Aby
wygrać wojnę ze zwolennikami Ruchu Poparcia Palikota, należy zasiać ziarno
wątpliwości, które zakiełkuje refleksją i poszukiwaniem odpowiedzi na pytania,
które trzeba sobie postawić w zetknięciu z tą inicjatywą. Zadaniem
konserwatysty nie jest przekonywanie przekonanych, lecz tych, którzy są
zwolennikami lewackich tez.
W
myśl tego, co mówił św. Bernard, należy ich jednak zwerbować argumentami, a nie
siłą (capiantur non armis, sed argumenti!). Z tego powodu trzeba
kontrargumentować Prawdą i propagować Ją. Wielu z tych, którzy poparli Janusza
Palikota, uległo sofistycznym sztuczkom, kłamstwom, przejaskrawieniom i innym paskudnym
zabiegom owego demagoga. Trzeba powiedzieć im wprost – daliście się nabrać na
frazesy! Głoszone przez Ruch Palikota hasła są stekiem bzdur, które doprowadzą
Polskę do kompletnej ruiny intelektualnej, kulturowej, obyczajowej i
finansowej. Pierwszy cios należy więc zadać Programowi Nowoczesnego Państwa
(dostępny na stronie RPP), który ma stanowić modelową Polskę według zwolenników
pana Palikota i niego samego. Na modłę scholastyczną pokażę palikotowe
nonsensy, co winno dać podstawowy zestaw argumentów do odpierania głoszonych
przez RPP idei. Rzecz jasna nie odniosę się do wszystkich elementów owego
programu, gdyż nie uważam się za specjalistę w dziedzinach, którymi się nie
zajmuję – pozostawię tutaj pole do popisu fachowcom.
1. Mamy dość tego, że
ktoś za nas decyduje, że ktoś nam mówi, jak żyć, jak się kochać, ile mieć
dzieci i z kim.
Zupełnie
nie rozumiem histerii pana Janusza i jego zwolenników w tej kwestii. Tworzy się
tutaj obraz opresyjnego państwa, w którym to urzędnicy bądź hierarchowie
Kościoła mają prawo decydować o tym, co robi obywatel. Przywodzić to może na
myśl książkę Orwella „Rok 1984”. W rzeczywistości jednak jest tak, że Kościół,
do którego jest to jawna aluzja, mówi, co jest zgodne z jego doktryną oraz
prawem naturalnym, jednocześnie nie narzucając tego innym. Nie przypominam
sobie przypadku jakichkolwiek kar nakładanych na przykład na obywateli żyjących
w nieformalnych związkach. Głoszony przez pana Palikota pluralizm ma tak
naprawdę działać tylko w jedną stronę – jeśli jest zgodny z neutralnością
światopoglądową głoszoną przez lewicowców, to wtedy jest w porządku. Jeśli ktoś
ma inne zdanie, wtedy wyjmuje się go poza margines i uznaje za staromodnego
dziwaka, zacofańca czy idiotę. To zabawne, bo Janusz Palikot propaguje przecież
tolerancję, ale widocznie ta zasada wyróżnia równych i równiejszych. Inną
kwestią jest też fakt zwyczajnego wciskania kitu o tym, jakoby neutralność
światopoglądowa faktycznie była ideą z meta-poziomu. Lewica nie zauważa, że
jest to taki sam pogląd jak każdy inny i winien podlegać merytorycznej
dyskusji.
2. Że ubrani na czarno
panowie decydują o tym, kto może mieć dzieci, kto ma być pochowany na Wawelu i
na kogo głosować w wyborach, a także, kto to jest Polak.
Kolejny
histeryczny frazes niemający odniesienia do rzeczywistości. Kościół nie
decyduje, kto może mieć dzieci, a daje pewne wskazówki dotyczące moralnego i
odpowiedniego ich kształtowania. Nie widzę nic moralnego w mrożeniu embrionów
czy zabijaniu dzieci nienarodzonych. Rzecz jasna lewicowi „myśliciele” nie
uznają zarodka za człowieka, argumentując, że żołądź też nie jest dębem (notabene
bardzo ludzkie porównanie!). Nie dostrzegają jednak, że naturalnym etapem
rozwoju człowieka jest między innymi zarodek. Tak jak z zasianego żołędzia
wyrośnie dąb, tak z zarodka urodzi się niemowlę, które później stanie się
dzieckiem, młodzieńcem, dorosłym, a na końcu starcem – tak wygląda rozwój
człowieka, a biologowie są co do tego zgodni. Dla pana Palikota i jemu
podobnych biologia jednak niestraszna. Uznają, że to „propaganda czarnych” i
oni zrobią nową, aideologiczną biologię. A że nie będzie miała nic wspólnego z
rzetelnością naukową, to nie szkodzi.
Fakt
pochowania na Wawelu jest według mnie wykorzystaniem tego samego chwytu po raz
drugi tylko po to, by uzyskać ten sam efekt – ponownie skłócić Polaków. Sprawa
jednak jest bardzo prosta do rozwiązania – skoro Lech Kaczyński „nie nadaje
się” na pochówek w tym miejscu, to dlaczego konsekwentnie nie zrewidujemy
innych tam spoczywających? Czemuż zostawiać tam choćby Michała Korybuta
Wiśniowieckiego, którego historycy zgodnie oceniają jako władcę złego dla
interesów Polski? Należy pamiętać, że podobnie zacięte dyskusje toczyły się w
czasach pochówku marszałka Piłsudskiego, więc ten element tworzenia sporów
wśród Polaków został wcześniej przetestowany (temat okoliczności winien jednak
być poruszony w odrębnym tekście). Ostatecznie należy pamiętać, że opiekę nad
Wawelem sprawuje kuria krakowska, więc to ona winna mieć ostateczne słowo w tej
sprawie jako zarządca.
Definicja
Polaka jest także dla RPP bardzo niewygodna. Trudno temu środowisku
zaakceptować, że gdyby nie chrześcijańskie korzenie, Polska nie miałaby takiego
kształtu jak dziś i istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie powstałaby.
Pomijanie aspektów historycznych jest jawną ignorancją, co powinno być
napiętnowane. Czy poseł Palikot tego chce, czy nie, jesteśmy trwale związani z
wartościami chrześcijańskimi.
3. Mamy też dość
państwa, które nie jest sprzymierzeńcem, ale wrogiem, w którym urzędnik
decyduje, jaki możemy zbudować dom, jaką możemy prowadzić firmę czy
stowarzyszenie oraz – przede wszystkim – kiedy możemy to robić!
