Jana Dobraczyńskiego z
post–
KOR–owcami
z Sekty Smoleńskiej dzieli niemal wszystko. Pan Jan był szczerym i
żarliwym katolikiem, a nie farbowanym przechrztą. Swego patriotyzmu
dowodził czynnie w szeregach NOW, a nie zachwycając się
. Wreszcie w latach PRL wykazywał się realizmem, a nie
kolaborował z trockistami. Niestety, fani Jego twórczości
literackiej mało chyba rozumieją z życiorysu swego idola, skoro na
spotkaniach Towarzystwa Przyjaciół Jana Dobraczyńskiego honorowym
i entuzjastycznie witanym gościem okazuje się być...
Jak widać, czołowy dziś
rewolucyjny post–KOR–owiec nie miał problemów agitować na spotkaniu
ku czci przewodniczącego PRON. Cóż, gdyby to zobaczył Pan Jan,
to chyba by umarł jeszcze raz, za to można podziwiać tupet
„smoleńszczyków” korzystających z każdej okazji do lansu.
Patrzmy i uczmy się!