Czy czytujesz Konserwatyzm.pl?
Ostatnio nawet często, zwłaszcza komentarze... A mówiąc poważnie: oczywiście i to nie tylko artykuły mojego męża i Twoje. Przypominam, że byłam członkiem Klubu i szefową oddziału lubelskiego KZM w czasach, gdy niektórzy dzisiejsi strażnicy „czystości ideologicznej” za szczyt patriarchatu uważali wioskę Smerfów.
Bardzo dobrze, że istnieje miejsce, które pobudza do myślenia i pozwala na toczenie na poziomie sporów o rzeczy ważne, zamiast pisania „swoich do swoich o sobie”. Takich kółek wzajemnej adoracji i w internecie, i w realu jest już zdecydowanie za dużo i cieszę się, że Konserwatyzm.pl jest inny. Jeśli mogłabym tylko coś zasugerować, to preferowałabym (obok poruszania kwestii ideowych, czy historycznych) więcej tematów „z życia wziętych”, reportaży, tematyki społecznej, tekstów pokazujących jak te wszystkie szczytne zamierzenia i ideały funkcjonują, czy mogłyby funkcjonować w praktyce. Za mało jest także o kulturze, odrobina bardzo ciekawej poezji p. Tomasza Kostyły nie wystarczy. Za często za to mam wrażenie, że część autorów niby wie, że „kultura wysoka to dobrze”, ale np. opera to dla nich tylko taki duży budynek, a w ogóle to jest to sprawa dla sponsorów i prywaciarzy, którą „poważny polityk” nie ma się po co zajmować. Tymczasem parę dekad takiego myślenia o kulturze i potem nagle panowie nie wiedzą skąd się bierze pokolenie wyprane z tradycji, wrażliwości i zdolności myślenia twórczego. Ja akurat tą problematyką zajmuję się zawodowo, dlatego niestety wiem jak z ignorowania problemów kultury biorą się późniejsze (a właściwie teraźniejsze) problemy cywilizacyjne.
Jak Ci się podoba, jako kandydatce do Senatu z listy Polskiej Partii Pracy, Twój baner na katolicko-prawicowym Konserwatyzm.pl?
Mogłabym mieć ładniejsze zdjęcie... ;) Z drugiej strony, to nie mnie się ma podobać, tylko wyborcom, o to przecież chodzi w wyborach? Przy tej okazji przypomina mi się, jak kiedyś mój mąż wyjaśniał mi, że w „Playboyu” najbardziej lubi felietony Korwin-Mikkego, jakoś wtedy zwolenników JKM nie raziło, że ich idol sąsiaduje z gołymi tyłkami, a teraz wzięli się za cenzurę? Rozmawiajmy poważnie, kandyduję do Senatu, bo (jak uważam) mam coś do powiedzenia w kilku ważnych kwestiach: na temat kultury, spraw społecznych, problemów rodzin wielodzietnych, a także bzdur i fałszów oplatanych w kampaniach wyborczych przez zawodowych krętaczy. Tak to już dziwnie jest, że z jednej strony niby wszyscy wiedzą, że politycy kłamią, a kampanie to kabaret, ale jednocześnie ludzie i media słuchają niemal wyłącznie tych, którzy biorą w tym wszystkim udział. A więc biorę udział, korzystając tak z uprawnień kandydatki, jak i z wszelkich dostępnych metod. Dyskusja, którą wywołało pojawienie się mojego baneru na Konserwatyzmie.pl jest jedną z takich metod.
PPP to partia lewicowa. Tymczasem Ty masz zupełnie inny życiorys polityczny. Czy mogłabyś przedstawić Czytelnikom swoje polityczne i ideowe CV?
