Nasze
obowiązki na czas cichych prześladowań
Przypuszczamy, że na drodze
zła tej rewolucji pojawi się w końcu jakaś przeszkoda (a przypuszczenie to
oparte jest na badaniu Świętych Pism). Ponieważ jednak zło rozrosło się do
takich rozmiarów, że bez cudownej interwencji Boga – cudu, jakiego przedtem nie
widziano – nasz kraj może się już nie podnieść, i ponieważ owa przeszkoda
najpewniej nie pojawi się rychło, lecz zostanie zesłana w czasach nawrócenia
Żydów i niewiernych, nie będziemy mówić o niej jako o czymś niekwestionowanym.
Przed zaproponowaniem jakiejś opinii na ten temat ujawnimy więc najpierw to, co
jawi się stosownym w sytuacji, gdzie porządek rzeczy zgodny z duchem religii
nie został jeszcze przywrócony.
W czasie mniej brutalnych prześladowań,
w czasie których religia, a także jej wyznawcy, pozostają jednakże w stanie
ucisku i cierpienia, kilka rzeczy pozostaje szczególnie ważnych.
By utrzymać wśród ludu
chrześcijańskiego ład i czystość wiary i jednolitość zachowań, a także by
uzyskać pomoc i pocieszenie dla wiernych, należy utrzymać porządek
hierarchiczny. Pomaga on wspierać i szerzyć religię w kraju, ma też wielki
udział w restauracji Bożego panowania i zachowania wiary u wielu. Gorliwość
naszych biskupów pozwoli im wzgardzić zagrożeniami i niedogodnościami życia w
ubóstwie tak, jak to czynili pierwsi uczniowie Jezusa Chrystusa. Wierni zaś, w
miłości dla religii i nawet za cenę własnego życia, uznają swoje zobowiązanie
do wsparcia hierarchii we wszystkim, co konieczne jest dla pełnienia posługi
pasterskiej.
Innym ważnym problemem
będzie zapewnienie temu nieszczęśliwemu krajowi dostatecznej liczby kapłanów;
nie ma pracy niezbędniejszej od uświadomienia kandydatom do kapłaństwa
znaczenia dbałości o jak najdoskonalsze przygotowanie się. Stanie się rzeczą
konieczną robienie wszystkiego, co możliwe, by utrzymać i rozwinąć gorliwość
zbawiania dusz – nie tylko zresztą wśród kleru, ale także pośród wiernych.
Chrześcijanie, a w szczególności księża, winni być gotowi do poświęcenia się
dla duchowej korzyści bliźnich, zwłaszcza, gdy potrzeba nagli. Jeżeli nie mają
odwagi by dokonać tego poświęcenia, stają się odpowiedzialni przed obliczem
Boga za postępy zła, które – przy odrobinie gorliwości – mogli zatrzymać. Niech
ci, którzy czują się bardziej oddani Bogu, śpieszą okazać ów zapał – albowiem
przede wszystkim dawanie przykładu zasługuje na koronę chwały. Pragnąć muszą
jednak wyłącznie chwały Bożej i wykazać gotowość do cierpień. Ich odwaga winna
wzrastać w miarę pomnażania przeszkód, a swoją siłę muszą znaleźć w zupełnym oddaniu
się w ręce Boga. Ci, którzy obiorą cele czysto ludzkie, szukać zaś będą odpoczynku,
nie będą odpowiedni do służby Bożej. Tym, co potrzebne, są robotnicy liczący
tylko na Boga i bez zamartwiania się o rzeczy widzialne niezmiennie zwracający
wzrok w stronę tego, co wieczne. Przedsięwzięcie jest wielkie, jeżeli zaś się
powiedzie, będzie to z radością dla tych, którzy mu się poświęcili. Nie
wystarczy przy tym pracować wyłącznie na rzecz obecnego pokolenia, trzeba też myśleć
o kolejnych generacjach i przygotować dla nich środki, które posłużą zbawieniu.
Musimy uporczywie zalecać
wiernym zwracanie bacznej uwagi na edukację ich dzieci. Zachowanie depozytu
wiary jest od tego uzależnione, a wobec braku troski o to wszelkie inne
starania są bezcelowe. Troską należy otoczyć wszystkie dzieci, obojga płci, od
najmłodszych lat aż po czas, gdy będą już w pełni dojrzałe.
