Artykuł wskazuje na
główne – zdaniem autora – procesy geopolityczne, zachodzące na naszym
kontynencie, stawia pytania o przyszłość i kształt Europy oraz miejsce Polski w
nowym układzie sił. Postuluje odejście od szablonowego, konfrontacyjnego
spojrzenia na relacje Polski z jej największymi sąsiadami. Kreśli wariant
zacieśnienia relacji politycznych, gospodarczych i militarnych z Berlinem i
Moskwą, a także – w przyszłości – rozszerzenie regionalnego sojuszu
niemiecko–rosyjsko–polskiego o najważniejszych graczy południowo-wschodniej
Europy – Rzym i Ankarę. Zdaniem autora wyzwaniem przyszłości jest konfederacja
Unii Europejskiej i Unii Eurazjatyckiej – stworzenie Związku Europy, który
pozwoli na bardziej efektywną integrację kontynentu – od Lizbony po
Władywostok.
Policentryzacja świata
Dynamiczne przemiany
geopolityczne, zachodzące na świecie od ponad dwóch dekad, prowadzą w sposób
nieuchronny do krystalizacji nowego porządku międzynarodowego. Z układu
monocentrycznego, z jednym dominującym supermocarstwem, kształtuje się układ
policentryczny, oparty na hegemonii mocarstw regionalnych. To co
charakterystyczne dla obecnej epoki, to fakt, iż prawdziwie niezależne,
suwerenne stają się tylko „wielkie przestrzenie”. Tylko rozległe pod względem
geograficznym, suwerenne w zakresie ideologicznym i zróżnicowane pod względem
etnicznym jednostki polityczno-przestrzenne są w stanie kreować samodzielnie
swoje pole geopolityczne.
Obserwujemy coraz
silniejsze tendencje integracyjne nie tylko w sferze gospodarczej, ale także
politycznej, zarówno w skali kontynentalnej, jak i pankontynentalnej. Z punktu
widzenia geopolityki, widoczna jest także silna tendencja do globalnej
integracji politycznej. Gospodarczo-polityczne procesy zjednoczeniowe wiążą się
nieuchronnie z deterytorializacją świata. Granice nie znikają, lecz zmieniają
swój charakter, podobnie jak pojęcie suwerenności, czy roli państw narodowych.
Słowem, zmianie ulegają desygnaty tych pojęć.
Formowanie się nowego
porządku międzynarodowego wymusza m.in. tworzenie nowej architektury
bezpieczeństwa tak w skali globalnej, jak i regionalnej. Podział świata sprzed
dwudziestu lat, zasadzający się na równowadze między dwoma blokami
geostrategicznymi, stał się już historią. Podobnie na naszych oczach przechodzi
do lamusa dominacja jednego bloku polityczno-militarnego – NATO. Sojusz ten
wyczerpał dostępne formuły swojego istnienia i stał się całkowicie
bezużytecznym instrumentem tworzenia sfery bezpieczeństwa na naszym
kontynencie. Od początku lat dziewięćdziesiątych NATO stało się wyłącznie
instrumentem polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.
Istotą nowych wyzwań
stojących przed Europą jest potrzeba regionalizacji strategicznego reagowania.
Wynika to zarówno z zasady policentryzacji świata, jak i specyfiki zagrożeń
asymetrycznych, które jawią się jako jedno z najważniejszych strategicznych
wyzwań najbliższych dekad. Regionalizacja ta musi się jednak opierać na
szerszych podstawach, takich chociażby jak kontynentalny system obrony
przeciwrakietowej. Propozycja amerykańska nie stanowi realnej oferty dla
Europy, ponieważ jest przedłużeniem awanturniczej polityki Waszyngtonu i ma na
celu umocnienie hegemonii mocarstwa atlantyckiego. Nasz kontynent staje przed
wyzwaniem budowy nowego systemu bezpieczeństwa, który nie powinien opierać się
na sztucznych granicach politycznych, czy etnicznych. Musi uwzględniać dynamikę
procesów integracyjnych w Eurazji.
Integracja
(pan-)kontynentalna w sposób naturalny determinuje odchodzenie od nacjonalizmów
do supranacjonalizmów. Jak słusznie stwierdził Federico Mancini, główną więzią
łączącą mieszkańców, obywateli państwa europejskiego stają się
wielopłaszczyznowe pragmatyczne interesy, nie zaś więzi etniczne[1]. Patrząc przez taki pryzmat, można zauważyć, że następuje pewnego rodzaju
przesunięcie desygnatu ojczyzny. Używając niemieckich kategorii semantycznych,
państwo narodowe można określić jako Heimat,
zaś termin Vaterland zarezerwować już
dla Europy jako politycznej całości. Trendy te oddziałują także na kwestię
supranacjonalizacji bezpieczeństwa energetycznego[2], o czym jeszcze poniżej.
Szereg wyzwań, jakie stoją przez naszym kontynentem, wymaga ponadnarodowego
współdziałania i szerokiej integracji, niekończącej się ani na Bugu, ani na
Dnieprze, ani na Kaukazie. Wyzwania XXI wieku stawiają nas w obliczu
konieczności skierowania się ku integracji pankontynentalnej – od Atlantyku do
Pacyfiku. Tylko wówczas będziemy – jako Europejczycy – zdolni do sprostania
takim wyzwaniom jak szeroko pojęta modernizacja, obejmująca najważniejsze
działy gospodarki i nauki: od technologii komputerowych, poprzez
biotechnologię, fizykę kwantową, na technologiach kosmicznych skończywszy. Jedynie
wtedy będziemy w stanie osiągnąć cele przekraczające ciasny horyzont
partykularnych interesów jak np. stworzenie skutecznego systemu obrony
powietrzno-kosmicznej, budowa pankontynentalnej autostrady informacyjnej,
zapewnienia całej Europie bezpieczeństwa energetycznego, eksploracji zasobów
Arktyki i Antarktydy, skuteczne przeciwdziałania proliferacji BMR, walka z
terroryzmem na całym kontynencie, czy eksploracja przestrzeni kosmicznej.
