Ponowoczesność charakteryzuje się wieloma wewnętrznymi sprzecznościami. W świecie ponowoczesnym wolność urosła do naczelnej zasady życia społecznego. Wyemancypowani obywatele i konsumenci czują się niemalże panami świata. Jednocześnie świat podbija duch militaryzmu. Duch uniformizaji i subordynacji bierze w swoje posiadanie coraz większe rzesze ludzi. Współczesny człowiek staje się nowoczesnym żołnierzem: „żołnierzem gospodarki” (Wirtschaftssoldat).
Takimi właśnie „Wirtschaftssoldaten” są Niemcy. Przeciętny Niemiec ma dwa podstawowe obowiązki wobec swojego państwa: pracy (produkowania) i konsumpcji. Pracy i konsumpcji podporządkowane jest – w wielu przypadkach nawet – całe jego życie. Niemiecki cud gospodarczy ma swoje korzenie między innymi w totalnej mobilizacji narodu niemieckiego do poświęcenia całej jego energii życiowej właśnie produkcji i konsumpcji.
Napędzanie konsumpcji jest niezbędne do napędzania produkcji. Wypromowanie nowego – konsumpcyjnego stylu życia stało się więc kluczem do tego, by niemiecka produkcja mogła iść pełną parą. Rozwojowi niemieckiej gospodarki zostało podporządkowane niemalże wszystko. Nie może więc dziwić, że symbolem powojennej niemieckiej tożsamości narodowej stała się narodowa waluta, czyli marka.
Zacznijmy od niemieckiej szkoły. Niemiecka szkoła produkuje masę, niemającą podstawowej wiedzy na temat historii (nawet samych Niemiec), literatury, sztuki, itd. Jest to działanie w stu procentach celowe. Po co pracownikowi i konsumentowi taka wiedza? To balast, który „zaśmieca” głowę. Ale to nie wszystko. Człowiek, któremu bliska byłaby idea conditio humana, jeszcze zacząłby zadawać sobie niebezpieczne dla systemu pytania. Np. o sens życia (inny niż konsumpcja), o istnienie Boga (innego niż demokracja i prawa człowieka), wolność (inną niż tę polegającą na wyborze między dobrami konsumpcyjnymi), odpowiedzialność moralną (która jest czymś innymi niż przestrzeganie przepisów prawa stanowionego). Na dodatek, może jeszcze wyrobiłby sobie gust estetyczny i tym samym „sztuka” masowa by go nie zadowalała! A przede wszystkim: stałby się indywidualistą, który nie byłby skłonny do całkowitego podporządkowania się systemowi.
Niemiecka szkoła skutecznie więc chroni swoich „klientów” przed myśleniem. System nie lubi jednostek myślących, bo one zadają za dużo pytań i generalnie szukają dziury w całym. Jednocześnie ochrona ta jest niezwykle skuteczna. Jak to kiedyś ktoś mi powiedział, na lekcjach historii przerabiał tylko wszystkie rewolucje oraz narodowy socjalizm, ale za to – nauczył się myśleć. Nie mając żadnej wiedzy historycznej, nauczył się właśnie „myśleć”... „Myślenie” nowoczesnego żołnierza polega jednak na zwykłym mądrzeniu się. Jego podstawą jest całkowita ignorancja, gdyż tylko ten, kto nie posiada żadnej wiedzy, nie zna swoich własnych ograniczeń. (Każdy, kto ma jakąkolwiek wiedzę, zna także jej granice).
Zadaniem uczelni wyższych natomiast jest produkacja tzw. Fachidioten (Fach – specjalizacja, zawód, Idiot – idiota). Fachidiot to najwyższej klasy specjalista w danej dziedzinie, który nie posiada dosłownie żadnej wiedzy ogólnej. Fachidiot będzie znał wszystkie publikacje naukowe dotyczące jego specjalności, ale nie będzie np. znał takich pojęć jak Karolingowie, faryzeusze albo benedyktyni. Fachidiot nie zadaje sobie żadnych pytań egzystencjalnych. On nawet nie wie, że takowe istnieją... Tym samym, całą swoją życiową energię może poświęcić temu, co kocha najbardziej, czyli swojej pracy.