Muszą być gruntownie
nauczane prawd i dowodów religii chrześcijańskiej, nie zaś zadawalać się
wyłącznie pobieżnymi, rutynowymi instrukcjami – co zdarzało się nazbyt często.
Jest konieczne, by dzieci, zależnie od ich wieku i ducha, dotykały czegoś z
piękna i wysublimowania, godnej podziwu zgody i wspaniałości wszystkich prawd
Chrześcijaństwa, a także pojęły, jak godny ubolewania jest los i ślepota tych,
którzy odrzucają owe prawdy i służą kłamstwu. Wszyscy ci spośród wiernych,
którzy mają po temu talenty, nie znajdą lepszego sposobu na pracę dla dobra
religii i uradowania Boga, niż ofiarowanie ich w służbę nauczania młodzieży i
wzbudzanie w nich chrześcijańskich uczuć, co uchroni ich od zepsucia i
niedowierzania obecnych czasów.
Było by pożądanym dla nas
wszystkich uzyskać podobny punkt widzenia, mówienia i zachowania. Staje się to
możliwe wówczas, gdy wszyscy pozostajemy stale złączeni z prawdziwymi zasadami,
które pozostają niezmienne i takie same dla wszystkich ludzi. Jak jednak możemy
żywić co do tego nadzieję, skoro już u zarania Kościoła św. Paweł narzekał, że
nawet w gronie głosicieli Ewangelii zdarzało się wielu takich, którzy się jej
sprzeciwiali, którzy przedkładali własne dążenia ponad Chrystusa, a także
fałszowali Słowo Boże?
Słabość, ludzkie wahanie,
fałszywe współczucie – to przykłady, a zarazem waga autorytetu osób, które same
popadły w błąd; wszystkie te elementy odseparowały wielką liczbę ludzi od
prawdziwych zasad i prowadzą ich w stronę odchyleń, od których z trudem tylko
będą się mogli odwrócić.
Ci, którzy w sposób pełny
podążają ścieżką Prawdy, powinni cierpliwie podtrzymywać tych, co błądzą, by
uniknąć zerwania łączności, tak długo, jak długo Kościół nie potępia ich, a ich
błąd nie jest na tyle wielki, by w sposób oczywisty wieść ich na potępienie.
Jednak pobłażliwość podążających za Prawdą nie może iść na tyle daleko, by tolerować
błędne i szkodliwe doktryny; muszą oni
odciągnąć od nich tyle dusz, ile tylko się da. Powinni szerzyć prawdziwe światło,
sprzeciwiać się kłamstwu i złudzeniom, wszystko to zaś w duchu łagodności i
miłosierdzia, z zachowaniem ostrożności w wybaczaniu i wychodząc naprzeciw tym,
którzy wykazują pragnienie powrotu do Prawdy.
Prawdziwymi są te zasady,
których byliśmy niezmiennie uczeni w Kościele Katolickim, te, które pozostają
zgodne z doktryną Najwyższego Kapłana, te wreszcie, które bazują na solidnych i
światłych powodach.
Ci, którzy nie trzymają się
prawdziwych zasad, zezwalają na to, by rządziła nimi ich własna słabość, ich
obawy, a także przykłady lub decyzje wypływające z ich naturalnych skłonności.
Powstałe w ten sposób zło jest nieobliczalne: ludzie ci pozostają wprowadzeni w
błąd i kontynuują działanie, które jest zgubne, poza tym podświadomie podwajają
wysiłki wrogów religii. Twarda i odważna postawa była by w stanie powstrzymać
zarazę, przynajmniej częściowo. Większość zawodzi przez słabość raczej, aniżeli
w sposób zamierzony. Módlmy się, by ludzie ci byli w stanie przyznać się do
błędu. Chcielibyśmy wybaczyć im najszybciej, jak to możliwe i z radością
powitalibyśmy przemyślenie przez nich kroków, jakie podjęli, śpiesząc również z
pomocą w naprawie zła wyrządzonego przez nich samym sobie i innym wiernym przez
odsunięcie się od ewangelicznej prawości.
Niech przeszłość nas pouczy;
wróg nie przestanie zastawiać swoich sideł i łączyć oszustwa z przemocą, dążąc
do zmylenia i przeciągnięcia na swoją stronę tych, których rozpaczliwie chce
pozyskać poprzez strach. Bądźmy pewni, że jedynym sposobem uchronienia się
przed tymi przeszkodami będzie odważne i otwarte wyznanie naszego przywiązania
do religii, przy równoczesnym zaakceptowaniu z góry wszelkiego cierpienia,
jakie owo wyznanie może na nas sprowadzić – a nawet uznaniu go za wielkie
dobro.
