Pomysł prowokacyjnego
nadania imienia wodza OUN/UPA portowi lotniczemu w stolicy Galicji i
to w przededniu EURO 2012 artykułowali nie tylko ukraińscy
szowiniści, ale i opanowane przez nich rady lokalne, miejska i
obwodowa. Władze państwowe twardo jednak podkreślały, że podejmą
decyzje same, na podstawie „badań opinii publicznej”, w tym...
głosowania na Facebooku. Jak podały służby informacyjne Ukrainy,
na dzień 7 listopada za królem Danielem (mającym zresztą swoją
monarszą siedzibę w Chełmie, a nie we Lwowie) głosowało 3.283
internautów, podczas gdy za Banderą 2.197 1.554 poparło
„neutralną” opcję Aeroport Lwów.
Tradycji ruska nie jest
wyłączną własnością Ukrainy. Przeciwnie, ruskie grody, rody,
kultura, a także wybitne jednostki w większym nawet stopniu
składają się na dziedzictwo Polski, choćbyśmy nawet nie chcieli
o tym dziś pamiętać. Król Daniel, raz walczący z polskimi
książętami, raz się z nimi sprzymierzający –
wchodzi w zakres tego samego
średniowiecznego ethosu, który ostatnie zbudował nasz kraj w jego
szerszym niż tylko „zachodni” wymiarze. Jako taki więc z
pewnością nie może razi jako patron lotniska w mieście, o którym
w jakimkolwiek sensie (poza formalnoprawnym) trudno powiedzieć
inaczej, niż polskie.
Rząd ukraiński, w
ostatnich miesiącach ganiony za nadmierną pobłażliwość wobec
banderowców, tym razem zdecydował się dać im odpór. To cieszy,
choć skutkiem będzie zapewne większa radykalizacja i eskalacja
żądań ze strony szowinistów. Muszą oni jednak wiedzieć, że
póki co nie są gospodarzami na terytorium państwa ukraińskiego, w
tym także na terenach będących obecnie pod jego zarządem.