Gdy
patrzymy na stan naszego kraju, ogarnia nas wprost zdumienie, w jaki sposób
społeczeństwo, którego ogromna większość pragnie – nie powiem: praworządności,
bo tylko mała mniejszość rozumie u nas, co znaczy istotna praworządność, ale
spokojnego i normalnego toku życia państwowego, w jaki sposób społeczeństwo to
doprowadzone zostało do stanu rzeczy tak groźnego i tak bliskiego ostatecznego
upadku, jak stan dzisiejszy.
Doprowadził
nas do tego, prócz absurdalnej ustawy wyborczej i wadliwej konstytucji, powodów
będących organicznymi wadami naszego ustroju, cały szereg błędów i grzechów,
jak zubożenie, wywołane czysto teoretyczną, nie liczącą się z życiem i jego
praktycznymi możliwościami „sanacją” skarbu, jak systematyczne podkopywanie
wspomnianej już przez nas praworządności w społeczeństwie, a dyscypliny w armii
i wprowadzenie do tej ostatniej polityki; jak systematyczna ustępliwość wobec
jaskrawej agitacji na rzecz obcego państwa, prowadzonej otwarcie przez posłów
sejmowych; jak bezkarność skutków tej agitacji: bądź faktyczna (nie tylko
strajk telefonistek w Warszawie w listopadzie 1925, ale nawet strajk kolejowy w
całym państwie w listopadzie 1925, zakończony również bezkarną a krwawą
rewoltą), bądź – zamierzona, jak w wypadku Bagińskiego i Wieczorkiewicza.
A
gdy się spotka kogoś, co wrócił z zagranicy (za wyjątkiem Włoch i Niemiec),
słyszy się nieodmiennie: „Myślicie, że to tylko u nas tak się dzieje? Gdzie
indziej nie jest lepiej – pocieszcie się!”.
„Pocieszcie
się!”. O nie - raczej zatrwóżcie się jeszcze stokroć bardziej! Gdyby tylko w
Polsce się tak działo, można by to przypisać historycznej naszej niezdolności
do rządzenia się, dziedzicznemu naszemu brakowi narodowej i państwowej
dyscypliny, antytalentowi organizacyjnemu, wreszcie „ząbkowaniu” młodego
państwa – i pokładać nadzieję w tym, że „sanabiles Deus fecit nationes”. Ale
jeżeli na całym świecie dzieją się rzeczy takie same lub podobne tym, co
wywołały u nas obecny stan rzeczy i co go z dnia na dzień pogarszają – to znak,
że przyczyna tego nie jest przypadkowa, ani też w naszym specjalnie charakterze
leżąca. To znak, że niebezpieczeństwo jest o wiele groźniejsze. Jeżeli bowiem
na całym świecie istnieją przyczyny, wywołujące, podobne jak u nas, w życiu
państwowym skutki, pomimo różnorodności charakterów narodowych, warunków
społecznych, ekonomicznych, prawnych i historycznych, to widocznie przyczyny te
nie są dorywcze, ani też nie stojące w związku ze sobą, lecz, pomimo fizycznych
kordonów granicznych i psychicznych różnic, są one ze sobą organicznie związane
i do jednego celu konsekwentnie i planowo, wspólnymi siłami na całym świecie
dążą.
W
roku 1924 ukazała się w Paryżu broszura wydana staraniem komitetu, działającego
pod kierownictwem człowieka, którego nazwisko mówi samo za siebie, generała de
Castelnau. Tytuł jej brzmi: „La Dictature de la Franc-Maçonerie sur la France”.
Sucho, jak statystyka, bez żadnych niemal komentarzy, cytuje ta broszura
uchwały, opinie i wskazówki „Wielkiej Loży” i Konwentów „Wielkiego Wschodu
Francji” z datami i stronicami protokołów i zestawia z nimi debaty
parlamentarne i posunięcia rządu, ustawy i rozporządzenia ministerialne, będące
wypełnieniem tych uchwał, wprowadzeniem w życie tych zapatrywań. A co w niej
Polaka specjalnie uderza, to że wiele ustaw naszych, wiele faktów z naszego życia
narodowego przejętych jest tym samym duchem, co opinie i dyrektywy „Wielkiego
Wschodu Francji”, odzwierciedleniem jego uchwał, powziętych jakoby tylko dla
Francji, a raczej przeciwko niej. Zadaniem niniejszego artykułu jest przejść
niektóre fakty, zacytowane w wymienionej broszurze, równolegle do niektórych
wypadków z naszego życia państwowego i wykazać ich analogię, która nie może być
przypadkowa, której powodem musi być ścisły związek przyczynowy.
I
tak na stronie 50-tej wspomnianej broszury znajdujemy przytoczoną z „Biuletynu
oficjalnego Wielkiej Loży francuskiej” z października 1922, str. 286 – uchwałę,
domagającą się nawiązania stosunków z Rosją sowiecką.
Natychmiast
też zaczęła się we Francji akcja w celu urobienia opinii w pożądanym kierunku:
kampania w prasie, wycieczki leaderów lewicowych do Rosji i ich
„rzeczowe i gruntowne” sprawozdania publiczne o stanie rzeczy tamże oraz
odczyty i konferencje w lożach, których skutkiem były „wyrazy opinii” tychże
lóż, obowiązujące oczywiście dla afiliowanych do nich polityków francuskich.
Bardzo ważną rolę odgrywała pod tym względem loża „Action socialiste” – co jest
ciekawe wobec faktu, że socjaliści głoszą, jakoby byli przeciwnikami
bolszewizmu.
Kampania
ta jednak, pomimo zręczności i intensywności, z jaką była prowadzona, napotkała
na zorganizowany odpór zdrowych elementów w narodzie francuskim i dopiero 17-go
czerwca 1924 mógł p. Herriot oświadczyć w swojej deklaracji ministerialnej:
„Przygotowujemy wznowienie normalnych stosunków z Rosją” – a dopiero 28-go
października t[ego] r[oku] nastąpiło uznanie rządu Sowietów przez Francję.
Polska,
pierwsza z wielkich państw Europy, uznała była oficjalnie i nawiązała normalne
(sit venia verbo!) stosunki dyplomatyczne z Sowietami, a pierwsze poselstwo do
Moskwy posłaliśmy w lipcu 1922. Gdy się zważy jak liczny odłam społeczeństwa
był temu przeciwny, tak ze względów zasadniczych, jak i dlatego, że
dopuszczenie SSSR do koncertu narodów europejskich uważał za usankcjonowanie i
ułatwienie propagandy na rzecz ogólnej rewolucji komunistycznej – to zaiste
zdumienie przejmuje, że to uznanie tak prędko i łatwo stało się faktem
dokonanym. W jaki sposób da się logicznymi i dla każdego jawnymi powodami
wytłumaczyć fakt, że Polska, nie ostatnia, jak była powinna, ale pierwsza z wielkich
państw europejskich, uznała za równych sobie morderców zbryzganych krwią
naszych braci, najzacieklejszych wrogów nauki Chrystusowej i tej cywilizacji,
co z niej czerpała swoje źródło – taż sama Polska, której chlubą była przez
wieki ich obrona i której bardziej niż któremukolwiek z państw europejskich
nakazywał to uczynić honor państwowy i narodowy?
Niektórzy
twierdzą, że uznaliśmy byli de facto rząd Sowietów z chwilą zawarcia
pokoju w Rydze i że uznanie oficjalne wraz ze stworzeniem poselstwa w Moskwie
było tylko formalnością. Nam się wydaje, że co innego jest przez fakt
prowadzenia wojny, a potem zawarcia pokoju, stwierdzić, że jakaś organizacja
państwowa istnieje – a całkiem co innego uznać ją za państwo sobie równe,
przedstawicielom którego sztandar Polski oddawać musi honory.
