Mam nieodparte wrażenie, że nazwisko autora felietonu o tytule Problemy libertarianizmu zobowiązuje. Skąd taka myśl? Otóż wyżej wymieniony artykuł wywołał u mnie salwę śmiechu. Kant jednak zalecałby namysł, do czego też się zastosowałem (filozof z Królewca miał,
w przeciwieństwie do pana Salwowskiego, dobry zwyczaj pisania jak to się kolokwialnie mówi: do rzeczy) i stwierdziłem, że niestety nie należy się śmiać w przypadku, gdy na portalu chociażby nazywanym konserwatywnym, pojawia się tekst ocierający się o socjalistyczne idee.
Polemika będzie oparta na wyciągnięciu cytatów (zaznaczonych kursywą) z artykułu i moich odpowiedziach (zaznaczonych pogrubieniem), w celu ułatwienia czytania.
Jednym z ważnych pytań dotyczących kształtu państwa i prawa jest to, wedle jakich kryteriów rządzący nami ludzie powinni ustalić, co jest w danym społeczeństwie zakazane, a co legalne?
W zasadzie wszyscy zgadzają się co tego, iż władze cywilne powinny zabraniać tych zachowań, których popełnianie wiąże się ze szkodzeniem innym ludziom.
Powyższe zdanie jest przykładem, jak bardzo niektórzy są już zindoktrynowani, jak to mawia prof. B. Wolniewicz lewoskrętnym postrzeganiem rzeczywistości. Nie trzeba opierać się na koncepcji umowy społecznej, wystarczy zdrowy rozsądek, żeby dojść do faktu, że państwo jest tworem, mającym na celu zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom. Pełni więc rolę tego, który w stanie natury jest osobnikiem silniejszym, a czyni to po to, by słabszy miał zapewnioną sprawiedliwość.
Nie rozumiem zupełnie skąd stwierdzenie autora, zawarte w drugim zdaniu powyższego cytatu. Nie wiem czy pan Salwowski jest świadomy, co implikuje jego teza, ale pozwolę sobie podać przykład: Obserwacje empiryczne dowodzą, że używanie petard wiąże się z zagrożeniem utraty zdrowia lub nawet życia innych ludzi. W związku z założeniem szanownego autora, winno się zabronić korzystania z fajerwerków. Takich paradoksalnych przykładów można mnożyć, ale nie w tym sedno – kwestia polega na tym, że dzisiejsze de facto lewackie ujęcie prawa, pozwala na karanie w oparciu o szkodę domniemaną, a nie popełnioną. I nie ma znaczenia, że jest się człowiekiem odpowiedzialnym i wyposażonym w wolną wolę – dzisiejsze prawo „lepiej” wie, co zrobisz nawet posiadając przy sobie narkotyk, nie mówiąc już o jego zażyciu i karze cię za to, czego nie zrobiłeś. W jakim celu? Oczywiście prewencyjnym. Sens tego jest żaden, bo kto chce zażyć narkotyk, ten i tak to zrobi, a kto ma zrobić komuś krzywdę po nim i tak później za ten czyn odpowie.
Liberałowie i libertarianie będą bowiem twierdzić, że zgodnie z zasadą prawa rzymskiego "Chcącemu nie dzieje się krzywda" państwo powinno legalizować wszystkie te uczynki, których dokonywanie nie wiąże się z naruszaniem wolności osób dorosłych.
Nie tylko osób dorosłych, ale osób w ogóle. To rodzic jest odpowiedzialny za swoje dziecko
i jego czyny. Zabawne jest manipulacyjne sformułowanie „państwo powinno legalizować”. Według libertarian, państwo nie powinno, ba nawet nie może, zabraniać czynów, których dokonanie nie wiąże się z naruszaniem wolności drugiej osoby. Dochodzi się wtedy do paradoksalnej sytuacji opisywanej przeze mnie powyżej, czyli karania za domniemanie czynu, a nie jego popełnienie. Znany jest mechanizm równi pochyłej, który powoduje, że gdy zabroni się jednej rzeczy, na przykład posiadania narkotyków, zakazy będą rozciągały się na co raz szerszy obszar rzeczywistości.
Ten punkt widzenia i definiowania szkody, której wyrządzanie innym, powinno być zakazane przez państwo, jest z kolei trudny do przyjęcia dla chrześcijańskich konserwatystów.