Cnoty
niezbędne w czasie niepokojów
W czasie, gdy Kościół staje
wobec furii swoich wrogów nie mniejszej od tej, jaka pojawiła się u jego
zarania, w Jej dzieciach znaleźć musi się wiele cnót. Te pośledniejsze nie
wystarczą, by pozostali uczniami Chrystusa; niezbędne są wielkie łaski, większe
światło, proporcjonalne do mnogości widzialnych i niewidzialnych nieprzyjaciół,
przed którymi muszą się bronić wszędzie, gdziekolwiek się znajdą. Jako ze celem
zamierzonym przez owych nieprzyjaciół jest oczywiste zło, byli by oni zbyt
słabi, gdyby nie uzbrojono ich w kłamstwo. Dzieci starożytnego węża, owijają
się oni w pozornie nieszkodliwe słowa, dzięki czemu chwytają nierozważnych w
sieć dwuznaczności. Nadal potrzeba wielkiego znawstwa, by rozpoznać pomiędzy
tymi, którzy cieszą się opinią wypływającą z nauki lub pobożności tych, u
których powinno się zasięgać rady; rozeznać to, do jakiego stopnia należy im
ufać; i wreszcie - jak dalece można podążać za ich radami. Poprzez zaniechanie
tego wielu bezkrytycznie wierzących ślepym radom upada wraz z nimi. Czasem
nawet uważając rzeczy za złe lub fałszywe możemy ulec złudzeniu roztaczanemu
przez osobisty autorytet tych, którzy je przyjmują lub ich bronią, podążać za
przykładem większości, lub po prostu skapitulować w obliczu obawy przed zbyt
daleko idącym wyróżnieniem się [z tłumu]. Zaczynamy wówczas wątpić: prawdy,
dotąd niepodważalne, nastręczają problemów, tak więc rezygnujemy, akceptując w
końcu to, co na początku budziło w nas grozę.
Jedynie wielkie i Boże
światło, a zarazem potężna pomoc, może ochronić nas przed zagrożeniami. Co
zatem winniśmy czynić by uzyskać to światło i [płynące zeń] obfite łaski? W
czasach, gdy Boża Sprawiedliwość jest spychana przez wszechobecną zbrodnię,
winniśmy, zgodnie z zasadą słuszności robić to, co do nas należy celem zadośćuczynienia
owej Sprawiedliwości; nie wolno żywić nadziei na rozpoznanie nas przez Boga w
jego miłosierdziu dopóty, dopóki sami nie wyróżnimy się przez bardziej gorliwe
oddanie Jego służbie.
Musimy być prowadzeni chwałą
Boga i miłosierdziem dla naszych bliźnich. Cnoty, jakie widać na co dzień, mogą
wystarczyć do zbawienia nas samych, ale nie ocalimy innych. Jest więc
niezbędnym, by zyskać większą wartość przed Bogiem za sprawą bardziej
świątobliwego życia i rangi, jaką zapał oraz ufność nadadzą naszej modlitwie, a
także by przywołać Boże miłosierdzie najgłębszą pogardą trybem życia, do jakiego
dąży świat. Akt gorliwości Pinchasa[1] zyskał ludowi
przebaczenie; dzierżący kadzielnicę Aaron zatrzymał zemstę Boga; pięciu prawych
ludzi mogło ocalić Sodomę…
W czasach prześladowań, dla
chcącego przejść przez nie bez okazywania słabości, niektóre cnoty okażą
szczególnie ważne. Przede wszystkim jest to więc duchowe ubóstwo – jakże mocno
zalecane przez Pismo Święte. Mimo, że od wszystkich chrześcijan wymagane jest
tylko oddzielenie serca od spraw tego świata, w niektórych okolicznościach musi
nastąpić również rzeczywiste wyrzeczenie się go. Było to bardzo częste w
pierwszych wiekach chrześcijaństwa, gdy wiernych zastraszano utratą dóbr i
ubóstwem w razie odmowy uczczenia pogańskich idoli. Żyjemy w czasach, gdy duch
ubóstwa może być potrzebny bardziej, aniżeli miało to miejsce w trakcie wielu
ostatnich stuleci. Powód jest oczywisty, a my byliśmy już świadkami początku niezbędnego
poświęcenia. Jakże jednak wielu chrześcijan podążyło za sztandarem bezbożności
z obawy przed doczesnymi stratami i miłością do ich własnych majątków, która
panuje w ich sercach? Jest wobec tego ważne, by utrzymywać szczerą pogardę do
tych dóbr, nie czyniących wszak człowieka wspanialszym; pozyskiwać je bez
przywiązania, co oznacza, że musimy ćwiczyć się w pozostawaniu z dala od nich;
używać dóbr z umiarkowaniem i bez stawania się niewolnikami wygody, jaką
zapewniają; wiedzieć jak dbać o nie z troską, ale bez martwienia się, ponadto
pozostawać w gotowości do oddzielenia się od nich bez żalu. Dobra te są niczym
owcze runo, które, gdy staje się zbyt ciężkie, dobrze jest zrzucić. Dla
chrześcijanina rozumiejącego i doceniającego skarb ewangelicznego ubóstwa świat
nie kryje już tych samych zagrożeń, a gdy jego czas nadejdzie, zdobędzie on
chwalebne zwycięstwo.