Jeżeli
zaś chodziło o dopilnowanie, ażeby Rosja sowiecka dotrzymała postanowień
traktatu ryskiego, to na ten cel byłaby wystarczyła w zupełności misja
dyplomatyczna. Zresztą, mimo wymiany poselstw i uznania jej przez nas oficjalnie,
Rosja i tak większej części tych postanowień nie wypełniła. Gdzież jest więc ta
korzyść, dla osiągnięcia której Polska powiedziała sobie „mutatis mutandis”:
„Paris vaut une messe”? I czy jest ona współmierna z zezwoleniem na istnienie w
Polsce biura szpiegowsko-agitacyjnego, jakim jest każde poselstwo sowieckie? Co
się zaś tyczy spodziewanych korzyści handlowych, nie muszą one znowu tak bardzo
ponętnie wyglądać, jeżeli kraj „businessu”, Stany Zjednoczone, nie kwapi się z
uznaniem Sowietów dla uzyskania tych korzyści.
Co
skłoniło nas również do przyjęcia w Warszawie p. Cziczerina, przyjęcia go bez
jednego ze strony społeczeństwa głosu protestu (bo jedyna ulotka, ogłoszona
podczas jego pobytu, przebrzmiała bez echa), a ze strony prasy polskiej – w
sposób, za który p. Cziczerin widział się skłonionym jej dziękować – z
nieopisanie zapewne ironicznym uśmiechem, jak przystało na polityka, co finezję
starej rasy łączy ze wschodnią przebiegłością rosyjskiej szkoły dyplomatycznej?
Czy wizytę tę może wywołała konieczność porozumienia się obu ministrów spraw
zagranicznych? Wszak chyba rozmowa taka odbyć się mogła była na gruncie
neutralnym, co było by bardziej odpowiadało godności państwa polskiego.
Ale
właściwym powodem tej wizyty było dla Sowietów bez wątpienia to, co prasa
sowiecka podkreślała z radością jako najkorzystniejszy dla SSSR tej wizyty
rezultat, a mianowicie iż „za pośrednictwem Warszawy nawiązane zostały
delikatne nici pomiędzy Moskwą a innymi stolicami Europy”. To „nawiązanie
delikatnych nici” w sposób dla każdego zrozumiały znaczy: drogę do pokojowej
penetracji bolszewizmu do Europy. To było celem Sowietów w tej wizycie i chyba
hr[abia] Skrzyński nie mógł mieć co do tego żadnych wątpliwości. Więc cóż nas
skłoniło do przyjęcia tej wizyty, a w rezultacie do ułatwienia Sowietom
osiągnięcia ich celu? Bo dla Polski jakiegoś celu w przyjęciu tej wizyty
dopatrzyć się trudno. Czyż nie grał tu zatem roli wpływ ukryty, a przyjazny
Sowietom?[1]
Na
stronie 52-iej wspomnianej broszury przytoczona jest następująca rezolucja
„Konwentu Wielkiego Wschodu” z r[oku] 1922 (strony biuletynu 333 i 334):
„Konwent wyraża ponownie swoją wolę, by wszystkie bogactwa narodowe były
eksploatowane na korzyść społeczności (de la collectivité). W skutku
tego: uważa (Konwent) za pierwszy etap upaństwowienie przedsiębiorstw
istniejących, które stanowią de facto monopole [ubezpieczenia[2]],
banki, kopalnie, koleje żelazne, siła wodna, itd. Jest zdania, że niezwłoczne
zrealizowanie tego pierwszego etapu pozwoli dokładnie określić na podstawie
doświadczenia warunki, w których będzie mogło być przeprowadzone upaństwowienie
ogólne (intégrale) – cel, do którego zdążać powinny wysiłki wszystkich
demokratów”.
Rezolucja
ta przyjęta została jednomyślnie. Pod nią podaje broszura spis lóż i ich
odpowiedzi, która z nich za upaństwowieniem jakich gałęzi przemysłu się
opowiedziała. Dla nas Polaków wysoce interesującym jest, że niektóre z nich
opowiedziały się za wywłaszczeniem ziemi. Odpowiedzi te ogłasza biuletyn
„Konwentu Wielkiego Wschodu” z r. 1923 na stronie 74-tej protokołu.
Polska
i tym razem wyprzedziła Francję, bo nasza ustawa o „reformie rolnej” uchwalona
została w lipcu roku 1920. Prawda, że bolszewik trzymał wtedy nogę na szyi
Polski, a ówczesny premier, p. Wincenty Witos, wyzyskał przymusowe położenie
państwa, czyniąc zależną zgodę „Piasta” na danie rekruta od uchwalenia „reformy
rolnej”. Można więc przyjąć, że motywem pierwszej tej „reformy” była chciwość
na ziemię, życie jednak wykazało niemożliwość tej ustawy.
Czymże
jednak, jeżeli nie wpływem cytowanej uchwały „Wielkiego Wschodu” Francji,
tłumaczyć należy fakt, że w r. 1925, pomimo wskazanej szkodliwości dla państwa
i jego produkcji przez polityków, finansistów, ekonomistów i prawników
wspomnianej ustawy o „reformie rolnej”, za ustawą wypowiadała się prasa i
głosowali za nią posłowie stronnictw, nie to włościańskich, których wyborcy,
poza apetytem na ziemię nie widzieli nic innego, ale stronnictw miejskich,
których wyborcom ustawa ta grozi bardzo poważnie – i to stronnictw nie
wywrotowych jak PPS, ale stronnictw uważających się za prawicowe i mające na
oku interes państwa. Czym tłumaczyć analogię ich postępowania z wyżej
wzmiankowaną masońską uchwałą? Odpowiedzieć może czytelnik, że niektóre z tych
stronnictw, co głosowały za „reformą rolną”, zwalczają nawet bardzo ostro
masonerię – my jednak zacytujemy ze swej strony powagę w tych sprawach, bo
„Konwent Wielkiego Wschodu” Francji z r. 1901, który stwierdził, że
„wolnomularstwo ma wpływ na wszystkie stronnictwa polityczne”. Że zaś wpływ ten
działa z pewnością bardzo mądrze i przebiegle, nigdy nie rzucając się w oczy, a
zawsze insynuująco i sugestywnie, można więc w zasadzie masonerię zwalczać, a
nie zdawać sobie nawet sprawy, że w praktyce idzie się jej na rękę.
„Konwent
Wielkiego Wschodu” Francji z roku 1923 stawia również na stronach 78 i 79
swojego biuletynu kwestię odszkodowania za przedsiębiorstwa wywłaszczone w
następujący sposób: „Upaństwowienie będzie albo aktem prostego wywłaszczenia
bez żadnego odszkodowania, albo też prawo własności dawnych obywateli
uwzględnione zostanie w sposób zależny od danych warunków. Znaczna większość
lóż opowiedziała się za tym drugim sposobem. W takim razie: jeżeli społeczność,
jedynie istotny twórca wszelkich dóbr, upaństwowi jakąś część produkcji i
wymiany – to nie na to, by uświęcać poprzednie niesprawiedliwości, lecz na to,
ażeby zniknęły one raz na zawsze. Otóż – odkupywać na przykład akcje górnicze
od ich właścicieli po obecnej wartości było by nie tylko wielkim obciążeniem,
lecz oddało by w ręce przeciwników upaństwowienia tak wielki kapitał, że ci
ostatni mogliby, rozporządzając tą siłą, zniszczyć rezultat, uzyskany przez
społeczność. Należy więc dać pewną rentę (…), a nie zwracać wartość kapitału”.
