Prawowity król Libii Mohamed w przemówieniu wygłoszonym w Londynie
powiedział, że śmierć Muammara Kaddafiego była zwycięstwem pokoju,
wolności i reform. W historii Libii rozpoczął się nowy rozdział: W tym historycznym dniu flaga wolności powiewa nad Syrtą i całą Libią – stwierdził, wyrażając uznanie dla jedności Libijczyków, która pomogła pozbyć się zła z kraju.
Jego Królewska Mość zadeklarował potrzebę odbudowy państwa, lecz
niestety ponownie nawiązał do sformułowanej w trakcie powstania wizji demokratycznych zmian, której realizacja miałaby potwierdzić w oczach świata trwałość tejże jedności jego poddanych.(...)
Kaddafi dołączył zatem w zaświatach do zastępu zbrodniarzy
dosięgniętych przez Nemezis. Wśród nich wspomnieć można na przykład
Robespierre’a, Ceauşescu, Saddama Husajna, bolszewików likwidowanych
przez partyjnych towarzyszy… – tak kończą zdrajcy. Oficer, który
zdradził swojego króla, przyjął groteskowy tytuł „króla królów” Afryki.
Nędznik, który kazał sprofanować monarszą nekropolię i wydał wyrok na
dynastię, zginął godną siebie śmiercią.
Z polskiej perspektywy można tylko wyrazić żal, że ziemska
sprawiedliwość nie dosięgnie już politycznego przyjaciela Kaddafiego,
czyli Wojciecha Jaruzelskiego. Przed Libią szansa na restaurację
prawowitego ustroju, jeżeli król porzuci demokratyczne mrzonki, wróci do
ojczyzny i zjednoczy wokół siebie wyłaniające się ośrodki władzy
lokalnej. Polska od początku „procesu transformacji ustrojowej” tej
szansy była pozbawiona.
http://www.legitymizm.org/przeslanie-z-londynu
a.me.