Jednym z najbardziej szkodliwych
kodów geopolitycznych, kreujących polską politykę zagraniczną po 1989 r. stało
się stwierdzenie, podniesione wręcz do rangi dogmatu: „nie ma wolnej Polski bez
wolnej Ukrainy”. Mit o współzależności
interesów, czy nawet wolności, oba krajów słychać zarówno w Warszawie, jak i
Kijowie[1]
i jest on zresztą ochoczo podsycany i utrwalany przez amerykańskich teoretyków
stosunków międzynarodowych jak George Friedman, czy Zbigniew Brzeziński.
Kijów jest dla Warszawy
marginalnym partnerem gospodarczym. Porównajmy wskaźniki. Ukraina znajduje się
obecnie na 17. miejscu wśród partnerów
handlowych Polski (1,78 proc).
Polska zajmuje dopiero 12.
miejsce na liście największych inwestorów zagranicznych na Ukrainie (945,6 mln
USD). Dla porównania Niemcy mają udział 15,6%, Holandia – 10,1%, a Rosja – 7,2.
Ukraina znajduje się dopiero na 19. miejscu wśród głównych dostawców towarów do
Polski[2].
W kontekście rokowań
integracyjnych Kijowa z Brukselą trudno wyobrazić sobie w UE kraj, który po
1991 r. wybudował ponad tysiąc pomników i tablic pamiątkowych poświęconych
nazistowskim zbrodniarzom wojennym z Ukraińskiej Powstańczej Armii (np. Stepan
Bandera czy Roman Szuchewycz) i jednostki SS
Galizien. Dopóty dopóki na Ukrainie trwa nieustanna gloryfikacja sprawców
ludobójstwa na Polakach (zbrodnia wołyńska), a jej sprawcy są podnoszeni do
rangi „bohaterów narodowych”, państwo to nie powinno być traktowane jako
partner ani przez Warszawę, ani Brukselę. Szowinizm ukraiński stanowi jeden z
czynników zagrożenia w regionie i stanowi barierę w integracji europejskiej.
Z punktu widzenia całej Unii
Europejskiej i bezpieczeństwa energetycznego kontynentu nie wolno także
zapominać o wydarzeniach z początku stycznia 2009 r., kiedy Ukraina dokonała
kradzieży 50 milionów metrów sześciennych gazu (tego połowę stanowiły dostawy
dla różnych krajów UE)[3].
Ukraina jest państwem
niestabilnym, któremu grozi widmo państwa upadłego. Od początku swojego
istnienia jako kraj niepodległy (1991) przeżywa katastrofę demograficzną.
Obecnie z oficjalnych danych wynika, że mieszka tam ok. 45,7 mln ludzi[4].
To prawie pięć milionów mniej niż w roku 2000. Prognozy mówią, że w roku 2015
r. obywateli Ukrainy będzie już tylko ok. 43 mln, w 2025 r. – 39,5 mln, zaś w
połowie tego wieku jedynie 29,9 mln[5].
Państwo to jest poważnie
podzielone wewnętrznie, językowo, religijnie, etnicznie, pod względem rozwoju
gospodarczego. Można właściwie mówić o dwóch narodach ukraińskich wschodnim i
zachodnim. Warto także pamiętać o ponad 17 mln Rosjan, będących obywatelami
Ukrainy. Niepewny jest status prawny ukraińskich granic, spór o Wyspę Wężową
stanowi casus ich ewentualnej rewizji[6].
Nie dziwi zatem fakt, że na
Zachodzie kreślenie scenariuszy rozpadu Ukrainy nie jest tematem tabu, tylko
częścią publicznej dyskusji licznych środowisk, także naukowych. Włoskie
prestiżowe czasopismo geopolityczne „Limes” w czerwcu 2008 r. przedstawiło
propozycje podziału Ukrainy na trzy części[7].
W sposób podobny na przyszłość
Ukrainy patrzy wielu niemieckich dziennikarzy i polityków. Wymownym przykładem
jest znany na świecie ekspert ds. wschodnich Aleksander Rahr, doradca m.in.
kanclerza Gerharda Schrödera, który określił Ukrainę mianem „państwa upadłego”
(failed state), czy niezależna grupa
„Information on German Foreign Policy”[8].
W lutym 2010 r. Ethan S. Burger z Georgetown
University Law Center w głośnym artykule pt. Czy podział może rozwiązać problemy Ukrainy? zastanawiał się nad
perspektywa defragmentacji tego państwa[9].
A ostatnio nawet na samej Ukrainie w tak poważnych mediach jak „Ukraińska
Prawda” rozważane są alternatywy rozpadu tego kraju[10].
Błędem jest twierdzenie, że Rosji
zależy na podziale Ukrainy. W głęboko pojętym rosyjskim interesie
geopolitycznym jest zachowanie integralności terytorialnej tego państwa.
Podobnie jak w geopolitycznym interesie Cesarstwa Rosyjskiego było zachowanie
odrębnego bytu politycznego I Rzeczypospolitej. Historia ma jednak to do
siebie, że czasem płata figle nawet geopolityce… Warto wziąć to pod uwagę
analizując geopolityczną przyszłość naszego regionu. W każdym razie przyszłość
Ukrainy rozstrzygnie się w Berlinie i Moskwie. Z punktu widzenia
geopolitycznego najbardziej optymalnym wyjściem dla Kijowa na dziś jest
przystąpienie do Unii Eurazjatyckiej. Jest to najpewniejsza szansa na
zachowanie całości terytorialnej tego państwa.
Leszek
Sykulski
Uzupełniony fragment analizy „Od Trójkąta Kaliningradzkiego do Związku
Europy”
http://www.geopolityka.org.pl/images/geopolityka_2011_nr_3.pdf
.
Mapa
nr 1.Perspektywa rozpadu Ukrainy oczami redaktorów włoskiego czasopisma
"Limes"
Mapa nr 2. http://www.german-foreign-policy.com/en/fulltext/56303
Mapa nr 3. Możliwy rozpad Ukrainy na pięć
części: 1. Galicja Wschodnia, 2. Część centralna - "Republika
Kijowska", 3. Ukraina Wschodnia (Małorosja, "Republika
Doniecka"), 4. Krym, 5. Ruś Karpacka.