagują, gdy znajdą się w pobliżu tych obcych ciał? Oczywiście
próbują się bronić! A wówczas, o zgrozo, organy, które kontrolują
organizm, mówią nam: „Nie musicie się bronić. Musicie wszystko
przełknąć, wszystko zaakceptować”.
Od 40, a niebawem już 50 lat trwa taka sytuacja, z jaką mamy teraz do
czynienia, a wciąż nie widać żadnej istotnej zmiany. Wszyscy słyszeli,
że otrzymaliśmy propozycję z Rzymu, w której wyrażono gotowość uznania
Bractwa. Problem polega na tym, że zawsze jest stawiany jakiś warunek.
Bywa on formułowany na różne sposoby, ale w istocie jest zawsze taki
sam: Bractwo musi zaakceptować sobór.
Obecny stan rzeczy można podsumować następująco: tak, możecie
krytykować sobór, ale pod jednym warunkiem — musicie go najpierw uznać.
My mówimy: tak, ale jak będzie go można krytykować po uznaniu? Wydaje mi
się, że to jest uczciwe podsumowanie obecnej sytuacji.
Nie sprawi mi trudności objaśnienie wam odpowiedzi, jaką mamy zamiar
udzielić. W propozycji Rzymu są coraz bardziej interesujące
sformułowania, zbliżające się do tego, co sami mówimy. W tej chwili
można by powiedzieć, że osiągnęliśmy punkt, w którym coraz wyraźniej
widać problem, z jakim mamy do czynienia [podczas rozmów].
W propozycji, o której powszechnie się mówi, strona rzymska
zobowiązała się do uznania tego, że te punkty nauczania soboru, które
powodują trudności, mają być rozumiane jedynie w świetle nadal trwającej
i obowiązującej Tradycji oraz Magisterium Kościoła.
To jest jedyny sposób, w jaki można rozumieć te wątpliwe punkty: w
świetle Tradycji. Poszli nawet jeszcze dalej: każde twierdzenie, każda
interpretacja tych problematycznych tekstów, która sprzeciwia się
Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, musi zostać odrzucona. My mówiliśmy
to zawsze!
Jest tam jednak małe dopowiedzenie, które brzmi: „tak jak głosi nowy
katechizm”. Ale przecież nowy katechizm opiera się na soborze! Innymi
słowy: z samą zasadą można się zgodzić, jednak z jej praktycznym
zastosowaniem — wręcz przeciwnie.
To pokazuje, jak trudne są te problemy, a tak naprawdę tylko jeden
problem. Leży on w rozumieniu określonych słów, takich jak „Tradycja” i
„Urząd Nauczycielski”. Oni rozumieją te terminy na sposób, powiedzmy,
subiektywny. Można rozumieć słowo „Tradycja” w znaczeniu
„przekazywanie”, „proces przekazywania”. To jest Tradycja. Zwyczajowe
rozumienie słowa „Tradycja” odnosi się jednak do treści: co ma być przekazywane dalej? Co ma być przekazywane z pokolenia na pokolenie? Klasyczna definicja mówi: to, w co w każdym czasie, wszędzie i wszyscy wierzyli (Commonitorium św. Wincentego z Lerynu). To jest przedmiot przekazu.
Dziś przechodzi się jakby od przedmiotu do osoby, która przekazuje;
dlatego mówi się o „żywej Tradycji”, ponieważ osoba, która ją
przekazuje, jest żywa. Życie się zmienia, zmieniają się papieże i
wszystko idzie naprzód. Kiedy to się zmienia, zmienia się też wszystko i
dlatego zmienia się też Tradycja. Pozostaje ona jednak Tradycją, nawet
tą samą Tradycją, która się jednak zmienia.
Kościół oczywiście rozważał także takie rozumienie, ale w sposób
całkowicie drugorzędny. Kościół nie myśli tak, mówiąc o Tradycji.
Tradycja to depozyt wiary, całokształt wiary, którą Pan Bóg powierzył
Kościołowi, aby Kościół przekazywał ją z pokolenia na pokolenie dla
zbawienia dusz. To jest ta treść, i dlatego Kościół mówi w definicji
papieskiej nieomylności sformułowanej na I Soborze Watykańskim, że Duch
Święty, który został obiecany św. Piotrowi i jego następcom, papieżom,
nie został obiecany w taki sposób, aby oni na podstawie jakiegoś nowego
objawienia mogli nauczać czegoś nowego. Duch Święty został dany, aby
dzięki Jego pomocy św. Piotr i papieże strzegli dokładnie tego, strzegli
święcie i wiernie tego, co jest niezmienne: objawionej wiary.