I znów upór socjalistycznego maniaka, który wie, co dla mnie jest lepsze. Jeśli ja lubię się pobić ze swoim kolegą i nie mam za złe ani sobie, ani jemu tego, że wybił mi przy tym ząb, to nic państwu do tego. Wciskanie chrześcijaństwa jest tutaj też mocno niestosowne, gdy szkoda rozumiana jest personalnie – to człowiek i jego sumienie określają, czy coś dla niego jest szkodą. Należy podkreślić, że chrześcijanin korzystający z wolności dawanej przez libertarianizm, po prostu nie dopuściłby się czynu grzesznego. Do tego dochodzi do tego rozdział na szkodę moralną (i ta ma prymat w chrześcijaństwie) oraz cielesną. Szkoda cielesna jest w przypadku, gdy potrąci nas samochód i jesteśmy połamani,a nie w przypadku, gdy świadomie zgodziłem się na czyn, którego konsekwencje przewidywałem. Gdy kolega wybije mi ząb, owszem jest to pewien ubytek na zdrowiu, ale zaakceptowałem to jako potencjalną konsekwencję. Jaki kolejny bezsens implikuje teza autora? Bokser nie może być chrześcijańskim konserwatystą.
Przecież w ogóle w samej istocie moralnego bezprawia leży szkodzenie samemu sobie (…).
Jeśli pójdziemy przy tym założeniu krok dalej, co jasno sugeruje autor swoimi przemyśleniami, to taka teza odzwierciedla sytuację w Korei Północnej, gdzie karze się rodzinę samobójcy za to, że ten się zabił.
Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego: "W świetle wiary nie ma większego zła niż grzech i nic innego nie powoduje gorszych skutków dla samych grzeszników, dla Kościoła i dla całego świata"
Zgoda. Jednakże jak przestrzegał bodajże Orygenes (w tej materii miał rację), literalne i nieprzemyślane traktowanie prawd wiary, prowadzi do nonsensów. Z takowym mamy do czynienia tutaj. Chciałbym przypomnieć panu Salwowskiemu, że czyn cnotliwy wedle nauczania Kościoła może pojawić się, jeśli jest alternatywa popełnienia czynu złego, czyli grzechu. Libertarianizm nie głosi, że moralne jest odcięcie komuś ręki za jego przyzwoleniem (podejrzewam, że żaden libertarianin nie stwierdziłby, że taki czyn jest dobry), a daje jedynie wolność wyboru. Gdyby Bóg chciał, aby człowiek nie miał możliwości wyboru, Drzewo Poznania byłoby ogrodzone kolczastym drutem podłączonym do prądu.
Wymyślone dylematy... ale czy liberalizmu/libertarianizmu?
Problem 1
Ustalanie granicy między dojrzałością, a niedojrzałością emocjonalną czy intelektualną, jest li tylko formalnym rozwiązaniem ułatwiającym sprawne funkcjonowanie państwa. Nie jest to więc problem libertarianizmu/liberalizmu, a samej koncepcji jednolitego progu owej dorosłości. Identyfikowanie tego problemu jako mającego korzenie w wyżej wymienionych koncepcjach, jest więc delikatnie mówiąc wyssane z palca.
Problem 2
Jest zdecydowana różnica między "Zrób to, albo cię zabiję lub pobiję", a "Zrób to, albo zwolnię cię z pracy". W obu przypadkach jest jednak stosowany przymus silniejszego względem słabszego i tutaj libertarianie lokują rolę państwa, która ma owemu słabszemu zapewnić bezpieczeństwo. W kwestii wyrzucenia z pracy, specyfika wolnego rynku, który zakładają libertarianie powoduje, że zwolnienie i zmiana pracy nie stanowią problemu znanego nam w dzisiejszej rzeczywistości, dlatego nie jest traktowana koniecznie jako coś uciążliwego. Na dodatek dochodzi fakt, że mamy możliwość wyjścia z tej sytuacji. Jeśli jednak idzie o groźbę pozbawienia życia, która na dodatek może być spełniona, jest to ingerencja w wolność słabszej jednostki. W tym wypadku nie mamy innej drogi – albo wypełniamy czyn, którego żąda silniejszy, albo giniemy. Jest to jawna zawłaszczenie wolności drugiej osoby, na co libertarianin nie zgodziłby się.
Kontrowersją jaka rodzi się w tym i podobnych sprawach, jest to, jakim zakresem wolności dysponuje samotna matka mająca na wychowaniu małe dzieci w obliczu faktycznego szantażu szefa domagającego się od niej cudzołóstwa?
Jest to jawna demagogia socjalistów nie znających realiów konstruktu wolnego rynku. Taka kobieta w rzeczywistości libertariańskiej ma możliwość zmiany pracy i na dodatek może skorzystać z pomocy dobrowolnie wspieranych fundacji, a nie jak w socjalizmie opartych na przymusowych podatkach, które chętnie jej udzielą w czasie poszukiwania nowego miejsca pracy. Nota bene od dawna wiadomo, że jeśli coś jest robione z własnej woli, to jest skuteczniejsze, dlatego libertarianie głoszą wolontariat i datki dobrowolne, a nie przymusowe podatki. Problem jest więc ponownie efektem niedoczytania autora artykułu.
