Informowałem już o sromotnej klęsce rządzącej we Francji partii UMP w ostatnich wyborach kantonalnych. Wybory wygrała Partia Socjalistyczna, zaś Front Narodowy odniósł duży sukces w liczbach bezwzględnych, ale z uwagi na zadziałanie mechanizmu „frontu republikańskiego”, który polega na przenoszeniu się w drugiej turze każdorazowych wyborów głosów wyborców UMP na kandydatów wystawionych przez socjalistów, nie udało mu się wprowadzić wielu radnych do rad departamentalnych. Rządząca UMP zareagowała zapowiedzią zrealizowania dwóch lewicowych posunięć. Rozważa się zmuszenie przedsiębiorstw, które są w stanie wypłacać akcjonariuszom dywidendy, do wypłacenia pracownikom jednorazowej premii w wysokości tysiąca euro na osobę. Mówi się również o planowanym i bardzo prawdopodobnym podniesieniu minimalnej płacy o 2%. Co do pierwszego posunięcia, nie ma w rządzie jednomyślności. Są to pomysły całkowicie socjalistyczne, ale nie to chciałbym uczynić dziś przedmiotem moich uwag. Zadaję jedno i tylko jedno pytanie:
W czyim kierunku nadawane są owe sygnały i jakiej klasy społecznej dotyczą?
Dotyczą one ludzi, których w socjologii nazywa się „niższymi klasami średnimi”, a w codziennym francuskim mówi się o takich ludziach „des braves français”, co można przetłumaczyć jako „dzielni Francuzi”, choć takie dosłowne tłumaczenie nie jest udane.
Chodzi po prostu o średnio zarabiające rodziny, których samozaparcie jest jedną z przyczyn, dla których Francja się jeszcze całkowicie nie zawaliła. Chodzi o ludzi, którzy wbrew obecnemu systemowi zachęcającemu do lenistwa i do nieróbstwa potrafią obudzić się codziennie rano i pójść do bardzo źle płatnej pracy. W biurze czy w warsztacie stykają się wyłącznie z absurdami, z korupcją i zakłamaniem kadr kierowniczych, które zwracają się do nich językiem niezrozumiałym dla normalnego człowieka, niekiedy wręcz po angielsku.
Rano, przed wyjściem, często bez śniadania, szybko „odstawiają” dzieci do szkoły lub do opiekunki (opiekunkę taką bardzo trudno znaleźć), zwykle nie mogą wrócić do domu w trakcie trwającej dwie godziny i nikomu absolutnie do niczego niepotrzebnej przerwy obiadowej, wieczorem zmęczeni wracają do domu i po kilkuminutowej zabawie z dziećmi, po kolacji idą spać, by następnego dnia powrócić do tego samego koszmaru, do kłamstw, do intryg, do cynizmu, do procedur niemających związku z rzeczywistością i opracowanych gdzieś daleko, w USA lub w Anglii.
Piątek wieczór: dzień zakupów na cały tydzień w sklepach coraz droższych i proponujących towary coraz niższej jakości. Sobota to dzień sportu, spacerów, dokończenia zakupów. W niedziele sen i telewizja. Te rodziny często nie są zresztą wcale rodzinami w ścisłym tego słowa znaczeniu. Mało kto zawiera dziś niestety regularny związek małżeński, nie ma mowy o praktyce religijnej. W poniedziałek powrót do pracy, prawie zawsze w bardzo złym humorze. Od samego rana kiepskie samochody pełne źle ubranych „braves français” jadą do biur i do fabryk. A jednak są to „braves français”. Na przekór systemowi wychowują dzieci, zdolni są do największych poświęceń i, mimo niechęci okazywanej im przez kadry kierownicze przedsiębiorstw, zdolni są do codziennej, bardzo wydajnej pracy. System szykanuje ich od rana do nocy. Odmawia im dostępu do tanich mieszań, odmawia kredytów, płace są niskie, a podatki wysokie. Jednakże to oni są trzonem „głębokiej Francji” i to oni mogą zmienić się w dogodnej sytuacji w ludzi prawych i zaangażowanych.
Istnienie tej licznej klasy społecznej musi być chyba przyczyną dodatkowych cierpień dla potępieńców w piekle, takich np. jak Voltaire czy Diderot, którzy nie dość, że utracili na wieczność Boga i cierpią niewypowiedziane kary fizyczne, to jeszcze muszą przyjąć do wiadomości, że choć od 1789 roku upłynęło już ponad 200 lat, nie udało się całkowicie wyrwać z serc rodziców miłości do dzieci, nie udało się wmówić wszystkim, że pieniądze są jedyną rzeczą, która się w życiu liczy, nie udało się wszystkich przerobić na złodziei i łapówkarzy.
Dopóki dwudziestoczteroletni mężczyzna zdolny jest do zaprzestania czasochłonnych treningów sportowych (sport odgrywa we Francji rolę religii) w związku z narodzeniem się pierwszego dziecka, to znaczy, że nie wszystko jeszcze jest stracone. Na zarzut, ze mój artykuł zbudowany jest tak, jakbym bronił socjalistycznych posunięć UMP, odpowiadam, że moim szczerym życzeniem jest, aby ktoś całej francuskiej klasie politycznej, a w tym wszystkim ministrom UMP, opłacił dożywotne i luksusowe wakacje na jakiejś bardzo od Francji oddalonej wyspie, tak aby Jego Królewska Wysokość mógł wreszcie objąć należny mu prawem tron.
Chciałem tylko naszkicować czytelnikom mało znany w Polsce obraz pewnej francuskiej klasy społecznej, co do której jestem przekonany, ze jest złożona z ludzi bardziej normalnych niż zdeprawowanych. W sprzyjających okolicznościach ludzie ci mogą stać się bazą społeczną jakiejś nowej „rewolucji narodowej”. Ktoś, kto nie był legitymistą, a kto łatwo zostanie przez czytelników rozpoznany, napisał swego czasu, że w polityce rozpacz jest największą głupotą. Nie wszystko jest stracone. Na samym początku IV wieku chrześcijanom wydawało się, wobec fali niezwykle silnych prześladowań, że nigdy nie będzie zwycięstwa, a większość z nich w obawie o życie i z lęku przed torturami dokonywała aktu apostazji. Edykt Mediolański przyszedł nieoczekiwanie w kilka lat później!!! Patrząc na tych strudzonych, źle ubranych ludzi, którzy tylko w małym stopniu ulegli wpływom propagandy demoliberalnej, a których wyeliminowanie fizyczne jest dla systemu technicznie niemożliwe do wykonania, wiem z całą pewnością, że to oni mogą z dumą powiedzieć o sobie samych, że Francja nie zginęła, póki oni żyją.
Antoine Ratnik
Redakcja składa specjalne podziękowania dla p. Tomasza Powyszyńskiego za pomoc w edycji tekstu.
A. Me.