Ten
postulat miałby swój sens, gdyby był poparty programem odpowiednich reform
gospodarczo-administracyjnych. Widać jednak jasno w Programie Nowoczesnego
Państwa, że jest to tylko pusty slogan, który ma przyciągnąć wyborców –
świadczy o tym pomysł darmowego Internetu, do którego odniosę się później.
4. Mamy wreszcie dość
polityki, w której dwóch panów podzieliło się wszystkimi demokratycznymi
instytucjami, obsadzając je ludźmi, których jedyną kompetencją jest ślepa
lojalność.
Jako
piewca demokracji w nowoczesnym wydaniu, Janusz Palikot dokonuje typowego
„strzału w kolano”. Rządzący nie wzięli się znikąd – jest to efekt wyborów, na
które poszli obywatele. Gdyby pan Palikot był konsekwentnym demokratą,
uszanowałby decyzję wyborców i winien im przyklasnąć – przecież oni tego
właśnie chcieli! Widzieli, jak wyglądają rządy Platformy Obywatelskiej, i
obdarzyli tę frakcję swoim zaufaniem. Mam ten komfort, że piszę to po wyborach,
w których okazało się, że Polacy znów wybrali tak samo. Znakiem tego –
konsekwentny demokrata powinien cieszyć się, że lud zagłosował zgodnie z
własnymi upodobaniami. Krytyka, której dopuszcza się poseł Palikot w powyższym
punkcie, jest tak naprawdę uderzeniem w zasady demokracji, co wyznawcy tejże
nie przystoi.
5. Mamy dość teatru
politycznego za nasze pieniądze, mamy dość wyboru pomiędzy prawicą a bardziej
prawicą.
Nie
wiem, czy Janusz Palikot ma problemy z pamięcią, ale chciałbym przypomnieć, że
teatr polityczny za pieniądze podatników był i jest tworzony z jego udziałem.
Przez lata był posłem znanym głównie z tego, że robił wokół siebie szum.
Wyborcy zapamiętali Janusza Palikota jako tego, który przyszedł na konferencję
prasową z gumowym penisem – to jest obraz poważnego polityka pretendującego do
roli uzdrowiciela naszego państwa?
Po
ukończeniu studiów wyższych na kierunku filozofia, Janusz Palikot winien
posiadać umiejętność prawidłowej klasyfikacji partii politycznych. Już nawet
jako ten, który chce pełnić ważne obowiązki w państwie, winien takową
umiejętność posiadać. To jest skandal, by Prawo i Sprawiedliwość czy Platformę
Obywatelską zaliczyć do prawicy! Są to partie w najlepszym wypadku centrowe,
choć ja skłaniam się raczej ku zaliczeniu ich na lewą stronę ze względu na
pewne uległości odnośnie do kwestii społecznych i obyczajowych. Pod względem
gospodarczym są to zwykli socjaliści. Niestety, media zrobiły z PiS skrajnych
prawicowców, którymi straszą ludzi niczym czarną wołgą. Tak więc odpowiem
wprost – Panie Januszu, mam dość wyboru pomiędzy lewicą a bardziej lewicą!
6. Nowoczesna Polska to
Polska świecka, tak jak wszystkie kraje Zachodu.
Zupełnie
nie zgadzam się z tym postulatem z prostego powodu – weryfikacja praktyczna
pokazała, że społeczeństwa „multi-kulti” nie zdały swojego egzaminu, a wyzbycie
się tradycji
i
chrześcijańskich korzeni spowodowało upadek moralny. Nie chcę być jak Francuz –
zadłużony i z zamieszkami na przedmieściach mojego miasta!
7. Nowoczesna Polska to
Polska z obywatelską kontrolą nad urzędnikami, prokuraturą, podsłuchami.
Pan
Palikot wyrasta nam na współczesnego Tomasza Morusa – jego wizja jest utopijna i
niebezpieczna. Czemuż obywatel ma kontrolować prokuratora? Prokurator winien
być niezależny i obiektywny. Podsłuchy mają na celu obronę bezpieczeństwa
naszego kraju – nie powinny być nadużywane, ale obywatele powołują odpowiednie
służby po to, by zatroszczyły się o nas. Nie rozumiem, czemu i jak szary
Kowalski miałby kontrolować te sektory rzeczywistości. Co zaś się tyczy
urzędników – owszem, są oni po to, by być dla petenta, a nie na odwrót.
Jednakże postulat powinien być zupełnie inny – urzędy powinno się
zminimalizować i usprawnić, a nie nakładać na nie jakieś dziwne wizje kontroli
obywatelskiej.
8. To Polska, w której
kobieta ma takie same prawa jak mężczyzna i to ona decyduje o swoim brzuchu, a
każdy obywatel decyduje o pieniądzach na rzecz kościoła, do którego należy.
Kobieta
mając takie same prawa jak mężczyzna, ma tak samo podlegać pod prawo i zasady
sprawiedliwości. Parytety są po prostu nonsensem i promowaniem miernot! Nie
może być tak, że do pracy z grona 10 osób wybiera się 5 mężczyzn i 5 kobiet.
Należy wybrać 10 najzdolniejszych, bez względu na płeć czy pochodzenie.
Propozycja posła Palikota i wszelkiej maści zwolenników parytetów jest po
prostu terroryzmem!
Kobieta
ma prawo decydować o swoim brzuchu do momentu, w którym chodzi o pożywienie. Jeśli
chodzi o ciążę, to nie mówimy tutaj o „brzuchu”, ale o nowym życiu. Takie
instrumentalne traktowanie człowieka przez RPP jest obrzydliwe. Analogicznie,
jak ja nie mogę decydować o życiu innego dorosłego człowieka, tak samo kobieta
nie może decydować o śmierci swojego nienarodzonego dziecka – człowieczeństwo
jest stałe w stosunku do każdego etapu rozwoju! Ten postulat jest tak samo
sensowny, jak bunt przeciwko grawitacji.
9. Nie jesteśmy kolejną
układanką wśród tych samych elit – ile już ich było: AWS, PiS, PO, ZChN, PC,
KPN, ROP, a teraz PJN – różne nazwy, a ci sami ludzie.
Chyba
jeden z bardziej uroczych fragmentów owego programu. Dość nadmienić, że sam
Janusz Palikot działał w Platformie Obywatelskiej, Robert Biedroń czy Andrzej
Piątak w SLD, Robert Leszczyński w Partii Demokratycznej, natomiast pani Wanda
Nowicka działała w kilku partiach (SLD, Unia Pracy, Polska Partia
Socjalistyczna, Polska Partia Pracy). A to zaledwie 5 osób z tłumu działaczy
Ruchu Poparcia Palikota!
