W poprzednim tekście starałam się wskazać na pewne zagrożenia dla polskiej racji stanu, wynikające z jednej strony z określonych aktywności naszego zachodniego sąsiada, jak również z naszej własnej bezczynności. Generalnie stoję na stanowisku, iż diagnoza Dmowskiego, że nie Rosja a Niemcy są większym zagrożeniem dla interesów państwa polskiego jest moim zdaniem jak najbardziej aktualna. Doskonale zdaję sobie sprawę z kontrowersyjności tego stanowiska. W kolejnych tekstach chciałabym pokazać, co moim zdaniem przemawia na jego rzecz.
Jednocześnie zgodnie z tym, co powiedziałam w ostatnim tekście, i wbrew temu, co zostało mi zarzucone w niektórych komentarzach, nie zamierzam przyłączać się do chórku polskiej prawicy, posługującej się antyniemieckimi hasłami. Nie zamierzam, gdyż antyniemiecka retoryka nie leży w naszym interesie. Po pierwsze, tak jak pisałam, jest ona przez Niemców skrzętnie wykorzystywana do kreowania się na ofiary polskiego nacjonalizmu. A po drugie, wszystko co jest tylko „anty”, jest mało konstruktywne i nie dostarcza pozytywnych wskazówek działania.
W swoim poprzednim tekście chciałam pokazać, jak nasz zachodni sąsiad dba o swoje interesy, i jak my o nie nie dbamy. W tym miejscu chiałabym podkreślić to, co może w poprzednim tekście nie było wystarczająco jasno powiedziane: nie chodzi mi o to, żeby Niemców krytykować, tylko o to, żeby się od nich nauczyć tego, jak nowoczesne państwo profesjonalnie i skutecznie dba o swoje interesy. Poprzedni tekst, jak również kolejne nad którymi pracuję, mają więc podwójne przesłanie. Z jednej strony chodzi o to, by pokazać pewne zagrożenia dla polskiej racji stanu związane z polityką naszych sąsiadów. Jednocześnie chciałabym pokazać, że nie ma sytuacji bez wyjścia, i że jeśli chcemy obronić swoje interesy, to musimy być równie skuteczni jak inni. A jeśli inni są bardziej skuteczni od nas, to zamiast wpadać w zniechęcenie z tego powodu, wystarczy dokładnie popatrzeć na to, co robią i uczyć się od tego, kto jest lepszy.
W tym tekście chiałabym poruszyć drażliwą kwestię związaną z retoryką „jednania się”. Retoryka ta jest oficjalną linią polityki polskiej RFN-u, jak również oficjalną linią polityki niemieckiej realizowanej przez kręgi związane z PO. Brzmi dobrze, ale w praktyce nie zawsze wychodzi. Co gorsza, jest ona moim zdaniem pułapką dla interesu narodowego Polski. Dlaczego? Zgodnie z tą retoryką Niemcy prezentują się jako państwo, które chce się jednać i którego zachowanie w stosunku do Polski jest pod każdym względem w pełni poprawne. W momencie, gdy w Polsce pojawiają się jakiekolwiek krytyczne głosy co do aktywności naszego zachodniego sąsiada- i to nie tylko w kwestiach polityki historycznej- niemieckie ośrodki opiniotwórcze przedstawiają to jako przejaw polskiego nacjonalizmu, prapolskiej antyniemieckości i braku woli jednania się. Czyli: Polacy szukają dziury w całym i są przeszkodą na drodze do jednania się. Zachowanie Niemców jest z definicji konstruktywne, Polaków, którzy krytykują określone zachowania Niemców, natomiast z definicji destruktywne.
Wbrew temu, w co wierzą sami Niemcy, czytając wypowiedzi niemieckich mediów dotyczące Polski, bardzo często odnoszę wrażenie, że treści tam prezentowane z „jednaniem się” nie mają zbyt dużo wspólnego.
W tym tekście chciałabym pokazać kilka przykładów z Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ) na to, jak kreowany jest obraz Polski przez ten jeden z najbardziej opiniotwórczych dzienników niemieckich. Chciałabym, żeby każdy Czytelnik sam osądził, na ile prezentowane przykłady rzeczywiście odpowiadają „duchowi jednania się“. Teksty są troche starsze, bo prawie sprzed trzech lat. Wynika to z tego, że wcześniej prenumerowałam tę gazetę i skrupulatnie gromadziłam wszystkie artykuły dotyczące Polski. W pewnej chwili dałam sobie spokój, nie dysponuję więc aktualnym „materiałem dowodowym”. W każdym bądź razie linia prezentowana przez FAZ zasadniczo się nie zmieniła.