Problem 3
Żyjemy w społeczeństwie, które wymienia się informacjami na różne tematy, dlatego też swoistą pocztą pantoflową dowiadujemy się, doradzamy sobie, gdzie kupić coś lepszego/tańszego/świeższego. Ten mechanizm działa w każdej rzeczywistości, a w wolnym rynku najlepiej, gdyż jest o wiele większa konkurencja niż w przypadku rynku dotkniętego interwencjonizmem. Sprzedawca dba o to, by na następny dzień miał klientów. Jeśli tego nie robi i sprzedaje kiepski towar, szybko tych klientów straci, a co za tym idzie – swoje pieniądze.
Ciekaw jestem, czy w rzeczywistości obwarowanej właśnie takim prawem, które postuluje pan Salwowski, nigdy nie zdarzyło mu się kupić nieświeżego produktu spożywczego. Być może miał szczęście, ale gwarantuję – nie jest to zasługa prawa, lecz uczciwości sprzedawców, którzy chcą mieć jak najwięcej klientów. Jeśli ktoś jest oszustem, to nie przeszkodzi mu obowiązujące prawo – inaczej przecież nie słyszałoby się o sytuacjach otrzymywania cegły zamiast telefonu, znanych swego czasu ze znanego serwisu aukcyjnego. Sprzedawcy ci zostali jednak wyeliminowani przez niezadowolenie klientów i system komentarzy (internetowy odpowiednik poczty pantoflowej), a nie prawo. Więc jeśli zapis w prawie jest bezużyteczny, należy go zlikwidować. Dodatkowo ponownie dochodzi tu kwestia sądzenia kogoś za czyn, który być może popełni. Prawo ma karać za czyny już popełnione! Jeśli sprzedawca sprzedał mi rybę, która mi zaszkodziła, wtedy dopiero mogę mieć do niego pretensje.
Problem 4
Autor przedstawia tutaj chyba swoją, oderwaną od stanu faktycznego, wizję rzeczywistości. Twierdzi, że sam fakt istnienia zakazu powoduje, że żyjemy w realiach wręcz utopijnych. Dla przykładu - nie ma pijaństwa, gdy jest jego zakaz. Drogi Panie, zalecam otwarcie oczu. Idąc za takim tokiem rozumowania, prawo winno zakazywać zdradzania współmałżonka. Fakt, że nie zmieni to nastawienia tych, którzy i tak chcą zdradzić, nie ma chyba dla Pana znaczenia. Grunt żeby państwo wrzuciło do kodeksu następny frazes. Dodać należy, że to nie prawo winno regulować postępowanie, ale moralność człowieka i jego intencje. Czyn popełniony pod naciskiem, nawet w efekcie dobry, wcale nie musi być klasyfikowany jako taki, ponieważ intencje czyniącego mogły być złe. Argumentacja z wcześniejszych problemów ma zastosowanie także i do tego, więc nie będę jej powtarzał. Wystarczy tylko zastosować ją per analogiam.
Problem 5
Problem jest złożony, ale niestety również wynikający z li tylko powierzchownego jego podjęcia przez autora felietonu. Jeśli chcemy poznęcać się nad drugą istotą, to musi ona być wolna, rozumna i świadoma, oraz zgodzić się na to (na przykład masochista). Tylko na podstawie tychże można podjąć się takiego czynu i nie będzie on napiętnowany prawnie. Zupełnie inaczej kwestia wygląda od strony moralnej – libertarianin może być konserwatystą i uznać ten czyn za niemoralny. Nie może jednak narzucać dwóch autonomicznym jednostkom, by nie czyniły tego, co chcą za obopólną zgodą. Może im jedynie zasugerować niestosowność tego zachowania.
W przypadku zwierząt sprawa staje się w tym momencie jasna – nie są istotami samoświadomymi ani przede wszystkim rozumnymi, więc zasady ludzkie nie mają tutaj zastosowania. Libertarianin powiedziałby, że nie należy zadawać zwierzęciu bólu z powodu własnej zachcianki, gdyż zwierze nie wyraziło na to zgody i nigdy tego nie zrobi z powodu swojej nieintelektualnej natury.
Tradycyjnie... socjalistyczna odpowiedź na liberalizm.
Niestety mimo moich usilnych starań w celu zrozumienia intencji Pana Mirosława Salwowskiego, dochodzę do wniosku, że to nie troska o dobro ludzkości, ale wyraźne niezrozumienie zastanej rzeczywistości, oraz brak bardziej szczegółowej wiedzy z zakresu libertarianizmu skłoniły Go, do popełnienia takiego tekstu. Prawdziwy chrześcijański tradycjonalista pragnie realiów, w których ludzie są wolni, odpowiedzialni za swoje czyny i ich konsekwencje oraz postępują zgodnie z chrześcijańskim etosem. To wszystko libertarianizm czy liberalizm umożliwiają.
Marcin Sułkowski
[aw]