„Gazeta Wyborcza” jak
zwykle próbuje kreować rzeczywistość pisząc o możliwej dymisji
pełnomocnik rządu ds. równego traktowania min. Elżbiety
Radziszewskiej. Jest ona na celowniku postępowców m.in. za swój
sprzeciw wobec wprowadzenia parytetów i kwot do kodeksu wyborczego,
a także ze względu na rzekome „dyskryminowanie homoseksualistów”
np. w pamiętnej wypowiedzi dla „Gościa Niedzielnego” odnoszącej
się do możliwości odmowy zatrudniania osób o innej orientacji
jako nauczycieli w szkołach katolickich.
Nic dziwnego, że
Radziszewska (wybrana właśnie do Sejmu z listy PO z wynikiem 19.269
głosów) miałaby stać się pierwszą ofiarą przesuwania Platformy
w lewo. Sama zainteresowana zachowuje jednak spokój. - Składu rządu
nie będą ustalać środowiska lewackie, ani sympatyzujące z nimi
media – wypaliła przed kamerami pani minister dodając, że o jej
przyszłości w nowym gabinecie zadecyduje premier Tusk.
Kwestia ewentualnego
odsunięcia min. Radziszewskiej i zastąpienia jej kimś
strawniejszym dla „GW” i kręgów bliskich Palikotowi będzie
jednym z pierwszych testów czy katechon nadal pełni swoją rolę i
jest w stanie budować swoją ekipę bez przechyłów w stronę
postępowców.
(karo)