Oto przykłady:
„Nie tylko w stosunku do niemieckiego przeciwnika, ale także w stosunku do własnego piłkarza narodowego należy odrzucić resentymenty: Roger Guerreiro, z pochodzenia Brazylijczyk, prawie nie mówi po polsku. Ze względu na Mistrzostwa Europy w kwietniu otrzymał polskie obywatelstwo”. Tak oto rozpoczyna się artykuł z FAZ „Polak ma ciężko w Polsce” z 6.06.2008. Artykuł dotyczy polskiego rasizmu, którego wyrazem mają być rzekome uprzedzenia Polaków w stosunku do brazylijskiego piłkarza. Dalej przytaczane są wypowiedzi polskich piłkarzy, które mają świadczyć o tychże rzekomych polskich uprzedzeniach. Na czym jednak polega rasizm takich wypowiedzi jak choćby Radomskiego: „Mam wątpliwości co do tego, że [Roger] nam pomoże”, albo Bońka, który obawia się, że Guerreiro może brakować „przywiązania do Polski”, to wiedzą tylko redaktorzy FAZ. Na tej samej stronie FAZ umieściła rozmowę z Leo Beenhakkerem. Załączone do wywiadu zdjęcie pokazuje plecy holenderskiego trenera, gdyż jak informuje komentarz umieszczony pod tym zdjęciem: „Nie wszyscy wzmacniają mu plecy. Dla niektórych jest to problem, że Leo Beenhakker nie posiada polskiego paszportu”. Cóż, myślę, że gdyby Beenhakkker poprowadził nas do finału MŚ, to mimo braku polskiego paszportu stałby się jednym z największych polskich bohaterów narodowych. Redaktorzy FAZ sprawę jednak widzieli inaczej.
Szczególnym upodobaniem FAZ cieszy się problem polskiego antysemityzmu. I tak 1.04.2008 ukazał się artykuł „Siwy antysemita w Urugwaju” dotyczący powiązań rzekomego antysemity, Jana Kobylańskiego, z braćmi Kaczyńskimi. Generalnie chodziło o pokazanie tego, że Kaczyńscy to nie tylko antyniemieccy polscy nacjonaliści ale także antysemici. W związku z 60. rocznicą powstania państwa izraelskiego umieszczono artykuł „Wy, trzy miliony, wracajcie z powrotem” (05.05.2008), który dotyczy filmu „Mary koszmary" izraelskiej artystki Yael Bartany. Nie do końca jasny dla mnie był związek wydarzeń 68 roku ze sprawą powstania państwa izraelskiego. Cóż, redaktorzy FAZ związek taki owszem i widzieli. „Nie antysemickie” to krótka notka z 14.06.2008 na temat zawieszenia postępowania przeciwko Rydzykowi w sprawie zarzutów antysemityzmu. Radio Maryja generalnie przedstawiane jest w Niemczech jako ostoja polskiego nacjonalizmu i antysemityzmu, które należałoby zniszczyć, by zrealizować ideę kochającej się Europy. Najcięższe zarzuty pod adresem Polaków zostały jednak wytoczone w dwóch recenzjach książek z FAZ z 17.06.2008. Pierwsza recenzja dotyczy książki Agnieszki Pufelskiej „Żydokomuna. Obraz wrogości“. Przytoczę tu tylko pierwsze zdanie tej recenzji, w której autor stwierdza, że Polacy widząc samych siebie „na szczycie hierarchi ofiar”, jednocześnie przypisują Żydom współodpowiedzialność za ich własne cierpienia. Nie wiem, na podstawie czego autor doszedł do takiej konkluzji, że Polacy uważają, że Żydzi sami winni są swojej tragedii. W każdym bądź razie dobrze jest wiedzieć, że właśnie taka opinia o nas prezentowana jest w dzienniku, który czytany jest przez niemieckie elity. Przedmiotem drugiej recenzji jest książka Shmuela Krakowskiego „Obóz śmierci w Chełmnie”. Książka ta opisuje zbrodnie na ludności żydowskiej dokonane przez Niemców w tymże obozie. Posłowie książki poświęcone jest natomiast problemowi wrogości Polaków do Żydów. I tak recenzja zaczyna się od przedstawienia historii niemieckiego obozu w Chełmnie, a kończy na „wypędzeniu” Żydów z Polski w 1968 roku. Cóż, należy postawić pytanie: co ma piernik do wiatraka?!