Tu
już każdy przyznać musi, że ustawowy u nas sposób odszkodowania za ziemię
„wykupioną przymusowo” na cele „reformy rolnej” był układany wprost pod
dyktandem co dopiero zacytowanej uchwały „Wielkiego Wschodu” Francji – i to tak
co do wysokości szacunku ziemi, jak i co do formy „odszkodowania” w tzw. rencie
rolnej. A nie tylko sami ziemianie skarżyć się mogą na skutki wspomnianej
uchwały „Wielkiego Wschodu”. Z pewnością niepoślednią rolę odegrała również ta
uchwała w sprawie waloryzacji książeczek kas oszczędności, długo- i
krótkoterminowej pożyczki państwowej, pożyczki Odrodzenia, milionówek i
waloryzacji, która była ze strony państwa zawiedzeniem zaufania u własnych
obywateli i która pochłonęła nieraz ciężko zapracowany, a przez całe życie
oszczędzany grosz tych, którzy lojalnie powierzyli zabezpieczenie swej starości
państwu na jego potrzeby zamiast kupować obce waluty na „czarnej giełdzie”.
Cel
w stosunku do jednych jak i do drugich był ten sam: ten sam, o którym wyraźnie
mówi przytoczony cytat „Wielkiego Wschodu” Francji: pauperyzacja czynników
praworządnych, ażeby odebrać im możliwość walki za pomocą własnych organizacji
politycznych i ekonomiczno – społecznych, mogących przeciwstawić się
wszechwładzy międzynarodowej organizacji masońskiej.
Nim
jednak dojdzie do „nationalisation intégrale”, może upłynąć jeszcze dużo
wody – więc nie w tym jednym kierunku orientuje masoneria destruktywną swoją
działalność na polu ekonomicznym. Bo oto „Konwent Wielkiej Loży Francji” z roku
1923 żąda na stronie 67-ej swoich protokołów wprowadzenia „kompletnej reformy
naszego obecnego systemu fiskalnego (…), (a mianowicie) zaprowadzenia podatku
(…), który by pozwolił na wpływanie do kas państwa 8/10 części dochodów
(obywateli)”; na stronach zaś 70-ej, 74-ej i 75-ej dopomina się rzeczony
„Konwent” między innymi wprowadzenia podatku majątkowego, a na stronie 73-ej
domaga się „zniesienia prawa dziedziczenia i prawa darowizny”.
Podobnie
jak „Wielka Loża”, wypowiedziała się (17 lutego 1924) loża „L’Action
Socialiste” odnośnie do prawa dziedziczenia. „Kapitał – głosiła ona – zgaśnie
ze śmiercią (właściciela), a republikanie powinni starać się osiągnąć to przez
nakładanie podatków spadkowych na wielkie majątki”.
„Konwent
Wielkiego Wschodu Francji” z roku 1923 nie poszedł tak daleko jak jej „Wielka
Loża”, uchwalił jednak „zniesienie prawa dziedziczenia w linii bocznej, a
ograniczenie go w linii zstępnej”.
Projekty
fiskalne „Wielkiej Loży” Francji znalazły swój wyraz w ostatnich projektach
sanacji finansów francuskich, które to projekty tak walnie przyczyniły się do
ucieczki kapitału płynnego z Francji i do zachwiania się franka wskutek braku
zaufania zagranicy. Ale chyba tylko ślepy, lub ten, kto umyślnie nie zechce,
nie zobaczy wyraźnego związku pomiędzy postulatami masonerii we Francji, a
systemem podatkowym p. Władysława Grabskiego. Progresja przy podatku gruntowym,
rzecz nieznana żadnemu prawodawstwu fiskalnemu świata, bo sprzeciwiająca się
koncepcji podatku realnego; podatek majątkowy wyznaczony w wysokości
niemożliwej do opłacenia; rozporządzenia władz skarbowych odnośnie do podatku
dochodowego, zmieniające ducha ustawy do tego stopnia, że nałożony podatek
przewyższa nieraz osiągnięty przez podatnika dochód; wreszcie opłaty od spadków
i darowizn, wynoszące między 25% a 65% wartości odziedziczonego lub darowanego
obiektu – wszystko to idzie w uderzający sposób po tejże samej linii wytycznej,
którą uchwały „Wielkiej Loży” przepisały politykom francuskim. Rezultat w obu
krajach analogiczny: we Francji kapitał płynny wyemigrował za granicę, a
zaufanie świata do gospodarki francuskiej zanikło, skutkiem czego nastąpił
katastrofalny spadek franka, który dopiero teraz, po odłożeniu „ad acta” tego
rodzaju projektów sanacji, zaczyna odzyskiwać swoją wartość. U nas –
przeciążenie podatkowe stało się jednym z głównych powodów rozpaczliwego
zastoju gospodarczego i bezrobocia, które pociągnęły w konsekwencji za sobą
dewaluację złotego, stworzonego ostatecznym wysiłkiem społeczeństwa.
Przejdźmy
do wojska! Oto co mówi „Konwent Wielkiego Wschodu Francji” z roku 1923 (strony
protokółów: 141, 142 i 143) o sądach wojskowych: „Uważaliśmy, że w czasie
pokoju sądy wojskowe powinny być zniesione, a zbrodnie i przestępstwa przeciwko
sile zbrojnej kraju powinny podlegać zwykłemu sądownictwu państwowemu (…)
Kodeks prawa wojskowego będzie zniesiony. Specjalne przepisy wprowadzone
zostaną do ustawodawstwa karnego celem karania zbrodni i przestępstw przeciwko
sile zbrojnej państwa. W czasie pokoju sprawy te oddawane będą zwyczajnym
trybunałom, a w czasie wojny będą czynne przy armii trybunały złożone z
prawników, zależne jedynie od ministerstwa sprawiedliwości”.
W
październiku 1924 prowadził generał Percin, notorycznie afiliowany do jednej z
lóż, zaciętą kampanię za zniesieniem sądów wojskowych. U nas zaś, jak podawał
krakowski „Kurier Ilustrowany” na początku roku zeszłego, generał Żeligowski
miał się również stanowczo oświadczyć wobec reportera tego dziennika za
zniesieniem sądów wojskowych u nas. Wstrzymując się od wszelkich wniosków
podajemy wzmiankowany fakt na odpowiedzialność „Kuriera Ilustrowanego”.
W
jakim zaś celu dąży masoneria do zniesienia sądów wojskowych, wyjaśnia
najlepiej fakt, że wytężała ona wszystkie siły, aby uzyskać amnestię dla
skazanych za zdradę Marty’ego, Malvy’ego i Caillaux’a oraz innych – jak o tym
świadczą enuncjacje „Konwentu Wielkiego Wschodu Francji” z r. 1922 (strony 111,
114 i 1120 protokółów), jako też „Biuletyn oficjalny Wielkiej Loży Francji” z
r. 1922 (strony 219 i 222). Wyraźnym celem zniesienia sądów wojskowych jest, a
nieuniknionym jego skutkiem było by, zniszczenie wszelkiej dyscypliny i
rozprzężenie w armii francuskiej. Czy zgoda – z naszej strony – na wymianę
zdrajców wojskowych i zbrodniarzy stanu Bagińskiego i Wieczorkiewicza i
późniejszy szereg bolesnych faktów, podkopujących subordynację wojskową i
autorytet przełożonych u nas, jak tworzenie „armii w armii” i rozdwajanie jej
jednolitości, czy wreszcie ten nie do powetowania cios, który zadały
dyscyplinie wojskowej i świętości żołnierskiej przysięgi wypadki 12 – 15 maja –
czy fakty te nie idą po tej samej linii, co akcja antymilitarna we Francji?
