Robi wrażenie entuzjastyczna reklama związku byłej Unii Europejskiej z powstającą Unią Eurazjatycką opartą na związku celnym Rosji, Białorusi i Kazachstanu http://politykawschodnia.pl/wp-content/uploads/2011/10/Geopolityka_2011_nr_3.pdf . Leszek Sykulski potrafił przedstawić ten projekt atrakcyjnie, chociaż użył przy tym zbyt wielu trudnych słów. Sam nieomal się zachwyciłem konstrukcją, która mogłaby w efekcie stanąć naprzeciw Ameryki i mocarstw wschodzących. Wątpliwości moje wzbudza tylko wykonalność projektu, skoro sam autor w konkretnych rozważaniach ogranicza się do wykazania synergii rosyjsko-niemiecko-francuskiej z fakultatywnym udziałem Włoch i Turcji. To za mało. Bez Brytyjczyków i Skandynawów żadna konstrukcja paneuropejska nie będzie trwała.
Nie to jednak najbardziej mnie ubodło w paneuropejskim projekcie, który przecież znam od wielu lat, bo jest przecież on efektem niekoniecznie jawnych rozmów trwających od dziesięcioleci. Ubodło mnie to, że Eurazja od Atlantyku aż po Morze Ochockie ma być rozszerzoną kopią Związku Socjalistycznych Republik Europejskich ze wspólnym prawem (jakim?) i wspólną walutą (jaką?).
Ten zaś związek właśnie się rozpada nie tylko dlatego, że ma wpływowych wrogów. Rozpada się dlatego, że narzucił wspólną walutę obszarom nie tylko zupełnie odmiennym, ale przede wszystkim obszarom niemożliwym do gospodarczego scalenia. W robocie jest tez coś tak nonsensownego, jak wspólne prawo cywilne, które by miało scalić Brytanię z Niemcami. Każdy prawnik wie, o jak absurdalnym projekcie tu jest mowa.
Jest tysiąc powodów, dla których Niemcy i Anglia nie sa w stanie mieć wspólnego prawa i wymiaru sprawiedliwości. Jest tysiąc powodów, dla których obecne Niemcy i obecna Grecja w obecnym systemie monetarnym nie mogą mieć wspólnej waluty. Jeżeli zaś Niemcy i Grecja nie mogą, to jak chcielibyśmy tę wspólną walutę narzucić nie tylko Grecji i Niemcom, ale też Kazachstanowi i Dalekiemu Wschodowi? Oczywiście, że wola polityczna władców zdolna jest przeprowadzić taki projekt. Tylko na jak długo? I jakim kosztem? Nawiasem mówiąc powrót do zdrowej waluty opartej na towarze niekwestionowanej wartości (np. kruszcu) usunąłby wszystkie problemy z konkurencją walut.
Bardzo zaniepokoiło mnie, że tekst Sykulskiego może odzwierciedlać aktualne trendy na Kremlu. Czy to możliwe, że bankrutująca Unia Europejska nadal służy rosyjskim strategom za wzorzec podobnie absurdalnego bytu tyle tylko że rozszerzonego aż po Kamczatkę? Czy nie lepiej rozważyć realistyczny projekt, niewymuszony, płynący z samej natury życia? Przecież jasne jest, że efektem zapaści Unii będzie Europa narodów, Europa tożsamości. Jeżeli prorocy związani z Kremlem planują już następne dziesięciolecia, niech lepiej – zamiast kombinować, jak tu nowy totalitaryzm unijny rozszerzyć na wschód – pomyślą, jak uporządkować w pokojowy sposób Europę pozbawioną sztucznego napędu integracyjnego. Bo ten napęd właśnie dostał czkawki, a niebawem straci rację bytu. A Europa narodów odrodzi się i przetrwa, dopóki komukolwiek tu, na tym szczególnym skrawku Eurazji, będzie się chciało mieć dzieci… Zresztą możliwa jest też Europa narodów czarnych i muzułmańskich. Teoretyk nie powinien odrzucać nawet takich prognoz.
Jeżeli tekst Leszka Sykulskiego jest odbiciem obecnych trendów intelektualnych na Kremlu, to ja tylko mogę Kremlowi poddać pewną sugestię: ”Weźcie się stuknijcie w głowę”.
Marcin Masny
[aw]