Chciałabym także opisać przykład tego, jak celowo zestawiane były pewne teksty, żeby w ten sposób wywołać odpowiednie skojarzenia u czytelników FAZ. I tak w związku z wizytą ówczesnego ministra Komorowskiego w Niemczech FAZ zamieściła artykuł dotyczący głównych kierunków polskiej polityki zagranicznej (21.04.08, „Wizje Komorowskiego”). Dokładnie na następnej stronie znajduje się mogący budzić zdziwienie artykuł zatytułowany „Fałszywy obraz ucieczki i wypędzeń”. W artykule tym analizowane jest następujące pytanie: Co było gorsze dla ludności niemieckiej, ucieczka czy wypędzenia? Tekst opisuje dramatyczne sceny towarzyszące zarówno ucieczce niemieckiej ludności cywilnej przed nadciągającą Armią Czerwoną, jak również przesiedleniom pozostałej ludności przez władze PRL-u. Autor tego artykułu dochodzi do konkluzji, że właściwie to nie można odpowiedzieć na to pytanie... To w takim razie po co było je stawiać?! Co zadziwia, to fakt, że artykuł nie odnosi się np. do żadnej konferencji, która została poświęcona tej tematyce, ani też do żadnej pozycji książkowej, która właśnie ukazała się na rynku. Autor jest anonimowy, a i kontekst tego artykułu zupełnie nieznany: swoim „abstrakcyjnym” charakterem zasadniczo odbiega on od pozostałych artykułów umieszczonych na tej samej stronie, które mają charakter czysto informacyjny. Dwa dni pózniej FAZ opublikowała rozmowę z ministrem Komorowskim (23.4.2008. „Nie wolno nam blokować przyszłości przeszłością”). Na tej samej stronie czytelnik znajdzie krótką notkę na temat wyroku sądu w Kolonii zakazującego Powiernictwu Polskiemu rozpowszechniania plakatu, na którym Steinbach jest porównywana do Hitlera. Notka nie zawiera żadnej informacji na temat daty wydania tego wyroku, jak również numeru akt sprawy. I nic dziwnego, chodzi bowiem o orzeczenie z 15.08.2007, a więc sprzed ponad ośmiu miesięcy przed ukazaniem się numeru FAZ, w którym został zamieszczony ten wywiad. Chodziło więc o dość przestarzałego newsa, który jednak z pewnych względów został odświeżony. Takie zestawiania artykułów naprawdę trudno uznać za przypadkowe. Moim zdaniem, cel tych praktyk właściwie jest jasny: chodzi o to, żeby czytelnikom FAZ Polska kojarzyła się przede wszystkim z wypędzeniami.
Pewne treści transportowane są do opinii publicznej poprzez listy czytelników FAZ. Przytoczę fragment tylko jednego listu „Czekając na inne pokolenie“ z 8.01.2008. Autor listu stwierdza, że warunkiem poprawy polsko-niemieckich stosunków jest zmiana pokoleniowa w Polsce. Zdaniem autora, nowe pokolenie Polaków musi dokonać czegoś na kształt rewolucji z 1968 r., w wyniku której obalona zostanie legenda o „niemieckich okupantach” na „odzyskanych prapolskich obszarach”. Autor powołuje się także na wyniki sondaży, z których ma wynikać, że dwie trzecie Polaków uważa „transfer” Niemców po wojnie za działanie „w porządku”. Autor jednak nie wyjaśnia, co respondenci właściwie mieli na myśli. Z tonu listu można jednak wyczytać, że zdaniem autora oznacza to polską niewrażliwość na krzywdy innych ludzi czyli Niemców. FAZ opublikowała moją odpowiedź na ten list (25.02.2008). Na mój list czytelnika odpowiedział pewien starszy Niemiec, który podziękował mi za ten list. Dowiedział się z niego, że Polacy także byli ofiarami wypędzeń, i stąd rozumieją, czym jest utrata ojczyzny. Mój list przyniósł mu ulgę: to, co do tej pory słyszał na temat Polaków, napełniało go tylko złością. Pozostałe reakcje były agresywne; mój list został potraktowany jako dowód na to, że Polacy próbują wykręcić się od odpowiedzialności.