Taka jest sytuacja. Próbujemy rozmawiać, ponieważ ze strony Rzymu
uczyniono w naszym kierunku gest, który musimy docenić. Gest
zaskakujący, gdyż po dyskusjach stwierdzamy, że nie ma między nami
zgody. Kiedy dwie strony się spotykają, dyskutują i stwierdzają, że nie
ma między nimi zgody, cóż można zrobić? Rzym mówi: „Dobrze, ale mimo
wszystko zaakceptujcie to”.
Odpowiadamy: nie możemy. Nie możemy tego zrobić. Dodajemy również:
„Czy możecie popatrzeć na to w inny sposób? Czy nie możecie spróbować
zrozumieć, iż to nie Bractwo stanowi problem, ale że problem tkwi we
[współczesnym] Kościele? Problemem tym nie jest jednak Bractwo. My
jesteśmy tylko z tego powodu «problemem», że mówimy, iż problem
istnieje. Zatroszczcie się o prawdziwy problem. Jesteśmy gotowi,
chcielibyśmy tylko jednego, mianowicie podejścia do rzeczywistego
problemu”.
Musicie zrozumieć, że — patrząc po ludzku — nie ma wielkiej nadziei
na to, że oni są gotowi do takiej zmiany nastawienia. Być może pomogą w
tym niekorzystne okoliczności, fakty, zapaść, która jest coraz wyraźniej
widoczna, jałowość… brak powołań. To jest bardzo, bardzo przerażające.
Właśnie niedawno widziałem statystyki zgromadzenia Sióstr Opatrzności
Bożej, tych sióstr, które niegdyś były wszędzie we Francji. Obecnie w
całym kraju są tylko trzy siostry zakonne w wieku 30–40 lat, trzy w
wieku 40–50 lat, większość (około 200) ma 70–80 oraz 80–90 lat, a kilka —
powyżej 100 lat. Te ostatnie są liczniejsze niż siostry w grupach
wiekowych 20–30, 30–40 i 40–50 lat, a jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie
siostry w wieku 20–50 lat, są tylko o jedną liczniejsze niż siostry w
wieku powyżej 100 lat — jest ich dziewięć, a może osiem. To są te
siostry, które można było dotąd wszędzie spotkać! W całym kraju pełniły
posługę czynnej miłości bliźniego. Tego już nie ma! Jest to tylko jeden z
tysiąca przykładów, pomijając sytuację wśród kapłanów i wszędzie, gdzie
się tylko spojrzy. Kościół umiera. Ginie. Mimo wszystko to powinno
skłonić ich do refleksji.
Można mieć nadzieję, można myśleć, że tu czy tam coś drgnęło. Ale ma
się wrażenie, że to nie wystarczy. Tak, na pewno: potrzeba jeszcze
łaski, potrzeba modlitwy, modlitwy i jeszcze raz modlitwy, żeby
kochający Bóg dopomógł Kościołowi, żeby Matka Najświętsza coś uczyniła.
Ona obiecała, że jej Niepokalane Serce zatriumfuje, aby wyprowadzić
Kościół z tej strasznej zapaści.
I dla nas, którzy bierzemy udział w tej walce dla Kościoła, jest
niezwykłą łaską być dziś członkami tego Bractwa. Chcemy dziś prosić
Matkę Bożą, abyśmy — jeśli mogę tak powiedzieć — mogli być godnymi
członkami tego Bractwa. Chcemy żyć wiernie według jego statutów,
przestrzegać całym sercem i z wielką miłością reguł seminarium, czego
się od was wymaga.
Prośmy o to Matkę Bożą, abyśmy każdego dnia na nowo pełnili wolę
Bożą, uświęcali się i w ten sposób zdobywali dla Boga dusze — dusze,
które nam powierzono. Dla większej chwały Bożej, dla chwały Matki Bożej i
Kościoła, ku zbawieniu dusz. Amen (źródła: DICI, piusbruderschaft.de,
15 grudnia 2011).
Za: http://news.fsspx.pl/?p=143
a.me.