Środowiska konserwatywne muszą w końcu sobie postawić pytanie, o co tak naprawdę chcą walczyć oraz jak należy skutecznie walczyć. Wyborcza porażka PiS przekreśliła bowiem nadzieje wielu Polaków na to, że Prezes Jarosław uratuje polski katolicyzm. Nadzieje, które żywiła także część przedstawicieli kleru. W końcu dla niektórych członków polskiego duchowieństwa walka o wartości katolickie sprowadzała się do pielęgnowania „wojtylianizmu” oraz właśnie wspierania PiS. Plan się jednak nie powiódł: nie będzie „konserwatywnej” dyktatury PiS, a katolicyzm znalazł się w defensywie.
Założony przez prof. Wielomskiego Ruch Odparcia Palikota jest odpowiedzią części środowiska konserwatywnego na zaistniałą sytuację polityczną. Powodzenie tej inicjatywy zależy jednak od racjonalnej analizy dostępnych możliwości działania. W tekście tym chciałabym pokusić się o przeprowadzenie takiej właśnie analizy. Musi ono jednak zostać poprzedzone diagnozą sytuacji, w której się znaleźliśmy.
Ruch Odparcia Palikota odwołuje się do tradycji konserwatywnej kontrrewolucji. Historia kontrrewolucji liczy już sobie ponad dwieście lat, jeśli za jej początek przyjmiemy wybuch Rewolucji Francuskiej. Możemy jednak sięgnąć jeszcze bardziej wstecz, aż do Reformacji i katolickiej odpowiedzi na nią, czyli Kontrreformacji. Rozglądając się wokół, nietrudno jednak dostrzec, że siły rewolucyjne były znacznie skuteczniejsze. Przyczyn takiego przebiegu zdarzeń jest wiele. Te same przyczyny zdecydowały także o wyborczym sukcesie Palikota. Ich zrozumienie jest, więc warunkiem niezbędnym do opracowania własnej skutecznej strategii działania.
Z punktu analizowanej tu problematyki na szczególną uwagę zasługują dwie kwestie: ekonomiczna i ideologiczna. Zacznijmy od kwestii ekonomicznej. Rewolucja swój sukces zawdzięcza przede wszystkim temu, że to właśnie po jej stronie stanął kapitał. Od czasu rozpoczęcia Reformacji mamy do czynienia z procesem powolnego wywłaszczania Kościoła katolickiego, jak również katolickich elit, czyli dawnej arystokracji. Feudalny system polityczno-gospodarczy z czasem został zastąpiony przez nowy, egalitarystyczno-kapitalistyczny. (Dla uniknięcia ewentualnych nieporozumień chciałabym zaznaczyć, że kapitalizm i gospodarka wolnorynkowa nie są dla mnie synonimami. Pod pojęciem kapitalizmu nie rozumiem każdego systemu wolnorynkowego tylko pewien system ideologiczno-gospodarczy, który moim zdaniem nie jest do pogodzenia z etyką katolicką. Kapitalizm charakteryzuje się m.in. odseparowaniem ekonomii od etyki. Ponadto system wolnorynkowy jest w stanie funkcjonować w warunkach zakazu pobierania odsetek, natomiast kapitalistyczny nie). Do rozwoju kapitalizmu w znakomity sposób przyczynił się protestantyzm, o czym pisał Max Weber. We Francji to Rewolucja Francuska zniszczyła feudalno-korporacyjny system gospodarczy, wywłaszczyła Kościół katolicki i katolickie elity, przez co ostatecznie umożliwiła właśnie rozwój kapitalizmu w tym kraju. Do triumfu kapitalizmu przyczynił się także komunizm: w krajach, przez które przetoczyły się rewolucje komunistyczne, zniszczeniu uległy tradycyjne systemy gospodarcze, a ich arystokratyczne elity zostały wywłaszczone. Warto nadmienić, że lewica socjalistyczna wprawdzie walczy z kapitalizmem, ale… za pieniądze kapitalistów. Sam Marks był utrzymywany przez kapitalistę Engelsa, a Rewolucja Październikowa została hojnie dofinansowana przez amerykańskich bankierów. Także wielu lewackich intelektualistów opłacanych jest przez kapitalistyczne koncerny wydawnicze, a niemieckie czy francuskie państwo opiekuńcze mogą funkcjonować wyłącznie dzięki kapitalizmowi. W końcu bez bankowych pożyczek niemożliwe byłoby utrzymywanie rozbudowanych świadczeń socjalnych, za pomocą, których socjaldemokracja kupuje masy.