Konwent
„Wielkiego Wschodu Francji” z r. 1922 (strony protokółów 142 i 143) żądał
skrócenia czasu służby wojskowej. 17-go czerwca 1924 obiecał p. Herriot w
swojej deklaracji ministerialnej zmianę w organizacji służby wojskowej, a w
październiku zapowiedział generał Nollet skrócenie czasu tejże służby do
jednego roku, budżet zaś wojskowy Francji obniżony został do 700 milionów
franków. Obecnie zaś wnoszą socjaliści projekt „reorganizacji armii”, który wprowadza
wprawdzie po prostu „upaństwowienie jednostek” na rzecz służby wojskowej w
czasie wojny, stosując np. przymus pracy fizycznej, ale który równocześnie
reorganizuje armię w czasie pokoju, podkopuje jej podstawy i stwarza rodzaj
„milicji ludowej”.
I
u nas także został czas służby wojskowej tak dalece zredukowany, że niepodobna
jest niemal wyszkolić żołnierza odpowiednio do wymagań nowoczesnej techniki
wojennej – i u nas budżet wojenny obciętym został poniżej ostatecznych
dopuszczalnych granic. W obu krajach tłumaczy się to koniecznością
oszczędności. Ależ czy muszą się one odbić w tak znacznym stopniu właśnie na
wojsku? W Małopolsce na przykład było przed wojną Namiestnictwo we Lwowie i
jedna Delegatura Namiestnictwa w Krakowie – obecnie mamy tam aż cztery
województwa. Urzędy ziemskie, ministerstwo pracy i opieki społecznej i
ministerstwo komunikacji też mogło by partycypować w nakazanych stanem naszym
finansowym oszczędnościach. Tymczasem lwią część tych oszczędności robi się
kosztem wojska; co zaś najciekawsze, to że na szkodę, bo rozbrojenie, armii,
pracują u nas jakby w myśl życzeń „Wielkiego Wschodu” Francji, dwa obozy
polityczne, zawzięcie się ze sobą zwalczające.
Do
kompletnej dezorganizacji wojska przyczyniły się w zastraszający sposób
oczywiście wypadki 12-15 maja. Że użycie części wojska do celów politycznych, a
w konsekwencji rozłam armii na dwa wrogie obozy, że walka bratobójcza i
pozostały po niej posiew nienawiści w łonie armii, że łamanie dyscypliny i
zdeptanie przysięgi wojskowej, zakończone nagradzaniem tych, co przysięgę
złamali, a prześladowaniem tych, co jej pozostali wierni – że to wszystko musi
wydać zgubne dla naszej armii owoce, to jasne. I tym się może tłumaczyć czemu Żydzi
podtrzymywali kurs złotego podczas wypadków warszawskich i bezpośrednio po
nich: zbyt byli zadowoleni z tego, co się stało, by przez spadek złotego
zwracać uwagę nieuświadomionych mas na szkodliwość danych wypadków dla państwa.
A
w zakresie polityki wewnętrznej: czyż uniemożliwienie przez ministra
Skrzyńskiego dojścia do skutku gabinetu centro-prawicowego nie przypomina, z
pewnymi oczywiście różnicami taktycznymi, metod dzięki którym we Francji
obalony został rząd „Bloku Narodowego”, a doszedł do władzy rząd „Kartelu
lewicy”?
Uderzającym
jest także, że w Polsce obala się zawsze w sposób „Deus ex machina” każdy rząd
dążący do praworządności. Tak było z gabinetem p. Ponikowskiego, rozbitym przez
marszałka Piłsudskiego o sprawę Wilna – w ostatnim zaś roku, skoro, pomimo
opozycji p. Skrzyńskiego, doszedł był do skutku rząd centro-prawicowy,
marszałek Piłsudski zrobił „rewolucję moralną”. Konstatujemy więc, że w bardzo
wielu punktach naszej polityki zewnętrznej i wewnętrznej, naszej skarbowości i
polityki ekonomiczno-społecznej oraz naszej wojskowości, dziwnie duża panuje
analogia z uchwałami i dezyderatami „Wielkiej Loży” i „Wielkiego Wschodu”
Francji.
Przejdźmy
więc do niezmiernie ważnej dziedziny, do dziedziny wychowania.
We
Francji, dzięki „loi Falloux”, utrzymane zostało w Alzacji i Lotaryngii
wychowanie religijne w szkołach publicznych i szkołach średnich. Toteż „Konwent
Wielkiego Wschodu Francji” z roku 1923 (strona protokołów 271) żąda: „1)
natychmiastowego zniesienia rozporządzeń i ustaw, będących obecnie w mocy, a
utrzymujących system wyznaniowy w szkołach powszechnych i średnich; 2)
wprowadzenia francuskiego laickiego systemu szkolnictwa, koniecznego dla
republikańskiego rozwoju kraju”. A „Wielka Loża” („Biuletyn oficjalny”, strona
33) „wyraża życzenie, aby ordynacja z roku 1871, która czyni nauczanie religii
w Alzacji obowiązkowym, została zniesiona”[3].
Gabinet
p. Herriota poczynił wiele kroków zmierzających do tegoż celu, jak wprowadzenie
nowej Rady szkolnej departamentalnej z pozostawieniem dawnej Radzie pozornego
jedynie wpływu, jak rozwiązanie Komitetu doradczego dla Alzacji i Lotaryngii z
roku 1920, a utworzenie nowego, z zadaniem zaprowadzenia w Alzacji i Lotaryngii
praw laickich, itd. Nie należy zaś zapominać, że po odzyskaniu Alzacji i
Lotaryngii rząd francuski przyrzekł był uroczyście tym prowincjom, że
dotychczasowy system wychowania nie zostanie zmieniony.
W
Polsce – jesteśmy właśnie świadkami początku walki o „szkołę laicką”. Bo oto
„Związek nauczycieli szkół powszechnych” i „Związek zawodowy nauczycielstwa
szkół średnich” – na urządzonym przez nie w Warszawie w dniach 8 i 9 kwietnia
z[eszłego] r[oku] „zjeździe wychowania moralnego”, który to zjazd był znowu
przygotowaniem do wzięcia udziału w zeszłorocznym kongresie „wychowania” w
Rzymie[4] –
przyjęły szereg rezolucji wyraźnie antyreligijnych, gdyż domagających się
nauczania czysto świeckiego i nazywających etykę katolicką „bezwartościową
fikcją”.
Oba
te związki nie afiszowały dotąd wyraźnie swoich tendencji – dziś nie tylko
zrzucają maskę, ale występują z rezolucjami sprzecznymi z zawartym niedawno
Konkordatem. Snać czują się na siłach podjąć otwarcie tę walkę z religią, którą
dotąd prowadziły jedynie w budynkach szkolnych. Walka ta napotyka z pewnością
opór w społeczeństwie, jak i w ogromnej części nauczycielstwa – ale, bądź co
bądź, jest to zapowiedź dążenia do „Szkoły laickiej” w Polsce.
A
szkoła laicka to pierwszy etap do tego, by jedyną dopuszczalną szkołą stała się
szkoła państwowa obowiązkowa dla wszystkich, jak to stwierdza „Konwent
Wielkiego Wschodu Francji” z r. 1923 (strony protokułów 265 i 266). U nas krok
w tym kierunku już zrobiony pod postacią rozporządzenia zabraniającego uczenia
się w domu i zdawania egzaminów oraz zapowiadającego przymus uczęszczania do
szkół średnich. ”Wielka Loża” Francji (biuletyn z roku 1923, strony 47 – 8)
wyraźnie oświadcza się za państwowym monopolem nauczania i „zwraca uwagę, że w
kwestii nauczania umniejszyć należy autorytet rodzicielski i kłaść nacisk
przede wszystkim na prawa społeczne”. Początek to „socjalizacji ludzi” – co zaś
o tej sprawie myśli masoneria, zobaczymy w dalszym ciągu tego artykułu.