Stworzenie w ten sposób jednego z kilku najważniejszych „technobiegunów”
współczesnego świata stanie się olbrzymią szansą, ale i wyzwaniem dla obywateli
nowej Europy.
Oś Paryż–Berlin–Moskwa - początek Wielkiej Europy
„Konkurentem Europy nie jest
Rosja, lecz Ameryka i Azja.
Warunkiem sukcesu Unii
Europejskiej w globalnej konkurencji
jest sojusz z Moskwą”.
(Gerhard Schröder)
W ciągu ostatniego
roku Rosja poczyniła szereg kroków w kierunku geopolitycznego otwarcia się na
Europę. Dobrym przykładem zacieśnienia relacji paneuropejskich jest sektor
militarny, który od wieków był dobrym probierzem temperatury geopolitycznej.
9 lutego 2011 r.
minister obrony Federacji Rosyjskiej Anatolij Sierdiukow podpisał umowę z
niemieckim koncernem Rheinmetall, reprezentowanym przez dyrektora generalnego
Klausa Eberhardta. Umowa dotyczy budowy nowoczesnego wojskowego centrum
szkoleniowego w miejscowości Mulino, niedaleko Niżnego Nowogrodu. Rheinmetall
to jeden z największych i najnowocześniejszych koncernów zbrojeniowych w
Europie, mający bogatą tradycję, założony jeszcze w 1889 r. Mulino to z kolei
największy poligon artyleryjski w Rosji, stworzony w latach trzydziestych
ubiegłego wieku. Obecnie służy do testowania nowoczesnej broni przed wdrożeniem
jej do jednostek.
Budowany przez
niemiecki koncern ośrodek szkoleniowy ma dysponować najnowocześniejszym
wyposażeniem i oprogramowaniem do symulacji działań bojowych od szczebla
drużyny do szczebla brygady. Rheinmetall ma dostarczyć nowoczesne wyposażenie
informatyczne oraz specjalną amunicję przyjazną dla środowiska. W przyszłości
nie wyklucza się wspólnych ćwiczeń sił zbrojnych obu państw. Warto podkreślić,
że Rheinmetall jest pierwszym zagranicznym koncernem dopuszczonym do budowy
infrastruktury wojskowej na terenie Federacji Rosyjskiej[3].
3 grudnia 2010 r., Anatolij Serdiukow poinformował,
że Moskwa zakupi od Rzymu dziesięć lekkich samochodów wielozadaniowych (LMV M65). Ma to być preludium do zakupu technologii oraz stworzenia
rosyjsko-włoskiej spółki (Iveco-Rostechnologie),
która będzie w Rosji produkować te pojazdy (w perspektywie mówi się o ok. 1000
sztuk). Nie wykluczone, że LMV trafią do innych resortów siłowych FR i będą
wykorzystywane do działań antyterrorystycznych na Kaukazie[4].
17 czerwca br. w Sankt
Petersburgu przedstawiciele rosyjskiego Rosooboroneksportu
popisali umowę z francuskim koncernem DCNS w sprawie zakupu dwóch okrętów
desantowych klasy Mistral. Kontrakt
ma być zrealizowany do 2015,
a jego wykonawcą będzie francuska stocznia w
Saint-Nazaire. Wartość kontraktu to ponad miliard euro. Jeden z okrętów trafi
na pewno do Dalekowschodniego Okręgu Wojskowego FR. Jednostki klasy Mistral to
nowoczesne okręty projekcji siły, o wyporności 21 tys. ton, z bardzo
zaawansowanymi systemami dowodzenia i łączności, mogące zabrać na pokład
batalion piechoty zmechanizowanej lub batalion czołgów, albo w razie
konieczności do 35 śmigłowców[5].
Powyższe umowy, a
zwłaszcza zacieśnienie relacji niemiecko-rosyjskich zostały zdemonizowane przez część polskich rządowych
ośrodków analitycznych[6]. Są one jednak zbieżna z
długofalowymi interesami Europy, w tym także Polski. Stają się ogromną szansą
na zacieśnienie współpracy koncernów zbrojeniowych, instytutów
naukowo-badawczych, wspólnego szkolenia dowództw i wojsk, a także na
stabilizację całego regionu.
Polska dyplomacja
(także ta wojskowa) powinna dążyć do włączenia się naszego kraju do inicjatywy
niemiecko-rosyjskiej. Zamiast straszyć obywateli ćwiczeniami „Zachód” czy
„Łagoda”, warto ściśle współpracować na niwie militarnej z Niemcami i Rosją. O
wiele korzystniejsze (i z dyplomatycznego, i z czysto wojskowego punktu
widzenia) byłoby uczestnictwo Sił Zbrojnych RP w ćwiczeniach na poligonach
artyleryjsko-rakietowych w Rosji, czy Kazachstanie, niż udział w okupacji
Afganistanu.
Rzut oka na tych kilka
kontraktów zbrojeniowych pokazuje wyraźne trendy geostrategiczne, z jakimi mamy
do czynienia już od dawna. Histeryczna reakcja Waszyngtonu (vide: zeszłoroczna rozmowa Roberta
Gatesa z ministrem obrony Francji Hervé Morinem) potwierdza tylko fakt
tworzenia się nowego wektora geopolitycznego w Eurazji.