Kapitał stoi po stronie lewicy, bo lewicowa ideologia może napędzać dalszy rozwój kapitalizmu. Kwestia ekonomiczna i ideologiczna są ściśle z sobą związane. Zarówno kapitalizmu, jak i lewicowych ideologii nie byłoby bez protestantyzmu. To protestantyzm w dużej mierze umożliwił „wyzwolenie” uciemiężonych mas spod „okupacji” Kościoła katolickiego, a tym samym katolickiej moralności. Zakaz pobierania odsetek, czy też spora ilość świąt kościelnych blokowały rozwój kapitalizmu, protestantyzm takich ograniczeń nie stawiał. Przeszkodą dla rozwoju kapitalizmu było także charakterystyczne dla etyki katolickiej potępienie materializmu jako fałszywego stosunku do dóbr materialnych. W końcu w katolickiej pedagogice dużą rolę odgrywa ćwiczenie cnoty hojności, co jest metodą walki z takimi wadami jak rozrzutność oraz skąpstwo. Przypomnijmy, charakterystyczne dla purytańskiego kalwinizmu skąpstwo było jednym z ważniejszych faktorów umożliwiających rozwój kapitalizmu. (Natomiast współczesne społeczeństwo konsumpcyjne nie mogłoby się „rozwijać“ bez promowania rozrzutności).
Rozwój kapitalizmu nie byłby więc możliwy bez propagowania określonego systemu wartości i preferencji społecznych, a tym samym światopoglądu. Od czasu Renesansu oraz Reformacji mamy do czynienia z powolnym, ale wyraźnym procesem społecznej „reedukacji“.
Kolejnymi po protestantyzmie agentami takiej reedukacji były ideologie oświeceniowe oraz marksizm (neomarksizm). Oświecenie walczyło z wszelkimi autorytetami, tradycją oraz zastanymi formami społecznymi. Świat miał zostać urządzony na nowo, i to zgodnie z ROZUMEM. Naczelną zasadą tego nowego lepszego świata miały być WOLNOŚĆ i RÓWNOŚĆ. To nic, że jedno wyklucza drugie – w końcu wolność wytwarza nierówności, a uniformizacja jest możliwa tylko za cenę całkowitej subordynacji – oświeceniowi ideolodzy wierzyli w słuszność swoich idei. Autonomia jednostki stała się wartością wręcz absolutną, masy miały zostać oświecone, wszelkie formy niesprawiedliwości społecznej miały raz na zawsze zniknąć z powierzchni ziemi.
Oświecenie przygotowało grunt pod rozwój zarówno dziewiętnastowiecznego liberalizmu (jako ideologii), jak i socjalizmu. Zacznijmy od liberalizmu. Powiązanie haseł oświeceniowych z liberalizmem jest najbardziej widoczne w systemie filozoficznym Kanta. Kant w sposób radykalny zrywa z dawną tradycją prawa natury: to autonomiczny rozum ludzki staje się źródłem prawa. Prawo natury nie jest już przedmiotem ludzkiego poznania, tylko wytwarzania. Zadaniem prawa pozytywnego staje się odgraniczenie indywidualnych sfer wolności. Zgodnie z tą koncepcją prawodawca ma wytyczać każdej jednostce obszar jej indywidualnej wolności: co nie jest zabronione, jest dozwolone. Prawo zostaje odseparowane od moralności, a przez to sprowadzone do techniki zarządzania masami ludzkimi. I dokładnie tego potrzebował kapitalizm: systemu, w którym prawo stanowione nie musi być zgodne np. z etyką katolicką czy też prawem natury.