Wśród
napisów obnoszonych na zeszłorocznym pochodzie socjalistycznym w Krakowie
widniały też napisy: „Żądamy rozdziału Kościoła od Państwa”.
Posłuchajmy,
co o tym myśli masoneria. Sprawozdanie z prac „Wielkiego Wschodu Francji” z
roku 1907 (str. 62) mówi: „Jeżeli jest jakie dzieło, za które może
wolnomularstwo rewindykować dla siebie odpowiedzialność, to dziełem tym jest
rozdział Kościoła od Państwa. Od pół wieku nie upłynął ani jeden dzień, w
którym by masoneria nie była się domagała wyzwolenia z tej ciężkiej niewoli”.
Kongres
masonerii Francji wschodniej w Belforcie w roku 1911 stwierdził, że „zadaniem
naszym jest uzupełnić ustawę o rozdziale Kościoła od Państwa i doprowadzić ją
do ostatecznej konsekwencji.
Wiemy
– do czego doprowadziła Francję szkoła bezwyznaniowa, wiemy jakie skutki wywarł
tam rozdział Kościoła od państwa. Żądania nauczycieli – z jednej strony, hasła
PPS – z drugiej, nie mówiąc o zamierzonym wprowadzeniu ślubów cywilnych i
rozwodów i subwencjonowanej przez rząd akcji prasowej ani o podróży niektórych
naszych posłów do Meksyku celem studiowania tamtejszych metod walki z
Kościołem, są wyraźnym ostrzeżeniem, że w Polsce w najbliższym już zapewne
czasie rozpocznie się atak na te minimalne nawet zabezpieczenia, które poręcza
religii katolickiej nasz konkordat. Jesteśmy ostrzeżeni, wiemy, jak potężny i
zręczny przeciwnik te ataki prowadzi – obowiązkiem jest zatem naszym
zorganizować kontrakcję zawczasu i mądrze, tj. w pełnym zrozumieniu, na czym
powinna ona polegać i jak być prowadzoną.
Takie
są dotychczasowe fakty i widoczne przejawy w naszym życiu narodowym, których
analogia z faktami zaszłymi we Francji a będącymi – jak to stwierdzają
oficjalne biuletyny i protokoły „Wielkiej Loży” i „Wielkiego Wschodu” Francji –
dezyderatami masonerii lub wynikami jej działalności, jest tak uderzająca, że i
źródło tych faktów i przejawów w obu krajach nie może nie być wspólne. Niejeden
powie zapewne, że ta konkluzja jest wyssana z palca, że analogia ta – to zwykły
zbieg okoliczności, a autor „cherche midi à quatorze heures” czyli – dobrą
polszczyzną – „w piętkę goni”, bo przecie ani nasz rząd ani sejm i senat nie są
instytucjami masońskimi.
Kogo
nie przekonały niezliczone fakty, od drobnych do najważniejszych, które
przesunęły się przed naszymi oczyma od roku 1914, fakty, których znaczenia ani
celu nie można było wyrozumieć, póki się rozgrywały, a zrozumiało się dopiero,
kiedy się je jako dokonane już fakty zestawiło i porównało z innymi, tworzącymi
razem, choć bez widocznego może związku przyczynowego, konsekwentny i widocznie
planowy łańcuch skutków – tego nie przekonają nasze argumenty. Pozwolimy sobie
jednak przypomnieć znane słowa: „il n’y a pas de coincidences” („nie ma zbiegu
okoliczności”) i powtórzyć umieszczony już powyżej cytat z obrad „Konwentu
Wielkiego Wschodu Francji” z r. 1901: „Wolnomularstwo ma wpływ na wszystkie
stronnictwa polityczne”, a w końcu zwrócić uwagę na dwa jeszcze inne cytaty:
pierwszy ze strony 362-ej protokołu „Konwentu Wielkiego Wschodu Francji” z r.
1922: „Musi się czuć masonerię wszędzie, nie powinno się jej odkryć nigdzie” i
z r. 1923 (str. 37): „Wymieniliśmy w tym roku gwarancje przyjaźni z Wielkim
Wschodem Turcji, Wielką Lożą Panamy, Wielką Lożą Hondurasu i Wielką Lożą
Polski”.
Właściwe
zadanie tego artykułu jest skończone. Pozwolimy sobie mimo tego zdać sprawę ze
stosunku masonerii do niektórych problemów światowych, bądź to aktualnych, bądź
będących kwestiami przyszłości – ciągle na podstawie materiałów czerpanych z
„La Dictature de la Franc-Maçonerie sur la France”.
Ciekawe,
a zupełnie u nas nieznane światło rzuca ta broszura za pomocą cytatów na
stosunek wolnomularstwa do Ligi Narodów. I tak: „Wielka Loża Francji” (biuletyn
z r. 1923, s. 97) mówi: „Liga narodów, jakiej pragniemy, będzie miała o tyle
więcej siły moralnej i wpływu na narody, o ile będzie się mogła oprzeć na
organizacjach wolnomularskich całego świata”. „Konwent (zaś) Wielkiego Wschodu
Francji” oświadcza (str. protokołu z r. 1923 – 24): „Obowiązkiem jest masonerii
powszechnej udzielać bezwzględnej pomocy (son concours absolu) Lidze Narodów,
by nie musiała ona podlegać interesownym wpływom rządów”. Na stronie zaś 356-ej
protokółu swojego „Konwent Wielkiego Wschodu Francji” z r. 1923 „zaprasza Radę Najwyższą,
ażeby odniosła się do międzynarodowego związku wolnomularstwa i zażądała od
niego, iżby interweniował wszelkimi środkami, którymi rozporządza, na korzyść
Ligi Narodów”. A „Tydzień Obrony Laickiej” z grudnia 1923 r (strona 27) mówi:
„Tydzień Obrony Laickiej, pokładając ufność co do zapewnienia pokoju ludom we
wzmocnionej i zorganizowanej Lidze Narodów, oskarża postępowanie Kościoła,
dążące do podkopania tej wysokiej instytucji międzynarodowej zgody, której (to
instytucji) obawia się on jako rywalki dla doktryny swojej: „instaurare omnia
in Christo”.
Mamy
więc tu kwestię postawioną jasno: Liga Narodów, instytucja, jak widzimy, bardzo
silnie popierana przez masonerię, a więc bez wątpienia idąca po tej linii, ma
stać się najwyższym międzynarodowym trybunałem, najwyższym moralnym autorytetem
świata. To stanowisko, które jako wyobraziciel etyki chrześcijańskiej zajmował
przed Reformacją, ponad wszystkimi państwami Europy Namiestnik Chrystusowy, to
stanowisko ma zająć dzisiaj rywalka doktryny „instaurare omnia in Christo”.
Że
taki istotnie jest cel masonerii, potwierdzają to uchwały „Wielkiej Loży
Francji” z roku 1922 (str. 235 biuletynu). Należy w tym miejscu skonstatować,
że uchwały locarneńskie, przenoszące punkt ciężkości umów i traktatów pomiędzy
państwami z terenu działalności poszczególnych państw na forum Ligi Narodów, są
pierwszym krokiem w kierunku realizacji tego dążenia masonerii, oraz że
stanowisko zajęte przez naszego ministra spraw zagranicznych w Locarno do tego
rezultatu się przyczyniło.