Najpierw sprostowanie, czy może wyjaśnienie: PPP to partia, której genezy trzeba szukać w próbie budowania innego niż LPR, czy PP zaplecza dla środowisk spoza głównego nurtu prawicy (czy raczej „prawicy”) w Polsce. W 2001r. dawni działacze KPN, ZChN, RdR, współpracownicy gen. Wileckiego i związkowcy z Sierpnia'80 powołali blok wyborczy Alternatywa, następnie przekształcony w Alternatywę – Ruch Społeczny, Alternatywę – Partię Pracy, wreszcie Polską Partię Pracy. Była to inicjatywa jak najbardziej patriotyczna i narodowa, z pewnością nie liberalna ekonomicznie (ani obyczajowo), z czasem coraz bardziej populistyczna, z akcentem na tak modną (zwłaszcza w środowiskach dawnego KPN) „socjotechnikę”. Ta właśnie „socjotechnika” przywiodła np. niezłomnego obrońcę życia, Mariusza Olszewskiego do taktycznego sojuszu z jakimiś antyklerykalnymi dziwakami, jednak (co ważne) „pakiet kontrolny” całego przedsięwzięcia nigdy nie był w rękach zadeklarowanych lewaków, a i teraz wydaje się zmierzać w dobrym kierunku.
Wszystko to tłumaczę dla porządku, nie należę bowiem do PPP, choć jestem związkowcem WZZ Sierpień'80. Do Senatu kandyduję m.in. dlatego, że pomysł współpracy z PPP (w tym i moją kandydaturę) wysunęły środowiska dawnej Samoobrony z jednej, a dawni koledzy z RdR–OP z drugiej strony. Swoją drogę polityczną zaczynałam jeszcze jako nastolatka pod koniec lat 80–tych w szeregach nielegalnej wówczas Konfederacji Polski Niepodległej, będącej wówczas bodaj jedyną tak silną (zwłaszcza w Lublinie) organizacją nie–KOR–owskiej opozycji antykomunistycznej. Takie zaangażowanie wydawało się wtedy jedynym możliwym dla osoby wychowanej w duchu patriotycznym, w tradycji 27 Wołyńskiej Dywizji AK i pamięci o Kresach, skąd pochodzi moja rodzina. Bardziej niż czynna polityka interesowała mnie jednak praca społeczno–wychowawcza, dlatego znalazłam się w gronie osób, które podjęły się reaktywacji Związku Strzeleckiego „Strzelec”–OSW (zwanego później MON–owskim, dla odróżnienia od partyjnej przybudówki KPN). Byłam jednym z pierwszych inspektorów tej organizacji, uczestniczką Marszów Szlakiem Kompanii Kadrowej (w 1992r. otrzymałam Honorową Odznakę Marszu). Jak wielu moich kolegów – strzelców, związana byłam z Ruchem dla Rzeczypospolitej – Obóz Patriotyczny Romualda Szeremietiewa, a gdy partia ta została wchłonięta przez RS AWS - znalazłam się w szeregach SND, zjednoczonego SN, a po jego rozpadzie (wraz z większością grupy lubelskiej) wstąpiłam w szeregi Samoobrony, w której przewodniczyłam organizacji miejskiej w Lublinie. Do dziś działam w rolniczych związkach zawodowych, zajmując się przede wszystkim problematyką dostępności świadczeń socjalnych, nierównościami chociażby jeśli chodzi o możliwość uzyskiwania rent strukturalnych i szeroko rozumianą polityką prorodzinną.
Pracuję w Teatrze Muzycznym w Lublinie jako koordynator pracy artystycznej, a więc osoba koordynująca tworzenie i realizację bieżących planów artystycznych, szereg kwestii związanych z obsadą i organizacją prób i spektakli w tej jednej z najciekawiej się zapowiadających (w swoim czasie) scen muzycznych w Polsce. Starałam się współtworzyć sukcesy Teatru, niestety, od kilku lat cała samorządowa kultura Lubelszczyzny znajduje się w zapaści i regresie, brakuje środków, wizji, a także właściwego doboru ludzi. Tak się więc złożyło, że wbrew obiegowej opinii, zgodnie z którą związki zawodowe w kulturze zakłada największy nieudacznik ze śpiewaczką bez głosu – w lubelskim Teatrze Muzycznym to właśnie ci, którym zależy na poziomie artystycznym tej placówki - skrzyknęli się w związek zawodowy Sierpień'80, wybierając mnie na swoją przewodniczącą. A dlaczego akurat ten związek? Bo jest autentyczny, to znaczy nie skompromitował się tak jak te organizacje, które służyły jako przybudówki czy to AWS, czy SLD.