10. Rozdział państwa od
Kościoła.
Z
lekkim uśmiechem podchodzę do faktu błędu ortograficznego w tekście Programu
Nowoczesnego Państwa, który pozwoliłem sobie poprawić – Kościół pisze się
wielką literą. No chyba że panu Palikotowi chodziło o jakiś konkretny kościół,
na przykład archikatedrę w Warszawie.
Konkordat
zawarty między Watykanem a Polską w 1993 roku jest – jak sama nazwa wskazuje –
pewną umową, co wskazywać ma na pewną równorzędność zawierających ją stron.
Konkordat ma na celu ochronę swoich wiernych w obrębie danego państwa i
ułatwienie im procedur, które w przeciwnym razie niepotrzebnie komplikowałyby
się. Czemuż mam zawierać ślub i w kościele, i w urzędzie, skoro mogę zrobić to
w jednym miejscu (z mojego punktu widzenia – ważniejszym), co załatwia kwestie
formalne? Cóż przeszkadza posłowi Palikotowi wolność wyznania i swoboda
nauczania religii, którą gwarantuje konkordat? Należy przypomnieć, iż ten
dokument został ratyfikowany w 1998 roku przez Aleksandra Kwaśniewskiego, czyli
działacza Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
11. Uzyskane wówczas
przywileje i wielkość zwróconego majątku nie mają sobie równych w czasach
żadnej innej władzy po 89 roku.
To
zdanie mogłoby wzbudzać pewne wątpliwości, gdyby nie fakt rozkradania Kościoła
w Polsce przez władze komunistyczne, co trwało około pół wieku. Szkody
materialne czy duchowe były ogromne – do tej pory nie jest zwrócony cały
zagrabiony podówczas majątek Kościoła. Nie słyszałem także słów potępienia w
stronę władz PRL, jeżeli chodzi o mordy dokonywane na księżach. Nie dziwi to,
jeśli weźmie się pod uwagę, że jeden z działaczy Ruchu Poparcia Palikota
zatrudnia u siebie mordercę księdza Popiełuszki, a cała partia ma wsparcie
Jerzego Urbana oraz paszkwilanckiej gazety „Fakty i Mity”.
12. Dotyczy to wielu
niezgodnych z Konstytucją sposobów finansowania Kościoła, lekcji religii w
szkołach, remontów świątyń, a także codzienności funkcjonowania państwa i życia
w kraju, gdzie niemal wszystko ma związki z Kościołem.
Niezgodność
z ustawą zasadniczą sposobów finansowania Kościoła jest bardzo poważnym
zarzutem. Jeśli Janusz Palikot tego nie udowodni, powinny mu zostać postawione
odpowiednie zarzuty. Nie można szafować prawem wedle własnego „widzimisię” –
obywatel, który chce wybrać RPP, powinien dostać szereg argumentów
popierających powyższy zarzut. Do tej pory nikt nie stwierdził niezgodności sposobów
finansowania Kościoła z Konstytucją, więc można śmiało rzec, że jest to kolejny
frazes.
Jeśli
chodzi o lekcje religii w szkole – chciałbym ponownie przypomnieć, że pan
Palikot jest piewcą demokracji. Skoro tak, to konsekwentne myślenie zmusza do
przyznania racji zastanej rzeczywistości – lekcje religii w szkołach są
wynikiem wyboru obywateli. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że tych,
którzy nie chodzili na lekcje religii, było zaledwie kilku na liczącą ponad 30
osób klasę. Zlecony przez Gazetę Wyborczą sondaż dotyczący obecności krzyża w
miejscach publicznych jest dowodem na to, że Polacy nie są przychylni
antyteistycznym poglądom Janusza Palikota
(http://bi.gazeta.pl/im/8/10487/z10487798P.jpg).
13. Likwidacja
finansowania Kościoła z budżetu, w tym likwidacja funduszu świadczeń
kościelnych. W sąsiednich Niemczech to obywatel decyduje o tym, ile pieniędzy
dostaje ich kościół – sami płacą na rzecz kościoła ze swoich podatków. Chcemy,
aby to Polacy, a nie politycy, decydowali, ile pieniędzy trafia do różnych
kościołów. Nie widzimy żadnego powodu, by finansować katechetów, kapelanów oraz
innych urzędników Kościoła przez budżet, czyli wszystkich obywateli. To wstyd,
że likwiduje się jednostki wojskowe, a utrzymuje kapelanów ze strachu przed
Watykanem. Fundusz świadczeń kościelnych to wydatek rzędu 1 miliarda rocznie.
To pieniądze, za które można zbudować setki przedszkoli i bibliotek.
Kościół
dla Janusza Palikota okazuje się, kolokwialnie mówiąc, „chłopcem do bicia”.
Zamiast zająć się rzeczywistymi problemami Polski, związanymi choćby z
funkcjonowaniem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, RPP skupia się na walce
ideologicznej. Należy powiedzieć wprost – pan Janusz Palikot kłamie, mówiąc, że
Kościół nie płaci podatków. Wszelkie wyznania mają pewne niewielkie ulgi, jak
na przykład zwolnienie z opodatkowania niektórych czynności cywilnoprawnych,
budynków sakralnych czy cmentarzy. Korzystają także ze zwolnienia od podatku
dochodowego tych nieruchomości, które mają charakter sakralny, naukowo-wychowawczy
czy na przykład charytatywny. Kler płaci normalne podatki od nieruchomości
związanych z działalnością gospodarczą oraz obiektów mieszkalnych niezwiązanych
z powyżej wymienionymi czynnościami. Niestety, język prawniczy sprawia mylne
wrażenie ogromnej przestrzeni i wolności danej Kościołowi i innym wyznaniom.
Janusz Palikot o dziwo nie wspomina o następującym fakcie – zwolnienie od
podatku dochodowego od przychodów statutowych obejmuje nie tylko Kościół, ale
także partie polityczne, związki zawodowe, fundacje czy inne tego typu
organizacje nienastawione na osiąganie zysku. Mówi się także, że poszczególni
księża nie odprowadzają żadnych podatków. Jest to kolejne kłamstwo – księża
płacą podatek od dochodów związanych z posługą duszpasterską w formie ryczałtu.