„Wielka
Loża Francji” opowiada się za teorią Ligi Narodów jako stanowiącej
Międzynarodówkę Ludów... Najważniejszymi zadaniami Ligi Narodów są: stworzenie
ducha europejskiego patriotyzmu – krótko mówiąc – stworzenie Stanów
Zjednoczonych Europy, a raczej Federacji Światowej[5]...
Autorytet międzynarodowy musi posiadać sankcję przez międzynarodową armię lub
policję. Rozbroić państwa poszczególne, uzbroić Federację Państw Zjednoczonych,
oto dwie fazy tego samego postępu. A na stronie 286-ej „Biuletynu oficjalnego
Wielkiej Loży Francji” z r. 1922 widzimy życzenie: „studiowania przez Ligę
Narodów sprawy utworzenia Banku Międzynarodowego, opartego na mobilizacji
własności ziemskiej, publicznej i prywatnej”.
Ciekawy
przyczynek do powyższych cytatów stanowi „manifest bankierów”. Akcji ich bowiem
nie można uważać za czysto ekonomiczną. Podobnie jak Bismarck, chcąc dawną
Rzeszę Niemiecką, podzieloną na szereg państw, uczynić jedną de facto jednostką
państwową, rzucił ideę unii celnej i stworzył „Norddeutscher Zollverein” dla
ekonomicznych rzekomo tylko celów, pod którymi ukrywał swe daleko sięgające
plany polityczne – podobnie postępuje dziś przeszło 100-tu najpotężniejszych
bankierów świata. Ale ich plan polityczny, o którym w manifeście ich się nie
mówi, na szerszą daleko, niż plan „Żelaznego Księcia”, zakreślony jest skalę.
Ta projektowana przez nich unia celna, mająca objąć wszystkie kraje Europy, to
pierwszy etap do przyszłych Stanów Zjednoczonych Europy”, do powstania których
już od pewnego czasu ostrożnie i mądrze przygotowuje się opinię publiczną. Myśl
ta znajduje wielu zwolenników w wśród tych szczerych i bez wątpienia w dobrej
wierze działających pacyfistów, którzy, na widok ogromu cierpień spowodowanych
wojną światową, uważają za zbawienne pod każdym względem wszystko, co tylko
może oddalić od Europy niebezpieczeństwo wojny.
Tymczasem
przytoczone cytaty tak jasno tłumaczą kto i w jakim celu dąży do „Stanów
Zjednoczonych Europy”, a w dalszym ciągu do Federacji Światowej, że wszelkie
dalsze tłumaczenie, czyim celom służy i do jakich celów zmierza pod względem
politycznym „manifest bankierów”, było by chyba zbyteczne. Dodać tylko trzeba,
że pod względem ekonomicznym dąży on do oddania w ręce międzynarodowej
finansjery zupełnie już absolutnej władzy nad światem – boć jasnym jest, że ów
projektowany w „Stanach Zjednoczonych Europy” „bank Międzynarodowy” siłą rzeczy
musiałby znaleźć się w rękach dzisiejszych potentatów finansowych.
W
roku zaś 1923, w biuletynie „Wielkiej Loży Francji”, na stronie 97-ej, czytamy
w dalszym ciągu: „Komisja domaga się, by Konwent uchwalił jednomyślnie, że
odtąd Liga Narodów ma mieć najwyższy autorytet rozstrzygania w każdej sprawie
pomiędzy narodami a rządami”.
„Konwent
Wielkiego Wschodu Francji” z r[oku] 1923 (strona protokołu 356) również „żąda,
aby Liga Narodów, celem zapewnienia egzekutywy jej decyzji, uposażoną została w
stałą siłę zbrojną, podlegającą jedynie jej autorytetowi przy odpowiednim
zmniejszeniu sił zbrojnych poszczególnych narodów”.
Widzimy
więc, jak jest pomyślana w rzeczywistości owa „siła moralna” Ligi Narodów,
której celem jest rzekomo pokój świata. Tę „siłę moralną” mają tworzyć bagnety
międzynarodowej armii i – władnący finansami świata Bank międzynarodowy, oparty
na „mobilizacji” (czytaj: wywłaszczeniu na jego rzecz) własności ziemskiej,
publicznej i prywatnej we wszystkich państwach[6].
Gdyby do takiego stanu rzeczy dojść miało, niewątpliwie na całym świecie
zapanowałby spokój, ale spokój tego rodzaju, że do całego świata można by
wówczas zastosować słowa: „L’ordre regne a Varsovie”. Ten spokój – to była by
wszechświatowa tyrania polityczna, militarna i finansowa rywalki doktryny:
„instaurare omnia in Christo”.
Do
czego zaś dążyła by ta jej wszechwładza? Niezmiernie ciekawym jest pod tym
względem protokół „Wielkiej Loży Francji” z roku 1923 (strony 80, 83 i 84).
Mówi on: „Żaden człowiek nie może twierdzić, że, żyjąc bez pracy, nie
przywłaszcza sobie części majątku ogólnego (…), popełnia on wtedy prawdziwą
zbrodnię społeczną (…). Nie można zaprzeczyć, że zapoznanie się z nowym
systemem pracy, zaprowadzonym w Rosji, wywarło głębokie wrażenie na masy
robotnicze całego świata. Analizując raporty naszych lóż, musimy skonstatować
oddźwięk tego w naszym środowisku wolnomularskim. Osiemnaście lóż opowiedziało
się za nałożeniem już obecnie przymusu pracy jednostkom (…) Jedenaście (…)
oświadczyło się za wprowadzeniem przymusu w drodze prawodawczej. Jednomyślne
niemal zapatrywanie tych lóż wskazuje, iż należy postępować z wielką
ostrożnością co do wypracowania odnośnego tekstu prawnego. W raportach tych lóż
znajdujemy następujące sugestie: upaństwowienie wielkiego przemysłu;
zastąpienie w całości lub w części służby wojskowej przez pracę przymusową;
zniesienie prawa dziedziczenia i darowizny.
Osiem
lóż jest zdania, że tylko kompletna przebudowa na całym świecie organizacji
produkcji i rozdziału bogactw pozwoli zaprowadzić sprawiedliwy i racjonalny
system pracy (…).
Praca
zdobędzie sobie miejsce i będzie prawem dla wszystkich w dniu, kiedy własność
prywatna zniknie, żeby ustąpić miejsca własności kolektywnej”.
Tu
więc maska zrzucona. Kolektywizm, o którym była mowa przy upaństwowieniu
środków produkcji i wymiany, dochodzi do upaństwowienia jednostek[7];
bolszewizmu nie ukrywa się już , lecz otwarcie przyznaje, że jest on oddźwiękiem
zajść w Rosji, z tą jedyną uwagą, że jedenaście lóż oświadczyło się za
wprowadzeniem tamtejszego stanu rzeczy w drodze ustawodawczej, doradzając przy
tym wielką ostrożność. Przytoczony tekst jest tak jasny i wyraźny, że wszelkie
komentarze do niego były by zbyteczne.
Masoneria
dąży więc do rewolucji na całym świecie? Odpowiada na to biuletyn oficjalny
„Wielkiej Loży Francji” za październik 1922 (str. 236): „Moi bracia – głosi on
– pozwólcie mi wyrazić nadzieję, że masoneria, która tyle uczyniła dla wyemancypowania
ludzkości i której historia zawdzięcza rewolucje pośród narodów, potrafi
również wywołać tę największą rewolucję, którą jest Rewolucja Międzynarodowa
(…). Ta Rewolucja Międzynarodowa jest na jutro zadaniem masonerii”.