Grunt pod rozwój socjalizmu natomiast przygotował Rousseau. Rousseau zwrócił uwagę na to, że liberalna, czyli formalna wolność oraz równość to za mało, żeby mówić o „prawdziwej“ równości czy wolności. Urzeczywistnienie faktycznej równości i wolności wymaga bowiem realnego dostępu do władzy oraz dóbr materialnych. Marksizm w dużej mierze jest rozwinięciem myśli Rousseau. Marks, podobnie jak Rousseau, przyjmuje założenie, że człowiek z natury jest dobry. Psuje go zły system społeczny oraz złe wychowanie. Marks podąża za Rousseau także w kwestii sensualistycznej koncepcji człowieka. Zarówno dla Rousseau, jak i Marksa człowiek jest wyłącznie częścią przyrody, z której wyalienował się poprzez rozwój cywilizacyjny. Marks postulował ponowne pojednanie człowieka właśnie z naturą. Dlatego też wydał on radykalną wojnę religii, jako „ideologii“, która odwraca masy od spraw doczesnych, a tym samym od ich prawdziwej natury. Dla Marksa pojedynczy człowiek jest tylko egzemplarzem gatunku ludzkiego; po śmierci nie czeka go już nic. Kierowanie uwagi na sprawy inne niż doczesne jest więc, zdaniem Marksa, próbą wykiwania go przez kler, który sam hojnie korzysta z dóbr doczesnych.
Związki marksizmu z liberalizmem są bardzo zażyłe: podstawą obu ideologii jest przekonanie, że podstawowym celem aktywności ludzkiej jest zdobywanie i używanie dóbr materialnych. Liberałowie wierzą, że redystrybucja tych dóbr ma następować wyłącznie za pomocą mechanizmów rynkowych. Socjaliści natomiast przyjmują, że tylko państwo może zapewnić sprawiedliwy dostęp do takich dóbr. Nie wchodząc w szczegóły, jedna i druga ideologia przekierowuje uwagę człowieka na sferę materialną, i wyłącznie na nią.
Neomarksizm rozwijany był m.in. przez przedstawicieli Szkoły Frankfurckiej. Ważnym filarem neomarksizmu była freudowska psychoanaliza, a konkretnie postulat uwolnienia ludzkiej seksualności, ograniczanej przez normy religijno-obyczajowe. Ważnym hasłem było także antyautorytarne wychowanie. Neomarksizm w znakomity sposób przyczynił się do rozwoju społeczeństwa konsumpcyjnego. Dokonał on bowiem ostatecznej redefinicji pojęcia wolności, które od tej pory rozumiane jest jako możliwość nieograniczonego wręcz zaspokajania popędów. Normy etyczne czy obyczajowe, które narzucają jakiekolwiek ograniczenia na tym polu, zostały uznane za przejaw społecznej represji. Nic więc dziwnego, że za największego opresora musiał zostać uznany Kościół katolicki z jego surową etyką.
Dokonane przez neomarksizm uwolnienie ludzkich popędów stało się, więc fundamentem rozwoju społeczeństwa konsumpcyjnego. To właśnie ekscesywne wręcz zaspokajanie popędów jest czynnikiem, który napędza produkcję, a tym samym tak zwany rozwój gospodarczy. W końcu idealnym konsumentem jest człowiek w pełni uzależniony od seksu, alkoholu, jedzenia, robienia zakupów, telewizji, Internetu, i tak dalej, i tak dalej. Z punktu widzenia ideologii społeczeństwa konsumpcyjnego, taki człowiek jest wolny: bo w zaspokajaniu swoich popędów nie napotyka na żadne bariery. W końcu, jeśli zabraknie kasy na konsumpcję, bank udostępni mu odpowiednie środki. W interesie kapitalizmu leży więc promowanie hedonizmu, materializmu, utylitaryzmu, a tym samym zwalczanie wszystkiego, co sprawia, że człowiek nie postrzega siebie w pierwszej linii jako beztroskiego konsumenta.