Wszelkie inne dochody niezwiązane z duszpasterstwem są opodatkowane na takich
samych zasadach jak u innych podatników. Podkreślić należy jasno, że polskie
prawo podatkowe jest skonstruowane w taki sposób, że wszelkie działalności
nastawione na nieosiąganie przychodów, ale na realizacji celów o charakterze
użyteczności publicznej, dysponują identycznymi ulgami, co Kościół! Gorąco
polecam lekturę krótkiego artykułu dr. hab. prof. nadzw. Leonarda Etela
dotyczącego tej problematyki (dostępny w numerze 6/2002 Przeglądu podatkowego).
Bardzo
niepokojący jest także pewien „sygnał”, który wysyła Janusz Palikot do wyborców
– szkalowanie Kościoła za ulgi podatkowe wskazuje na fakt ogólnej akceptacji
dla systemu podatkowego obowiązującego obywateli w Polsce. RPP nie zamierza
zrobić nic w celu obniżenia czy usunięcia jawnie złodziejskich podatków, jak na
przykład od spadku czy zakupu samochodu (to tylko przykłady). Elektorat pana
Palikota oburza się na finanse Kościoła, jednocześnie akceptując, że przy
zakupie samochodu posłusznie oddaje 6% jego wartości Urzędowi Skarbowemu w
przypadku rejestracji pojazdu zakupionego w kraju. Nie oburzają się także
faktem akcyzy o wysokości 18,6% od samochodu sprowadzonego z zagranicy o
pojemności powyżej 2000 cm3. Co więcej, owa akcyza, w razie arbitralnych
wątpliwości urzędnika, nie jest naliczana od kwoty naniesionej na dokument
potwierdzający zakup, a od własnego katalogu, w którym ceny są zawyżone. To
pokazuje, że walka Janusza Palikota z Kościołem ma tylko odwrócić uwagę od
realnych problemów naszego kraju.
Podawanie
za przykład Niemiec, w których urzędnik przejmuje część pieniędzy, które chcemy
przeznaczyć na wybraną przez siebie religię, jest nawoływaniem do zwiększenia
biurokracji. Ktoś musi obsługiwać te podatki, a skoro tak, to będzie za to brał
pieniądze. Teoretyczny „zysk”, który poseł Palikot zakłada, zostanie
zmarnotrawiony przez kolejnych urzędników, którzy są konieczni do realizacji
postulatów Ruchu Poparcia Palikota.
Janusz
Palikot twierdzi, że nie widzi potrzeby utrzymywania kapelanów czy katechetów.
Przypomnę jednak, że katecheta jest takim samym nauczycielem, jak nauczyciel
matematyki, natomiast kapelan jest po prostu żołnierzem! W kwestii księży w
wojsku odezwać się powinni sami żołnierze. Śmiem twierdzić, że duchowe wsparcie
jest na froncie bardzo istotne, by podnieść morale wojska – gdyby tak nie było,
wojsko nie korzystałoby z funkcji, która nie zwiększa jej skuteczności!
Rozumiem, że w imię walki ideologicznej Janusz Palikot narazi naszą armię na
spadek morale i przez to mniejszą skuteczność w razie konfliktu?
Jestem
również bardzo ciekawy, skąd pan Palikot wziął liczbę 1 miliarda złotych
rocznie przeznaczonych na fundusz kościelny. Dostępne dane mówią o tym, że od
roku 1990 roczne wydatki z budżetu państwa na rzecz funduszu kościelnego nie
przekroczyły 140 milionów złotych. Dla przykładu wydatki budżetu państwa na
fundusz kościelny w 2010 roku wyniosły nieco ponad 86 milionów złotych. Aby
pokazać, jak małe są to wydatki, przyjrzeć się należy innym wydatkom państwa.
Uniwersytet Jagielloński na samą budowę kampusu dostał blisko 300 milionów
złotych. Uniwersytet Szczeciński dostał 26 milionów złotych na przebudowę
budynków związanych tylko z naukami przyrodniczymi (w dwóch transzach – 11 i 15
milionów złotych kolejno). Mowa tutaj tylko o małych sektorach edukacji, a
sumach przekraczających znacznie finanse przeznaczone na fundusz kościelny.
Czemuż Janusz Palikot nie ma pretensji do władz uczelni, że same nie potrafią
zarobić na swoją infrastrukturę? Uczelnie mają bardzo szeroki wachlarz
możliwości dochodu, więc nie byłby to argument bezpodstawny. Ja obstaję za
prywatnymi szkołami, dlatego też nie zamierzam wchodzić w polemikę dotyczącą
wysokości dotacji tego typu. Ogromnie rozczarowujące intelektualnie jest ostatnie
zdanie powyższego punktu. Mówienie o budowaniu przedszkoli przy pogłębiającym
się niżu demograficznym jest skrajną ignorancją i planowaniem marnotrawienia
pieniędzy podatników.
Nie
tylko fałszywy, ale także irytujący jest obraz Kościoła i kleru kreowany przez
Ruch Poparcia Palikota. Jeden ze spotów tej partii pokazuje księdza w
luksusowym samochodzie, który biednym dzieciom za umycie szyb daje obrazek
zamiast pieniędzy (których ogromny plik wcześniej przelicza). Takie granie na
emocjach i braku wiedzy wyborców nie powinno mieć miejsca w polityce. Kościół
katolicki to nie tylko niedzielna Msza święta, na której zbiera się „na
ofiarę”, co sugeruje Janusz Palikot, jednocześnie nie zauważając, że jest to
datek dobrowolny. Kościół wraz z licznymi organizacjami, jak na przykład
Caritas, organizuje inicjatywy charytatywne warte miliony złotych. Stołówki czy
przytułki dla bezdomnych, święta Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy, wyprawki
szkolne dla ubogich, domy samotnych matek, domy dziecka, terapie dla chorych
czy uzależnionych, pozyskiwanie lekarstw czy sprzętu rehabilitacyjnego,
hospicja, warsztaty terapii zajęciowej, pomoc dla poszkodowanych klęskami
żywiołowymi czy misje zagraniczne. To tylko część pomocy, którą udziela Kościół
i organizacje podpadające pod jego jurysdykcję. Wystarczy przejrzeć raport
Caritasu (dostępny na ich stronie) i skonfrontować liczby z postulatami pana Palikota
– wydatki Caritasu przydiecezjalnego w 2009 roku na pomoc biednym i chorym
sięgnęły około 275 milionów złotych, natomiast Caritas Polska spożytkował na
ten cel ponad 160 milionów złotych. Należałoby wziąć pod uwagę liczbę wszelkich
innych fundacji i aktywności charytatywnych wspieranych przez Kościół i proporcjonalnie
te sumy pomnożyć, co stanowiłoby prawdziwy obraz pomocy, którą zapewnia. Wielki
niesmak pozostawia także piętnowanie rzekomo niesłychanie bogatego kleru.