Chcąc pozostać wolnymi i
silnymi w obliczu pokus lub sądów, musimy być nieczuli na świat i jego
zaszczyty. Jest jednak prawdą, że wyniesienie, zaszczyty i godności doskonale
funkcjonują wśród tych, których wyświęca Bóg. Są niezbędni w każdym
społeczeństwie, stając się jego świeckimi lub duchowymi przewodnikami, dlatego
też nie wolno wątpić, że Boża Opatrzność wyznaczyła niektórych do tego, by
stali ponad innymi, a także, że przygotowała dla nich łaski niezbędne w tym
wyniesieniu. Jeśli zatem Opatrzność udziela honorów i zaszczytów, mogą one zostać
przyjęte jako równoznaczne z działaniem na chwałę Bożą i w służbie innym. Nie
chcąc jednak błądzić za podszeptem dumy i domagać się czci, która może
powodować nasze potępienie, nie możemy wyglądać owych godności, ani też ich
pragnąć. Raczej – obawiać się ich.
To, o czym tu mówiliśmy,
należy w pierwszej kolejności odnieść do czasów i krajów, w których religia
chrześcijańska panuje. W czasach obecnych, gdzie dominuje bezbożność, schizma i
herezja, porządek Opatrzności nie jest taki sam, a przynajmniej różni się co do
kwestii zbawienia i funkcji świeckich. Pan odrzuca i pozostawia własnemu losowi
te państwa, które zupełnie odeszły od Niego i nieomal zmusiły go do
pozostawienia ich sobie samym, a także wydalenia ich spod szczególnej opieki
Opatrzności. Bóg jednak nigdy nie odsuwa się od nich w sposób zupełny. Troszczy
się jako Pierwsza Przyczyna i siła sprawcza wszystkiego, a także [obecny] w
prawach natury. Ponieważ odeszli od światła, On pozwala, by nie zdawali sobie
sprawy z popadnięcia w ciemność. Nie będzie żadnych specjalnych łask
nadprzyrodzonego porządku dla urzędów i dygnitarzy w krajach, które tkwią w
błędzie i religijnym roztargnieniu, i gdzie chrześcijaństwo jest prześladowane.
Siły ciemności - kara zesłana przez Bożą sprawiedliwość, przewodzić będą rządom
z wyborów, a celem całej machiny państwa stanie się wprowadzenie korupcji i zwątpienia,
a także sprawienie, że będą one panować. Urzędy publiczne powierzone zostaną
jedynie tym, którzy noszą znak Bestii, a – by powiedzieć wprost – bezbożność
będzie niezbędna, podobnie jak współpraca z wszelką niesprawiedliwością. To
wszystko już widzieliśmy, a jest to również to, co będziemy oglądać nadal.
W tych mrocznych czasach,
które jednakże mienią się być czasami oświecenia, wielu ludzi odda się bez
reszty uciechom ciała bez jakiejkolwiek uwagi dla spraw Boskich. To czciciele
świata. Musimy trzymać się z daleka od tej niewoli pozostając bez żadnej
ambicji, bez najmniejszego przywiązania do światowych dóbr, a także bez
szukania przyjemności.