Kapitał stoi więc po stronie lewicy, bo ona promuje wartości i światopogląd użyteczne z punktu widzenia kapitalizmu. Obiecuje ludziom wolność, a faktycznie robi z nich niewolnicze stado ogłupianych przez media konsumentów.
Ruch Poparcia Palikota idealnie wpisuje się w opisaną powyżej praktykę działania. Pociągnął za sobą dużą część młodzieży, która niemalże od dzieciństwa karmiona była ideologią społeczeństwa konsumpcyjnego. To pokolenie, które urodziło się już w tak zwanej wolnej Polsce.
Czy środowiska konserwatywne są w stanie odeprzeć Palikota oraz promowany przez lewicowo-liberalne media światopogląd? Sprawa jest oczywiście trudna, właśnie ze względów ekonomicznych i ideologicznych. Konserwatyści nie dysponują kapitałem, za pomocą, którego mogliby stworzyć własne media, a przez to kształtować opinię publiczną. Nic też nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie coś w tej kwestii miało się zmienić. Konserwatyści nie są także „medialni“ ze względu na poglądy, które głoszą. „Róbta co chceta“ zdecydowanie lepiej się sprzedaje niż mówienie o prawie naturalnym... Konsument tego po prostu nie kupi.
Konserwatyści są natomiast w stanie pokonać lewicę na gruncie teoretycznym. Lewica sama uwierzyła w to, że stoi po stronie rozumu. Udowodnić, że jest inaczej, w gruncie rzeczy nie jest trudno. Konserwatyści mogliby więc spróbować przycisnąć lewicę do muru i wykazać jej brak racjonalności. Ale czy to coś da? Obawiam się, że nie. Po pierwsze, z lewicą rozmawiać się nie da, bo nie jest ona zainteresowana prawdą. Ba, intensywnie pracuje nad tym, by zdekonstruować samą ideę prawdy. Po drugie, poprzez prowadzenie debat teoretycznych nigdy nie dotrze się do mas, które nie są skore do podjęcia jakiegokolwiek większego wysiłku intelektualnego. Telewizja w końcu nie uczy myślenia. Po trzecie, najpierw trzeba by stworzyć odpowiednią przestrzeń publiczną do toczenia takich debat, a ta została w dużej mierze zawłaszczona przez lewackie media.
Co konserwatyści mogą więc zrobić? Jak już wyżej wspomniałam, lewica dokonała procesu społecznej reedukacji. Proces ten polegał na redefinicji tego, co pozytywne, dobre, racjonalne, wyższe, godne pożądania, prestiżowe, itp. Wszystkie lewicowe wartości zostały psychologicznie „pozytywnie obsadzone”, natomiast konserwatywne – negatywnie. W ten oto sposób konserwatyzm znalazł się w defensywie, co czyni go prawie że bezsilnym. Aby przejść na pozycję ofensywną, konserwatyzm musi więc w sposób suwerenny dokonać własnej redefinicji tego, co pozytywne, dobre, racjonale, wyższe, po prostu: godne pożądania. Konserwatysta musi być przekonany o własnej kulturowej wyższości i tak właśnie prezentować się, gdziekolwiek się pojawi. Konserwatyści dostępu do opinii publicznej nie mają, ale są w stanie wpływać na środowisko, w którym żyją. Czy to wystarczy? Tego nie wiem; innej drogi jednakże nie widzę.
Cdn.
Magdalena Ziętek
aw