Słynne są już argumenty dotyczące za wysokich opłat za pochówek czy ślub, które
ksiądz bierze do własnej kieszeni. Jest to wierutna bzdura i wystarczy
zorientować się, ile kosztuje utrzymanie standardowej wielkości kościoła w
sezonie grzewczym – tutaj nie obowiązują żadne ulgi i płacone są rachunki takie
same, jak w każdym innym domu. Ceny dostawy gazu są w Polsce horrendalne,
dlatego ogrzanie kościoła zimą to koszt nawet kilkunastu tysięcy złotych
miesięcznie. Należy też pamiętać, że księża są jedną z lepiej wykształconych
grup społecznych w Polsce – często kończą inne kierunki poza teologią, co
umożliwia im prowadzenie własnej działalności, jak doradztwo prawne czy gabinet
lekarski. Pretensje do statusu majątkowego tych księży, którzy dzięki swojej
ciężkiej pracy naukowej zarabiają stosunkowo dużo, jest tak samo
niesprawiedliwe, jak pretensje do prawników, lekarzy czy architektów. Janusz
Palikot stara się jednak narzucić myślenie wybiórcze, stąd liczne insynuacje,
nieporozumienia i zafałszowania obrazu kleru w Polsce.
14. Lekcje Religi
powinny ze szkół wrócić do kościołów. Uznajemy, że w ciągu dwóch lat Kościół
powinien ponownie przygotować sale katechetyczne na powrót lekcji religii, ale
już od razu należy wstrzymać płatności na rzecz nauczycieli religii. Jest to
wyłącznie kwestia rozporządzenia ministra edukacji narodowej. Nauka religii za
pieniądze to wstyd i hańba dla Kościoła. To całkowity upadek etosu nauczania
Chrystusa.
Wstrzymanie
zapłat dla katechetów w trybie natychmiastowym po to, by przenieśli się do
kościołów, jest przejawem zamordyzmu, który chciałby wprowadzić poseł Palikot.
Powtórzę ponownie – katecheta jest takim samym nauczycielem, tak samo poświęca
swój czas i wiedzę, jak każdy inny nauczyciel. Karanie go obcięciem zapłaty za
to, że jego poglądy metafizyczne są inne niż te, które akurat teraz
reprezentuje Janusz Palikot (zmieniał je wcześniej, więc kto wie, co będzie
dalej), jest przejawem skłonności totalitarnych. Jeśli już katecheza miałaby
być przeniesiona do sal przykościelnych, to dopóki te zajęcia będą odbywały się
w państwowej szkole, dopóty katechetom winny być płacone pensje. Idealnie
zadziałałby tutaj system szkół prywatnych, w których to właściciel bądź
dyrektor ustalałby, czy chce zajęć z religii, czy nie. Dawałoby to realny wybór
uczniom i pokazywałoby, które placówki cieszą się większą popularnością.
Jednakże w zaistniałej sytuacji uważam, że zabranie religii ze szkół nie tylko
przywraca niechlubną tradycję komunistycznej PRL, ale uderza w rzetelną
edukację polskich uczniów, którzy powinni być świadomi fundamentów, na których
zbudowano nasz kraj i kontynent. Lekcje historii nie wystarczają, co wiem z
własnego doświadczenia – wiedza teologiczna i filozoficzna wyłuszcza akcenty,
które historycy często z braku wiedzy ignorują, a które stanowią esencję
pewnych zagadnień.
Dodatkowo
mówienie o upadku etosu nauczania Chrystusa w świetle pobierania zapłaty za
nauczanie przez katechetów wynika z braku znajomości tegoż i domaga się
ironicznego komentarza: Panie Januszu, a czemuż matematykom czy przyrodnikom
nie odebrać pensji? Przecież ideał osiągania i przekazywania wiedzy w czasach
starożytnych oparty był na relacji mistrza i ucznia, która niezwiązana była z
finansami! Związek Pitagorejski, Akademia Platona czy Likejon Arystotelesa były
uczelniami nastawionymi tylko na zdobycie rzetelnej wiedzy, a nie zarobek
(występował cenzus intelektualny).
15. Zakaz udziału osób
duchownych w uroczystościach świeckich. Pokazywanie się osób duchownych w
strojach o symbolice religijnej w czasie różnych ważnych uroczystości
państwowych to zacieranie różnicy między państwem a Kościołem. To rodzaj
presji, która nie powinna mieć miejsca. Takie postępowanie prowadzi do
kuriozalnych sytuacji, gdy nawet zwykłe otwarcie szkolnego boiska sportowego
odbywa się w formie poświecenia. Szkoła, urząd, państwo to instytucje świeckie,
w których trzeba uszanować poglądy ludzi różnych wyznań, a także niewierzących.
Poszanowanie
dla osób niewierzących jest oczywiście ważne – nie namawiam nikogo do agresji
czy innych tego typu aktów wobec ateistów (patrz zasada św. Bernarda). Jednakże
winno to działać w dwie strony – większość Polaków jest zadeklarowanymi
katolikami. Bliskie są nam symbole chrześcijańskie, gdyż jest ono trwale
związane z naszą tradycją. Próba siłowego i nagłego zerwania z nią jest próbą
stworzenia sztucznej „nijakości” naszego państwa. Najważniejsze uroczystości
narodowe są najczęściej związane z Kościołem katolickim – obchody święta
niepodległości winny być czasem refleksji nad faktem nieocenionej pomocy
Kościoła w jej odzyskaniu; obchody wybuchu II wojny światowej powinny
przypominać, że Kościół ucierpiał tak samo jak Polacy, a mimo to dokładał
wszelkich starań, by ulżyć ciężkiemu losowi naszych rodaków. W przypadku
tragedii narodowych także powinniśmy odnieść się do sacrum, które zapewnia nam
religia, dlatego postulat pana Palikota przypomina mi tragiczne w skutkach
decyzje prekursorów rewolucji francuskiej, którzy budowali świątynie umysłu i
robili wszystko, by wyrugować wiarę z rzeczywistości. Dodatkowo krzyż jako
symbol chrześcijaństwa wiąże się z wartościami etycznymi, które nie stanowią
przecież żadnego zagrożenia. Cnoty miłości czy sprawiedliwości są godne
naśladowania, a nie potępienia. Janusz Palikot utożsamia krzyż z poglądami PiS-u
czy ostrymi dyskusjami światopoglądowymi, co jest mocnym nadużyciem. Ateista
może przecież wyzbyć się metafizycznej otoczki chrześcijaństwa i skupić się na
wartościach etycznych, które są pozytywne i nie naruszy to jego światopoglądu.
