W wigilię święta Chrystusa Króla, w sobotę 29 października 2011,5000
katolików wyszło
na ulice Paryża, aby zademonstrować swoje oburzenie wobec publicznego
bluźnierstwa skierowanego przeciw Drugiej Osobie Trójcy
Przenajświętszej.
Po długich
dniach modlitw przed teatrem, po brutalności żandarmerii i CRS, po
skandalicznym zachowaniu sędziów, którzy wyjęli katolików spod prawa podczas
zaimprowizowanych pośpiesznie sowieckich pokazówek, po zakuwaniu dziewcząt w
kajdanki za jedno Zdrowaś Maryjo odmówione publicznie, można było spodziewać się niewielu uczestników.
Przyszło ich ponad 5000 tysięcy.
Przyszli ryzykując wszystko: majątki, zdrowie, kariery, wolność. Nie było wiadomo, jak skończy się manifestacja.
Przyszli w sobotę wieczorem, nie wyjechali na weekend, a przecież pochodzą z zamożnych
rodzin : to dzieci notariuszy, oficerów, lekarzy. Już samo urodzenie
predysponuje ich automatycznie do wysokich stanowisk i do cennych dyplomów po
nawet miernych studiach, byleby tylko uczelnia była dobrze notowana.
Rozmach
demonstracji zaskoczył wszystkich. Myśleliśmy (myślałem tak i ja, przyznaje ze
wstydem), że mamy młodzież miękka. Okazało się, że to my jesteśmy mięczakami.
Zaskoczyła wszystkich siła oporu katolickiego,determinacja tradycyjnych księży, nie
spotykana od zdobycia silą kościoła Saint-Nicolas-du-Chardonnet pewność siebie
i duma.
Wszystkie
nasze rozmowy od co najmniej 15 lat dotyczyły właśnie tego, że coś podobnego już nigdy, niestety, się nie wydarzy.
Tymczasem wydarzyło się.
Demonstracja
z 29 października była pokazem niezwyklej siły i prężności całego Kościoła
Podziemnego we Francji.
Nawet
niektorzy biskupi soborowi zachęcali do oporu. Do marszu dołączyli się
muzułmanie skandując "Chrześcijanie, Francja należy do was".
Media demoliberalne rozpętały nagonkę na "fundamentalistów".To nieważne.
Bolesna i pożałowania godna jest natomiast postawa części
"prawicy", która, widząc znów na ulicach i to w samym sercu
rewolucyjnego Paryża młodzież z Action Française, z Renouveau Français,
widząc znów na ulicach GUD ( brawo!!!), widząc katolików z transparentem
"Republika jest laicka, Francja jest katolicka", widząc jak cala ta
manifestacja nie zginęła w żadnym politykierstwie bieżącym, lecz była od
samego początku do samego końca obrona wiary, widząc sztandary
wandejskie…… przestraszyła się powrotu " ligues et factions".
Przed
nielegalnym"sądem"w trakcie stalinowskiego procesu pułkownik
Bastien-Thiry powiedział : "Nous ne sommes ni des fascistes ni des
factieux".
Parafrazując jego przemówienie, demonstranci mogli byli powiedzieć: "nie jesteśmy nikim
innym jak katolikami, nie chcemy ani żeby flaga francuska znów powiewała nad
Sajgonem czy nad Dakarem. Catholiques et français toujours. To wszystko".
Ta
manifestacja była ogromnym sukcesem, ponieważ zgromadziła ludzi zupełnie
nie związanych z partiami politycznymi. Partiom politycznym Chrystus
nie jest do
niczego potrzebny.
Nastąpiło frontalne starcie między ateistycznym państwem i wiernymi Kościoła.
Co mogą teraz zrobić masoni?
Nie wydaje się, że wybrali drogę ostrej konfrontacji, jak w 1905 roku.
Raczej postarają się oni o doprowadzenie do podziałów w łonie katolickiego ruchu
oporu.
Być może im się uda częściowo istotnie do tych podziałów doprowadzić.
Prawica w
poszukiwaniu katechona wewnętrznego na pewno im w tym pomoże.
Ale nie mogą
nikomu z demonstrujących i modlących się publicznie odebrać łask Bożych,
które spływają obficie z nieba na każdego, kto żyje tylko dla
Chrystusa.
To te łaski stanowią o sile protestu.
Demokracja przegrała nie tylko bitwę ale i wojnę.
Do nas należny jutro, a jutro cały świat.
Antoine
Ratnik
a.me.