Walka
Kościoła i współczesne błędy
Z przekazów proroctw Starego
Testamentu naszkicujemy teraz kilka punktów, bardzo przydatnych do oświecenia
nas i ożywienia naszej odwagi.
Dalekie od wywoływania w nas
poczucia wstrząsu, to, co dzieje się przed naszymi oczyma, żadną miarą nie
powinno jednak zaskakiwać. Nie ma miejsca nic, czego przedtem nie ogłosili by
Słudzy Boży – Jego Prorocy.
Kościół Jezusa Chrystusa
będzie porzucony, uciskany i prześladowany przez te same narody, które całe
stulecia wzrastały w Jej chwale mając Kościół za Matkę i Nauczycielkę.
Zło, które znosi Kościół,
będzie pomszczone, pomimo obłąkanych twierdzeń Jej wrogów, biorących Boże
obietnice za daremne, a także wbrew rządom, których wiara w zniszczenie
Kościoła pracować będzie na Jej chwałę, a ku ich własnej zgubie.
W końcu zaś – niezależnie od
wielkich mocy danych siłom ciemności, Bóg okiełzna ich furię a wykonanie ich
zamiarów będzie powstrzymane. Dokonując jednak osądu na podstawie tego, co
widzimy, owo powstrzymanie nastąpi po długim okresie czasu i wielu zniszczeniach
dokonanych wśród wielu ludzi.
Widzieliśmy już pierwszą
rozprawę, w czasie której nasi pasterze z pierwszych wieków niemal jednogłośnie
odrzucili to, co stało na przekór wierności naszemu Panu i Jego Kościołowi.
Druga rozprawa będzie daleko
bardziej tragiczna, gdyż chrześcijanie, którzy odwrócą się od wiary, nie
zadowolą się samym tylko wymazaniem niektórych punktów Religii Katolickiej,
lecz zaatakują wszystkie w tym samym czasie. Choć było by pożądanym, by ci,
którzy dzierżą depozyt wiary, zachowali tę samą stałość i doskonałą jedność,
nie można oczekiwać że tak się stanie w całej rozciągłości. Ilość tych, którzy
się sprzeciwią, będzie jednak zauważalna.
Obowiązki
względem Prawdy
Zawsze istnieć będą – nawet wewnątrz
Kościoła – ludzie stojący blisko świata i światowego myślenia, ludzie, których
cała duchowa siła polega na poddawaniu w wątpliwość najbardziej wiarygodnych
prawd gdy prawdy te nie są zgodne ze światowym gustem. Podobnie będą też
wierni, którzy bez uprzedniego zbadania dopasują się do osądu sceptyków i
szerzycieli zwątpienia. Wielu, nawet spośród tych, którzy początkowo bronili
Prawdy i których opinia wpływa na osąd większości, stanie się stronnikami
kłamstwa.
Wierny musi zawsze pamiętać
o nienawiści, jaką Bóg żywi wobec błędów i stać na straży naprzeciw niewierzącym
– wie bowiem doskonale, że są oni prowadzeni przez ducha ciemności. Wielokroć,
zwłaszcza gdy jakiś bezbożny system zaczyna panować, tchórzliwy protekcjonizm
sprawia, że zaczynamy wierzyć w bycie zmuszonymi do porzucenia zainteresowania
sprawami wiary. Remedium na to będą: szczera wiara, prawdziwa pokora i
wzgardzenie światem.
Kolejnym zagrożeniem jest porzucenie
Prawdy po jej poznaniu z obawy przed złem, na jakie moglibyśmy zostać wystawieni
broniąc owej Prawdy. Bronić prawdy, zwłaszcza jeżeli odnosi się ona do wiary,
to bronić sprawy Bożej; poddać ją – to odsunąć się od Boga i przyjąć miejsce
obok Ojca Kłamstwa. Jest to zawsze coś bardzo poważnego, a konsekwencje bywają
katastrofalne: pierwszy upadek prowadzi do następnego, ten zaś, kto wierzy, że
miałby sobie do zarzucenia tylko jeden fałszywy krok, bardzo szybko odkryje, że
wpada w otchłań. Jest zatem niezbędne, by pozostać głęboko zdeterminowanym i
nigdy nie cofać się w niczym, co dotyczy Prawdy, nadto zaś mieć za nic własny odpoczynek,
interes, a nawet życie, gdy przychodzi do jej obrony.