16. Legalizacja
związków partnerskich. Opowiadamy się za prawem do rejestracji związków
partnerskich, zarówno hetero-, jak i homoseksualnych, do wspólnych praw i
obowiązków cywilnych, podatkowych i majątkowych.
Nie
ma potrzeby legalizacji związków żyjących na tak zwaną „kocią łapę”. Podstawowa
komórka społeczna, jaką jest rodzina, ma wynikać z prawa boskiego, a jeśli ktoś
takowego nie uznaje, to z prawa naturalnego. Nikomu nie bronię przez to
mieszkania, z kim chce – po prostu związki partnerskie są uderzeniem w rodzinę,
gdyż ich formalizacja miałaby je zrównać. Nie istnieją obostrzenia mówiące o
dziedziczeniu w przypadku związków partnerskich – wystarczy testament, więc
kwestie majątkowe są tylko wymysłem posła Palikota. Nie sądzę także, aby
tkwiącym w związkach partnerskich zależało na obowiązkach podatkowych. Jeśli
zaś chodzi o obowiązki cywilne – na przykład do odebrania na poczcie druku
poleconego wystarczy upoważnienie, a niektóre przesyłki bez względu na to, czy
jest się małżeństwem, czy nie, i tak trzeba odbierać osobiście. Oczywiście
pewne ułatwienia prawne zawsze są mile widziane, aczkolwiek należy się skupić
na usprawnieniu administracji, a nie tworzeniu nowej, sztucznej grupy.
17. Liberalizacja
miękkich narkotyków. W każdym społeczeństwie, także naszym, jest jakaś grupa
osób, które potrzebują pomocy emocjonalnej w formie różnych używek. Nie
zmieniają tego żadne zakazy. Warto zatem objąć tę grupę specjalną opieką.
Ponieważ miękkie narkotyki są mniej uzależniające niż alkohol czy dopalacze i
nikotyna, ich legalizacja pozwoli zmniejszyć skutki toksycznego zatruwania się
oraz rozwinąć programy społeczne, oferując tym osobom pomoc emocjonalną innego
rodzaju. Udawanie, że tego problemu nie ma, gdy wprowadza się kary więzienia i
zamyka sklepy z dopalaczami, to polityka całkowitej nieodpowiedzialności
społecznej.
Uważam,
że jedyną przesłanką dla liberalizacji narkotyków powinna być wolność jednostki
do samostanowienia o własnym ciele. Mowa o specjalnej opiece dla grupy
zażywającej jakiejkolwiek formy tego typu używek powoduje, że w konsekwencji
powołana zostanie kolejna komórka za pieniądze podatników – do pełnienia
obowiązków związanych z narkomanią. Nie powinno się też używać argumentu o
„mniejszej szkodliwości”, bo w ten sposób dojdziemy do zdelegalizowania
alkoholu i papierosów, co byłoby nonsensem. Warto odwołać się do praktycznego
problemu – delegalizacja narkotyków powoduje szarą strefę, która nimi handluje.
Wiąże się to z przemocą, zorganizowanymi grupami przestępczymi czy przekupstwem.
Legalizacja narkotyków może spowodować otwarcie nowego sektora handlowego,
zmniejszenie cen i zanik grup przestępczych o charakterze zbrojnym, które
zajmują się tym procederem. Niestety, zakaz nie powoduje, że problem zanika –
kto chce zażyć narkotyki, ten i tak to zrobi, gdyż są one bardzo łatwo
dostępne. Intuicja pana Janusza Palikota jest tutaj słuszna, ale intencje i
argumentacja już nie.
18. Liberalizacja
ustawy aborcyjnej. W Polsce istnieje podziemie aborcyjne. Zabiegi są wykonywane
w skandalicznych warunkach z narażeniem życia kobiet. W sąsiednich krajach
obowiązują liberalne przepisy aborcyjne, z których korzystają Polki, jeśli
tylko stać je na taki wyjazd. Dlatego też nie ma sensu utrzymywać tak
restrykcyjnej ustawy w naszym kraju. Ustawa aborcyjna nie ma na celu namawiania
do aborcji, ale powinna, zachowując wymagane konsultacje lekarskie,
psychologiczne i społeczne, dawać prawo do decyzji samej kobiecie.
Aborcja
jest morderstwem. Jak już wcześniej pisałem, naturalną konsekwencją zarodka są
narodziny niemowlęcia – jest to jeden z wielu etapów rozwoju człowieka. Nie
możemy pozwolić, aby z powodu lekkomyślności kobiety zabijano dzieci. Owszem, w
Polsce istnieje podziemie aborcyjne, ale powinno się z nim walczyć, a nie
przyjmować ten fakt za przyczynek do legalizacji aborcji. Nie wszystko, co jest
na zachodzie, należy naśladować. Ta ślepa wiara w perfekcję wartości zachodu
jest dla mnie zupełnie niezrozumiała i intelektualnie miałka. W związku z
liberalnym prawem aborcyjnym w Holandii obserwujemy tam starzenie się społeczeństwa
i jego obumieranie. Janusz Palikot odwołuje się do argumentów emocjonalnych,
czego nie powinien czynić w programie wyborczym, ale skoro to czyni, można mu
odpowiedzieć tym samym: w czasach II wojny światowej aborcja została
wprowadzona w Generalnej Guberni przez Hansa Franka jako środek wspomagający
pozbywanie się Polaków.
19. Finansowanie z
budżetu liberalnej ustawy o in vitro. W Polsce setki tysiące par są niepłodne i
nie ma dla nich innej szansy niż metoda in vitro, jeżeli chcą mieć dzieci.
Również ta ustawa nie możne zmuszać nikogo do stosowania tej metody, ale
powinna dawać taką szansę. Przyjęte rozwiązania muszą mieć charakter
praktyczny. Nie mogą budować barier technicznych, które wykluczają metodę in
vitro, ale powinny zakładać odpowiedzialność w posługiwaniu zarodkami,
ograniczając ich liczbę do niezbędnego minimum. Tak to się dzieje obecnie.