Praca jest pierwszą miłością dla wielu Niemców, szczególnie tych lepiej wykształconych. Pracy podporządkowują wszystko: życie prywatne, zdrowie, moralność. Są wyjątkowo mobilni: jeśli firma zażąda przeprowadzki do innego miasta czy nawet państwa, mało kto odmówi. Nawet jeśli oznacza to opuszczenie środowiska, w którym dzieci mają kontakt np. z dziadkami. Ewentualnie, taki rodzic przeprowadzi się sam, a swoją rodzinę będzie odwiedzał w weekendy. „Fernbeziehungen”, czyli związki – a nawet rodziny na odległość to w Niemczech zjawisko zupełnie normalne. Wielu pozostaje singlami, bo na życie prywatne szkoda im czasu, ewentualnie rezygnują z posiadania dzieci. Są także europejskimi liderami w wyrabianiu nadgodzin. Nawet jeśli już wykonali swoją pracę, to i tak wypada zostać dłużej (bo co sobie szef pomyśli). Należy również zaznaczyć, że nie zadają sobie pytań o moralną kwalifkację swoich obowiązków zawodowych. W końcu są tylko wykonawcami poleceń płynących z góry (wyparcie pytań moralnych ze sfery ekonomiczno-państwowej jest charakterystyczne dla cywilizacji bizantyskiej, o czym pisał Koneczny).
Niemiecki świat pracy zdominowany jest przez średnie i duże korporacje, zorganizowane na militarną modłę. Jednostka zaczyna na dole rozbudowanej struktury hierarchicznej, po czym po kolejnych szczeblach kariery zawodowej pnie się w górę. W celu zrobienia kariery niezbędna jest pełna identyfikacja z firmą. Dla wielu staje się ona niemalże nową rodziną, a dla niektórych – jedyną wspólnotą, w ramach której egzystuje. Praca dla firmy daje jednostce poczucie własnej wartości, a nawet tożsamości. Stanowi to świetne warunki ku temu, by jednostka mogła stać się użytecznym narzędziem w rękach tych, którzy wiedzą, jak używać jej do realizacji celów firmy. Wystarczy np. celowo podkopać jej poczucie własnej wartości, by potem wzmocnić je poprzez przydzielenie nowego zadania, które jednak jest nie do końca etyczne: wola pracowników łamana jest w badzo wysublimowany sposób.
Wielu niemieckich pracowników jest prawdziwymi zakładnikami swoich firm. Lojalność w stosunku do pracodawcy zwiększa kredyt, który zaciągnęło się na jakiś cel (np. nadmierną konsumpcję). Ważną rolę odgrywa także dobre świadectwo pracy: niemieccy pracodawcy przywiązują do takich świadectw dość dużą wagę. Tak więc lepiej nie zadzierać z firmą, bo się odpłaci kiepskimi referencjami...
Dobre zarobki mają swoją cenę: prawdziwie żołnierskie podporządkowanie się firmie. I to kosztem życia rodzinnego i prywatnego, utraty zdrowia oraz naginania własnego sumienia. Tymczasem alternatywy dla tego systemu powoli zanikają. Niemieckie społeczeństwo rozpada się na wyższą sferę (Oberschicht) i prekariat (Unterschicht). Utrzymanie się w wyższej sferie wymaga zupełnego podporządkowania się systemowi. Ten, kto psychicznie nie jest zdolny do wojskowej dyscypliny, musi liczyć się z tym, że zasili szeregi prekariatu. Wielu bowiem nigdy nie zdecyduje się na założenie swojej własnej firmy. Do tego potrzebne są cechy charakteru, których Niemcy często nie mają: odwaga, samodzielność w podejmowaniu decyzji, kreatywność, poczucie niezależności. Wizja zasilenia szeregów prekariatu jest więc kolejnym czynnikiem wzmacniającym postawę lojalności w stosunku do firmy i w ogóle całego systemu.