Nie był to jedyny list, który wysłałam do FAZ. Moje listy bardzo zdenerwowały jednego z redaktorów FAZ, od którego dostałam wyjątkowo aroganckiego emaila. Redaktor zalecił mi, żebym moją „gorliwość”, z którą rzekomo próbuję wykazać FAZ „antypolską postawę”, poświęciła lepszej sprawie. Autor odesłał mnie do Krasnodębskiego, Muszyńskiego i Raka, którzy potrzebują „amunicji do swoich antyniemieckich artykułów w polskiej prasie”. Cóż, ja tylko chciałam redakcji zwrócić uwagę na to, że pewne rzeczy można widzieć inaczej. W końcu jeśli mamy się „jednać”, to trzeba z sobą rozmawiać, tak, żeby każda ze stron wiedziała, co myśli druga. Okazało się, że FAZ podąża za jakąś inną koncepcją „jednania się”. Jaką? Otóż taką, że jednanie owszem jest możliwe, ale tylko pod warunkiem, że bez słowa sprzeciwu przyjmiemy wszystko, co za prawdę uważają niemieckie ośrodki opiniotwórcze. Polski sprzeciw jest od razu interpretowany jako dowód na złą wolę Polaków, którzy jednać się nie chcą.
Jestem zdecydowanym przeciwnikiem całej tej retoryki „jednania się”. Oczywiście nie jestem też za propagowaniem polityki nastawionej na konfrontację. Osobiście życzyłabym sobie, żeby polsko-niemieckie stosunki były oparte na zasadach, które od wieków były podstawą realizowania polityki zagranicznej państw narodowych. Chodzi po prostu o retorykę interesu narodowego. Interesy Polski i Niemiec w pewnych kwestiach są zbieżne, a w innych nie. W stosunkach międzynarodowych zarówno konflikty, jak i różne formy współpracy zawsze były czymś zupełnie normalnym. Jestem także przeciwko realizowaniu przez państwa narodowe tzw. polityki historycznej: badaniem historii powinni zajmować się historycy, a pojednanie powinno być sprawą realizowaną przez społeczeństwo a nie państwo. Moim zdaniem, polityka powinna trzymać się od takich spraw z daleka. Problem polega na tym, że tak niestety nie jest. Historia jest upolityczniania na każdym kroku- i wbrew pewnej propagandzie także przez Niemcy- i Polska musi się jakoś w tym odnaleźć.
Artykuły FAZ są dla mnie przejawem niemieckiego nacjonalizmu. Osobiście z niemieckim nacjonalizmem nie mam żadnego problemu- ale tylko pod warunkiem, że Polacy mają prawo do swojego własnego polskiego nacjonalizmu. Mój problem z całą tą retoryką jednania polega na tym, że np. takie ośrodki opiniotwórcze jak FAZ próbują wmówić niemieckiej opinii publicznej, że Polski nacjonalizm jest źródłem zagrożenia dla cywilizowanej Europy. Jednocześnie Niemcy stylizowane są na kraj, który z nacjonalizmem nie ma nic wspólnego, gdyż zacięcie walczy w imię zjednoczonej Europy, wolnej od „plagi nacjonalizmu”. Polska prawica, która krytykuje Niemcy za ich –także moim zdaniem- nacjonalizm, tak naprawę dokładnie wpisuje się w tę retorykę Europy bez nacjonalizmów. To jest moim zdaniem największy paradoks, z którego polska prawica nie zdaje sobie sprawy! Moim zdaniem, zamiast krytykować Niemcy za ich nacjonalizm, powinniśmy walczyć o prawo do naszego, polskiego nacjonalizmu.
Podstawą polityki powinny być suwerenne państwa, w suwerenny sposób realizujące swoje interesy narodowe. A na dłuższą metę, tylko kooperacja z innymi leży w interesie każdego państwa. W przypadku pojawienia się konfliktów, państwa muszą być zdolne do zawierania kompromisów i ograniczania własnych ambicji oraz zachcianek. Jestem więc przeciwko polityce realizowanej przez kręgi związane z PO, gdyż jest ona właśnie zdominowana przez retorykę „jednania się”. Jestem także przeciwko antyniemieckiej retoryce PiSu, gdyż są to kiepskie warunki wyjściowe do budowania suwerennej i konstruktywnej współpracy z naszym zachodnim sąsiadem.
Magdalena Ziętek
[aw]