Jak wskazano wyżej,
procesy kształtowania nowego układu sił przez głównych graczy europejskich – na
czele z osią Paryż–Berlin–Moskwa – są niezwykle korzystne z punktu widzenia
procesów integracyjnych na obszarze Eurazji. Dziś prawdziwą przeszkodą na
drodze ku pełnemu zjednoczeniu sił naszego kontynentu jest powielanie
dziewiętnastowiecznego stylu myślenia o polityce, kurczowego trzymania się
etnicznych nacjonalizmów, partykularnych interesów, widzących „drzewo”, a nie
dostrzegających całego „lasu”. W prowadzeniu polityki na miarę XXI w. nie
pomaga na pewno podatność na przyswajanie kodów geopolitycznych obcych
kontynentalnej racji stanu, takich jak wizje „mocarstwa nad Wisłą” (dr Friedman
zapomina zawsze dodać, że chodzi o mocarstwo amerykańskie)[7].
Europa Centralna
Regionem szczególnie
ważnym dla integracji kontynentalnej jest obszar Europy Centralnej, będący
spoiwem Europy Południowej z Północną i Wschodniej z Zachodnią. Łączy on
zlewiska Atlantyku i Pacyfiku. Stabilizacja polityczno-gospodarcza na tym
obszarze wpłynie w sposób znaczący na tempo i stopień intensyfikacji współpracy
w Europie.
Patrząc na Europę
przez geostrategiczne okulary, można wyodrębnić z niej kilka regionów, które
nie zawsze pokrywają się z podziałem polityczno-geograficznym. Dla potrzeb
niniejszego artykułu użyto określenia Europa Centralna, nie zaś Europa
Środkowa, czy Środkowo-Wschodnia. Taki podział podyktowany jest chęcią
wyraźnego odróżnienia polityczno-geograficznego regionu Europy Środkowej od
geostrategicznego regionu Europy Centralnej. Poprzez ten ostatni rozumiemy obszar
leżący między pomostem bałtycko-adriatyckim a pomostem bałtycko-czarnomorskim
(rys. 1).
Region ten, określany
z literaturze polskiej akronimem ABC (w literaturze francuskiej i iberyjskiej –
ABN), stanowi strefę centralną subkontynentu europejskiego, od której
stabilności w bardzo dużej mierze zależy równowaga sił w Europie.
Strefa Centralna to
dziś aż 25 państw (członkowie ONZ + 2 państwa nieuznawanie – Republika
Naddniestrzańska i Kosowo), obszar ponad 4 mln km kw. z populacją liczącą
kilkaset milionów mieszkańców (bez ludności Federacji Rosyjskiej, włączając
tylko obszar Obwodu Kaliningradzkiego, to ponad 310 milionów).
Polska „w uścisku” czy „w sąsiedztwie” Niemiec i Rosji?
Polska polityka
zagraniczna po 1989 r. stała się funkcją fałszywych kodów geopolitycznych. Ich
cechą wspólną jest wskazywanie na rzekome zagrożenia dla polskiej
niepodległości, płynące ze strony jednego lub obu naszych wielkich sąsiadów
(Niemiec i Rosji). Tworzony obraz Polski „w kleszczach” niemiecko-rosyjskich
stał się wygodnym i – niestety – skutecznym narzędziem kształtowania (czyt.psucia) polityki wewnętrznej oraz
zewnętrznej RP.
Brak trzeźwego
oglądu kategoriami wielkoprzestrzennymi i długookresowymi jest wynikiem
przyjęcia – zdaniem autora – przeciwnej polskiej racji stanu – acz bardzo
konsekwentnie realizowanej, polityki ścisłego sojuszu polityczno-militarnego ze
Stanami Zjednoczonymi. Zupełnie na odwrót starej, naczelnej zasady geopolityki,
której przypominania nigdy dość: „przeciwników szukaj daleko, sojuszników
blisko”.
Współcześnie jednym
z czołowych zagranicznych propagatorów kodu geopolitycznego, zawartego w
stwierdzeniu: „Polska w uścisku Niemiec i Rosji” , jest amerykański geopolityk
i szef ośrodka analitycznego STRATFOR, przywołany już wyżej, George Friedman. W
swoim wystąpieniu w Carnegie Council w styczniu 2009 r. mówił m.in. „jeśli spytasz Polaka, czy woli Rosjanina,
czy Niemca, on odpowie: Amerykanina. Poprzednio był to Francuz. Oni wolą
kogokolwiek innego”[8].
Wybór scenariusza, podsuwanego przez suflerów zza Atlantyku, prowadzi do
przyjęcia przez nasz kraj roli „kontynentalnego szlabanu”. Ustawia nas w
konfrontacji z największymi potęgami geostrategicznymi Europy. Żadne relacje, z
największym nawet mocarstwem świata, nigdy nie zrekompensują fatalnych
stosunków z najbliższymi, silniejszymi od nas sąsiadami. A warto przy tym
zauważyć, że Stany Zjednoczone są krajem, z którym wiążą nas nieduże obroty
handlowe i trudno pod tym kątem uznać
ten kraj za strategicznego partnera RP, w odróżnieniu choćby od Niemiec czy
Rosji (tab. 1.)
Usilne forsowanie
przez Waszyngton sztucznej alternatywy: „albo sojusz z USA, albo podział przez
Niemcy i Rosję” jest typowym graniem na polskich nastrojach i historycznych
kompleksach oraz wykorzystywaniem nieznajomości podstaw uprawiania geopolityki
przez polskie elity. Polityka pozycjonowania Warszawy w opozycji do Berlina i
Moskwy skończyć się musi tragicznie.
Charakterystycznym
przykładem wdrażania szkodliwego „syndromu postmocarstwowego” w polskiej
polityce zagranicznej jest tzw. „Partnerstwo Wschodnie”. Zamiast koncentrować
się na realnej modernizacji krajów nim objętych, stało się niepostrzeżenie
instrumentem awanturniczej polityki, mającej na celu integrację części obszaru
poradzieckiego i zwróceniu go przeciw Rosji. Temu samemu celowi ma służyć
nawiązywanie relacji z Białorusią, w oderwaniu od stosunków z Rosją, co jest
jawnym anachronizmem. Relacje z Mińskiem, należy każdorazowo rozpatrywać przez
pryzmat relacji z konfederacją, jaką jest Państwo Związkowe Rosji i Białorusi
(PZRB).