Ideowo (jak sądzę) dojrzewałam, od patriotyzmu odruchowego, instynktownego, wpojonego w domu czy katolickim harcerstwie - po ten przemyślany, oparty na zdystansowanej refleksji na temat historii i teraźniejszości.
No to jak to jest: jesteś katolicką konserwatystką czy socjalistką? Zmieniłaś poglądy? Czy zdradziłaś prawicę? Czy ma rację kol. Tomek Dalecki zarzucając Ci, że jesteś „marksistką”?
Nie mam zamiaru wdawać się w jałowe spory co jest, a co nie jest „prawicą” we współczesnej Polsce i w świecie. Nie widzę też potrzeby tłumaczenia się osobom oderwanym od realiów życia, gdy tymczasem to właśnie moje życie świadczy o mnie. Bez obrazy, ale jakiś chłopiec zbyt nieśmiały do pań docieka czy aby nie popieram aborcji, ja, matka pięciorga dzieci?? Inny chłopczyk, trzydziesty rok na utrzymaniu rodziców, bada mój stosunek do tez ekonomicznych Miltona Friedmana, gdy ja się zajmuję gospodarką na dużo wyższym poziomie trudności biorąc udział w procesie utrzymywania mojej rodziny?? Ktoś pokazuje mi jakiś obrazek, wzór, wykres czy definicję i powtarza, że mam to popierać, bo jak nie, to ogłosi mnie lewicą i socjalistką? A niech sobie ogłasza, co on wie o prawdziwym życiu?!
Jaki jest Twój stosunek do Kościoła, tradycji katolickiej, ochrony życia poczętego i In vitro?
Na pewno bliższy ortodoksji katolickiej, niż stosunek JKM.
Czy jesteś zwolenniczką demokracji i parlamentaryzmu?
Zdecydowanie nie, to farsa, w którą nie wierzą sami jej uczestnicy.
Polska realizuje od dawna politykę proamerykańską lub proeuropejską. Czy to dobry kierunek, czy należy dokonać zmiany w tej dziedzinie?
Polska od dawna nie realizuje żadnej polityki, jest co najwyżej jej przedmiotem, a te tak zwane „opcje” stały się tylko elementami wewnętrznej przepychanki między głównymi partiami. Mają uwiarygodnić rzekome różnice, które niby to między nimi występują, co jednak z punktu widzenia opartego na polskim interesie narodowym nic nie zmienia. Widać to było ostatnio choćby na przykładzie Libii, kiedy to może z różną gorliwością, ale jednak tak PO, jak i PiS poparły ostatecznie zamach stanu i naloty na siły rządowe. O realnej alternatywie trudno zaś w Polsce rozmawiać, skoro nikt u nas nie lubi „Ruskich”, Chiny to egzotyka, a w ogóle jednocześnie myślimy i że jesteśmy pępkiem świata, i że nasza chata skraja. W naszej sytuacji nie mamy więc wyjścia, jak czekać na zmiany globalne, starając się przy tym przynajmniej jak najmniej stracić, a więc na przykład zdecydowanie odcinać się od wszelkiej maści „akcji stabilizacyjnych”.
Mawia się, że w tych wyborach występują trzy partie antysystemowe: PPP, Nowa Prawica i Ruch Poparcia Palikota. Co sądzisz o Nowej Prawicy i Ruchu Poparcia?