W prawdziwie wojskowej dyscyplinie naród niemiecki nie tylko pracuje, lecz również konsumuje. Świat konsumpcji także charakteryzuje się wojskową strukturą hierarchiczną. Pozycja w hierarchii społecznej powiązana jest bowiem z mniejszym lub większym dostępem do dóbr konsumpcyjnych. Ludźmi, którzy na tej drabinie są niżej usytuowani, pogardza się, a tym, którzy są umiejscowieni wyżej, zazdrości. Konsumpcja stała się źródłem tożsamości, to ona daje jednostce poczucie, że jest cokolwiek warta. Wybór „przyjaciół” w dużej mierze powiązany jest z równymi możliwościami konsumpcji. W końcu relacje międzyosobowe coraz bardziej sprowadzają się właśnie do wspólnego konsumowania. Także i ten czynnik wzmacnia lojalność w stosunku do pracodawcy i systemu: utrata pracy to utrata możliwości konsumowania, co oznacza utratę „przyjaciół”.
Jednym z głównych kryteriów, według których można poznać status społeczny konsumenta, jest to, jak często może on sobie pozwolić na wyjście do restauracji. Zamożniejsi jadają „na mieście” kilka razy w tygodniu, biedota – raz w tygodniu, albo nawet raz na miesiąc, i to w restauracji McDonald’s. Wypasiony samochód także jest społeczną wizytówką konsumenta. Następnie duże mieszkanie (zazwyczaj wynajmowane), drogie meble oraz najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny.
Ale najważniejszy jest urlop. Dla Niemca urlop to świętość. W końcu to jego żołnierska przepustka: może opuścić koszary. Sposób spędzania urlopu zależy od jego osobistego wkładu w budowanie systemu: kto w hierarchii zawodowej osiągnął więcej, może sobie pozwolić na lepszy urlop. Lepszy – oznacza możliwość złożenia tyłeczka pod palmą na jakieś bardziej egzotycznej wyspie. „Żołnierzy szeregowych” stać tylko na Majorkę, „gwardia oficerska” może sobie pozwolić np. na Karaiby. Niemcy podróżują po całym świecie, tym samym napędzają nie tylko niemiecki, ale i światowy przemysł turystyczny. Urlop jest bardzo ważnym wydarzeniem w życiu Niemca: dostarcza mu wielu wrażeń, którymi żyje jeszcze przez wiele tygodni. Przede wszystkim ma o czym rozmawiać ze swoimi „konsumpcyjnymi” towarzyszami.
Do czystej konsumpcji sprowadzony także został seks. Szczególnie jeśli jest urozmaicony różnego rodzaju gadżetami, które rozprowadzane są przez popularną sieć sklepów Beate Uhse. Do tego dochodzi jeszcze turystyka seksualna, szczególnie wyprawy do Tajlandii. A jak nie seks, to alkohol: alkoholu w Niemczech pije się nie mniej niż w krajach, które tradycyjnie kojarzone są z alkoholizmem (oficjalnie w Niemczech alkoholików nie ma...).
Towarem czysto konsumpcyjnym stała się także żywność. Dużym wzięciem cieszą się oczywiście gotowe produkty, które wystarczy włożyć do mikrofali. W ten sposób można oszczędzić czas, który nowoczesny żołnierz przeznaczy na pracę i dalszą konsumpcję.
Czas wolny to także wellness, fitness, rower albo joga. Każda dziedzina sportu wymaga odpowiedniego stroju, sprzętu, czasopism i literatury fachowej. Czyli – raj dla producentów.
Niemiecki konsument pracuje dla niemieckiej gospodarki nawet podczas sprzątania mieszkania. Używanie zużytych podkoszulków jest dobre dla społeczeństw cywilizacyjnie niższych. Niemiec ma cały zestaw szczotek, szmat, płynów i proszków: specjalny zestaw do żaluzji, inny do kaloryfera, jak również wanny i zlewozmywaka.
A na temat niemieckiej kultury picia kawy można by napisać osobny artykuł. Wokół niej bowiem rozwinęła się już cała nowa gałąź przemysłu...
W ten to właśnie sposób produkcja może być utrzymywana na stałym poziomie. Niemiec, który konsumuje, przyczynia się do wzrostu gospodarczego niemieckiego państwa. Pracuje więc dla niego 24 godziny na dobę. Nawet jak śpi: bo śpi na specjalnie wyprofilowanym materacu, pod pościelą ze specjalnej antyalergicznej bawełny, itp. Niemieckiemu konsumentowi nie wolno pozostawać w tyle za innymi. Jeśli mu się coś takiego przydarzy, być może już nigdy nie nadrobi dystansu, jaki dzieli go od innych.