Nieodłączną częścią
promocji takich i podobnych mitów jest upowszechnianie w tzw. wiodących mediach
(mainstream) szkodliwego obrazu
naszych wschodnich partnerów. Określenie PZRB prawie zupełnie zastąpił
nieuprawniony akronim „ZBiR”, który nie ma swojego lingwistyczno-prawnego
desygnatu. Pozwala za to na przemycenie i utrwalenie w (pod)świadomości opinii
publicznej negatywnego obrazu: Rosja + Białoruś = „zbir”, czyli wróg. W ten
sposób otrzymuje się obraz naszych wschodnich sąsiadów jako „złoczyńców”,
„barbarzyńców”, czy po prostu geopolitycznych rywali, nie zaś potencjalnych
sojuszników.
Geopolityczne
uzależnienie Warszawy od Waszyngtonu dotyka także sfery informacyjnej. Dobrą
ilustracją tego faktu jest choćby zamówienie dla polskiego MSZ zewnętrznej bazy
danych w zakresie międzynarodowych stosunków politycznych i gospodarczych
(„Analityczna baza danych nr 1”)
od amerykańskiego potentata informacyjnego Economist Intelligence Unit.
Kierownictwo polskiego resortu chciało, aby materiały były przygotowywane przez
„niezależnych ekspertów” i „rozwiniętą sieć współpracowników”. Kiepsko to
jednak świadczy o polskich, rządowych ośrodkach analitycznych, skoro Biuro
Archiwum i Zarządzania Informacją MSZ stwierdza, że jedyną instytucją, który
sprosta wymogom informacyjnym polskiego ministerstwa jest nowojorska firma[9].
Trudno odpowiedzieć
na pytanie, dlaczego w państwowych ośrodkach analitycznych nie są wyciągane
właściwe wnioski z obserwacji „zwrotu kontynentalnego”, jaki dokonuje się w
geopolityce europejskiej. Jest to problem złożyny, warto jednak zauważyć, że
kierunek pisania wielu analiz z zakresu stosunków międzynarodowych jest kopią
wizji świata, kreowanej za Atlantykiem. Stanowi to bardzo niebezpieczną formę
oszukiwania rzeczywistości.
Strategicznym
partnerem dla Warszawy nie jest ani Waszyngton, ani Kijów. Są nimi Berlin i
Moskwa. Z tymi stolicami Polska powinna zacieśniać relacje na wszelkich
możliwych płaszczyznach, od politycznej i militarnej, po gospodarczą i
kulturalną. Należy odejść od szkodliwych stereotypów i retoryki o Polsce „w
kleszczach Rosji i Niemiec”, jak również od fałszywych stwierdzeń o
strategicznym partnerstwie Kijowa i Warszawy.
Trójkąt Kaliningradzki – Kaliningradzka Strefa
Bezpieczeństwa
Istotnym postępem w
relacjach Polski z naszymi najważniejszymi sąsiadami było zeszłoroczne wspólne
posiedzenie Sejmu RP i Dumy FR (27 maja 2010 r.), oraz tegoroczne wspólne
posiedzenie trzech izb niższych parlamentów Polski, Niemiec i Rosji w
Kaliningradzie (21 lutego 2011 r.). To ostatnie spotkanie powinno stać się
zalążkiem regionalnego forum współpracy, ściślejszego forum współpracy,
ochrzczonego już przez niektóre środowiska polityczne mianem Trójkąta
Kaliningradzkiego (analogia do m.in. Trójkąta Weimarskiego)[10].
Kaliningrad jest
bardzo dobrym miejscem na rozpoczęcie nowego rozdziału sąsiedzkiej historii.
Miasto – symbol, w przeszłości we władaniu każdego z trzech krajów, może stać
się doskonałym symbolem pojednania trzech narodów: polskiego, niemieckiego i
rosyjskiego.
Polska powinna podążać
drogą pojednania z sąsiadami, na wzór pojednania francusko-niemieckiego i
niemiecko-rosyjskiego. Warto zastanowić się, czy do Polsko-Rosyjskiej Komisji do
Spraw Trudnych nie zaprosić partnerów niemieckich i francuskich, w charakterze
doradców, lub obserwatorów.
Trójkąt Kaliningradzki
powinien stać się początkiem nowego etapu budowania partnerstwa regionalnego.
Polska, Niemcy i Rosja powinny dążyć do utworzenia Kaliningradzkiej Strefy
Bezpieczeństwa, regionalnego forum dyplomatyczno-militarnego, którego głównymi
zadaniami powinno wypracowywanie szczegółowych rozwiązań w zakresie współpracy
transgranicznej, profilaktyki antyterrorystycznej, czy bezpieczeństwa
energetycznego. Osiągnięcia te w
przyszłości będą mogły także procentować w procesie integracji Unii
Europejskiej i Unii Eurazjatyckiej. W obręb tej strefy można w przyszłości
włączyć inne państwa regionu.