Metoda
in vitro jest nieetyczna (popełniłem niegdyś dłuższy tekst uzasadniający tę
tezę) z podobnych powodów co aborcja. W większości przypadków pary są
nieświadome metod leczenia bezpłodności (na przykład bardzo prężnie
rozwijającej się i niesamowicie skutecznej naprotechnologii). Do tego dochodzi
fakt, że ogromna ilość osób chcących zastosować metodę in vitro jest sama winna
własnej bezpłodności – nadmierne nadużywanie alkoholu czy narkotyków,
długotrwałe stosowanie pigułek antykoncepcyjnych powodują bezpłodność. Czemu
podatnik ma finansowo odpowiadać za anonimowego Kowalskiego, który najpierw
narkotyzował się przez kilka lat z pełną świadomością konsekwencji, a później
zachciało mu się dziecka? Ludzie powinni brać odpowiedzialność za swoje
uczynki, a nie szukać desek ratunkowych u innych. Nie ma żadnych moralnych
podstaw zarówno dla metody in vitro, jak i jej finansowania z budżetu państwa.
Jest to jawny terroryzm ze strony Ruchu Poparcia Palikota. Należy też pamiętać,
że skoro takich par są setki tysięcy, a zapłodnienie in vitro jest bardzo
drogie (od kilku do kilkunastu tysięcy złotych), budżet państwa zostanie obciążony
wydatkami rzędu setek milionów złotych. Na pewno poprawi to polską gospodarkę.
20. Takie same pensje
kobiet i mężczyzn. Nie może być tak, że za taką samą pracę kobieta otrzymuje
niższe wynagrodzenie niż mężczyzna. We Francji poprzez wprowadzenie stosownej
ustawy uzyskano efekt ograniczenia dyskryminacji kobiet. Taki wysiłek państwa,
choć biurokratyczny i żmudny, bardzo się opłaci, gdyż uruchomi jednocześnie
wiele zmiany powodujących ograniczenia ksenofobii, rasizmu i uprzedzeń
społecznych.
Jest
to chyba jeden z najgłupszych postulatów partii Janusza Palikota. Ruch Poparcia
odbiega tutaj od standardów sprawiedliwości i ulega zgubnej histerii rodem z
zachodu. Pensje mają zależeć od pracodawcy – to ja decyduję, ile i komu zapłacę
w mojej firmie, a państwu nic do tego. Janusz Palikot staje się zamordystą,
głosząc tezy zawarte w powyższym punkcie. Pensja winna zależeć od talentu i
wkładu pracy pracownika, a nie od narzuconych przez państwo norm. Gospodarka
centralnie sterowana nie sprawdziła się, a do tego jest nieetyczna i przypomina
metody Hitlera czy Stalina.
21. Dostęp o środków
antykoncepcyjnych za darmo. Brak pieniędzy nie może być barierą dla
ograniczania niechcianej ciąży albo ochrony przed AIDS. To najmądrzejszy sposób
ograniczania aborcji bez zacietrzewienia religijnego! Lansowana przez Kościół
metoda „kalendarzyka” jest tak samo nienaturalna jak prezerwatywa czy pigułki i
jej propagowanie wynika wyłącznie z zacietrzewienia Kościoła, a nie ze względów
etycznych.
Po
zapewnieniu Janusza Palikota o tym, że „gospodarka jest najważniejsza”,
spodziewałem się wnikliwych analiz i programu naprawczego Polski. Zamiast tego
widzę stek ideologicznego bełkotu, zupełnie niepopartego faktami czy logicznym
myśleniem. Pan Palikot nie jest świadomy tego, że nie ma nic za darmo – ktoś
będzie musiał zapłacić za te środki antykoncepcyjne! Przecież firmy
farmaceutyczne czy produkujące prezerwatywy nie zaczną tego robić
charytatywnie. Państwo będzie musiało im zapłacić, i to z pieniędzy podatników.
W efekcie spowoduje to ogromne obciążenie budżetu państwa oraz samych
obywateli. Na dodatek – czemu mam płacić za czyjeś współżycie? To jest
zwyczajnie obrzydliwe, że RPP wychodzi z taką propozycją. Jak ktoś chce dokonać
aktu seksualnego, który wiąże się w razie ewentualnej ciąży czy choroby z
konsekwencjami, niech zachowuje się jak dorosły człowiek i weźmie na siebie
odpowiedzialność za swoje uczynki. Propagowana przez Kościół metoda
„kalendarzyka” ma swoje ugruntowanie właśnie w katolickiej etyce, o czym Janusz
Palikot albo nie wie ze względu na braki w wykształceniu w tej dziedzinie, albo
jawnie kłamie.
22. Dostęp za darmo do
Internetu. Nie ma dziś lepszego sposobu na powszechność kształcenia niż dostęp
do Internetu, a wraz z nim – dostęp do programów społecznych, dzięki którym
ludzie mogą zdobywać wiedzę technologiczną, a także uczyć się języków obcych i
doskonalić umiejętności funkcjonowania społecznego. To najlepsze narzędzie
łamania barier. To szansa dla dzieci z rodzin słabszych społecznie i
ekonomicznie na dostęp do świata i udział w kapitale społecznym.
Ten
punkt jest moim drugim „ulubionym” w Programie Nowoczesnego Państwa według
Ruchu Poparcia Palikota. Podobnie jak z antykoncepcją – dostawcy Internetu nie
będą robili tego za darmo. Zapłacą więc podatnicy, i to zapłacą więcej, niż
gdyby płacili w realiach wolnego rynku i konkurencji. Państwo w celu
zapewnienia „bezpłatnego” dostępu do Internetu będzie musiało wynegocjować jak
najlepszą cenę z którymś z wiodących dostawców. Gdy już to zrobi, inni dostawcy
nie będą potrzebni, bo przecież każdy miałby Internet. Spowodowałoby to monopol
i z upływem czasu wzrost cen Internetu. Można powiedzieć, że „przecież i tak
państwo płaci”. Owszem, ale środki mają od podatników. W efekcie na tym pomyśle
stracilibyśmy, ponieważ musielibyśmy dopłacać do monopolu i utrzymać
pośredników państwowych, którzy byliby odpowiedzialni za ten sektor służby
publicznej. Mogę się założyć, że za jakiś czas ktoś wpadłby na pomysł
stworzenia ministerstwa odpowiedzialnego za dostawę Internetu.
Zastanawia
mnie tylko, dlaczego Janusz Palikot ograniczył się do samego Internetu.
