Już od 50 lat Francuzi wybierają głowę państwa w bezpośrednim
glosowaniu. Najbliższe wybory prezydenckie odbędą się na wiosnę 2012
roku. Prawdopodobnie będą miały również miejsce wybory do Zgromadzenia
Narodowego.Przyjrzyjmy się nieco bliżej krajowi, w którym te wydarzenia będą miały miejsce w przyszłym roku.
Wbrew
utartej opinii, we Francji nie zawsze żyło się dobrze. Była Wojna 100
letnia (w istocie trwała 116 lat), były straszne epidemie. W XVI wieku
wojny religijne o mało nie doprowadziły do rozbiorów Królestwa między
ościenne mocarstwa. Nawet początek rządów Ludwika XIV nie był wcale
okresem spokoju i stabilności.Ale, w gruncie rzeczy, można
powiedzieć, że do 1789 roku Francja była normalnym krajem, w którym
działo się raz dobrze, a raz źle. Tak naprawdę można powiedzieć z ręką
na sercu. Protestantyzm był ogromnym zagrożeniem, ale udało mu się
nałożyć kaganiec. A jednak.....
Francuskie poczucie
narodowe zaczęło się kształtować w następstwie opozycji wobec Rzymu w
okresie rządów Filipa IV Pięknego. Język francuski forsowany był
sztucznie po to, żeby osłabić łacinę. (L'ordonnance de
Villers-Cotterêts).Od samego początku rządów Franciszka I (któremu
chciało się korony cesarskiej !) można mówić o rozdziale Kościoła i
państwa.
To co nastąpi później, w 1905 roku, i co znane jest jako ustawa
o rozdziale Kościoła od państwa będzie raczej rozdziałem społeczeństwa
od Kościoła.Ludwik XIV, po uporaniu się z opozycją wewnętrzną,
stał się realnym zagrożeniem dla Europy. Francja była królestwem
agresywnym, drapieżnym, miłującym wojnę zaborczą. Król był u progu
schizmy, chciał uniezależnienia francuskich struktur kościelnych od
Rzymu ( gallikanizm). W roku 1789 zabrzmiał dla Francji dzwon
pogrzebowy (Le glas a sonné). Rok 1789 narzucił Francji ideologię
wydumaną przez niedouczonych sensualistów o ciasnych umysłach. Do 9
listopada 1799 roku odwrót był jeszcze możliwy. Wielu pragnęło odwrotu.
Po zamachu Bonapartego, o którym z takim zapalem Polacy śpiewają w swym
hymnie narodowym, idee Oświecenia opanowały Francję (i świat) już na
zawsze.Francja usiłowała jakoś zaleczyć rany w latach 1815-1944.
Udawało się to częściowo dzięki okresom namiastek monarchii, później, w
latach 1871-1944 dzięki wysiłkom prawicy katolickiej, głównie oficerów,
którzy łatali dziury w tonącym okręcie jak tylko mogli. Bez nich
Republika nie przeżyłaby nawet 2 dni.Po druzgocącej klęsce
jakiej Francja doznała w 1940 roku, z własnej winy, kraj nie podniósł
się już nigdy.Zostały zamki, zostały dwory, do dziś przy kominku można
pić dobrego burgunda w towarzystwie pana hrabiego, ale substancja
przepadła. Przepadły kolonie, co gorsza przepadł zdrowy rozsadek.
Od 1968 roku Francja znajduje się pod wpływem skrajnie lewicowych grup nacisku, ulega im coraz bardziej. Czy
warto więc silić się o jakiś bilans kończącej się prezydentury Nicolas
Sarkoziego, syna węgierskiego szlachcica? To nie ma sensu.Kto
zwycięży w przyszłych wyborach? Być może kandydat partii
socjalistycznej. Czy pogorszy to jeszcze bardziej obecną sytuację
Francji? Tak, pogorszy z całą pewnością.Te wybory są jednak bez większego znaczenia.
Zdarzyła
się we Francji rzecz, której jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie był w
stanie przewidzieć. Najpierw 90 tys. katolików podpisało petycje
przeciw bluźnierczemu przedstawieniu w Avignonie.
A później.....
Później, na apel Instytutu Civitas, czyli na apel Bractwa Św. Piusa
X, tysiące młodych, bardzo młodych katolików zaczęło wychodzić na ulice
żeby manifestować przeciwko bluźnierstwom. Stalo się tak we wszystkich
większych miastach Francji.
Manifestacje trwają do dziś i nie widać
żadnej oznaki, żeby energia tych młodych ludzi się wyczerpywała. Są ich
dosłownie tysiące. W różnych miastach. Mają na ogół po 20 lat. Noszą
wysoko podniesione flagi Wandejskie i odmawiają publicznie na kolanach
Różaniec.To nie są jakieś "Światowe Dni Młodzieży", podczas których
przypieka się kiełbaski i skanduje "Alleluja! Jezus żyje!" albo "I love
Johny Bosco". To są manifestacje czysto religijne, ku czci Pana Jezusa;
ich uczestnicy mają taki wygląd, jakby dopiero co zeszli z boiska rugby.
To nie jacyś "młodzi z problemami" wyszli na ulice w obronie honoru
Pana Jezusa. Wyszedł kwiat młodzieży francuskiej, chłopcy i dziewczęta z
najlepszych rodzin. Tego nie spodziewał się absolutnie nikt, nawet sami
organizatorzy demonstracji.Biskupi soborowi poczuli się nagle
zobowiązani do poparcia tej młodzieży. Poparcie ze strony biskupów jest
wyraźnie coraz większe.
Niezależnie od tego, kto wygra wybory
prezydenckie, Francja je przegra. Nie będzie zwycięstwa. Ale bitwa o
honor Jezusa Chrystusa, bitwa, która tym razem została zauważona nawet
przez antyfrancuskie media, już została wygrana.
Tego zwycięstwa nikt młodym katolikom nie odbierze. Na czym ono polega?
Polega na tym, że to, co dzieje się na ulicach francuskich miast
stoi w całkowitej sprzeczności z pewną historią Francji. Ci młodzi
ludzie zachowują się tak, jakby w ogóle nie czuli się związani
gallikańską tradycją Francji.
Nie ma tu co dalej ukrywać,
manifestanci to ultramontanie, to potomkowie św.Teresy czy bł. Charles
de Foucauld bardziej niż Ludwika XIV. Siła obecnych manifestacji i publicznych modłów przekracza siłę apelu Instytutu Civitas.Odpowiedz na apel jest o wiele większa, niż można się było tego spodziewać.
Od Redakcji: O wszystkich wydarzeniach przywołanych w artykule p. A. Ratnika informowaliśmy, za jego sprawą, na bieżąco. Dodajmy, że o niektórych wydarzeniach informowaliśmy jako pierwsi w Polsce.
Antoine Ratnik
a.me.