Nowa struktura
współpracy powinna się zatem przede wszystkim koncentrować na takich
szczegółowych polach jak:
·
liberalizacja reżimu wizowego,
·
uproszczenie procedur readmisji,
·
intensyfikacja współpracy ośrodków naukowych (w tym
naukowo-technicznych przemysłu zbrojeniowego),
·
realizacja wspólnych programów zbrojeniowych (np.
stworzenie wspólnego systemu obrony powietrznej),
·
stymulowanie rozwoju wymiany handlowej,
·
implementacja nowych reguł i systemów regulacji dla
biznesu,
·
prawne ułatwienia dla inwestycji między UE a Rosją (m.in.
uregulowanie spraw związanych z zamówieniami publicznymi, ochroną konkurencji,
ochroną własności intelektualnej),
·
intensyfikacja współpracy przygranicznej,
·
wspólne dążenie do zwiększenia konkurencyjności
gospodarek państw członkowskich,
·
praca nad standaryzacją produkcji wybranych towarów,
·
pogłębienie współpracy w zakresie zwalczania
przestępczości transgranicznej (handel narkotykami, „żywym towarem”, zwalczanie
prania „brudnych pieniędzy”, itp.)
·
wspólna ochrona przed zagrożeniem terrorystycznym i
proliferacją BMR.
·
Stworzenie wspólnej strefy bezpieczeństwa energetycznego.
Państwa Trójkąta
powinny zacząć ściśle współdziałać w zakresie walki z zagrożeniami
asymetrycznymi (włącznie z powołaniem wspólnego centrum antyterrorystycznego).
Warto pomyśleć o stworzeniu wspólnej wielonarodowej jednostki wojskowej, o czym
jeszcze poniżej. Stworzenie Kaliningradzkiej Strefy Bezpieczeństwa pozwoliłoby
Polsce na pełnienie roli geopolitycznego łącznika między Wschodem i Zachodem
kontynentu.
W tym kontekście
warto, aby Warszawa nie tylko starała się przyspieszyć proces objęcia Obwodu
Kaliningradzkiego unijnymi przepisami o ruchu przygranicznym, ale także stała
się adwokatem sprawy ruchu bezwizowego między Unią Europejską, a powstającą
Unią Eurazjatycką. Trójkąt Kaliningradzki może stać się prawdziwą awangardą
dążeń ku pełnej integracji kontynentalnej.
Jednym z ważniejszych
obszarów współpracy państw Trójkąta powinna być problematyka bezpieczeństwa
energetycznego. W tej sprawie Polska popełniła szereg istotnych błędów i
zaniechań. Jednym z nich było kurczowe trzymanie się roli adwokata Ukrainy,
podkradającej gaz eksportowany do Europy. Odpowiedzią na próbę prowadzenia
przez Warszawę polityki mocarstwowej, włącznie z budową swojej strefy wpływów w
regionie, była budowa Nord Stream[11]. Mimo takich skutków prowadzenia fatalnej polityki zagranicznej,
dodatkowym błędem Warszawy był brak jakiejkolwiek próby włączenia PGNiG do
konsorcjum tworzonego przez E.ON
Ruhrgas, BASF, Gazprom i N.V. Nederlandse Gasunie.
Należy podkreślić, że
– z punktu widzenia geopolityki – najpełniejszą formą zapewnienia
bezpieczeństwa energetycznego dla Polski jest utrzymywanie przez Warszawę
przyjaznych, dobrosąsiedzkich stosunków z Berlinem i Moskwą, pogłębionych dwu-
i trójstronnymi umowami w zakresie współpracy gospodarczej, politycznej,
wojskowej oraz kulturalnej.
Warto rozważyć pomysł,
aby gospodarczym uzupełnieniem Trójkąta Kaliningradzkiego, byłoby doprowadzenie
do prawnej możliwości rewersu w magistrali przesyłowej „Jamał-Europa”. Chodzi o
możliwość odwrócenia kierunku przepływu gazu. Dawałoby to możliwość kupowania
rosyjskiego gazu z Niemiec, od spółki Wingas (przyszły odbiorca gazu z
rurociągu Nord Stream). Teoretycznie istnieje możliwość nawet trzykrotnego
rewersu, bowiem „Jamałem” może popłynać nawet 30 mld m sześc. gazu, podczas gdy
Polska importuje zaledwie ok. 10 mld m sześc. błękitnego paliwa. Przy okazji
warto rozważyć projekt demonopolizacji polskiego rynku paliwowego, który
pozwoliłby na obniżenie cen paliw w naszym kraju.
Jednym z
przyszłościowych wspólnych projektów w ramach Kaliningradzkiej Strefy
Bezpieczeństwa powinno stać się powołanie polsko-niemiecko-rosyjskiego
konsorcjum (na wzór Nord Stream),
które zajęłoby się poszukiwaniem, wydobyciem i dystrybucją gazu łupkowego w
Europie Centralnej. Konsorcjum energetyczne Trójkąta Kaliningradzkiego pozwoli
na stworzenie odpowiedniego lobbingu dla tego przedsięwzięcia na forum Unii
Europejskiej, także zapewni odpowiedni poziom technologiczny oraz niezbędną
osłonę geostrategiczną.
Ciekawym pomysłem na
rozwój dobrosąsiedzkich kontaktów i zacieśnienie relacji między krajami
Kaliningradzkiej Strefy Bezpieczeństwa jest propozycja, jaką wysunął we
wrześniu ubiegłego roku Wiktor Jakunin, prezes Kolei Rosyjskich (RŻD). Wskazał
na przyszłe perspektywy budowy magnetycznej linii kolejowej (maglev), łączącej
Berlin z Moskwą (przez Warszawę i Mińsk).
Maglev (skrót od:
magnetyczna lewitacja) jest systemem transportu kolejowego, w którym pociągi są
napędzane układem elektromagnesów. Pociąg jest unoszony (nie ma kontaktu z
torami) dzięki polu magnetycznemu, przez co eliminowane jest tarcie. Dzięki
temu jest szybszy i cichszy.
Trasę ze stolicy
Niemiec do stolicy Rosji maglev pokonywałby w 3,5 godziny![12] Kolej magnetyczna Berlin-Moskwa jest olbrzymią szansą także dla Warszawy.