A
na stronie 281-ej: „Masoneria, która grała największą rolę w roku 1789, powinna
być gotową, by dostarczyć kadr dla zawsze możliwej rewolucji”.
Otwarcie
więc przyznaje się masoneria do tego, że grała główną rolę w rewolucji
francuskiej[8] – snać czuje się dość
potężną, by móc to bezkarnie uczynić, nie tak to bowiem dawno, jak twierdziła,
iż nie ponosi żadnej odpowiedzialności za rewolucję francuską, skoro wszystkie
loże zostały oficjalnie zamknięte w czasie wybuchy. Stąd dowiadujemy się, że
widać istniały one dalej nieoficjalnie i nawet „grały główną rolę w roku 1789”,
a dalej, iż historia „zawdzięcza” masonerii wszystkie rewolucje, ile ich tylko
było – i widzimy nadto wyraźne oświadczenie, że wolnomularstwo przygotowuje
rewolucję ogólnoświatową dla zaprowadzenia wszechświatowej republiki[9], w
której człowiek ma być własnością państwa i w której dla religii nie ma
miejsca.
Potwierdza
to dalej toast przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego „Wielkiego Wschodu
Francji” w roku 1923 (strona protokółu 403): „Na zdrowie Republiki francuskiej,
córki masonerii francuskiej – na zdrowie jutrzejszej Republiki powszechnej,
córki masonerii powszechnej!”. A „Konwent Wielkiego Wschodu Francji” z roku
1923 (strona protokółu 431) oświadcza: „Nie trzeba, by masoneria była po prostu
narodową; powinna ona być istotnie masonerią powszechną, która by walczyła z
naszymi wrogami i potrafiła pokonać definitywnie klerykałów”.
Tu
doszliśmy nareszcie do samego jądra sprawy, do prawdziwego celu i do samejże
istoty działań masonerii. Poprzez szkołę laicką i rozdział Kościoła od Państwa,
poprzez podkopanie dyscypliny wojskowej, poprzez zniesienie własności prywatnej
i uczynienie z człowieka bezwolnej własności państwa, poprzez wreszcie
rewolucję światową, dochodzimy do ogólno światowej federacyjnej republiki, której
pierwszym i najważniejszym zadaniem będzie „pokonać definitywnie klerykałów”.
Nie
mówiąc o już o skutkach wychowania nie opartego na podstawach etyki
chrześcijańskiej, ba, nawet wprost wrogiego religii, jakiego widownią są szkoły
laickie, walnym atutem pod tym względem w rękach masonerii stanie się
zniesienie własności prywatnej i kompletne uzależnienie każdego człowieka od
„Państwa Przyszłości”. W państwie tym każdy obywatel będzie miał jedyne źródło
utrzymania w pracy czy to w urzędach, czy w przedsiębiorstwach państwowych,
gdyż innych w ogóle nie będzie. Cóż tedy będzie łatwiejszego, jak postawić go
przed alternatywą: albo – przestać chodzić na msze, uczęszczać do sakramentów,
uczyć dzieci pacierza i katechizmu – albo utracić pracę i umrzeć z głodu wraz z
rodziną. To nie są wymysły, taki stan rzeczy istnieje dziś w Rosji sowieckiej,
a wszak „Wielka Loża Francji” sama stwierdza, że tamtejszy stan rzeczy „znalazł
oddźwięk w środowisku wolnomularskim”.
Ale
czy to nie przesadzone, czyż masoneria istotnie tak nienawidzi Kościoła
katolickiego? Na to pytanie niech odpowie ona sama.
Biuletyn
„Wielkiego Wschodu Francji” z września 1895 (str. 168) wywodzi: „My masoni
powinniśmy dążyć do definitywnego zniszczenia katolicyzmu”.
Kongres
Międzynarodowy w Paryżu w roku 1900 (str. protokółu 182) oświadcza: „Nie
wystarcza zwalczać wpływu duchowieństwa, obdzierać Kościół z autorytetu, który
(sobie) uzurpował i którego nadużywa. To, co powinno być zniszczonym (…) to
samaż religia”.
Tenże
(str. 35): „Wszyscy masoni całego świata mają do walczenia ze wspólnym wrogiem
(…), ten przeciwnik, którego się musi obalić, to papież ze swoją gwardią,
Jezuitami”.
Kongres
międzynarodowy w Brukseli w roku 1904 (str. protokołu 132): „walka przeciw
papiestwu jest koniecznością socjalną i powinna stanowić nieustanne zadanie
masonerii”.
Kongres
regionalny Francji wschodniej w Belfort (25-28 maja 1911): „Nie zapominajmy, że
jesteśmy Przeciw-kościołem (Contre-Eglise). Wytężajmy siły w lożach naszych, by
zniszczyć wpływ religijny w jakiejbądź formie by się on przejawiał!”.
„Wielka
Loża Francji” (październik 1922, str. biuletynu 198): „Utrzymujmy energicznie
wolność wierzeń dla każdego, ale nie wahajmy się dłużej wydać wojnę wszystkim
religiom (…). Pracujmy, zwinnymi rękami naszymi tkajmy całun, który pochowa kiedyś
wszystkie religie”.[10]
Wreszcie
„Konwent Wielkiego Wschodu Francji” z r. 1922 (str. protokołu 102): „Zniszczmy
ten apostolski symbol zgrozy i przerażenia, to ognisko powszechnych
złoczynności i podejmijmy na nowo zaciętą, wiecznie trwająca walkę pod
wzniosłym hasłem Voltaire’a ‘Ecrasons L’Infamie!”.
Ale
jakiż powód – zapyta może czytelnik – ma masoneria, by tak zaciekle zwalczać
wszelkie religie, a specjalnie Kościół katolicki? Wszak dąży ona do zagarnięcia
politycznej władzy nad światem, a kwestie religijne w dzisiejszej polityce tak
małą odgrywają rolę?
Przede
wszystkim nie tak małą, bo, jak widzieliśmy, kwestie polityczne, ekonomiczne i
socjalne, na pozór nic z religią nie mające wspólnego, stanowią jednak
poszczególne etapy, którymi masoneria dąży do zniszczenia umysłowości i
cywilizacji, opartych na chrześcijaństwie i na tej etyce, którą ono głosi. Te
kwestie, o które głośna wre walka, to tylko pozycje przedpola; istotna pozycja,
ta, o której na terenie parlamentów, niektórych przynajmniej się nie mówi, by
przez to nie obudzić czujności wyznawców – to religia.
Powody
zaś nienawiści są dwa: katolicyzm, to nie tylko stosunek jednostki do Stwórcy,
to przedstawiciel ogólno-światowej koncepcji – struktury życia, tak jednostki,
jak ludzi między sobą – tak stosunek jednostki do społeczeństwa, jak
społeczeństw między sobą – koncepcji opartej na prawie przyrodzonym, tym
przedwiecznym prawie, które Bóg ustanowił równocześnie ze stworzeniem świata na
to, by świat ten stał się „civitas Dei”. Póki ta koncepcja będzie na świecie
przeważać, póty masoneria nie będzie mogła osiągnąć rządu dusz, niezbędnego dla
uzyskania istotnej władzy nad światem. I dlatego – „walka między masonerią a
katolicyzmem jest walką na śmierć, bez wytchnienia i bez miłosierdzia”.
