Ostatni tydzień upłynął na portalu Konserwatyzm.pl pod znakiem komentarzy na temat Marszu Niepodległości – trudno jest mi sobie zresztą wyobrazić, by mogło być inaczej. Jako że była to inicjatywa nacjonalistów, którzy i tak często na portalu goszczą, do tego o szczególnie dużej skali i kontrowersyjnym przebiegu, nie dziwi, że dominowały teksty pisane przez narodowców i z ich perspektywy. Co jednak zupełnie zadziwiające – nie pojawił się ani jeden głos ujmujący rzeczone wydarzenie z pozycji zachowawczych; nawet stali publicyści pisali, jak gdyby byli narodowcami.
Konserwatyzm a niepodległość
Zarówno Marsz Niepodległości, jak i wszystkie chyba pozostałe obchody święta 11 listopada (wliczając w to lewackie), wychodziły z założenia, że polska niepodległość jest dobra i konieczna bezwzględnie, że jest wartością – dlatego jej zdobycie trzeba bezwarunkowo świętować i czcić.
Należy jednak pamiętać, że nie jest to punkt widzenia konserwatysty. Konserwatysta wie bowiem, że jego celem nie jest budowa państwa narodowego, a respektującego Boży porządek – sprawiedliwego, opartego na autorytecie, hierarchii i etyce, szanującego wolność osobistą i własność prywatną etc. Wie, że ojczyzna to rodzinna ziemia i związani z nią ludzie czy kultura – a nie państwo obecnie te ziemie zajmujące. Wie, że dbać o dobro ojczyzny to troszczyć się o to, by okopujące ją państwo w jak największym stopniu odpowiadało opisanemu powyżej ideałowi, a nie by nazywało się Polska i obejmowało ziemie zamieszkane przez Polaków. Wie, że wolny i niepodległy to nie są synonimy.
Niepodległość dla konserwatysty nie jest wartością ani celem – jest środkiem do wprowadzenia Bożego ładu. Bynajmniej nie jedynym, a już na pewno nie, o czym zapomnieli bodaj wszyscy, bezdyskusyjnie najlepszym. Może być najlepszym w określonych okolicznościach – jednak czy rzeczywiście takie były w 1918 roku i w kilkunastu wcześniejszych dekadach? Bez odpowiedzi na to pytanie, konserwatysta po prostu nie może świętować odzyskania niepodległości – nie wie wszak nawet, czy nie powinien raczej nosić żałoby.
Nie jestem historykiem, więc nie będę się wypowiadał, aczkolwiek – rzecz jasna zdaję sobie sprawę z licznych wad państw zaborczych – bardzo możliwe, że dla ojczyzny (rozumianej tak, jak określono powyżej) dużo lepiej by było, jakby Polacy nie opierali się byli nowym władzom i trud włożony w walkę z nimi przeznaczyli na rozwój ojczyzny w ramach Niemiec, Austrii czy Rosji. Pamiętajmy też: ' po owocach ich poznacie'. A owoce odzyskanej polskiej niepodległości to słaba i skorumpowana Druga Rzeczpospolita oraz Trzecia, która jaka jest, każdy widzi (domniemywam, że PRL się nie liczy). Ja zdecydowanie bym wolał, by – zamiast bandytów, błaznów i dewiantów z polskiego parlamentu – moją ojczyzną władał niemiecki czy rosyjskie cesarz.
Konserwatyzm.pl a Marsz Niepodległości
Powtórzę: rozumiem doskonale, skąd na portalu pojawiło się tyle tekstów o proweniencji nacjonalistycznej. Za nic jednak nie rozumiem, dlaczego nie wypowiedział się żaden konserwatywny publicysta. Chociaż nie – wypowiedziało się wielu... ale wszyscy pisali z perspektywy narodowców.
Konserwatysta – jako podmiot określonej sytuacji politycznej, którego celem jest zdobycie władzy – powinien pamiętać, że nacjonaliści to przeciwnik; sukcesy narodowców to nie są sukcesy konserwatystów, analogicznie porażki.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nacjonaliści mają w Polsce wielokrotnie większe poparcie od konserwatystów, jednakowoż wciąż marginalne, a przy tym oba środowiska mają w dużym stopniu zbieżne programy – co w naturalny sposób sprzyja współpracy. Jednak wśród namiętnych sporów o powodzenie bądź niepowodzenie Marszu Niepodległości wszystkie głosy stwierdzały albo 'marsz był sukcesem – odnieśliśmy sukces', albo 'marsz był porażką – doznaliśmy porażki'. Powinny zaś brzmieć: 'marsz był sukcesem/porażką; dla nas, konserwatystów, oznacza to, że...'
Ja się analizy nie podejmę, bo nie mam wystarczającej wiedzy i – inaczej niż niektórzy komentatorzy – nie udaję, że ją mam. Nie wiem, czy Marsz Niepodległości był sukcesem, jakie są jego implikacje dla środowiska zachowawczego i polskiej polityki w ogóle. Chętnie się bym się tego dowiedział – niestety nie mogę, gdyż konserwatywni publicyści jak jeden mąż jęli bądź to martwić się upadkiem prawicy narodowej, bądź to cieszyć, że rośnie ona w siłę. Obchodzi mnie to jak zeszłoroczny śnieg, nie mój to cyrk, nie moje małpy. Interesuje mnie jedynie wpływ tego wszystkiego na polski konserwatyzm – ale tym drobiazgiem nikt się już nie zajął.
Tomasz Rajski
aw