Cały system opiera się nie tylko na zaspokajaniu podstawowych potrzeb materialnych, lecz przede wszystkim – na wytwarzaniu nowych. To nic, że telewizor działa. Mimo wszystko należy się go pozbyć, bo sąsiad ma już lepszy! Tak zwany postęp gospodarczy polega na produkowaniu kolejnych dóbr, które szybko wyrzucane są na śmietnik. Czyli: zasadza się na ciągłym przejadaniu owoców własnej pracy. Nie dziwi więc, że Niemcy znajdują się w tyle za większością państw europejskich, jeśli chodzi o ilość mieszkanców posiadających nieruchomości. Jak podaje „Spiegel”, kwota posiadaczy nieruchomości w Niemczech to 42%, przy czym średnia europejska to ponad 60 %. (Dla porównania, we Włoszech albo Hiszpanii jest to 80%, za: http://www.spiegel.de/wirtschaft/0,1518,633636,00.html). Niemcy wynajmują mieszkania, mimo że mogliby sobie pozwolić na kupno własnego mieszkania czy nawet domu. Zaciągnięcie kredytu wiązałoby się jednak z koniecznością ograniczenia aktywności konsumpcyjnej, co miałoby ujemne skutki dla niemieckiej produkcji. Do tego dochodzi oczywiście ograniczenie mobilności zawodowej, związane z posiadaniem nieruchomości. Niemiec w końcu ma być żołnierzem, którym firma ma prawo w pełni rozporządzać.
W ten oto sposób rozmowy na tematy egzystencjalne zostały wyeliminowane nie tylko z życia publicznego, ale także prywatnego. To strata czasu i energii, które nowoczesny żołnierz powinien przeznaczyć na pracę i konsumpcję. Jeśli ma kaca moralnego, albo po prostu czuje się źle we własnej skórze, niech rzuci się w wir pracy i konsumpcji. Szybko zapomni o zmartwieniach. A jak i praca nie pomoże, to przecież są tabletki, które przemysł farmaceutyczny produkuje z troski o jego zdrowie i dobre samopoczucie.
System doskonale reprodukuje się. Wyparcie wszelkich pytań egzystencjalnych z życia człowieka sprzyja wzrostowi konsumpcji, a to wymaga pieniędzy. Konsument będzie więc dużo pracował, będzie też skłonny do całkowitego podporządkowania się systemowi.
Polscy konserwatyści powinni dokładnie przypatrzeć się niemieckiemu modelowi gospodarczemu. Poprzez UE dokładnie ten model narzucany jest narodowi polskiemu (na marginesie: polscy konsumenci także w dużej mierze pracują dla niemieckiej gospodarki. Ale nie tylko. Francja także odpowiednio zadbała o swoje interesy). Jaki więc model życia gospodarczego powinien być promowany w Polsce? Czy jego podstawą także powinna być ekscesywna konsumpcja, której zadaniem jest napędzanie produkcji? Jeśli tak, to polscy konserwatyści powinni zaprzyjaźnić się z demoliberalizmem, bo właśnie ta ideologia produkuje bezrefkleksyjnych konsumentów, czyli gospodarczych żołnierzy. To oni w pocie czoła konsumują, by produkcja mogła iść pełną parą! Jak się mówi A, to trzeba powiedzieć B.
A jeśli polskim konserwatystom demoliberalizm się nie podoba, to najwyższy czas, żeby zaproponowali jakiś alternatywny model gospodarczy.
W kręgach polskiej prawicy dyskusja na kwestie ekonomiczne ogranicza się do sporu między zwolennikami interwencjonalizmu państwowego oraz jego przeciwnikami. I to wszystko. Tym samym – w gruncie rzeczy najważniejsze pytanie o miejsce ekonomii w życiu społecznym narodu pozostaje nawet nietknięte, tak samo jak pytanie o definicję bogactwa i postępu ekonomicznego. Czy naród, który wszystko „przejada”, co wyprodukuje, jest bogaty? Najwyższy czas, żeby polska prawica postawiła sobie te właśnie pytania.
Magdalena Ziętek
[aw]