Polska wzbogaciłaby się o infrastrukturę na miarę XXI wieku, otrzymując
doskonałe połączenie z naszymi najważniejszymi partnerami. W przyszłości ważną linią do budowy powinno
stać się połączenie Berlin-Kaliningrad-Sankt Petersburg. Warto będzie także
wybudować szybką magistralę kolejową Warszawa – Kaliningrad.
W zakresie współpracy
militarnej warto dążyć także do ścisłej kooperacji koncernów zbrojeniowych
Polski, Niemiec i Rosji. Niewypałem należy nazwać współpracę wojskową RP ze
Stanami Zjednoczonymi. Dobrym przykładem bezużytecznej pomocy amerykańskiej jest
przekazanie Polsce dwóch fregat rakietowych typu Oliver Hazard Perry
(„rakietowych” tylko z nazwy). Koszt ich pozyskania i wdrożenia do służby i
eksploatacji wyniósł ponad 350 mln zł (wraz ze śmigłowcami pokładowymi Kaman
SH-2G PZ). Sam koszt transferu to 55,5 mln USD. Na usługi
serwisowe w stoczniach amerykańskich wydaliśmy ponad 10 mln USD. Oba
okręty nadają się do generalnego remontu (powinny być wycofane ze służby
najpóźniej w 2015 r.), którego koszt wyniósłby ponad 200 mln USD (!)[13].
Sztandarowy projekt
modernizacyjny Sił Powietrznych RP, związany z zakupem amerykańskich samolotów
F-16 był decyzją polityczną i jest perpektywicznie całkowicie nieopłacalny.
Realną modernizację zapewniłby naszym siłom zbrojnym udział w programie Eurofighter i dokonanie dzięki temu
skoku technologicznego.
Już dziesiąty rok trwa
– niekończąca się – budowa jednej korwety („Gawron”, proj. 621) w rodzimej
stoczni. Całkowity koszt realizacji tego projektu wyniesie ok. 1,5 mld zł,
czyli przekroczy sześciokrotnie cenę planowaną. Nikt już chyba nie ma złudzeń
co tego, że na dziś realnym planem ratunkowym dla tonącej Marynarki Wojennej RP
są zamówienia w stoczniach niemieckich. Za powyższą kwotę polska flota mogłaby
zamówić kilka okrętów podobnej klasy, otrzymawszy je w czasie o połowę
krótszym.
Ścisła kooperacja z
koncernami niemieckimi, rosyjskimi i włoskimi pozwoliłaby na dostarczenie
naszym siłom zbrojnym nowoczesnych samolotów szkolno-bojowych (LIFT),
inwestycję w kolejny skok technologiczny w Siłach Powietrznych, czyli projekty
europejskich samolotów bezzałogowych, zakup śmigłowców dla Wojsk Lądowych, Sił
Powietrznych, Marynarki Wojennej i Wojsk Specjalnych oraz stworzenie – w
oparciu o rodzimy przemysł – nowoczesnego systemu obrony powietrznej.
Regionalne Centrum Antyterrorystyczne – projekt
Rozszerzenie
regionalnej współpracy w zakresie polityki bezpieczeństwa powinno objąć w
przyszłości także Włochy i Turcję, dwa silne, newralgicznie położone kraje.
Rzym oddziałując strategicznie na Adriatyk, Morze Śródziemne i Bałkany, Turcja
zaś na Morze Czarne i wschodnią część Morza Śródziemnego zabezpieczają
stabilność regionu ABC. Sojusz z Ankarą
dodatkowo otwiera nowej Europie drzwi do Bliskiego Wschodu oraz stanowi
doskonałą okazję do wzmocnienia relacji ze świeckim, stabilnym i przewidywalnym
państwem muzułmańskim. Powstała w ten sposób regionalna pentarchia pozwoli na
zapewnienie pokoju i równowagi politycznej między basenem Morza Śródziemnego i
Czarnego, a morzami Północnym i Bałtyckim.
W ramach nowego
sojuszu militarnego warto stworzyć Regionalne Centrum Antyterrorystyczne, do
którego zadań należeć powinno:
·
wspomaganie międzypaństwowych procesów decyzyjnych w
razie realnego zagrożenia atakiem terrorystycznym,
·
koordynacja międzypaństwowych działań
operacyjno-rozpoznawczych w zakresie zwalczania terroryzmu,
·
zadania analityczno-informacyjne, pozwalające na
dostarczaniu strukturom państwowym krótko- i długookresowych prognoz i analiz
związanych z zagrożeniem terrorystycznym, udział w opracowywaniu procedur
regionalnego reagowania kryzysowego oraz wsparcia po ewentualnym zamachu.
·
monitoring poziomu stabilności państw regionu; mediacja w
razie sytuacji kryzysowych, pomoc w uregulowaniu ew. konfliktów.
Integralną częścią
nowego sojuszu powinno być sformowanie wielonarodowego związku taktycznego
(taktyczno-operacyjnego), opartego głównie na formacjach powietrznodesantowych
i desantowo-szturmowych oraz specjalnych. W interesie Polski jest, aby
dowództwo takiej struktury umieść w Krakowie. Jest to doskonała lokalizacja,
mająca takie atuty jak rozbudowana infrastruktura administracyjno-sztabowa 2
Korpusu Zmechanizowanego, fakt, iż 2 KZ nie jest „korpusem natowskim” (na czas
„W” nie zostaje podporządkowany dowództwu sojuszniczemu), lokalizacja Dowództwa
Wojsk Specjalnych, 8. Bazy Lotnictwa Transportowego oraz Krakowski Węzeł
Kolejowy.
Ukraina – strategiczny partner Polski?