Ruch Palikota w żaden sposób nie może być antysystemowy, skoro jego twórca i lider jest klasycznym tego systemu produktem i współtwórcą jednocześnie. Po prostu rządzący zawczasu uznali, że ich nieudolność będzie wzmagała społeczną frustrację i postarali się, by znalazła ona swoje ujście w tej w pełni kontrolowanej formie. Przy okazji zaś dla zdobycia bazy społecznej RP wykorzystuje najniższe słabości i instynkty, w rodzaju antyklerykalnego chuligaństwa, ćpunów, zboczeńców i wszelkiej maści odmieńców. Porównywanie tej zbieraniny do dawnej Samoobrony jest zdecydowanie obraźliwe dla tej drugiej.
Co do Nowej Prawicy, to z żalem przyjęłam informację o porażce tej inicjatywy, a z oburzeniem czytałam o działaniach PKW przeciw listom KNP. Jest to bezwzględnie skandal i potwierdzenie leninowskiej tezy, że „nie ma wolności dla wrogów wolności”. Nie ukrywam, że zgadzam się z wieloma poglądami Janusza Korwin–Mikkego (np. na temat roli kobiet w rodzinie i życiu publicznym), natomiast cały czas mam wrażenie, że odpowiada mu rola publicysty i guru, a realna działalność polityczna w ogóle go już nie interesuje, dlatego zawsze, gdy ma jakieś szanse wyborcze - umyślnie robi coś, by je zmarnować. Słowem lepiej go czytać, niż na niego głosować.
Gromadka najlepszych uczniów prof. Jacka Bartyzela nie tak dawno zawarła sojusz z maoistami. Czym różni się Twoje wejście do PPP od sojuszu Adama Danka ze zwolennikami „chińskiej drogi do socjalizmu”?
Zbyt mało wiem o motywach działania i przekonaniach wspomnianych osób, by porównywać ich sytuację z własną. Podkreślam jednak jeszcze raz, że nie jestem członkiem PPP, do wyborów startuję dzięki taktycznemu sojuszowi z tą partią z własnymi postulatami. Na mojej ulotce (w końcu jak wybory, to wybory...) napisałam:
„Mieszkańcy Zamojszczyzny!
Możemy zmienić niszczący Polskę system polityczny. Odsunąć od władzy polityków przeskakujących z partii do partii, ale zawsze tak samo ciągną do siebie pieniądze i wpływy. Polsce i jej mieszkańcom potrzebne jest przebudzenie, prawdziwy narodowy zryw, tym razem nie do walki, ale do głosowania przeciw politycznym oszustom! (…) Proszę o Państwa głosy, bo chcę, by normalni, porządnie ludzie – mogli w Polsce normalnie żyć i pracować.
Mój Program dla Polski i Zamojszczyzny:
walka o opłacalność produkcji rolnej, wyrównanie dopłat oraz ochronę rynku krajowego przed nieuczciwą konkurencją;
aktywizacja gospodarcza Zamojszczyzny, zachęty do tworzenia miejsc pracy, odzyskanie majątku zniszczonego i rozgrabionego podczas złodziejskiej prywatyzacji;
wsparcie lokalnych środowisk kulturalnych dbających o zachowanie tradycji i wartości narodowych;
gwarancje dostępu do publicznej, bezpłatnej służby zdrowia;
a przede wszystkim: dość politycznych kłamstw!
PRAWDA PRACA POLSKA”
Czy to socjalizm? Dla niektórych dogmatyków zapewne. Czy to populizm? Być może, tylko że wcale nie uważam tego za wadę. Mąż jednej z moich ulubionych postaci historycznych, Evity Peron, zwykł był mawiać: „Jestem człowiekiem zasad, moją pierwszą zasadą jest pragmatyzm”. W dzisiejszych czasach zaś zarówno pragmatyzm, jak i zasady nakazują być po stronie zwykłych ludzi przeciw politykom, a także głosić hasła może populistyczne, ale autentyczne - przeciw nijakości, telewizyjnej papce i fałszywemu pragmatyzmowi biurokratów z jednej, a cynicznemu wykorzystywaniu ludzkiej naiwności i skłonności do hurrapatriotycznego oszołomstwa z drugiej strony.
Rozmawiał Adam Wielomski
Na zdjęciu Anna Rękas w otoczeniu swoich dzieci