Nie wiem, czy Polsce przed 30 laty groziła sowiecka interwencja. Historycy ciągle się o to spierają. Ja nie jestem historykiem, więc nie będę wypowiadać się na ten temat. Nie wiem więc, czy decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego była mniejszym złem i czy Jaruzelski rzeczywiście uratował nasz kraj przed sowiecką pacyfikacją. Nie jestem w stanie osądzić, co w tej kwestii jest prawdą a co li tylko propagandą. Czyjąkolwiek.
Wiem tylko, że rocznica wprowadzenie stanu wojennego powinna być okazją do refleksji na temat roli przemocy w polityce. I to zarówno ze strony rządzących, jak i rządzonych. Wprowadzenie stanu wojennego było reakcją ówczesnej władzy na działania Solidarności, która dążyła do jej obalenia, między innymi w drodze protestów i strajków. Reakcją władzy było siłowe stłumienie „buntu”.
Obecnie naród polski podzielony jest na tych, którzy uważają, że użycie przemocy przez ówczesną władzę było usprawiedliwione wyższą koniecznością, oraz na tych, których zdaniem, sięganie po przemoc ze strony Solidarności – jeśli uznamy strajki i protesty za formę przemocy – było właściwą formą walki o tzw. wolną Polskę. Ja nie należę do żadnej z tych grup. Dlaczego?
Moim zdaniem, jednym z największych problemów trapiących polską pamięć historyczną jest zdominowanie jej przez wręcz gloryfikację siłowej walki politycznej. Walka polityczna kojarzy nam się przede wszystkim z naszymi licznymi powstaniami narodowymi i lokalnymi, Legionami Piłsudskiego, AK, strajkami. Do tego dochodzi takie najnowsze wydarzenie jak walka o krzyż (ten pod Pałacem Prezydenckim). Czyn zbrojny (albo po prostu konfrontacja z władzą) stawiany jest na piedestale, a jego konsekwencje są skrzętnie pomijane. Albo inaczej: co najwyżej kwitowane są stwierdzeniem o odniesieniu rzekomego „zwycięstwa moralnego” (cokolwiek miałoby to znaczyć).
Gloryfikacja przemocy charakterystyczna jest dla wszelkiej maści rewolucyjnych koncepcji politycznych. Reakcją na rewolucyjny ferment zazwyczaj jest dyktatura. Dyktatura to siłowe zaprowadzenie porządku. Czyli: przemoc prowokuje przemoc. Rewolucyjna anarchia wręcz domaga się rządów silnej ręki (w końcu z rewolucjonistami nie da się rozmawiać, gdyż oni rozumieją tylko język siły).
Niestety, tak zwana polska prawica – do tego rzekomo katolicka –do dziś nie potrafi tego pojąć. Nad polską kulturą polityczną krąży bowiem widmo protestantyzmu, który to właśnie w dużym stopniu zredukował politykę do przemocy. Jak również marksizmu, który dążył do zniesienia polityki jako takiej gdyż uważał ją właśnie za formę przemocy.
Dla Marcina Lutra człowiek jest istotą doszczętnie złą, niezdolną do żadnego racjonalnego kierowania swoim postępowaniem. Zdaniem Lutra zło tkwiące w człowieku powinno być tłumione przez silne państwo, które swoich poddanych powinno traktować jak penitencjariuszy. A ponieważ rządzący także są doszczętnie źli, więc Luter de facto dokonuje redukcji polityki do czystej przemocy. Luter jednakże wierzył, że przemoc ze strony państwa będzie skuteczniejsza niż przemoc ze strony ludu. Z tych samych co Luter założeń antropologicznych wychodzi Kalwin ale dochodzi do dokładnie odwrotnego wniosku. Jego zdaniem, z zepsucia człowieka wynika zepsucie władzy, lud więc musi być chroniony przed władzą. I tak jak dla Lutra naczelną kategorią polityczną był porządek tak dla Kalwina: wolność. Kalwinizm dąży więc do maksymalnego organiczenia władzy, którą uważa za zło.
Na antypodach luterianizmu znajduje się marksizm. Podstawą marksizmu jest przekonanie o tym, że człowiek z natury jest dobry. To system jest zły, dlatego też należy go obalić. Marks wierzył w możliwość zbudowania społeczeństwa, w którym nie byłoby żadnej władzy i związanych z nią stosunków panowania. Marksizm posuwa się więc jeszcze dalej niż kalwinizm. Kalwinizm nie dąży bowiem do zupełnego wyeliminowania władzy, tylko jej ograniczenia.
Podstawą wszystkich trzech koncepcji jest założenie, że władza i lud znajdują się w permanentnym stanie wojny. Dla zaprowadzenia ładu społecznego Luter chce wzmocnić władzę, Kalwin ją ograniczyć, a Marks zupełnie wyeliminować.
W przypadku sporu o stan wojenny Luter zderza się z Kalwinem i Marksem. Reżim polityczny ustanowiony przed 30 laty przez Jaruzelskiego to luteranizm w praktyce. Rewolucyjność Solidarności natomiast była czymś w rodzaju mieszanki kalwinizmu i marksizmu.
Zarówno luteranizm, kalwinizm jak i marksizm niezgodne są z Katolicką Nauką Społeczną. Dla KNS naczelną kategorią polityczną nie jest ani porządek ani wolność tylko dobro wspólne. Do jego pięlegnowania powołani są zarówno rządzący, jak i rządzeni.
I właśnie z takiej perspektywy należy oceniać wszystkich aktorów, którzy przyczynili się do wprowadzenia stanu wojennego. I to zarówno po stronie rządzących jak i rządzonych. Niestety, nie jestem w stanie dostrzec po żadnej stronie rzeczywistej troski o dobro Polski. Walka o zdobycie albo utrzymanie władzy to nie troska o dobro wspólne tylko właśnie walka o władzę. Szczególnie, jeśli faktycznym beneficjentem tejże walki stała się grupa byłych trockistów, którzy kilka lat później przejęli władzę. A na temat tego właśnie aspektu wprowadzenia stanu wojennego panuje zadziwiające milczenie...
Magdalena Ziętek
aw