Jednym z najbardziej
szkodliwych kodów geopolitycznych, kreujących polską politykę zagraniczną po
1989 r. stało się stwierdzenie, podniesione wręcz do rangi dogmatu: „nie ma
wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”. Mit o
współzależności interesów, czy nawet wolności, oba krajów słychać zarówno w
Warszawie, jak i Kijowie[14] i jest on zresztą ochoczo podsycany i utrwalany przez amerykańskich
teoretyków stosunków międzynarodowych jak George Friedman, czy Zbigniew
Brzeziński.
Kijów jest dla
Warszawy marginalnym partnerem gospodarczym. Porównajmy wskaźniki. Ukraina
znajduje się obecnie na 17. miejscu
wśród partnerów handlowych Polski (1,78 proc).
Polska zajmuje dopiero
12. miejsce na liście największych inwestorów zagranicznych na Ukrainie (945,6
mln USD). Dla porównania Niemcy mają udział 15,6%, Holandia – 10,1%, a Rosja –
7,2. Ukraina znajduje się dopiero na 19. miejscu wśród głównych dostawców
towarów do Polski[15].
W
kontekście rokowań integracyjnych Kijowa z Brukselą trudno wyobrazić sobie w UE
kraj, który po 1991 r. wybudował ponad tysiąc pomników i tablic pamiątkowych
poświęconych nazistowskim zbrodniarzom wojennym z Ukraińskiej Powstańczej Armii
(np. Stefan Bandera czy Roman Szuchewycz) i jednostki SS Galizien. Dopóty dopóki na Ukrainie trwa nieustanna gloryfikacja
sprawców ludobójstwa na Polakach (zbrodnia wołyńska), a jej sprawcy są
podnoszeni do rangi „bohaterów narodowych”, państwo to nie powinno być
traktowane jako partner ani przez Warszawę, ani Brukselę. Szowinizm ukraiński
stanowi jeden z czynników zagrożenia w regionie i stanowi barierę w integracji
europejskiej.
Z
punktu widzenia całej Unii Europejskiej i bezpieczeństwa energetycznego
kontynentu nie wolno także zapominać o wydarzeniach z początku stycznia 2009
r., kiedy Ukraina dokonała kradzieży 50 milionów metrów sześciennych gazu (tego
połowę stanowiły dostawy dla różnych krajów UE)[16].
Ukraina jest państwem
niestabilnym, któremu grozi widmo państwa upadłego. Od początku swojego istnienia
jako kraj niepodległy (1991) przeżywa katastrofę demograficzną. Obecnie z
oficjalnych danych wynika, że mieszka tam ok. 45,7 mln ludzi[17]. To prawie pięć milionów mniej niż w roku 2000. Prognozy mówią, że w roku
2015 r. obywateli Ukrainy będzie już tylko ok. 43 mln, w 2025 r. – 39,5 mln,
zaś w połowie tego wieku jedynie 29,9 mln[18].
Państwo to jest
poważnie podzielone wewnętrznie, językowo, religijnie, etnicznie, pod względem
rozwoju gospodarczego. Można właściwie mówić o dwóch narodach ukraińskich wschodnim
i zachodnim. Warto także pamiętać o ponad 17 mln Rosjan, będących obywatelami
Ukrainy. Niepewny jest status prawny ukraińskich granic, spór o Wyspę Wężową
stanowi casus ich ewentualnej rewizji[19]. Nie dziwi zatem fakt, że na Zachodzie kreślenie scenariuszy rozpadu
Ukrainy nie jest tematem tabu, tylko częścią publicznej dyskusji licznych
środowisk, także naukowych. Włoskie prestiżowe czasopismo geopolityczne „Limes”
w czerwcu 2008 r. przedstawiło propozycje podziału Ukrainy na trzy części[20]. W lutym 2010 r. Ethan S. Burger z Georgetown University Law Center w głośnym artykule
pt. Czy podział może rozwiązać problemy
Ukrainy? zastanawiał się nad perspektywa defragmentacji tego państwa[21]. A ostatnio nawet na samej Ukrainie w tak poważnych
mediach jak „Ukraińska Prawda” rozważane są alternatywy rozpadu tego kraju[22].
Błędem jest
twierdzenie, że Rosji zależy na podziale Ukrainy. W głęboko pojętym rosyjskim
interesie geopolitycznym jest zachowanie integralności terytorialnej tego
państwa. Podobnie jak w geopolitycznym interesie Cesarstwa Rosyjskiego było
zachowanie odrębnego bytu politycznego I Rzeczypospolitej. Historia ma jednak
to do siebie, że czasem płata figle nawet geopolityce… Warto wziąć to pod uwagę
analizując geopolityczną przyszłość naszego regionu. W każdym razie przyszłość
Ukrainy rozstrzygnie się w Berlinie i Moskwie. Z punktu widzenia
geopolitycznego najbardziej optymalnym wyjściem dla Kijowa na dziś jest
przystąpienie do Unii Eurazjatyckiej. Jest to najpewniejsza szansa na
zachowanie całości terytorialnej tego państwa.
Unia Eurazjatycka
3 października br.
premier Władimir Putin na łamach „Izwiestii” ogłosił, że z dniem 1 stycznia
2012 r. powstanie Wspólny Obszar Gospodarczy, obejmujący Federację Rosyjską,
Białoruś i Kazachstan. Realną podstawę ku temu stworzyła Unia Celna, obejmująca
trzy ww. kraje, która weszła w życie w lipcu br. Obie te struktury integracyjne
stanowić mają wprowadzenie do powstania Unii Eurazjatyckiej (UEA)[23]. Jest to wyraźny krok naprzód w integracji pankontynentalnej i naturalna
konsekwencja ewolucji i wyciągania doświadczeń z funkcjonowania WNP, OUBZ, czy
EaWG.