Przecież samochód również pomaga ludziom – mogą się szybciej przemieszczać, są
atrakcyjniejsi na rynku pracy, posiadając auto, i w razie choroby czy nagłego
wypadku mogą szybciej zareagować, co w mniejszych miejscowościach byłoby
zbawienne. Czemuż więc poseł Palikot nie zafunduje wszystkim darmowych
samochodów?
23. Wydłużenie wieku
emerytalnego poprzez wzrost świadczeń za dłuższą pracę. Polacy pracują za
krótko. Jesteśmy krajem najmłodszych emerytów i tego nie da się utrzymać –
także w interesie następnych pokoleń. Zamiast karać ludzi dłuższym okresem
pracy, lepiej ich zachęcić proporcjonalnym wzrostem emerytur w wypadku dłuższej
pracy. Konieczne jest także ograniczenie uprzywilejowania służb mundurowych.
Nie może być tak, że młodzi, wykształceni, w pełni sprawni ludzie przechodzą na
emeryturę.
Ten
postulat jest jawnym zawłaszczeniem wolności przez państwo. To jednostka
powinna decydować, ile chce pracować czy jak się ubezpieczać. Służby mundurowe
są specjalnym sektorem, który powinien rządzić się nieco odmiennymi prawami.
Nie wyobrażam sobie 50-, 60-letniego mężczyzny pracującego w policji w służbach
prewencyjnych – potrzeba tam młodych i silnych osób. Oczywiście część z nich
może przenieść się później do innego sektora w policji, ale niestety większość
będzie niezdolna do dalszej służby, więc bezsensem jest sztuczne wydłużanie ich
czasu pracy. Sytuacja na rynku winna regulować potrzeby tych, którzy po odbyciu
służby odchodzą na emeryturę. Polacy nie pracują za krótko! To system
ubezpieczeń i emerytur jest niesprawny. Administracja marnotrawi miliardy
złotych rocznie, więc należy skupić się na jej modernizacji, a nie patrzeniu
obywatelom na ręce.
24. Tym, co chroniło
Polskę jako wspólnotę, była i będzie kultura. Kulturze jednak nie można stawiać
takich zadań. Ona sama je realizuje wówczas, kiedy jest prawdziwe wolna.
Skoro
kultura ma być prawdziwie wolna, to czemuż w programie partii Janusza Palikota
nie ma nawet zająknięcia o likwidacji ministerstwa kultury, będącego kulą u jej
nogi?
25. Deficyt budżetowy –
obniżenie o połowę w ciągu dwóch lat. Ograniczenie wydatków na armię, Kościół,
partie polityczne. Likwidację decyzji komisji majątkowej i zasad funkcjonowania
wielu działów administracji, likwidacja funduszu świadczeń kościelnych.
Połączenie ZUS-u i KRUS-u. To może dać około 20 mld oszczędności rocznie.
Janusz
Palikot ma tendencje do rzucania liczbami bez poparcia. Jakim cudem uda mu się
w ciągu dwóch lat obniżyć o połowę deficyt budżetowy, tego nie mówi, gdyż
wymaga to poważnych analiz ekonomicznych. Rzuca jednak slogan, który ma
uspokoić elektorat. Skąd wziął około 20 miliardów rocznie oszczędności po
ograniczeniu wyżej wymienionych podatków i zapewnieniu darmowej antykoncepcji i
Internetu czy dofinansowania in vitro? Bądźmy szczerzy – po uwzględnieniu całościowego
obrazu programu RPP nie ma mowy o rewolucji finansowej. Gdyby poseł Palikot
utworzył samodzielny rząd i postępował zgodnie z założeniami swojego programu,
Polska pogrążyłaby się w jeszcze większym kryzysie finansowym.
RPP
zamierza obniżyć fundusze na armię. Wojsko ma zapewniać bezpieczeństwo – jak ma
to robić, dysponując starym sprzętem, będąc nieliczne i słabo wyszkolone? Aby
to zmienić, potrzebne są fundusze, których już teraz jest za mało, a pan
Palikot chce je jeszcze zmniejszyć.
Na
zakończenie chciałbym dodać, że publikacja programu partii, w którym jest masa
błędów ortograficznych, literówek czy błędów składniowych, jest lekceważeniem
wyborców. Na użytek tekstu starałem się niektóre z nich poprawić –
zainteresowanych odsyłam do oryginalnej wersji Programu Nowoczesnego Państwa.
Warto
także powiedzieć, że Janusz Palikot od dawna jest obecny w polityce i znany
jest głównie z tego, że... jest znany. Grono, które zgromadził wokół siebie,
powinno dać do myślenia. Robert Biedroń, działacz ruchów homoseksualnych,
magister politologii, nie potrafił w programie Moniki Olejnik odpowiedzieć na
pytanie o to, czym jest Konwent Seniorów. Kilku z kandydatów RPP ma na koncie przeszłość
kryminalną. Pan Piotr Tylkowski, kolejny z „rodzynków” Janusza Palikota,
zasłynął wywiadem dla lokalnej telewizji, w którym pokazał swoje braki jeśli
chodzi o przygotowanie do pełnienia funkcji w państwie. Podobnie ma się
sytuacja z panem Andrzejem Piątakiem ze Szczecina (startował z jedynką!). Pani
Wanda Nowicka, która przekrzykiwała Jana Dziedziczaka, posła PiS, w programie
Polsat News, wyszła pod naporem argumentów. Anna Grodzka (Krzysztof Bęgowski)
jest pierwszym transseksualistą w polskim sejmie, który winien być przykładem
dla społeczeństwa, a nie miejscem propagowania odstępstw od prawa naturalnego.
Roman Kotliński – redaktor naczelny „Faktów i Mitów” oraz poseł Ruchu Palikota,
utrzymuje bliskie kontakty z Grzegorzem Piotrowskim, czyli mordercą ks.
Popiełuszki. Wielu kandydujących z list Ruchu Palikota nie ma wykształcenia
wyższego ani doświadczenia w działalności politycznej. To „doborowe”
towarzystwo uzyskało w Polsce 10% poparcia, co oznaczać może tylko fatalny stan
moralno-intelektualny naszych rodaków. Na domiar złego propagowana przez
Janusza Palikota idea „gospodarka jest najważniejsza” okazała się sloganem,
który kupili wyborcy. Swoją karierę w sejmie RPP zaczęło od akcji zdjęcia
krzyża, co zapewne będzie motorem polskiej gospodarki.
Marcin
Sułkowski
aw