A
powód drugi, to że ci, w których ręku masoneria jest jeno narzędziem, dobrze
wiedzą, że na długą metę zapanować można nad światem jedynie wyższością
moralną. Każda zaś religia, szczerze wyznawana, daje swemu wyznawcy pewną
moralną siłę. Dlatego – oni dążą do wydarcia nam naszej religii, a równocześnie
z podziwienia godną wiernością zachowują i przestrzegają swojej własnej. Bo
jeżeli, zachowując te swoją religię, potrafią nas naszej pozbawić i wskutek
tego obrócić nas w stado zmaterializowanych istot bez czci, wiary oraz wstydu –
to wtedy istotnie pokonają nas swoją wyższością moralną, wtedy rząd dusz i ciał
ludzkich spocznie niepodzielnie w ich ręku.
Nie
wolno nam jednak wątpić, że ostateczny rezultat tej walki będzie triumfem
Przedwiecznego Dobra, boć ufamy słowom Tego, co powiedział, że „Ja jestem z
wami aż do skończenia świata”, „na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy
piekielne go nie przemogą”. Ale dlatego nie wolno nam tonąć w kwietyzmie.
Wypowiedziana nam jest „walka na śmierć i życie, bez wytchnienia i bez
miłosierdzia” – obowiązkiem naszym jest odpór, obrona w pełnej świadomości na
czym ona polega.
Oczywiście
w pierwszej linii na tym, by zasady katolicyzmu nie tylko wyznawać, ale je
wszczepiać w życie własne i swojej rodziny. Ale i to nie wystarcza. Bardzo
wielu jest u nas katolików, stosujących wiernie swoje życie prywatne do nakazów
religii, którzy jednak w życiu publicznym, w zapatrywaniach politycznych i
społecznych, stoją na gruncie liberalizmu, ba, nawet radykalizmu, nie zdając
sobie zgoła sprawy, że w ten sposób wyznając naukę Chrystusa, służą
jednocześnie mniej lub więcej pośrednio celom „Przeciw-Kościoła”.
Na
ogólnopolskim Zjeździe Katolickim w Warszawie zapadła rezolucja, ze wszech miar
słuszna i zbawienna, stworzenia ogólnopolskiej Ligi Katolickiej, która oby jak
najprędzej przyszła do skutku! Liga ta jednak nie powinna ograniczać się do
działalności czysto dewocyjnej, gdyż działalność ta, jakkolwiek jest konieczną
podstawą wszelkiej pracy katolickiej, nie jest wystarczającą.
Każdy
bowiem katolik winien być dzisiaj gruntownie uświadomiony, jakie odnośnie do
zagadnień społecznych, politycznych i ekonomicznych stanowisko jest zgodne z
duchem katolicyzmu i oparte na Bożym prawie przyrodzonym, a jakie idzie po
linii tych, w których ręku głoszone przez nich, a pozornie wzniosłe, hasła – są
środkiem do zagłady Kościoła i do zburzenia Bożego przyrodzonego porządku
świata. Jednym z najważniejszych obowiązków przyszłej polskiej Ligi Katolickiej
było by właśnie uświadamianie pod tym względem naszego, bardzo mało w tym
kierunku oświeconego, społeczeństwa.
Francuska
„Fedération Catholique Nationale” uważa taką działalność za jeden z głównych
celów i ma już pod tym względem niezmierne zasługi. Jest ona organizacją ściśle
apolityczną, a jednoczy w sobie katolików z najrozmaitszych partii
politycznych, nakłada jednak na członków swoich obowiązek, ażeby w miarę swoich
zdolności i zakresu działania zwalczali wszelkie poczynania czy to polityczne i
społeczne, czy ekonomiczne, czy na polu oświaty i wychowania, czy mody, czy w
dziedzinie prasy lub literatury – niezgodne z nauką Kościoła katolickiego lub
też wyraźnie przeciw niemu wymierzone. Katolicy francuscy mają zatem obowiązek
zwalczać wszelką działalność antyreligijną i otwierać innym oczy na jej
niebezpieczeństwa, tak w rozmowach prywatnych, jak na odczytach i wiecach lub w
prasie oraz (niezależnie do jakiego stronnictwa który z nich należy) żądać od
posłów swoich każdorazowo, by w debatach i głosowaniach parlamentarnych stali
zawsze na stanowisku, które odpowiada katolickiej koncepcji życia narodowego i
społecznego. Podobnie postępują Ligi Katolickie we Włoszech, Anglii, Stanach
Zjednoczonych i Kanadzie, jakkolwiek wszystkie te organizacje są jako takie
apolityczne.
Za
Zjeździe Katolickim w Warszawie również podkreślone zostało, że przyszła polska
Liga Katolicka musi być apolityczna. Jest to postulat tak oczywiście słuszny,
że nie potrzeba się nad nim dłużej zastanawiać – mimo jednak tej apolityczności
winna polska Liga Katolicka nałożyć na swoich członków tenże sam obowiązek,
który na swoich nakłada „Fedération Catholique Nationale”[11]. Bo
przecież „my chcemy Boga” nie tylko „w domu”, ale i w książce, w szkole, „w
wyrokach sędziów, w księgach praw” – a to tylko taką właśnie akcją da się
osiągnąć. Taką to akcją katolicy niemieccy, będący mniejszością, ale
zorganizowaną i zdyscyplinowaną, osiągają tak znakomite rezultaty; dzięki
takiejże akcji nieznaczna mniejszość katolicka w Holandii przeprowadziła
ustawodawstwo szkolne, którego mogą pozazdrościć jej kraje, mające ogromną
większość katolików, lecz nie zorganizowanych.
Ale
to jeszcze nie wystarcza, że tak w Polsce, jak w każdym – daj Boże! – państwie
istnieć będzie odrębna Liga Katolicka. To dopiero pierwszy krok. Jeżeli atak
prowadzony jest międzynarodowo, to i obrona, jeżeli ma mieć jakiekolwiek szanse
zwycięstwa, musi również być międzynarodowa, musi być na całym prowadzoną
świecie i – przy jak najszerszej autonomii ze względu na odrębne warunki w
poszczególnych państwach – jednolitą być i skoordynowaną.
Naśladujmy
w tym naszych wrogów! By zniszczyć naukę Chrystusa za pośrednictwem
obałamuconych, a ciemnych mas, rzucili oni hasło „Proletariusze całego świata
łączcie się!” i – oświadczają wyraźnie, że „nie trzeba, by masoneria była po
prostu narodową; winna ona być istotnie międzynarodową”.
Postępujmy
my podobnie: uniwersalizmowi spod znaku pięcioramiennej gwiazdy i złotego
cielca przeciwstawmy internacjonalizm katolicki: braterstwo narodów w
Chrystusie!
Niechże
ta Polska Liga Katolicka, jak tylko powstanie, pierwsza rzuci hasło: „Katolicy
całego świata łączcie się!” – niech postawi sobie za cel, ażeby Ligi Katolickie
w poszczególnych krajach istniejące, połączyły się w Ligę ogólnoświatową ku
wspólnej a powszechnej obronie religii katolickiej, tej etyki, która jest jej
wynikiem i tej cywilizacji, która mimo wszystkich swoich błędów i zboczeń do
dziś jeszcze na niej jest opartą.
Cel
godny narodu, co zwał się Przedmurzem Chrześcijaństwa, a zasługa będzie nie
mniejsza, jak pod Legnicą, Warną i Wiedniem.
Oprac.: Mariusz Matuszewski
Powyższy tekst został
przygotowany na bazie odczytu, wygłoszonego przez Hieronima hrabiego
Tarnowskiego w Towarzystwie im. Piotra Skargi w Krakowie w dniu 7 stycznia
1927. Tekst odczytu opublikowano po raz pierwszy w: „Pro Fide, Rege et Lege”
2(1927), s. 26 – 46.