Nowy podmiot
geopolityczny stanie się jednym z
najważniejszych ośrodków siły na świecie, obok m.in. Unii Europejskiej, ChRL,
USA, ASEAN. Jego powierzchnia wynosić będzie 20 007 860 km², liczba
ludności zaś ok. 168 mln. UAE powinna zainaugurować swoje funkcjonowanie w 2013
r.[24]
Obok niezwykle
istotnych czynników gospodarczych, jakie stoją u podstaw stworzenia UEA, warty
podkreślenia jest fakt, że planowana jest także szeroka współpraca w zakresie
wzmocnienia bezpieczeństwa państw członkowskich nowej wspólnoty. Ma powstać
m.in. wspólna przestrzeń obronna, której centrum znajdować się będzie w
Moskwie, stworzone mają być wspólne siły zbrojne i powstać ma wspólne centrum
rozbrojenia jądrowego. Włączenie do UEA Kazachstanu powinno się ponadto walnie
przyczynić do wzmocnienia suwerenności ideologicznej nowej unii.
Unia Europejska + Unia Euroazjatycka =
Związek Europy
Postawą do pogłębionej współpracy Unii Europejskiej i Unii Eurazjatyckiej
powinno stać się stworzenie wspólnego kontynentalnego rynku. Już dziś
partnerstwo Rosji, Niemiec i Francji stanowi bardzo pozytywny element dialogu
ogólnoeuropejskiego[25]. Jednak naczelnym wyzwaniem
integracji pankontynentalnej powinno być stworzenie wielkiego obszaru
bezpieczeństwa i pokoju. Tylko wówczas stanie się możliwa
demilitaryzacja polityki europejskiej.
W zeszłym roku rosyjski analityk i politolog prof. Siergiej Karaganow w swoim głośnym artykule pt. Związek Europy: ostatnia szansa bardzo trafnie wskazał na szereg wspólnych
interesów Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej, postulując stworzenie
konfederacji obu podmiotów, którą nazwał Związkiem Europy[26]. O wiele jednak korzystniejszym wariantem dla zjednoczonej Europy będzie
jeszcze szersza integracja, nie tylko z Rosją, ale i całą Unią Eurazjatycką.
Nie ulega wątpliwości,
że przed konfederacją pankontynentalną (Wielką Europa, czy też Związkiem Europy
– nazwa jest sprawą trzeciorzędną) stoi szereg wyzwań, którym oba podmioty (UE i UAE) samodzielnie nie są w
stanie podołać. Wspólnym dążeniem powinno być stworzenie Paneuropejskiej Strefy
Bezpieczeństwa, Wolności i Sprawiedliwości. Współpraca powinna rozpocząć się od
„najmniej politycznych” sfer związanych z nauką, edukacją, kulturą, by
stopniowo przejść do sfery gospodarczej, a następnie politycznej i militarnej.
Bardzo istotnym
wyzwaniem dla Związku Europy powinna być modernizacja polityczna, rozumiana
jako głęboka reforma, usprawnienie i poprawa jakości funkcjonowania instytucji
państwowych. Powinna ona być ściśle powiązana z modernizacją gospodarczą. W tym
kontekście Związek Europy można rozumieć także jako ponadnarodowe Porozumienie
dla Modernizacji.
Najważniejsze cele i
pola integracji Związku Europy to m.in.
·
strefa wolnego handlu;
·
wspólny system przepisów celnych i wspólnego systemu
regulacji taryf;
·
swoboda przepływu ludzi, towarów i kapitału;
·
pankontynentalny system transportowy, wraz z niezbędną ku
temu infrastrukturą (pankontynentalna autostrada i infostrada, magistrala kolei
magnetycznej Lizbona-Władywostok);
·
wspólny rynek energii (integracja polityki
energetycznej);
·
europejski system obrony powietrzno-kosmicznej;
·
integracja wiodących centrów naukowo-badawczych i
rozpoczęcie wielkich projektów naukowo-technicznych, opartych na najlepszych
kadrach kontynentu;
·
europejski program eksploatacji zasobów naturalnych
Arktyki i Antarktydy;
·
europejski program kosmiczny;
·
wspólny system nawigacji satelitarnej;
·
równe prawa w zakresie edukacji i opieki zdrowotnej od
Atlantyku do Pacyfiku;
·
wspólna waluta;
·
wspólna przestrzeń prawna;
·
ochrona środowiska naturalnego;
·
związkowe siły odpowiedzi zbrojnej;
·
ochrona związkowej cyberprzestrzeni;
·
walka z terroryzmem, przestępczością transnarodową i
proliferacją BMR.
Integracja kontynentu
europejskiego od Lizbony po Władywostok pozwoli na rozszerzanie strefy bezpieczeństwa,
stabilizacji, wolności i dobrobytu. Stanie się gwarantem pokoju na
olbrzymim obszarze ok. 25 mln km kw. i z populacją liczącą ok. 700 mln ludzi.
Powstanie największy ośrodek siły na Ziemi zarówno pod względem terytorium, jak
i potencjału gospodarczego oraz czołowy „technobiegun”, wytyczający nowe drogi
rozwoju cywilizacyjnego.
Podsumowanie
Autor jest przekonany,
że młode pokolenie Polaków, wzrastające już w nowym otoczeniu geopolitycznym,
jest wolne od dwudziestowiecznych przesądów i mitów. Potrafi myśleć
samodzielnie, dalekie jest od demonizowania geopolityki, jak i zastępowania
polityki realnej myśleniem życzeniowym, mitami, czy historycznymi
uprzedzeniami. Pozwala to mieć nadzieję, że jako Polska, mamy olbrzymią szansą
na odwrócenie dziejowej bessy. Czas
rozpocząć nową drogę…
Leszek Sykulski –
prezes Instytutu Geopolityki w Częstochowie (www.geopolityka.org.pl)
Artykuł został
opublikowany w biuletynie „Geopolityka” nr 3/2011
Pełna wersja artykułu dostępna jest poniżej:
http://www.geopolityka.org.pl/images/geopolityka_2011_nr_3.pdf