Niebezpieczeństwem,
zagrażającym tym, którzy uniknęli pierwszych dwóch, jest nadal ślepe podążanie
za poszczególnymi autorytetami, które w czasach chaosu i prześladowań często
przechylają się na stronę bliższą naszym naturalnym skłonnościom, nawet, jeżeli
stoi to w sprzeczności z Prawdą. Musimy pamiętać, że Prawda pozostaje zawsze
niezmienna, nie zależy od okoliczności. Coś, co kiedyś uznano za Prawdę, nie
przestaje nią być tylko dlatego, że ten lub inny zmienia swoje nastawienie.
Trzeba odnosić się do myślenia sprzed czasu, gdy nasz osąd został rozmyty, nie
zaś do wątpliwości wzrastających, odkąd przyziemne powody i ludzkie obawy
zakłóciły siłę i wolność funkcjonowania naszej inteligencji. Jeżeli rozważymy
racje tych, których opinie wpływają na zniewolenie ducha, nie zaś ich liczbę, zauważymy,
że są to racje dość mizerne. Co więcej – ich autorytet ulega i ostatecznie
zanika przed tym, który posiada Kościół i Najwyższy Kapłan.
Powody
nadziei
By zachęcić tych, którzy
nadal pozostają wierni, warto przypomnieć im o Bożych obietnicach, których
wypełnienie nadejdzie wraz z końcem czasów.
Przymierze Jezusa Chrystusa
i jego Kościoła jest wieczne. On zawsze będzie z Nią jako Bóg i świętość, to on
bowiem założył ją w oparciu o św. Piotra i jego następców – Jej kamieniach
węgielnych. Znaki rozpoznawcze prawdziwej Oblubienicy Chrystusa zawsze
pozostaną w niej obecne. Ofiara ołtarza będzie sprawowana po kres czasów a wierni,
na podobieństwo orłów, gromadzić się będą wokół ciała Boga-Człowieka. Tron
Piotrowy zawsze będzie ich punktem zbornym, niezależnie zaś od tego, jak
wielkie staną się prześladowania, Bóg zawsze zachowa wiernych, kapłanów i
Namiestnika Chrystusowego niezależnie od kraju. Gdy narody odwrócą się od niej,
Kościół zapłacze z powodu tego wyparcia, ale nie przestanie być Matką wielkiej
liczby dzieci.
Co więcej: unicestwienie
schizmatyckich i heretyckich sekt, podobnie jak zupełny chaos i brak poczucia sensu,
w który popadną apostaci, wspaniale wyróżni świętość Kościoła Jezusa Chrystusa.
Głęboka ignorancja, mrok w
pewnym stopniu widoczny dla wszystkich, którzy zechcą użyć prostego światła
własnej inteligencji, a wraz z nim cynizm, brak rozwagi i nieporządek, cechy
charakterystyczne tych, którzy coraz dalej oddalają się od Słońca
Sprawiedliwości, będą odtrutką przeciw skandalom tych czasów.
Gdy Kościół cierpi wskutek strat,
Bóg często raczy naprawić je w sposób nadzwyczajny. To właśnie wydarzy się w
czasach powszechnej rewolty. Straty Kościoła będą większe niż kiedykolwiek;
zostanie ona zredukowana do stanu z dni Męki naszego Zbawiciela. Stanie się to
jednak tylko po to, by potem pozwolić Jej pojawić się na nowo z jeszcze
większym blaskiem, by dalej mogła głosić Panowanie Jezusa Chrystusa. Jej młodość
powróci, zaś Duch Święty wyleje na nią wielkie mnóstwo darów. Żydzi otworzą w
końcu oczy na Światło, będą wielbić Tego, którego tak długo odrzucali, i staną się
apostołami boskości Chrystusa. Ogłoszą to niezmierzonym narodom w sposób, który
da Kościołowi rozmiar większy niż kiedykolwiek przedtem. Wielka ilość Jej
dzieci będzie niezrównana w świętości, a
ich odwaga przejawi się zwłaszcza wówczas, gdy konieczne będzie wycierpienie
przez nich okrutnych prześladowań.
Tłum. i oprac. Mariusz Matuszewski
Od Tłumacza: Za zdobycie i przesłanie tego tekstu, a tym samym za umożliwienie pierwszej publikacji uwag o. de Clorivière w języku polskim, winien jestem podziękowanie naszemu korespondentowi z Francji, p. Antoine Ratnikowi. Un grand merci! (MM)